wtorek, 11 wrzesień 2012 08:15

Tomasz Skowronek: Redukcja mocarstwa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

wtc2  Tomasz Skowronek

1914 rok – zamach na austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga. 1941 rok – japoński atak na Pearl Harbor na Hawajach, i 11 września 2001 rok – seria czterech ataków terrorystycznych na terytorium Stanów Zjednoczonych. Co mają wspólnego te wszystkie wydarzenia ze sobą? 

Był nim nieoczekiwany i nagły zwrot akcji. Zamach na austriackiego następcę tronu dał pretekst do I wojny światowej. W skutek ataku na Pearl Harbor, Stany Zjednoczone oficjalnie włączyły się do II wojny światowej. Po wydarzeniach z 11 września, USA, jak i świat, nie są już takie same. Dziś widać, jak dogłębna była to zmiana. Wydarzenie to stało się przełomem zarówno dla świata islamu, jak i dla Zachodu.

Był to prawdopodobnie najbardziej okrutny zamach terrorystyczny w historii – terytorium Stanów Zjednoczonych zostało zaatakowane po raz pierwszy od 1812 roku. Agresji uległa jedna z największych, ale też i najważniejszych metropolii światowych – Nowy Jork. Runęły dwa biurowce World Trade Center – symbole amerykańskiej władzy i potęgi gospodarczej.

Te wydarzenia zmieniły bardzo wiele. Po zakończeniu zimnej wojny Stany Zjednoczone miały być jedynym hegemonem na świecie. Świat miał być jednobiegunowy, a lata 90. XX wieku dla USA były okresem pełnego bezpieczeństwa. Aż nagle okazało się, że oceany nie chronią już Ameryki, a bezpieczeństwo przestrzeni powietrznej zawiodło. Ataku nie dokonało żadne mocarstwo lecz tzw. Trzeci Świat. Stany Zjednoczone wielokrotnie atakowały inne narody, aż nagle role się odwróciły i to Waszyngton został zaatakowany. Dla Ameryki był to wielki i bolesny wstrząs. Odpowiedź Białego Domu była natychmiastowa, dokładnie taka na jaką liczył Osama Bin Laden. Stany Zjednoczone zaatakowały Irak i Afganistan. Przez to siła ugrupowań terrorystycznych uległa wzmocnieniu, zaś niechęć społeczeństwa arabskiego do Ameryki jeszcze bardziej wzrosła.

USA liczyły na wsparcie Europy, lecz Europa wobec wojny w Iraku była podzielona. Większość państw europejskich, w tym Francja i Niemcy, sprzeciwiły się interwencji przeciwko Bagdadowi. Przez lata w Stanach Zjednoczonych utrzymywał się lęk i strach, i prawdopodobnie dzięki temu George W. Bush uzyskał reelekcję. Ameryka dążąc do zachowania bezpieczeństwa, zrezygnowała z części swobód i praw obywatelskich oraz z wolności. Torturowano więźniów podejrzanych o terroryzm, zakładano obozy, jak w Guantanamo lub więzienia, jak w Abu Ghraib. Pojawiły się również  tajne więzienia CIA, w których bestialsko torturowano ludzi. Po 11 września doszło do ataku na Irak i Afganistan – wojen, które dla Ameryki nie tylko nie skończyły się sukcesem, ale spowodowały istotne nadwyrężenie budżetu. Terroryzmu nie tylko nie zniszczono, ale w efekcie zjawisko to jeszcze bardziej nasiliło się w Afganistanie i w Iraku, gdzie organizacje terrorystyczne nie były do tej pory tak aktywne. Zresztą, nawet gdyby interwencje w obu krajach zakończyły się sukcesem, to i tak nie udałoby się zwalczyć terroryzmu. Organizacje terrorystyczne typu Al-Kaida nie znają granic. W wypadku pokonania Afganistanu Al-Kaida może przenieść się do Nigerii, Pakistanu czy do wielu innych krajów.

Waszyngton, przez wojnę z terroryzmem, zaniedbał stosunki z Ameryką Łacińską, Afryką czy z Azją. Brak zainteresowania nawet przez krótki okres można było odczuć odwilż w stosunkach z Europą Zachodnią. Za prezydentury Georga W. Busha, największe mocarstwo na świecie utraciło wpływy w Ameryce Południowej i Środkowej, czyli w regionach, w których przez wiele lat Ameryka była jedynym hegemonem. Brak zainteresowania tymi obszarami szybko wykorzystała Rosja, która z roku na rok zyskiwała coraz większe wpływy na tym kontynencie. Utrata wpływów na „własnym podwórku” była wielką porażką polityki zagranicznej administracji G. W. Busha.

Afryka także nie pojawiła się w kręgach zainteresowań Stanów Zjednoczonych. Jedynie, po za takimi krajami, jak Somalia czy Mali, w których Al-Kaida była aktywna. W Azji natomiast administracja G. W. Busha szukała sojuszników w walce z terroryzmem, zwłaszcza wśród takich państw, jak Filipiny, czy Malezja. Amerykańskie zaangażowanie w wojnę z terroryzmem, wykorzystać potrafiły Chiny. Państwo Środka swobodnie weszło do Afryki, Azji czy Ameryki Łacińskiej, umacniając własną pozycję. Chińczycy stawali się być bardziej atrakcyjnym partnerem, niż Amerykanie.

Ameryka zużyła bardzo dużo energii, czasu i pieniędzy na wojny. Zabito Osamę Bin Ladena, ale terroryzm nie zniknął. Można by nawet postawić tezę, że to Osama Bin Laden wygrał, gdyż zrealizował swój cel – osłabił Amerykę. Stany Zjednoczone zaangażowały się w kosztowne wojny, nadwyrężono budżet, później przyszedł kryzys gospodarczy, a pozycja Stanów Zjednoczonych na świecie uległa istotne redukcji. XXI wiek nie najlepiej zaczął się dla tego mocarstwa.

Przypominamy też debatę, która toczyła się rok temu na naszym portalu w 10. rocznicę wydarzeń z 11 września:

Debata w rocznicę zamachów 9/11

Czytany 5342 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04