czwartek, 03 lipiec 2014 06:04

Tomasz Skowronek: Chile czeka na reformy

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

micheleb  Tomasz Skowronek

Gdy w marcu 2014 roku Michelle Bachelet zapowiedziała wielkie przekształcenia polityczno-ekonomiczne w kraju, wielu sądziło, że pani prezydent tylko nieznacznie zmieni kurs, a reformy będą ostrożne i nie naruszą neoliberalnych fundamentów systemu. Tymczasem Chile coraz bardziej skręca w lewo, a socjalistyczne władze od początku wydają się być bardzo zdeterminowane, aby dokonać zmiany. 

Czy Bachelet wraz z koalicją stworzoną z komunistami i ruchem oburzonych, którzy również weszli do parlamentu, zmienią system społeczno-gospodarczy, stworzony przez Augusto Pinocheta i ekonomistów „Chicago Boys” który od ponad 40 lat panuje w Chile?

Michelle Bachelet na urząd prezydencki została wybrana po raz kolejny, zdobywając w drugiej turze aż 62 proc. głosów poparcia. Gdy w 2010 roku kończyła pierwszą czteroletnią kadencję, cieszyła się 80-proc. poparciem społecznym, stając się tym samym najpopularniejszym prezydentem w historii kraju.

Studenci zdymisjonowali ministrów

Pierwszy okres rządów był dość umiarkowany i kontynuował neoliberalny model gospodarczy. Tym razem ma być jednak inaczej. Już podczas kampanii wyborczej Bachelet złożyła obietnicę zrealizowania pakietu reform którego od wielu lat domagali się studenci. Pierwsze większe przebudzenie młodych Chilijczyków nastąpiło w 2006 r. kiedy miała miejsce tzw. Rewolucja Pingwinów (z powodu szkolnych mundurów). Uczniowie szkół średnich domagali lepszej jakości edukacji, aczkolwiek strajk ten został spacyfikowany przez… rząd Bachelet.

Jednak prawdziwe wielkie protesty miały miejsce w latach 2011–2013 (za rządów prawicowego prezydenta Sebastiana Pinery). Na czele studenckich demonstracji stanęła piękna Camila Vallejo, działaczka Komunistycznej Młodzieży Chile a także czołowa rzeczniczka i przewodnicząca Federacji Studentów, obecnie deputowana z ramienia komunistów. Demonstracje zyskały poparcie większości społeczeństwa i doprowadziły do politycznego „trzęsienia ziemi”. Studenci przyczynili się do dymisji aż ośmiu ministrów i zwrócili uwagę na problemy z edukacją oraz ogromne nierówności społeczne, jakie występują w kraju. Protesty te istotnie przyciemniły świetlisty wizerunek państwa, które od wielu lat ma świetną prasę na świecie.

Latynoski tygrys

Chile za rządów dyktatury Augusto Pinocheta (1973–1990) służyło za „laboratorium neoliberalizmu”, jako przykład rzekomej skuteczności modelu opracowanego przez ekonomistów ze szkoły chicagowskiej. Podczas gdy w innych latynoskich krajach, reformy neoliberalne wdrażane w duchu „konsensusu waszyngtońskiego”, kończyły się katastrofą, zwłaszcza w takich krajach, jak Brazylia, Meksyk czy Argentyna, Chile miało być tym wyjątkiem, gdzie owe reformy miały zakończyć się powodzeniem. Dowodem na poparcie tej tezy, miała być kontynuacja modelu (co prawda z pewnymi korektami) wyznaczonego przez wojskową dyktaturę, przez centrolewicowe i chadeckie rządy. Świadczyć też o tym miała doskonała reputacja kraju.

Chile postrzegane jest jako gospodarczy tygrys, wzór stabilizacji i demokracji w regionie. Wzrost gospodarczy od wielu lat utrzymuje się na stałym i wysokim poziomie przy zachowaniu niskiej inflacji (1,8 proc.) i bezrobociu (6 proc.). Jest także najbardziej konkurencyjnym krajem w Ameryce Łacińskiej. W najnowszym raporcie konkurencyjności Światowego Forum Gospodarczego (WEF) Chile zajmuje pierwsze miejsce w regionie i 34. na świecie.

Ale tygrys bez zębów

Sęk w tym, że dobre dane makroekonomiczne skrywają pewną ciemniejszą rzeczywistość. Według Wskaźnika Giniego, który bada nierówności społeczne w dochodach, Chile jest krajem ogromnych kontrastów społecznych i wielkich nierówności – im jest wyższy, tym nierówności w dochodach w danym kraju są większe. W Chile wynosi on aż 52,1 (dla porównania w Polsce 34,1 a w socjaldemokratycznej Szwecji 23,0). Oznacza to, że latynoski tygrys jest jednym z liderów nierówności społecznych na świecie. 1 proc. ludności zgarnia jedną trzecią dochodu narodowego. W biedzie nadal pozostaje ok. 11 proc. społeczeństwa, czyli w efekcie około 2 mln ludzi nie stać na zakup żywności. Innym wielkim problem jest edukacja, która jest potwornie droga. To właśnie ten ostatni temat, wskutek studenckich protestów, stał się głównym tematem kampanii wyborczej i jednym z głównych celów Bachelet.

