sobota, 31 grudzień 2011 09:30

Szura Bruni: Biała wstęga - idą zmiany w Rosji?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

lenta  Szura Bruni

W zaskakującej scenerii bezśnieżnego grudnia, w 20 rocznicę rozpadu ZSRR na ulicach Moskwy ponownie zaczyna dziać się historia. Nie tylko Europa stoi w tych dniach na progu znaczących przemian – także kierowana premierem Putinem Federacja Rosyjska wydaje się znajdować w kluczowym z perspektywy swojej przyszłości momencie.

Uważane za zobojętniałe i pasywne społeczeństwo rosyjskie nagle zaczyna się budzić, chcąc wreszcie głośno wysłowić to, co tak długo było z goryczą przełykane i trawione. Na ulice stolicy we wspólnym proteście wyszły dziesiątki tysięcy ludzi, a ostateczna legalność tego przedsięwzięcia uczyniła je bezprecedensowym. Brytyjski The Independent sytuację podsumował krótko: „Dziś pierwszy raz od 10 lat polityczna przyszłość Rosji nie jest ustalona zawczasu”.

Niewiarygodnie wręcz zmanipulowany przebieg i wynik wyborów 4 grudnia, wraz z ogromną ilością wciąż i wciąż wypływających na światło dzienne dowodów nadużyć (nieraz piramidalnie komicznych, gdzie podane liczby jaskrawo wręcz kpiły sobie z inteligencji ludzi znających choć podstawy matematyki) spowodowały, że rosyjskojęzyczny Internet zawrzał, a już następnego dnia kilka tysięcy straciwszych cierpliwość wyszło wyrazić swoje oburzenie. Dramatyczne starcia z policją, kilkaset zatrzymań (rozmiary protestu znacznie przekroczyły usankcjonowaną liczbę) a także nieustający potok kolejnych świadectw kompromitacji wyborczych tylko zaogniły sytuację – rozpoczął się głośny ruch, którego zarodkiem i rdzeniem stały się portale społecznościowe. „Rewolucja lajków” (od facebookowego 'Lubię to!') wywołała społeczne poruszenie, a także popłoch w szerokich strukturach władzy. „Na Facebooka nie ma mocnych” – napisał The Independent.

Każdego dnia coraz to kolejne aresztowane osoby, jednak od samego początku znana staje się data kolejnej demonstracji: 10 grudnia. Miejscem protestu ma być Plac Rewolucji – jednak wydane zostaje pozwolenie na jedyne 300 protestujących... Facebook i jego, niemniej popularny, rosyjski odpowiednik vkontakte.ru nie milkną. Obok głosów oburzenia i wściekłości kwitnie jednak dyskusja – warto czy nie warto; jakie priorytety; cóż czynić; z kim i przeciw komu.

„Jasne – pisze Jewgienij Lewkowicz na poczytnym portalu snob.ru – że dyskusje na temat <<iść czy nie iść na protest 10 grudnia>> (jak różnych celów by w nim nie upatrywać) ostatecznie sprowadzają się do jednego: warto czy nie warto zmieniać obecną władzę i jej metody działania?”.

Ogólny protest przeciw władzy – którego inicjatorem jest ruch nazywający się Solidarnością – zdążył już obrodzić w swój symbol i znak rozpostrzegawczy: jest nim biała wstęga. Czy to jako logotyp, w formie zwycięskiej litery 'V' na czarnym tle, czy też jako wstążka przypięta na piersi, przywiązana do ręki, plecaka czy klamki samochodu. Głównym postulatem Solidarności jest unieważnienie sfałszowanych wyborów, a także rejestracja partii opozycyjnych, przeprowadzenie nowych wyborów oraz wypuszczenie z aresztu wszystkich nielegalnie zatrzymanych po poniedziałkowej demonstracji. Do powtórki wyborów zawezwała jedna z większych postaci wschodniej polityki – Michaił Gorbaczow.

