środa, 17 grudzień 2014 06:30

Tomasz Skowronek: Ollanta Humala – zawiedziona nadzieja Peruwiańczyków?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Tomasz Skowronek

Gdy w lipcu 2011 r. były wojskowy Ollanta Humala zwyciężył w wyborach prezydenckich w Peru, obiecywał wówczas dokonać wielkich przemian. Do jego głównych obietnic należała budowa „trzeciej drogi”, która miała być alternatywą dla neoliberalizmu, zmniejszenia nierówności między bogatymi a biednymi oraz otworzenia się na potrzeby rdzennych mieszkańców kraju. Polityk twierdził nawet, że woda jest ważniejsza niż złoto. Tymczasem okazało się, że lewicowy peruwiański prezydent popadł w konflikt z rdzenną ludnością i chłopami – czyli ze społecznościami, które w dużej mierze wyniosły go na fotel prezydencki. Mają oni do niego żal o to, że porzucił on szaty radykała i przyjął zasady neoliberalne, które wcześniej sam krytykował.

W ciągu ostatnich lat, Peru przeżyło wiele frustracji i zamętów. Po upadku wojskowej junty w 1980 r. (co ciekawe, o orientacji lewicowej, a nie prawicowej, która to opcja dominowała na kontynencie), to andyjskie państwo musiało zmierzyć się z rozkwitem narkobiznesu, wojną domową wytoczoną przez maoistowskich partyzantów ze Świetlistego Szlaku, kłopotami gospodarczymi i ogromną inflacją. Następnie, w latach 1990’ swoje piętno na tym kraju odcisnęły rządy potomka japońskich emigrantów – Alberta Fujimori, który rządził dość twardą ręką. Był to okres nie tylko autokratyzmu, skrytobójstw, neoliberalnych reform, jak i ogromnych skandali politycznych i korupcji. Dopiero wraz z oczątkiem nowego tysiąclecia Peru zaczęło wychodzić z chaosu.

Dziś ten kraj odnotowuje wysoki wzrost gospodarczy, szybko bogaci się, należąc do najszybciej rozwijających się gospodarek w Ameryce Południowej. Tym samym zyskuje przydomek „andyjskiego tygrysa” w regionie. Jednak główne plagi tego kraju to wciąż bieda, nierówności i konflikty społeczne. To dlatego Peruwiańczycy trzy lata temu, za pomocą kartki wyborczej, postanowili wybrać lewicowego Ollantego Humalę, który obiecał zwalczyć narodowe plagi i wprowadzić więcej egalitaryzmu w życie polityczne i gospodarcze kraju.

Po wyborach, krytycy nowego szefa państwa byli przekonani, że prezydent stanie się kolejnym Hugo Chavezem. Jednak peruwiański polityk jako wzór stawiał brazylijską „trzecią drogę” Luli da Silvy. Początkowo, faktycznie wydawało się, że nowy prezydent pójdzie oczekiwaną drogą polityczną. Zaraz po inauguracji podpisał ustawę o „uprzedniej konsultacji”, która zobowiązywała spółki górnicze do negocjowania umów z rdzennymi mieszkańcami. Peru, to górnicza potęga. W państwie tym działa masa międzynarodowych firm wydobywczych, które kopią tutaj niemal wszystko – węgiel, ropę, złoto, miedź – niestety niszcząc przy tym środowisko. To dlatego co chwila wybuchają strajki, zamieszki, blokowane są drogi, którymi ciężarówki wielkich koncernów realizują coraz to nowe projekty. Na początku prezydentury powołano Ministerstwo Rozwoju i Integracji Społecznej, którego celem miało być wdrażanie programów socjalnych dla najuboższych mieszkańców. Nowy rząd nałożył także większe podatki i opłaty licencyjne dla spółek wydobywczych a, zyski z podatków miały iść na infrastrukturę, szpitale i usługi publiczne dla najuboższych.

