wtorek, 01 wrzesień 2009 08:51

Tomasz Formicki: BERLIN Z RADOŚCIĄ ZACIERA RĘCE

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt Tomasz Formicki

Gdybym nie znał historii Polski, to po tym, co obecnie dzieje się w mass mediach mógłbym uznać, że 1 września 1939 r. nie zaatakowali nas Niemcy, tylko Rosjanie, a Westerplatte broniło się nie przed Wehrmachtem i Schlezwigiem-Holsteinem, tylko przed Armią Czerwoną.

Obchodzimy okrągłą rocznicę ataku Niemiec na Polskę, a duża część dziennikarzy, publicystów i polityków zrobiła i robi nadal wszystko, aby uwaga Polaków skoncentrowana była na Rosji, która przedstawiana jest niczym najgorszy demon. Korzysta się tutaj z jednego z elementów socjotechniki propagandy, który specjaliści z zakresu wojny informacyjnej nazywają strachem (fear). Manipulator- propagandzista nawołuje ludzi do poparcia pewnej idei (w tym przypadku antyrosyjskiej), a alternatywą jest pewne straszne wydarzenie, do którego ma dojść. W omawianym przypadku tym zagrożeniem kreowanym przez manipulatorów w naszych mediach jest rzekomo odradzający się rosyjski imperializm, dybiący na Polskę. Ludzie skłonni są poprzeć proponowaną przez manipulatorów- propagandzistów ideę właśnie ze względu na strach. Propagandzista kreuje sytuację tzw. oblężonej twierdzy i przekonująco odpowiada, iż zagrożenie nadejdzie z konkretnej strony. W tym przypadku zagrożenie jest wyraźnie określone: Rosja, a dokładnie personifikujący ją Władimir Putin, który w rodzimych mediach został wykreowany na czarnego Piotrusia polityki międzynarodowej. I muszę przyznać, że to propagandzistom udało się. Uwaga Polaków w całości skoncentrowała się na Rosji, w czym też „pomogli" sami Rosjanie, którzy na ciągłe zaczepki ze strony polskiej dali się wciągnąć w tę pseudohistoryczną awanturę i odpowiedzieli: SWR- rosyjski wywiad zagraniczny zarzucił polskiemu ministrowi spraw zagranicznych Józefowi Beckowi działalność agenturalną na rzecz Niemiec. Spirala zarzutów, wyciągania „faktów" historycznych nakręca się teraz z dnia na dzień.

Przez chwilę zostanę „adwokatem diabła" i przypomnę, że ci którzy dzisiaj najgłośniej krzyczą o kłamstwach historycznych ze strony Rosji i żądają przeprosin od premiera Putina milczeli, gdy w polskich mediach puszczono kaczkę dziennikarską, jakoby ojciec Władimira Putina miał wespół z Niemcami dokonywać pacyfikacji Powstania Warszawskiego. Wówczas nie było słychać, aby ci ludzie, którzy dzisiaj domagają się prawdy historycznej wówczas też się jej domagali. Ze strony naszych publicystów, komentatorów i części historyków, którzy zajmowali się tą sprawą nie padło ani jedno słowo „przepraszam" nie tylko w stronę Rosji, ale i rodziny Putina.

Powstaje pytanie: qui bono? Czyj zysk? Na skutek obsesyjnej antyrosyjskiej postawy części polskich publicystów i polityków od 1989 r. mamy praktycznie zablokowany rynek wschodni, gdy tymczasem ponad naszymi głowami doskonałe interesy z Rosją robią Niemcy. Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia ze sprawnie przeprowadzaną operacją informacyjno- psychologiczną mającą na celu zrobienie wszystkiego, aby wizyta premiera Rosji 1 września nie udała się, a relacje polsko- rosyjskie były nadal chłodne, albo żeby się jeszcze bardziej pogorszyły.

Tymczasem nikt nie mówi o krzywdach jakie nam wyrządzili Niemcy w czasie II wojny światowej i stratach, jakie Polska poniosła z tego tytułu. Co więcej, można odnieść wrażenie oglądając media, że w latach 1939-1945, tylko Rosjanie nas okupowali. W to wszystko doskonale wpisuje się przemówienie kanclerz Angeli Merkel, której wystąpienie mówiące, że Niemcy dokonali krzywd itp. itd. zamieszczono w Internecie, a 29 sierpnia br., w wydaniu głównym wydaniu wiadomości jednej ze stacji TV pokazywano jego fragment z komentarzem, że Niemcy zachowują się wspaniale. I tutaj dotykamy sedna sprawy. Na skutek zabiegów socjotechnicznych w mediach udało się wykreować następujący obraz: dobrych i przyjaznych Polsce Niemców i wrogich, z imperialistycznymi zakusami Rosjan. Tymczasem nikt z komentatorów i polityków zachwalających kanclerz Merkel nawet słowem nie zająknął się, że dokładnie tydzień temu ta sama kanclerz Merkel, która w typowo pijarowym przemówieniu przeprasza Polaków, brała udział w zjeździe ziomkostw niemieckich z Eriką Steinbach na czele. To pani Merkel daje z budżetu federalnego potężne wsparcie finansowe, prawne oraz polityczne środowiskom niemieckich rewizjonistów. Żaden polski komentator w mediach nie raczył zauważyć, że tydzień temu Angela Merkel poparła niemieckich rewizjonistów i frau Steinbach. Na kwestii rosyjskiej (a w zasadzie antyrosyjskiej) tak się skoncentrowano, że nastąpiła ogólnonarodowa amnezja co do Niemców. Wszystkim nam umyka fakt w tej medialnie wykreowanej zawierusze antyrosyjskiej, że to w Niemczech, a nie w Rosji są koła polityczne mające roszczenia terytorialne względem Polski. No więc kto korzysta na tej antyrosyjskiej hucpie w Polsce?

W tym miejscu warto przytoczyć fragment książki wybitnego polskiego historyka profesora Władysława Konopczyńskiego „Fryderyk Wielki a Polska", w której cytuje króla pruskiego Fryderyka II Wielkiego. Otóż pruski monarcha w latach 70-tych, XVIII wieku, tak pisał do swojego posła w Warszawie o działalności pruskich agentów wpływu w Polsce: "Gdy Rosja jest niezadowolona z Polaków, to nam może tylko dogadzać. Stajemy się przez to niezbędnymi dla tego państwa. Życzyć więc bardzo należy, aby tam u was ludzie robili wszystkie możliwe głupstwa, aby drażnili Rosję i ściągali na siebie jej zły humor". Z historii wiemy, że skończyło się to rozbiorem Polski... Dlatego chyba warto, aby dziennikarze, publicyści oraz politycy zadali sobie pytanie, czy nie realizują testamentu pruskiego króla. Czy aby właśnie dla Berlina nie są „pożytecznymi idiotami"- używając leninowskiej nomenklatury, tudzież „towarzyszami podróży"- parafrazując słowa publicysty Józefa Mackiewicza.

Autor specjalizuje się w walce informacyjnej i wojnie psychologicznej.


Czytany 5586 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04