Reakcje wysokich urzędników aparatu na całą tę erupcję niezadowolenia i skandal związany ze skalą oszustw są od początku nerwowe – wyciągane materiały nazywane są manipulacją państw zewnętrznych mających uderzać w stabilność kraju. Liczne filmy określane są jako wyreżyserowane prowokacje.

Co prawda tego przykłady też można znaleźć: np. telewizja Fox nadaje materiał jakoby z zamieszek w Moskwie. Nagranie pokazuje rozwścieczony tłum i latające koktajle Mołotowa. Jednak uważny widz dojrzy kilka dziwnych szczegółów – jak na przykład palmy w tle czy szyldy napisane po grecku...

Jedną z metod oszustw w wyborach do Dumy były tzw. „karuzele” - czyli zorganizowane grupy, które jeździły po lokalach wyborczych i wielokrotnie, pod przychylnym okiem członków komisji, głosowało na wybranych kandydatów. Były też rejestrowane przypadki gdzie to właśnie członkowie komisji wyborczych swoimi rękoma wypełniali puste karty do głosowania. Co zabawne, i wewnątrz tych szeregów nie uniknięto oburzeń – uczestnicy jednej z petersburskich „karuzel” skarżyli się, że nie zostali należycie opłaceni. Została odnaleziona liczna, smsowa korespondencja, kierowana do jednego z organizatorów tego typu działań: „Nazywam się Ostaniuk Julia i żądam pieniędzy za moją pracę! Głosowałam na pana 12 razy!”. Albo: „Szczerze mówiąc, po raz kolejny nasza władza mnie rozczarowuje. To że oszukujecie ludzi to wszyscy wiedzą. Ale to, że oszukujecie ludzi, którzy dla was pracują – to wręcz niewiarygodne”.

Warto zauważyć, że manipulacje wyborcze robione były także na korzyść pozostałych, quasi-opozycyjnych partii: partii komunistów, Sprawiedliwej Rosji czy LDPR.

Jednak poziom kompromitacji wyborów – wraz z (ponadto!) niespodziewanie słabym wynikiem partii rządzącej – powodują, że Władimir Putin niemal od razu zaczyna dystansować się od Jednej Rosji. Będąc niejako w rozkroku premier przyjmuje twardą acz wcale nie kardynalną postawę: wszystkie doniesienia na temat nadużyć mają być zweryfikowane, zapowiada także wyciągnięcie stanowczych konsekwencji.

Prezydent Miedwiediew natomiast, choć na krajowej arenie wezwał do „zaprzestania mazgajenia się” nad wynikami wyborów, to w trakcie konferencji prasowej w Pradze – gdzie spotykał się z czeskim prezydentem – oświadcza, że masowe protesty są rzeczą jak najbardziej demokratyczną, o ile toczą się w granicach prawa. Dodał także, że wszelkie nieprawidłowości wyborcze zostaną wzięte pod proceduralną lupę.

W związku z samym protestem 10 grudnia istnieje  ogrom oczekiwań, ale i obaw – przede wszystkim odnośnie konfrontacji z bezwzględnymi zazwyczaj służbami porządkowymi. Po ostrych działaniach uderzających w demonstrantów, nie dziwi komentarz Lewkowicza: „to Kreml najmocniej chybocze tą łódką”.

Po Internecie krążą instrukcje prawne dla obywateli, którzy będą chcieli brać udział w proteście i przez to narażeni będą na starcia ze stróżami porządku. Przypominane są różne obywatelskie prawa, jednak z podkreśleniem, że daleko nie zawsze bywają one przestrzegane. Blogger Falkon z popularnego portalu livejournal.com publikuje zbiór porad, które podzielone zostały na cztery kategorie: „przed akcją”, „zatrzymanie”, „po zatrzymaniu” i „w sądzie”. Przed samą akcją radzi on np. skopiować swój paszport (w Rosji używany jako dowód osobisty), kopię przy tym najlepiej poświadczając u notariusza. Ponadto, namawia do upoważnienia drugiej osoby (najlepiej prawnika) do pełnomocnictwa i reprezentowania go w przypadku aresztowania.

