wtorek, 05 kwiecień 2016 07:54

Thierry Meyssan: Motywy zamachów w Paryżu i Brukseli

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

Thierry Meyssan

W tej chwili nie wiadomo, kto zlecił zamachy w Paryżu i Brukseli. Rozpatruje się kilka śladów. Tymczasem tylko hipoteza o operacji przygotowanej przez Turcję znajduje dziś potwierdzenie. W trójkącie Unia Europejska, Francja i Turcją trwa sekretny konflikt, który od pięciu lat zatruwa stosunki między nimi.

W 2011 r. Alain Juppé ze strony Francji i Ahmet Davutoğlu ze strony Turcji zawarli tajne porozumienie w sprawie utworzenia Sunnistanu, na obszarze Iraku i Syrii (co stało się udziałem Daeszu), oraz pseudo-Kurdystanu jako miejsca wygnania Kurdów tureckich. Projekt ten znalazł poparcie Izraela i Wielkiej Brytanii.

Jest obecnie zbyt wcześnie, by jednoznacznie wskazać zleceniodawcę zamachów, które uderzyły w Paryż 13 listopada 2015 r. i w Brukselę 22 marca 2016. Jednak na chwilę obecną tylko te elementy, które za chwilę ujawnimy, dostarczają racjonalnego wytłumaczenia wydarzeń.

Tuż po śmierci ojca islamizmu tureckiego Necmettina Erbakana, kiedy rozpoczynała się „wiosna arabska”, rząd Recepa Taiyypa Erdoğana zawarł z Francją tajne porozumienie. Według dyplomaty, któremu dane było przestudiować ten dokument, zawarte są w nim warunki, na których Turcja ma wziąć udział w wojnie przeciwko Libii (która wówczas wtedy wybuchła) i Syrii (która miała nastąpić). Francja, reprezentowana przez swojego ministra spraw zagranicznych Alaina Juppé, zobowiązała się w szczególności do uregulowania „kwestii kurdyjskiej” bez „podważania integralności terytorialnej Turcji”. Takimi subtelnymi zwrotami określa się zamiar utworzenia poza Turcją pseudo-Kurdystanu, do którego wydaleni zostaną członkowie PKK. Projekt takiej czystki etnicznej, który sam nie jest niczym nowym, pojawiał się dotąd wyłącznie w izraelskim piśmiennictwie wojskowym w postaci nowego Państwa, mającego powstać na terenie na Syrii i Iraku.

31 października 2014 prezydent François Hollande skorzystał z oficjalnej wizyty R.T. Erdoğana w Paryżu i zorganizował tajne spotkanie w Pałacu Elizejskim ze współprzewodniczącym Kurdów Syrii Salihem Muslimem. Ten ostatni zdradził Kurdów tureckich i ich przywódcę Abdullaha Öcalana i zgodził się zostać prezydentem pseudo-Kurdystanu – kraju, który miał powstać po obaleniu demokratycznie wybranego prezydenta Baszszara al-Asada.

Właśnie trwała bitwa o Kobané [Ajn al-Arab – tłum.]. Przez kilka miesięcy syryjscy Kurdowie bronili miasta przed Daeszem. Ich zwycięstwo nad dżihadystami odwróciło sytuację na politycznej szachownicy: jeśli chce się naprawdę walczyć z dżihadystami, trzeba sprzymierzyć się z Kurdami. Wiadomo, że Kurdowie uzyskali obywatelstwo syryjskie dopiero na początku wojny. Wcześniej bowiem mieli status uchodźców politycznych z Turcji, wygnanych ze swojego kraju w ramach represji z lat 80. Państwa członkowskie NATO uznawały wówczas PKK – czołową formację Kurdów tureckich – za ugrupowanie terrorystyczne. Od bitwy o Kobané zaczęły odróżniać złą, turecką PKK od dobrej, syryjskiej PYD, mimo iż są to formacje siostrzane.

8 lutego 2015 nastąpił zwrot akcji. Francja wycofała się z wcześniejszych zobowiązań, a F. Hollande przyjął w Pałacu Elizejskim – tym razem oficjalnie – współprzewodniczącą Kurdów syryjskich, wierną A. Öcalanowi Asję Abdullah oraz dowódcę Nesrin Abdullah, która przyszła na spotkanie w mundurze polowym. Nieobecny na spotkaniu był S. Muslim.

