poniedziałek, 11 marzec 2013 08:01

Tomasz Skowronek: Ekwador nie będzie dziedzicem Chaveza...

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Correarafael  Tomasz Skowronek

Rafael Correa w lutym po raz trzeci został wybrany na prezydenta Ekwadoru, zdobywając prawie 57% głosów. Jego wybór oznacza że lewicowa fala, która ponad dekadę temu dotarła na latynoamerykański kontynent, ma się całkiem nieźle. Miażdżące zwycięstwo obecnego przywódcy świadczy także o tym, że opozycja jest słaba i podzielona. Nie potrafiła, tak jak w Wenezueli zjednoczyć się i uzyskać dobrego wyniku. Oznacza to, że w przyszłości pozycji obecnej ekipy rządzącej grozi raczej niewiele...

Zaraz po ogłoszeniu wyników prezydenckich, socjalistyczny przywódca, na balkonie Palacio de Carondelet, powiedział do zgromadzonych, że „nikt nie może zatrzymać tej rewolucji”. Nie wątpliwie obecme rządy ekwadorskie są rewolucyjne, zwłaszcza, jeżeli porównamy je do rządów poprzedników.

R. Correa zdobył popularność jeszcze jako minister finansów, sprzeciwiający się dyktatowi Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Za rządów R. Correi, który studiował ekonomię na amerykańskim Uniwersytecie Illinois, zdecydowanie poprawiły się wskaźniki ekwadorskie społeczno-ekonomiczne. Ponadto państwo, po ponad dekadzie, uzyskało w końcu stabilność polityczną. W ostatnich latach w Ekwadorze panował bowiem istny zamęt. W ciągu 10 lat tym andyjskim krajem rządziło aż siedmiu prezydentów. Prawie każdy został zmuszony do dymisji przez rozgniewany lud. Na tę sytuację nakładała się fatalna sytuacja ekonomiczna, próby zamachu stanu czy fale strajków, które paraliżowały państwo. Ekwador był pogrążony w chaosie.

W 1999 roku wybuchł kryzys bankowy. Szalała inflacja, bezrobocie wraz z ubóstwem wzrosło, skorumpowana i nieudolna władza nie radziła sobie z kryzysem. W 2000 roku prezydent kraju Jamil Mahuad, zaproponował dolaryzację gospodarki. Ekwadorczykom pomysł wyraźnie jednak się nie spodobał. Szef państwa, wraz z pomocą wojska, został zmuszony do dymisji. J. Mahuad został zastąpiony przez ówczesnego wiceprezydenta Gustavo Noboa Berejano. Następca kontynuował jednak proces dolaryzacji ekonomii ekwadorskiej. Rodzima waluta – sucre została zastąpiona amerykańskim dolarem. W kolejnych wyborach prezydenckich zwycięża Leon Gutierrez, który stał na czele puczu w 2000 roku. On również próbował ożywić gospodarkę, ale starania te spaliły na panewce. Kolejny ekwadorski prezydent został oskarżony o nadużycia władzy i korupcję. Po fali protestów społecznych zostaje usunięty z urzędu przez kongres. Sytuacja w państwie pozostaje nadal zła. Tymczasowym prezydentem zostaje Alfredo Palacio, który po dwóch latach urzędowania przekazuje urząd Rafaelowi Correi.

Dopiero lewicowemu rządowi pod przewodnictwem R. Correi udało się zaprowadzić stabilność polityczną oraz wyciągnąć kraj z kryzysu finansowego. To właśnie za to przede wszystkim chwalony jest Rafael Correa. Socjalistyczny prezydent znacznie poprawił dostęp do opieki medycznej i edukacji zwłaszcza biedocie. Według ONZ poziom ubóstwa od 2006 roku spadł aż o 27%. Zbudowano setki kilometrów nowych autostrad, stworzono wiele nowych miejsc pracy. Wzrosła zdecydowanie również płaca minimalna (w sektorze publicznym aż o jedną czwartą), a gospodarka, zaraz po peruwiańskiej, dołączyła do najszybciej rozwijających się ekonomii w Ameryce Południowej. Niektóre reformy ekonomiczne chwalił sam „The Economist”, który raczej nie jest przychylny wobec lewicowych reformatów latynoskich. Ten sam magazyn jednocześnie krytykował ekwadorskiego przywódcę za autorytarne zapędy.