Edukacja w Chile jest nie tylko droga, ale też kiepska i mało dostępna. Wiele szkół średnich znajduje się w rękach prywatnych. Państwowe uczelnie są natomiast finansowane przez gminy, w wyniku czego bogate dzielnice mają lepsze szkoły a biedniejsze – gorsze. Studia są tak kosztowne, że Chilijczyk, aby mógł studiować, często jest zmuszony do brania kredytu, który często jest spłacany przez całe rodzinny.

Chilijski Ruch Oburzonych przedstawił także postulat zmiany konstytucji z 1980 roku. Ustawa generalna zabrania bowiem strajków generalnych, uniemożliwia przełamanie duopolu partyjnego. Ordynacja wyborcza właściwie zawsze wymusza remis parlamentarny między dwiema największymi siłami – prawicą i lewicą. W rezultacie pokonana w wyborach mniejszość paraliżuje zamiary zwycięskiej większości rządowej. Co więcej – konstytucja wprowadza kwalifikowane większości 2/3, 3/4 i 3/5 potrzebne do zmian głównych zasad ustrojowych. Tymczasem bez zmiany konstytucji nie da się dokonać głębokich reform w kraju.

Czy to pomoże?

Pytanie brzmi, czy tak bardzo popularnej polityk jaką jest Michelle Bachelet uda się zreformować kraj? Obietnice, które złożyła pani prezydent rozbudziły duże oczekiwania wśród społeczeństwa. Ucieleśnia nadzieje biedoty i części spauperyzowanej klasy średniej na bardziej sprawiedliwy podział narodowego tortu. Mając poparcie społeczne i zdecydowaną większość w parlamencie, wydawać się może, że realizacja reform powinna być prosta. Jednak wymogi większości kwalifikowanej zmuszą ją do układania się z prawicową opozycją w celu przeforsowania reform. Jak na razie nie można jej zarzucić lenistwa ani złej woli. Póki co, socjalistyczny rząd przyjął pewne reformy. Ostatnio w maju, po 25-godzinnej intensywnej debacie i analizie, deputowani przyjęli reformę podatkową. Podniesiono podatki dla wielkich firm i obniżono stawki dla obywateli. Podatek od wielkich firm wzrośnie w ciągu czterech lat z 20 proc. do 25 proc. Opodatkowany będzie cały przychód, a nie tylko czysty zysk. Natomiast najwyższa stawka podatkowa dla obywateli spadnie z 40 proc. do 35 proc. Celem reformy jest zwiększenie przychodów do budżetu państwa, z którego ma zostać sfinansowana darmowa edukacja.

W tym samym czasie Bachelet wysłała do parlamentu pierwszy projekt dotyczący reformy systemu ksztłcenia w Chile. Jego celem jest wprowadzenie bezpłatnej, ogólnodostępnej edukacji na poziomie uniwersyteckim. Jako datę, na osiągnięcie tego celu wyznaczono rok 2020.

Oprócz tego w życia weszły także inne ustawy, m.in. program „Bonus marca”, który dostarcza pomoc finansową dla najuboższych rodzin, posiadających dzieci. Z tej inicjatywy ma skorzystać ponad 1,6 mln Chilijczyków. Podobny program stworzono dla seniorów. Najbiedniejsi emeryci mają dostać zapomogę od państwa, a biednych ludzi najstarszego pokolenia w Chile nie brakuje. W wyniku reformy emerytalnej, zaprowadzonej jeszcze za czasów dyktatury (składki zostały przeniesione z państwowych kas do prywatnych funduszy), ludzie po latach dostali bardzo niskie, a wręcz głodowe emerytury z prywatnych funduszy emerytalnych. Uruchomiono program szkoleń i staży dla młodzieży i dla niepełnosprawnych. Na szpitale mają iść większe środki pieniężne i, dodatkowo mają zatrudnić ok. 750 specjalistów. Leki na nadciśnienie, cukrzycę i wysoki poziomu cholesterolu mają być darmowe. Gminy mają dostać środki na stworzenie parków i zielonych terenów.

Lista przyjętych reform jest dość długa. W ciągu 100 dni przyjęto w sumie 50 różnych ustaw. Uruchomiono nawet specjalną stronę internetową (www.cumplimiento.gob.cl/) gdzie można prześledzić reformy przyjęte przez rząd Bachelet. Brakuje tam jednak jednej ustawy – zmiany pinochetowskiej konstytucji z 1980 roku.

* * *

Będzie to z pewnością najtrudniejsze zadanie dla lewicowej koalicji. Co prawda rząd ma na to jeszcze cztery lata, ale prawicowa opozycja z pewnością nie da się łatwo przekonać do zmiany status quo. Jednak nawet jeżeli zmiana konstytucji nie powiedzie się, to dzięki reformom przeprowadzonym przez obecny rząd uda się może nadać chilijskiemu neoliberalizmowi trochę bardziej „ludzką twarz”, a Chile będzie mogła chwalić się nie tylko wskaźnikami makroekonomicznymi ale i lepszymi wskaźnikami rozwoju społecznego.

Fot. akhilak.com
Tekst został opublikowany w nr 126–127 (278–279)"Dziennika Trybuna"
Czytany 3143 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04