R.T. Erdoğan zareagował zleceniem zamachu, który Daesz wykonał w Suruçu, na demonstrację poparcia dla Kurdów 20 lipca 2015 r. Posługując się antyterrorystyczną retoryką Zachodu, prezydent Turcji wypowiedział wówczas wojnę jednocześnie Państwu Islamskiemu i Kurdom, ale sił zbrojnych użył jedynie przeciwko tym drugim. Tym samym zerwał zawieszenie broni i doprowadził do wznowienia wojny domowej w swoim kraju. Ze względu na brak pseudo-Kurdystanu w Syrii, spowodował też ucieczkę Kurdów do Europy.

3 września 2015 opublikowano zdjęcie utopionego kurdyjskiego dziecka. Wydarzenie to jest znakiem początku olbrzymiej fali migracji z Turcji do Unii Europejskiej – przede wszystkim do Niemiec. W pierwszych tygodniach przywódcy Niemiec gratulowali sobie, że ten zmasowany napływ nowych robotników zaspokoi potrzeby ich przemysłu ciężkiego, a media prześcigały się w wyrazach współczucia dla uchodźców, uciekających spod ucisku syryjskiej dyktatury. Ponadto 29 września przywódcy Niemiec i Francji, owładnięci empatią dla migrantów, doszli do porozumienia w sprawie dalszego subwencjonowania wojny poprzez przekazanie Turcji 3 mld euro – daru, który w mediach przedstawiono jako pomoc humanitarną dla uchodźców.

Pod koniec września 2015 r. Rosja rozpoczęła operację wojskową przeciwko wszelkiej maści dżihadystom. R.T. Erdoğan dostrzegł, że jego plany rozpływają się w nicość. Popchnął więc S. Muslima do uruchomienia operacji przymusowej kurdyfikacji północnej Syrii. Kurdyjskie brygady zaczęły wyrzucać z pracy profesorów arabskich i syryjskich, zastępując ich nauczycielami kurdyjskimi. Syryjczycy buntują się przeciwko temu i wzywają na pomoc Rosjan, którzy uspokajają sytuację, roztaczając przed stronami m.in. perspektywę ewentualnej federalizacji Syrii w przyszłości. Nie ma reakcji ze strony Francji.

13 listopada rozdrażniona ciągłymi wahaniami F. Hollande’a Turcja zleca zamachy w Paryżu, w których ginie 130 osób, a 413 zostaje rannych. Francja staje się zakładniczką.

Pisałem wówczas: „Kolejne rządy Francji zawierały sojusze z Państwami, których systemy wartości są skrajnie niezgodne z tymi Republiki. Na rzecz tych Państw Francja angażowała się w kolejne wojny potajemne, a następnie z tego wszystkiego się wycofała. Prezydent François Hollande, jego osobisty szef sztabu generał Benoît Puga, jego minister spraw zagranicznych L. Fabius, oraz poprzednik tego ostatniego Alain Juppé – wszyscy oni są dziś przedmiotem szantażu, z którego wywikłać mogą się jedynie poprzez wyznanie, na jakie manowce sprowadzili swój kraj” [1].

Sterroryzowany Paryż z miejsca wrócił do planu A. Juppé z 2011 r. Do spółki z Londynem doprowadził do przyjęcia 20 listopada przez Radę Bezpieczeństwa rezolucji 2249. Chodziło o usprawiedliwienie podboju północy Syrii w celu utworzenia tam ostatecznie pseudo-Kurdystanu, do którego R.T. Erdoğan mógłby wygnać „swoich” Kurdów – wszystko pod przykrywką walki przeciwko Państwu Islamskiemu. Jednak Stany Zjednoczone i Rosja przeredagowały szczegóły tekstu tak, że ani Francja, ani Zjednoczone Królestwo nie mogą interweniować w Syrii bez zaproszenia ze strony jej władz. Sytuacja ta do złudzenia przypomina nieudaną próbę kolonizacyjną z 1956 r., kiedy wojska francusko-brytyjskie ze wsparciem Izraela i Turcji usiłowały zająć Kanał Sueski, ale musiały się wycofać, kiedy tylko Stany Zjednoczone i ZSRR zmarszczyły brwi.

Od pięciu i pół miesiąca rosyjskiej interwencji w Syrii stosunki Turcji z Rosją staczają się po równi pochyłej. Zamach na lot 9268 linii Metrojet nad półwyspem Synaj, oskarżenia Władimira Putina na szczycie G20 w Antalyi, zestrzelenie rosyjskiego samolotu wielozadaniowego Su-24 i rosyjskie sankcje przeciwko Turcji, publikacja zdjęć lotniczych łańcucha ciężarówek-cystern, wywożących z Syrii do Turcji i dalej ropę, skradzioną przez Daesz itd. Po rozważeniu opcji wojennej przeciwko Turcji, Rosja zdecydowała się w końcu zagrać bardziej subtelnie – wspierając PKK przeciwko administracji R.T. Erdoğana. Siergiejowi Ławrowowi udało się przekonać swojego amerykańskiego partnera do skorzystania z tej nadchodzącej destabilizacji Turcji i zorganizowania obalenia tureckiego dyktatora. Reżym turecki, wiedząc, że jest zagrożony już nie tylko przez Rosję, ale i przez USA, usiłuje więc odnowić dawne sojusze. 5 marca premier A. Davutoğlu złożył wizytę w Teheranie, a minister spraw zagranicznych Iranu, Mohammad Dżawad Zarif 18 marca udał się do Ankary. Ale Republika Islamska ani myśli szukać zwady z oboma wielkimi potęgami.