Fakt faktem jest, że Rafael Correa krytyki nie lubi. Dobrze o tym przekonali się dziennikarze opozycyjnego "El Universo". Narodowy Trybunał Sprawiedliwości skazał dziennikarzy aż na 3 lata więzienia. Chodziło o artykuł, którym stwierdzono, że prezydent sam kazał ostrzelać wojsku szpital, w którym internowano go podczas nieudanej próby zamachu stanu 30 września 2010 r., podjętej przez policję w obronie jej interesów zawodowych. Przedstawiciele Międzyamerykańskiego Stowarzyszenia Prasy, Międzynarodowego Instytutu Prasy oraz Reporterzy bez Granic uznali wyrok za nieproporcjonalny do winy. Ostatecznie ekwadorski przywódca ułaskawił skazanych dziennikarzy.

Odkąd pojawiły się głosy o ciężkiej chorobie nowotworowej prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza, w mediach pojawiło się coraz więcej spekulacji, że to właśnie przywódca Ekwadoru może stać się liderem lewicującej fali w Ameryce Południowej. Mało jednak prawdopodobne, aby to R. Correa stał się idiologicznym przywódcą w regionie. Co prawda prezydent Ekwadoru ma charyzmę, poparcie społeczeństwa i prowadzi niezależną politykę zagraniczną. Ekwador jest jednak zbyt małym państwem o zbyt ograniczonych wpływach, aby wizja polityczna jego przywódcy wsposób znaczący mogła odcinąc swoje piętno na kontynencie. Teoretycznie inni latynoamerykańscy przywódcy mogliby stać się nowymi liderami lewicowej fali w Ameryce Południowej. W gronie tym należałoby wymienić m.in. prezydenta Boliwii Evo Moralesa czy Cristinę Kirchner z Argentyny. Boliwia, mimo że jest relatywnie sporym państwem, to jednak nie posiada tak silnego umocowania geopolitycznego, jak Wenezuela. Przede wszystkim E. Morales nie byłby w stanie np. finansować po korzystnych cenach ropy naftowej sojusznikom, tak jak owocnie czynili to Wenezuelczycy. Jeśli chodzi o Cristinę Kirchner, to ona sama obecnie ma problemy polityczne, zaś społeczne poparcie dla jej rządów znacznie spada. Do tego sytuacja ekonomiczna kraju nie jest zbyt jasna. Pozostaje jeszcze Brazylia z Dilmą Rousseff. Nie wydaje się jednak, aby pani prezydent była zainteresowana tym, aby zostać ideologicznym liderem. Brazylia co prawda ma ambicje globalne, a jej pozycja w Ameryce Łacińskiej nie jest zagrożona. Państwo to jest najpotężniejsze na kontynencie, a brazylijski bank rozwoju jest największym kredytodawcą wśród latynoamerykańskich krajów, jednak rząd w Brazylii mają charakter zdecydowanie bardziej technokratyczny, aniżeli ideologiczny.

Wszystko wskazuje na to, że to nadal Wenezuela będzie dzierżyła buławę ideologicznego lidera. To właśnie ten kraj jest dziedzicem chavizmu, posiadając wszelkie instrumenty geopolityczne, by przynajmniej starać się pozostałym krajom wskazywać drogę. Nawet największe sukcesy polityczne i gospodarcze ekwadorskiego przywódcy tego nie zmienią...

Fot.: O conteúdo deste site é publicado sob a licença Creative Commons Atribuição 2.5 Brasil

Czytany 3602 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04