czwartek, 14 sierpień 2014 06:02

Tomasz Skowronek: Kolumbijska gorączka złota

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

gold_stones  Tomasz Skowronek

Przez ponad pół wieku to kokaina napędzała wojnę domową w Kolumbii. Teraz ten narkotyk zastępowany jest przez złoto. To właśnie ono podsyca długoletni konflikt zbrojny...

Od prawie 30 lat kokaina finansowała kolumbijską wojnę domową. Zarabiali na niej wszyscy – partyzanci, odziały paramilitarne, pospolici bandyci, gangi, wieśniacy a nawet rząd i wojsko. Dzięki białemu proszkowi wielu Kolumbijczyków dorobiło się grubych milionów. Najbardziej wyrazistym przykładem kokainowego awansu finansowego był oczywiście Pablo Escobar – cieszący się globalną wręcz sławą baron narkotykowy i jeden z najbogatszych ludzi świata. On i jego Kartel z Medellin na przełomie lat 1980’ i 1990’ trzęśli całym narodem. Z biegiem lat wojna domowa coraz bardziej traciła oblicze ideologiczne. W jej miejsce oddziały partyzanckie, wojsko, kartele i odziały paramilitarne w coraz bardziej interesowały się przejęciem kontroli nad szlakami transportu kokainy.

Dziś nowym punktem zapalnym w Kolumbii stało się złoto i terytoria, na którym się ono znajduje. Od 2011 r. w Kolumbii ma miejsce wielka gorączka złota, porównywalna do tej, jaka prawie pięć wieków temu ogarnęła cała Amerykę Południową, kiedy to hiszpańscy konkwistadorzy szukali El Dorado – mitycznej krainy pełnej złota. Nic w tym dziwnego – pierwiastek ten w przeciwieństwie do kokainy jest w pełni legalny. W ostatnim czasie, w wyniku światowego kryzysu gospodarczego wartość „króla metali" wzrosła o 100%. Tak więc zainteresowały się jego wydobyciem rząd i korporacje, a także biedota oraz rolnicy, którym coraz trudniej hodować liście koki ze względu na palenie pól i niszczenie plantacji przez wojskowych. Między 2002 a 2010 rokiem zanotowano wzrost zezwoleń na wydobycie tego cennego kruszcu z 1500 do ponad 8500. Jeszcze więcej powstaje nielegalnych kopalni, szacuje się, że jest to ponad połowa miejsc wydobycia w kraju. W regionach górniczych coraz więcej pojawia międzynarodowych korporacji – głównie z USA, Kanady, Wielkiej Brytanii, RPA, które rozpoczynają eksploatację. Aby przyciągnąć międzynarodowe firmy, rząd Kolumbii wydał już ponad 5 mld USD na infrastrukturę związaną z przemysłem górniczym. Na zwykłą infrastrukturę, z której skorzystaliby przeciętni obywatele, przeznaczono dziesięciokrotnie mniej.

W 2009 r., jeszcze za prezydentury byłego prezydenta Alvaro Uribe złagodzono kryteria przyznawania koncesji. Pojawiały się przypadki, że wojsko siłą przesiedlało Indian z ich tradycyjnych terytoriów, tylko po to, aby na „odzyskanych” terenach mogły inwestować korporacje. Związkowcy i organizacje ekologiczne zaczęły być zastraszane przez władze centralne, korporacje i przestępców. Dochodziło do skrytobójstw związkowców i ekologów, którzy zwracali uwagę na rosnące w gwałtownym tempie zanieczyszczenie środowiska (główny problem to rtęć) w wyniku eksploatacji kosztownego kruszcu. Bogota stworzyła przyjazny klimat dla zagranicznych koncernów, ale niestety nie dla zwykłych ludzi. Natomiast państwo uzyskuje już większe dochody z eksportu złota niż kawy, która jest uważana za sztandarowy kolumbijski produkt eksportowy.

