niedziela, 30 wrzesień 2012 10:27

Tomasz Skowronek: Wenezuela u progu zmian?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

chavez  Tomasz Skowronek

Już 7 października Wenezuela stanie w obliczu decydującego wyboru. Odbędą się wybory prezydenckie, a obecny prezydent Hugo Chavez stoczy bój o fotel głowy państwa z 39-letnim gubernatorem Mirandy o polskich korzeniach Henrique Caprilesem. Świat z wielkim zainteresowaniem przygląda się tym wyborom. Dlaczego taki kraj jak Wenezuela budzi częste zainteresowanie mediów i polityków na całym świecie? 

Wpływają na to przede wszystkim dwa czynniki: Po pierwsze w kraju tym znajdują się ogromne złoża ropy naftowej, drugim czynnikiem jest oczywiście charyzmatyczny Hugo Chavez, polityk który budzi skrajne emocje na całym świecie. Odkąd H. Chavez został prezydentem, czyli od 1999 roku, Wenezuela wywołuje spore zainteresowanie światowych mediów.

Tymczasem Wenezuela podzieliła się na bezkrytycznych wyznawców H. Chaveza i jego zaciekłych wrogów. H. Chavez ponownie staje do walki o władzę, choć jeszcze parę miesięcy temu nie było to takie pewne. Obecny prezydent znalazł się w centrum uwagi kiedy to parę miesięcy temu wykryto u niego raka. Obecna głowa państwa wenezuelskiego, w przeciwieństwie do innych przywódców latynoamerykańskich, którzy także zachorowali na nowotwór,  o swym zdrowiu informował jak najmniej, dając pole do nieskończonych spekulacji. Pojawiały się także informacje że choroba uniemożliwi mu ponowny start w wyborach. H. Chavez natomiast zapewniał jedynie, że nie umiera, że jest stanie ponownie kandydować na prezydenta i że pokona raka. Tak też się stało, w lipcu tego roku H. Chavez ogłosił że pokonał chorobę, a zdrowie pozwala mu na ubieganie się o reelekcję.

Małe zainteresowanie Wenezuelą i jej przywódcą przejawiają polskie media. Niestety nawet skromne informacje w tym temacie zazwyczaj są z reguły dość jednostronne. Prezydent tego kraju w polskich mediach jest przedstawiany jako zbrodniarz, szaleniec który niszczy gospodarkę, a także jako dyktator. Opozycja zaś przedstawiana jest w barwach ostatniej ostoi wolności. Jakiś czas temu, w jednym z programów publicystycznych, gdzie omawiano sytuację w Wenezueli przed wyborami, dziennikarz Gazety Wyborczej Roman Imielski nazwał H. Chaveza dyktatorem. Czy faktycznie Hugo Chavez jest wcielonym złem i dyktatorem który rujnuje gospodarkę, a opozycja jest prześladowana?

Niewątpliwie H. Chaveza można za wiele rzeczy krytykować – a to za politykę zagraniczną, np. nazwanie prezydenta Zimbabwe Roberta Mugabe bratem i wyrażenie poparcie dla niego. Krytyka też należy się za autorytarne zapędy i wojnę z mediami. Jednak, czy to oznacza, że H. Chavez jest dyktatorem?

Czy tym samym opozycja i media są bez skazy?

Może warto było by przyjrzeć się, jakie są przyczyny tego, że Wenezuela nie jest demokracją idealną w rozumieniu zachodnim. H. Chavez nigdy nie uciekł się do fałszerstwa wyborczego, zawsze był wybierany w sposób demokratyczny. Prezydent nie ukrywa, że chciałby rządzić krajem jeszcze 20 lat, zapewnił jednak, że pozostanie przy władzy, jeśli tak będzie chciał naród, zgodnie z regułami demokracji. W latach 2000–2003 sytuacja w kraju była niestabilna, w 2002 roku doszło do zamachu stanu, zorganizowanego przez opozycję (za pomocą CIA). Jednak po wyjściu na ulice setek tysięcy zwolenników tego polityka, generałowie byli zmuszeni do zmiany zdania – po dwóch dniach prezydent powrócił do władzy. W 2004 roku odbyło się referendum na temat wcześniejszego zakończenia kadencji prezydenta. Przy frekwencji wynoszącej blisko 70%, 58% głosujących opowiedziało się za pozostawieniem H. Chaveza na stanowisku. Jimmy Carter, OPA jak i UE zapewnili, że wybory odbyły się w sposób uczciwy. Ostatnie wybory parlamentarne także wskazują na to, że w Wenezueli wybory nie zostały sfałszowane. Co prawda partia związana z H. Chavezem wygrała wybory, jednak straciła aż większość dwóch trzecich głosów w parlamencie, którą dysponowała po poprzednich wyborach. Oznacza to, że wenezuelski prezydent nie będzie mógł dłużej rządzić samodzielnie, do przeprowadzenia kluczowych zmian prawnych.