14 marca W. Putin ogłasił wycofanie z Syrii rosyjskich bombowców, realizacja projektu pseudo-Kurdystanu wydaje się więc być na nowo możliwa, ale Moskwa i Waszyngton są o krok do przodu: zaczynają przez pośredników dostarczać broni PKK.

Pechowo Unia Europejska także nie chce już słyszeć o kolonizacji północnej Syrii. Większość państw-członków od pięciu lat podąża szlakiem polityki zagranicznej, wytyczonym przez Paryż i widzi brak sukcesów. W związku z tym kilka państw, w tym Belgia, przyznało azyl polityczny przywódcom tureckich Kurdów i na głos wyrażało swoje niezadowolenie podczas szczytu UE-Turcja 17 i 18 marca, mimo że w końcu zostały zmuszone do zaakceptowania subwencji dla Ankary w wysokości 3 mld euro rocznie.

Piętnowałem wówczas zachowanie europejskich elit, które – zaślepione swoją antysyryjską obsesją – powtarzały błąd z 1938 r. Wówczas – zaślepione swoim antykomunizmem – wspierały kanclerza III Rzeszy A. Hitlera w aneksji Austrii i podczas kryzysu sudeckiego (dyktat monachijski), nie zdając sobie sprawy, że zbroją rękę, która w nich uderzy [2].

W czasie trwania szczytu UE-Tucja (czyli niezależnie od decyzji, które tam zapadły) prezydent R.T. Erdoğan wygłosił telewizyjne orędzie z okazji obchodów 101. rocznicy bitwy o Çanakkale (bitwy o Gallipoli – zwycięstwa Imperium Osmańskiego nad Aliantami) i uroczystości upamiętniających ofiary zamachu, dokonanego w Ankarze kilka dni wcześniej. Złożył w nim następującą deklarację:

„Nie ma żadnego powodu, żeby bomba, która wybuchła w Ankarze, nie wybuchła w Brukseli, albo innym mieście europejskim […] Wzywam więc te państwa, które otwierają im ramiona, które bezpośrednio lub pośrednio wspierają organizacje terrorystyczne: hodujecie węża na waszym łonie! I ten wąż, którego żywicie, może was w każdej chwili ukąsić! Być może oglądanie bomb, wybuchających w Turcji nic dla was nie znaczy, ale kiedy bomby zaczną wybuchać w waszych miastach, zrozumiecie na pewno, co my odczuwamy. Ale wtedy będzie już za późno. Przestańcie wspierać działalność, której nigdy nie tolerowalibyście we własnym kraju, ponieważ jest ona skierowana tylko przeciwko Turcji” [3].

Cztery dni później w Brukselę uderzają zamachowcy, zabijają 34 ludzi i ranią 260. A żeby nikt nie pomyślał, że to tylko zbieg okoliczności, a nie – rozmyślny akt, prasa turecka już następnego dnia raduje się z kary, jaka spotkała Belgię [4].

Od kiedy prezydent R.T. Erdoğan wznowił wojnę domową, kosztowała ona już życie ponad 3.500 osób w samej Turcji.

Tłumaczenie: Euzebiusz Budka
Fot. greece.greekreporter.com

________________________________
[1] “Republika Francuska zakładniczką”, Thierry Meyssan, Tłumaczenie Euzebiusz Budka, Sieć Voltaire, 19 listopada 2015.
[2] “Samobójstwo Europy w obliczu Turcji”, Thierry Meyssan, Tłumaczenie Euzebiusz Budka, Sieć Voltaire, 22 marca 2016.
[3] “Erdoğan wygraża Unii Europejskiej”, Recep Tayyip Erdoğan, Sieć Voltaire, 18 marca 2016.
[4] “Υπεύθυνη για το λουτρό αίματος των Βρυξελλών είναι η Τουρκία - Ορίστε οι αποδείξεις!”, του Σάββας Καλεντερίδης , Ινφογνώμων Πολιτικά (Ελλάδα) , Δίκτυο Βολταίρος, 24 mars 2016.

Czytany 3979 razy