Jednakże nie tylko korporacje i wieśniacy dostrzegli złoty interes. Złoto wzbogaca lewicowych partyzantów z Rewolucyjnych Sił Zbrojnych Kolumbii (FARC) i Armię Wyzwolenia Narodowego (ELN), a także gangi, powstałe w wyniku rozpadu grup paramilitarnych – Rastrojos i Urabenos. Bandy walczą z partyzantami o wpływy i kontrolę nad górniczymi terenami. Na poszukiwaczy złota nakładają haracze, podatki w zamian za ochronę przed innymi grupami przestępczymi oraz za ochronę sprzętu górniczego, koparek, spychaczy. Cennik takich „usług" to 3,8 tys. USD miesięcznie za pilnowanie np. koparki. 141 tys. USD kosztuje pozwolenie na kopanie w danym terenie. Partyzanci, jak i członkowie gangów, raczej sami bezpośrednio nie angażują się w prace górnicze. Głównie pobierają haracz, choć pojawiają się głosy że także zatrudniają, młodych i ubogich, którzy skuszeni niezłym zarobkiem, ryzykują swoim życiem i wydobywają cenny kruszec. Nie trzeba przypominać, że warunki w takich miejscach nie należą do najlepszych. Po paru latach pracy, wielu nielegalnych górników cierpi na choroby płuc, pojawiają się problemy psychiczne, utraty wzroku... Pojawiają się także wypadki śmiertelne (przykładowo tylko od styczna do czerwca 2012 r. w kopalniach zginęło 86 osób, wiele wypadków nie jest nagłaśnianych). Mimo jednak takich niebezpieczeństw, chętnych wciąż jest wielu. W Kolumbii jest wielu biednych i sfrustrowanych, a rodzinę z czegoś trzeba utrzymać. Wysokie zarobki znacznie przewyższające płacę minimalną, a tym samym, wbrew wielkiemu ryzyku, przyciągają wielu zdesperowanych Kolumbijczyków.

Według hiszpańskiego think-thanku Toledo International Center for Peace, zajmującego się analizą konfliktów, złoto stało się głównym źródłem dochodu dla grup zbrojnych, wyprzedzających tym samym narkotyki. Raport także stwierdza, że 86% wszystkich eksploatacji kruszcu jest nielegalnych a 20% zysków osiąganych z tytułu tych bezprawnych przedsięwzięć trafia do FARC, ELN i do gangów, głównie do Urabenos i Rastrojos. Natomiast główne regiony, w których znajduje się najwięcej kopalni i które jednocześnie są areną walki między guerillą a gangami, skupiają się w takich prowincjach jak: Choco, Cordoba, Bolivar, Santander, Tolima, Cauca, Valle del Cauca i Antioquia. Ten ostatni rejon jest „sercem" złotego interesu, odpowiedzialnym za 73% krajowej produkcji złota. To tam powstaje najwięcej pokątnych kopalń. To właśnie do tych regionów i miast przesunął się front wojenny. Jeszcze parę lat temu w wielu tych miejscach panował, jak na warunki kolumbijskie – spokój. Po wybuchu gorączki złota, liczba zabójstw i przestępstw wzrosła. Niewielkie 45-tysięczne miasto Segovia stało się nową areną walk pomiędzy partyzantami, gangami i wojskiem. Ofiarą kolumbijskiego El Dorado stało się też niewielkie 6-tysięczne miasteczko Buritica. Szacuje się, że obecnie w tej miejscowości mieszka już ok. 12 tys. ludzi. Odkąd do miejscowości zjechały tysiące poszukiwaczy złota, od razu pojawiły się problemy społeczne. Jak grzyby po deszczu wyrosły nieformalne punkty górnicze, rozszerzyła się prostytucja i handel narkotykami, pojawiały się różne ciemne typy i interesy. Burtica, które było spokojnym mało znanym miasteczkiem staje się żywiołem dla handlarzy narkotyków, gangów i poszukiwaczy złota...

Czy czeka nas powtórka z historii? Tylko, że tym razem to złoto a nie kokaina będą napędzać konflikt. Prawdopodobnie złotonośne żyły stają się nową areną do walki między guerillą, gangami a wojskiem. Nawet, jeśli Bogota wynegocjuje pokój z partyzantami FARC (rozmowy pokojowe trwają od 2012 r.), władze będą musiały uporać się z gangami – to one w przyszłości mogą stanowić nowy kolumbijski problem.

Rząd Kolumbii raz po razie zapowiada rozwiązanie problemu gorączki złota, ale na razie niewiele w tej kwestii zrobiono. Co prawda w ostatnich latach liczba przestępstw i zabójstw w kraju systematycznie spada, lecz walki o kontrolę złota trwają, a region Antioquia jest jednym z najniebezpieczniejszych regionów w tym latynoskim państwie. Dopóki władze nie będą w stanie zagwarantować bezpieczeństwa i statusu prawnego osobom zajmującym się wydobyciem cennego surowca, nielegalne grupy będą na tym korzystać. Póki co, złoto podobnie jak kokaina wzbogaca wszystkich, zagraniczne koncerny, rząd, samowolnych poszukiwaczy, pospolitych bandytów partyzantów i organizacje przestępcze…

Fot. whotrades.com


Czytany 3693 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04