Wkrótce jednak postępowe zmiany wyhamowały. W październiku 2011 r. peruwiański rząd usunął z rządu Raquel Yrigoyen, która zajmowała się ludami tubylczymi. R. Yrigoyen sprzeciwiała się bowiem przyznaniu koncesji argentyńskiej spółce gazowej Pluspetrol, mającą eksploatować obszar znajdujący się na terenie jednego z plemion, argumentując, że działalność koncernu może stanowić zagrożenie dla życia mieszkańców.
W listopadzie tego samego roku mieszkańcy stanu Cajamarca w północnych Andach ogłosili strajk przeciwko projektowi Conga. To inicjatywa warta 4,8 mld USD, mająca na celu wydobywanie złota i miedzi. Gdy dojdzie ona w końcu do sukcesywnej realizacji, będzie to największa inwestycja górnicza w historii w Peru. O. Humala twierdzi, że inwestycja ta to wręcz „interes narodowy”. Problem w tym, że projekt wydobywczy zanieczyści jeziora, które są głównym źródłem wody dla mieszkańców, zajmujących się głównie rolnictwem. W nadziei na uniknięcie masowych strajków i rozruchów, Lima wysyła premiera Salmona Lemera, który spotkał się z protestującymi. Jednak szef rządu nie dostał wiele czasu na negocjacje. Niemal dzień po jego przybyciu, prezydent O. Humala ogłasił stan wyjątkowy w stanie Cajamarca. Ok. 28 osób zostało rannych, policja zastosowała brutalne represje wobec demonstrantów – część nawet została aresztowana bez nakazu. W grudniu 2011 r., S. Lemer złożył rezygnację. Z rządu odszedł także Ricardo Giesecke – pierwszy minister środowiska w rządzie O. Humali, który skłaniał się uznaniu protestów za w pełni zadane. Byłego premiera zastąpił Oscar Valdez – peruwiański biznesmen, ściśle powiązany z przemysłem wydobywczym. Nowy premier przyjął twarde stanowisko wobec „oburzonych”. W tym czasie doszło też do kilku innych zmian w gabinetach, i tym samym rząd stracił etykietę lewicowego i postępowego.

Pomimo silnych represji wobec strajkujących w regionie Cajamarca, protesty były kontynuowane. Niepokoje społeczne wybuchły ponownie w lipcu 2012 r. Około 250 osób starło się z policją, kilkadziesiąt osób zostało rannych a pięć zginęło w starciu ze służbami porządkowymi. O. Humala określił strajkujących jako „ekstremistów”. O. Valdes zmuszony został do dymisji, na skutek nasilonej krytyki wobec polityki tłumienia konfliktów społecznych w górniczych okręgach w kraju.

Projekt górniczy Congo stal się przyczyną obecnie jednego z największych konfliktów społecznych w Peru. Opór ludności miejscowej jest nadal silny. Sytuacja w regionie pozostaje napięta. Tymczasem ostatnio O. Humala przepchnął w parlamencie ustawy, które mają ograniczyć biurokrację, utrudniającą inwestycje w branży wydobywczej. W skrócie – nowe prawo osłabia kontrolę i regulację państwa nad wykorzystaniem przez korporacje zasobów ziemi. To dobry projekt dla przedsiębiorstw górniczych i wydobywczych, ale nie dla środowiska i ludności tubylczej. Takie działania doprowadzą tylko do dalszych wybuchów niepokojów społecznych.

O. Humala przed wyborami, budził wielką sympatię i nadzieję pośród peruwiańskiej biedoty. Liczono, że Peru, podobnie jak inne państwa południowoamerykańskie, dołączy do lewicowej egalitarnej fali, która sprawi, że życie najuboższych stanie się bardziej znośne, a obce firmy, które patrzą łakomym okiem na bogate złoża naturalne, ukryte pod amazońskimi lasami, przestaną się panoszyć, jak na swoim podwórku. Póki co, najprawdopodobniej Peru będzie jeszcze musiało poczekać zarówno na postępowe zmiany jak i na przywódcę, dla którego woda faktycznie będzie ważniejsza niż złoto.

Czytany 3142 razy