Następna kwestia to wojna medialna i opozycja. Mało się pisze o wsparciu Waszyngtonu dla wenezuelskiej opozycji. W amerykańskim budżecie federalnym na rok 2012 kwotę 5 mln USD przeznaczono na bezpośrednie finansowanie wenezuelskich ugrupowań politycznych, których celem jest odsunięcie od władzy obecnego prezydenta. W latach 2007–2011 przekazano aż 40 mln USD opozycji na kampanie wyborcze. Warto zwrócić uwagę, że to opozycja zorganizowała zamach stanu (w 2008 roku formalnie amnestionowano organizatorów zamachu), która na dwa dni odsunęła H. Chaveza od władzy, a przywództwo przejął Pedro Carmona, który zawiesił Sąd Najwyższy, Zgromadzenie Narodowe oraz konstytucję Wenezueli. Dużą rolę w kwestii zamachu stanu odegrały media.
Praktycznie od 1999 roku, kiedy to Hugo Chavez został prezydentem, istnieje poważny antagonizm pomiędzy mediami a przywódcą kraju. Stacje telewizyjne, czy gazety w Wenezueli pełnią rolę partii politycznych, praktycznie cały czas krytykując obecnego prezydenta, nader często uciekając się do manipulacji faktami, tak jak to było w czasie puczu. Koalicja mediów nieprzychylnych obecnemu prezydentowi kontroluje ok 95% rynku medialnego w kraju. W czasie puczu, telewizja wyemitowała obrazy zwolenników prezydenta strzelających do bezbronnych demonstrantów, gdy w rzeczywistości strzały oddawano w kierunku do strzelających do nich policjantów, którzy przeszli na stronę puczystów. Telewizja także milczała o wielotysięcznym marszu zwolenników H. Chaveza, który szedł na pałac Miraflores, aby potępić zamach stanu i wyrazić poparcie dla obecnego prezydenta. Jak widać działania opozycji i środków masowego przekazu w Caracas mają charakter niedemokratyczny, jednak w mediach możemy jedynie usłyszeć że to obecny przywódca działa w sposób niedemokratyczny.

Po tych wydarzeniach władze Caracas zaczęły ograniczać działalność mediów. Zwiększono kontrolę nad Internetem i radiem. H. Chavez ma także zamiar przejąć część udziałów prywatnej stacji Globovisión. Wcześniej władze nie odnowiły licencji na nadawanie opozycyjnej RCTV. Według raportu Freedom House na rok 2011 media w Wenezueli oceniono jako zależne od nacisków władz. Freedom House wraz z Reporterami bez granic kwalifikują wolność mediów i prasy jako częściowo wolne. Ograniczenie mediów bez wątpienia powinien budzić sprzeciw opinii międzynarodowej, ale należy też pamiętać o nadużyciach, jakich dopuściły się środki masowego przekazu, które każdy krok rządu krytykują, często przedstawiając fałszywą rzeczywistość. Podkreślenia wymaga też ich związek z kapitałem zagranicznym, czyli głównie amerykańskim. Nie mniej jednak wolność mediów nie może być ograniczana. Należy pamiętać, że jedną z podstawowych zasad państwa demokratycznego jest właśnie wolność jak i pluralizm.