Bloger też informuje m. in. o prawie do wykonania telefonu w trakcie aresztowania – jest to prawo, które weszło w życie zupełnie niedawno, bo wraz z przemianowaniem milicji, toteż większość stróżów porządku może o nim w ogóle nie wiedzieć.

Dodatkowo napomina pragmatycznie o ciepłym ubraniu się, nie braniu cennych przedmiotów ze sobą, o wzięciu ze sobą telefonu komórkowego, którego nie żal byłoby stracić, kartki papieru z kilkoma najważniejszymi numerami, czy tabliczki czekolady.

Z kolei blogerka Lady-Spring przestrzega przed prowokatorami po stronie opozycji i apeluje o unikanie bijatyk oraz haseł „rewolucja!”. Wpada ona zresztą w retorykę iście w stylu Gandhiego: „KAŻDEMU policjantowi o ludzkiej twarzy i ludzkim zachowaniu mówcie DZIĘKUJĘ, mówcie: rozumiemy, że wypełniacie swoje obowiązki – mamy nadzieję zmienić wam zwierzchników żebyście przestali być ich niewolnikami”. Odnośnie władzy: „Oni NAJBARDZIEJ się boją tego, że na ulicę wyjdą kulturalni, inteligentni i uprzejmi ludzie, którzy MAJĄ DOŚĆ. I którzy gotowi są na PRAWNE działania. I jeśli żądamy ponownych wyborów – TO MAMY RACJĘ”.

Rząd doszedł z opozycjonistami do zaskakującego kompromisu: z jednej strony demonstranci przystali na zmianę miejsca protestu – z placu Rewolucji na przestronniejszy plac Błotny, a z drugiej: dozwoloną liczbę protestujących podniesiono do niebagatelnej liczby 30 tysięcy, choć rząd proponował wpierw 3 liczbę razy mniejszą. Tłum – z białymi wstążkami i kwiatami w rękach – domagać się będzie nowych wyborów.

Nieoczekiwany ale i pełen niepokoju duch nadziei i zmian owładnął nagle sporą liczbą Rosjan – jak do tej pory, ponad 50 tysięcy ogłosiło przez internet gotowość demonstracji. Znaczna część z nich dość ma już systemu z Putinem na czele. Pozostaje jednak pytanie: czy tak wytrawny i inteligentny polityk jak Putin rzeczywiście dopuścił się aż takich niedopatrzeń, że pogrzebał swoją karierę polityczną?

Bardzo rozsądnie zdaje się patrzeć na to Gregory Feifer z The Washington Post: „Putin zaczął dystansować się od Jednej Rosji długo przed wyborami, tworząc Front Narodowy. Jeśli czyjaś reputacja ucierpiała to Dmitrija Miedwiediewa, stojącego na czele listy Jednej Rosji”. „Cztery lata temu przed odejściem ze stanowiska prezydenta Putin wzmocnił Jedną Rosję, oraz zbudował swój image pracowitego człowieka, który może czy to z nagim torsem się pokazać czy to na koniu pojeździć. Musiał on osłabić prezydenckie kompetencje żeby wzmocnić swoją własną władzę. A teraz odwrotnie – chce on osłabienia partii rządzącej i przyszłego premiera”.

Czy uda mu się odeprzeć tysiące protestujących żądających nowego porządku? Czy i tak burzliwy okres zdoła przetrwać u steru? Na wiosnę przecież – wybory prezydenckie.

No i co wyniknie z masowego i pokojowego protestu, jakiego Rosja nie widziała jeszcze nigdy?

Artykuł został opublikowany w ramach Debaty portalu Geopolityka.org na temat fali rosyjskich protestów

Czytany 5926 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04