Przyjrzyjmy się także, w jakim stanie gospodarczym i społecznym znajduje się obecnie Wenezuela. Często słychać, że gospodarka tego kraju jest rujnowana, a rzadko bądź w ogóle nie mówi się o sukcesach, w jakich ostatnich latach osiągnął rząd. Wenezuela podobnie jak wiele państw w regionie, jest krajem wielkich nierówności. W latach 80. i 90. XX w. ubóstwo znacznie wzrastało, w 1995 roku ponad 70% ludzi żyło w biedzie. Jednak za prezydentury H. Chaveza bieda z roku na rok spada. W 2005 roku liczba ludzi żyjących w ubóstwie spadła do poziomu 37%, zaś obecnie wynosi 21% (dane z 2010 roku). Chavitowski rząd poczynił ogromny skok w sferze rozwoju społecznego, dzięki wdrożeniu różnych programów socjalnych. Biedni ludzie, którzy przez wszystkie poprzednie lata byli niewidoczni, wykluczeni i lekceważeni, dzięki Chavezowi odzyskali godność. Wenezuelscy obywatele, żyjący w slumsach, zyskali darmowy dostęp do edukacji i służby zdrowia, sklepów z dotowaną żywnością dla najuboższych, czy bezpłatnych stołówek dla tych, których nie stać na jedzenie. Odsetek osób żyjących w skrajnym ubóstwie ciągle spada z 21% do 6,8%. Wzrosła także płaca minimalna i spadło bezrobocie. Również makroekonomicznie Wenezuela radzi sobie całkiem przyzwoicie. Wzrost gospodarczy kraju w 2004 roku wynosił 18%. Jednak od 2007 roku wzrost gospodarczy się skurczył, w 2011 roku wzrost PKB wyniósł tylko 4,2%, co miało jednak związek z kryzysem światowym. Niestety duży problem wciąż stanowi inflacja (ok. 22%) oraz przestępczość. Caracas należy obecnie do najniebezpieczniejszych miast na świecie. W samym tylko kwietniu tego roku w mieście zostało pozbawionych życia ok. 450 osób. Na 100 tys. mieszkańców przypada tam 140 zabójstw. Niestety Hugo Chavez nie wiele zrobił w tym względzie, aby poprawić sytuację. Nie zreformowano policji, która jest bardzo skorumpowana i nie skuteczna. Jeżeli Hugo Chavez miałby przegrać wybory, to nie dlatego, że posiada zapędy autorytarne, ale dlatego, że nie potrafi zapanować nad falą przemocy.

Już za niedługo Wenezuelczycy dokonają wyboru, zdecydują, kto będzie rządził przez kolejne 4 lata. Większość sondaży daje zwycięstwo obecnemu prezydentowi. Jego kontrkandydat, czyli Henrique Capriles, którego popiera cała zjednoczona koalicja, może liczyć na poparcie rzędu ok. 35-40% głosujących. Co ciekawe, opozycja, która zawsze miała program neoliberalny, obecnie złagodziła swoje podejście, a sam Henrique Capriles zapowiedział, że zachowa niektóre socjalne zdobycze chavizmu. To chyba świadczy tylko o tym, że polityka obecnego prezydenta wobec biedoty była po prostu skuteczna, a mówienie, że H. Chavez rujnuje gospodarkę kraju, jest bardzo przesadzone.

Wielka szkoda, że redaktor R. Imielski, jak i duża część polskich mediów, przedstawia tylko złe strony rządów obecnego prezydenta, a nie próbuje przybliżyć prawdziwej sytuacji polityczno-społecznej tego andyjskiego państwa. Nie chodzi tu o lubienie, czy nie lubienie tej postaci, bo to osobna kwestia, lecz o rzeczową ocenę tej postaci wraz z sytuacją polityczną tego kraju. Nazywanie Hugo Chaveza dyktatorem jest sporym nadużyciem. Oczywiście tendencje autorytarne niewątpliwie ma, świadczy o tym chociaż wojna z mediami, jak i sam fakt, że H. Chavez chciałby rządzić jeszcze 20 lat. Tym samym można nawet uznać Wenezuelę za "podejrzaną" demokrację. Należy jednak pamiętać, że zarówno opozycja, jak i media działały wiele razy w sposób niedemokratyczny, a sam H. Chavez w rzeczywistości jest demokratycznym wybranym prezydentem, który cieszy się ogromnym poparciem w społeczeństwie. Wystarczy sobie przypomnieć pucz. Wszystkie telewizję wspierały przewrót a jednak kilkaset tysięcy ludzi wyszło na ulice Caracas w obronie obecnego szefa państwa. Również ostatnie masowe wiece poparcia są uzasadnieniem na to, że pozycja obecnego prezydenta jest silna.

Dotychczasowi prezydenci Wenezueli troszczyli się przede wszystkim o napełnianie swoich własnych kieszeni, okradając własne państwo, zapominając o ludziach biednych i wykluczonych. Hugo Chavez w ciągu jednej kadencji dla tych ludzi zrobił więcej, niż poprzedni przywódcy z poprzednich lat. H. Chavez zainteresował się biedotą, która stanowiła większość społeczeństwa, poprawił im warunki życia i przede wszystkim przywrócił im godność. Właśnie dlatego wiele Wenezuelczyków wciąż uwielbia Hugo Chaveza.

Czytany 4161 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04