wtorek, 21 styczeń 2014 07:56

Stanisław Tarasow: Przyszłość Bliskiego Wschodu w rękach dyplomacji rosyjskiej i amerykańskiej

Oceń ten artykuł
(1 głos)

kerry_lavrov  dr Stanisław Tarasow

Obecnie na obszarze Bliskiego i Środkowego Wschodu ogniskują się podstawowe problemy światowej polityki – konflikt w Syrii i kwestia programu nuklearnego Iranu.

Teoretycznie te dwie kwestie eksperci zaczęli traktować łącznie jeszcze latem 2012 roku, gdy wznowione w Moskwie negocjacje mocarstw w sprawie irańskiego programu jądrowego zaczęły rokować pewne nadzieje. Wkrótce na ten temat prezydent Rosji Władimir Putin rozmawiał podczas szczytu G20 w Meksyku z prezydentem USA Barackiem Obamą. Francuska gazeta "Le Monde" ostrzegała wówczas, że łącząc te dwie sprawy strony jednocześnie ryzykują, ale otwierają też nowe możliwości. Ryzykują, gdyż jedna sprawa może stać się zakładnikiem drugiej. Schemat ten wykorzystał z powodzeniem ówczesny prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad. Nowe możliwości zaś związane były z tym, że kartą irańską grać można było w sprawie syryjskiej, zaś syryjską – w irańskiej.

Swoje interesy miał też Iran. W formacie negocjacyjnym na temat programu nuklearnego z „szóstką” Teheran występował samotnie przeciwko wszystkim, znajdując się w twardych, ściśle zdeterminowanych warunkach. Był to czas straconych szans. Dziś sytuacja wygląda całkiem inaczej. Jest bardziej intrygująca i zagadkowa. Przede wszystkim warto zauważyć, że sam fakt dyskusji Stanów Zjednoczonych i Rosji na temat uczestnictwa Iranu w konferencji pokojowej na temat Syrii nazwanej „Genewą 2”, oznacza nie tylko uznanie jego roli w sprawach syryjskich, ale tworzy również nowe pole manewru dla irańskiej dyplomacji w całym regionie Bliskiego Wschodu. Powstaje stąd wrażenie, że Waszyngton w ten sposób zdradził swojego sojusznika w szeregach NATO – Ankarę, czyniąc to poprzez aktywne wspieranie nowego prezydenta Iranu Hasana Rouhaniego i tym samym kształtowanie w regionie przeciwwagi dla rosnących wpływów Turcji.

Jeśli zaś chodzi o Rosję, to – zdaniem wspomnianej "Le Monde" – „jej sprzeciw wobec poświęcenia prezydenta Syrii Bashara al-Assada uznawany jest przez Zachód nie tylko jako przejaw trzymania się zasady nieingerencji w wewnętrzne sprawy Syrii i jakichkolwiek innych państw, ale również jako możliwość wzmocnienia swych wpływów w całym regionie”. A właśnie mają miejsce wydarzenia, które stanowią zaskoczenie dla większości państw owego regionu. Jak zauważył „Gołos Ameriki”, „Waszyngton włączył na Bliskim Wschodzie bieg wsteczny”, i – jak się okazuje – nie ma on „czasu i woli, by się nim zajmować, a i ropa też nie jest mu teraz szczególnie potrzebna”. W wyniku tego przegrały kraje takie, jak Turcja czy Arabia Saudyjska, które miały nadzieję na wzrost swego znaczenia w regionie i zyskanie statusu znaczących podmiotów dzięki „arabskiej wiośnie”. Rozpoczęły się procesy, których kierunek sprzeczny jest z ich pierwotnymi planami, co sprawiło, że czują się one dziś bezradne w obliczu wyzwań chwili obecnej i trudnej do przewidzenia przyszłości.

Do niedawna mało kto przypuszczał, że Rosja i USA mogą występować w roli partnerów na Bliskim Wschodzie. Tymczasem, jak proroczo oznajmiał pod koniec 2013 roku zastępca sekretarza stanu William Burns, „współpraca pomiędzy USA i Rosją w kwestii likwidacji zapasów syryjskiej broni chemicznej była demonstracją wiodącej roli tych dwóch państw”, które „podzielają zainteresowanie doprowadzeniem do politycznego rozwiązania kryzysu syryjskiego”. Poza tym, nie bez udziału Waszyngtonu i Moskwy, wznowiono proces negocjacyjny w sprawie irańskiego programu nuklearnego oraz udało się zakończyć spory wokół Afganistanu. Stało się jasne, że USA i NATO opuszczą ten ostatni kraj w 2014 roku. Główne rozstrzygnięcia jednak jeszcze przed nami.

22 stycznia w Montreux rozpocznie się konferencja pokojowa w sprawie Syrii określana jako „Genewa 2”. Pojawiają się informacje, że wezmą w niej udział 32 państwa, w tym pięć stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ, Niemcy, Włochy oraz kraje sąsiadujące z Syrią. W przededniu tego wydarzenia sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon oświadczył, iż „głównym celem międzynarodowej konferencji pokojowej w sprawie Syrii ‘Genewa 2’ jest doprowadzenie do powołania rządu tymczasowego, co pomoże powstrzymać przemoc w tym kraju”. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow podkreślił, że na konferencji powinna pojawić się reprezentacja krajowa syryjskiej opozycji, a nie tylko ta utworzona przez syryjskich emigrantów. Ponadto Ławrow uważa, że należy wysłuchać przedstawicieli Narodowego Komitetu Koordynacyjnego oraz organizacji syryjskich Kurdów. „Pozostawiania za burtą tych opozycjonistów, którzy nigdy nie uciekali z Syrii, działają na przestrzeni politycznej państwa syryjskiego i na jego terytorium, nie można w żaden sposób uzasadnić. Konieczne jest zaproszenie wszystkich syryjskich ruchów opozycyjnych” – zaznaczył.

Z kolei francuski prezydent François Hollande powiedział tylko, że „Genewa 2” powinna kierować się ściśle określonym celem, jakim jest rozpoczęcie procesu transformacji politycznej. Przy tym niektórzy z uczestników konferencji mogą skłaniać się ku poparciu stanowiska opozycji syryjskiej wyrażonego w haśle „rząd tymczasowy bez al-Assada”, inni zaś poprą odmienne scenariusze. Tym samym, w naszym przekonaniu, uzgodnienie powołania rządu tymczasowego jest mało prawdopodobne. Dlatego przed rosyjskimi i amerykańskimi dyplomatami na „Genewie 2” – jeśli oczywiście wypracują oni wspólny scenariusz i cel – pojawią się dwa najistotniejsze pytania: jak zrealizować uzgodniony cel i co robić.

Mówiąc o wspólnym celu, mamy oczywiście na myśli szeroko rozumiane polityczne rozstrzygnięcie syryjskiego konfliktu. Z tego punktu widzenia można sądzić, iż Waszyngton i Moskwa będą w pierwszej kolejności zabiegać o wstrzymanie działań zbrojnych w Syrii, starając się nie stawiać politycznie pod ścianą ani Damaszku, ani opozycji. Następnie rozpocznie się (jeśli nie rozpoczęło się już na etapie wstępnym) przegrupowanie sił i określenie się uczestników za różnymi rozwiązaniami. Taktycznie korzystnym będzie ogłoszenie sukcesu pierwszego etapu „Genewy 2”, a następnie nakreślenie kolejnych zadań. Drugi etap „Genewy 2” może się odbyć już po osiągnięciu porozumienia przez „szóstkę” i Iran w sprawie jego programu nuklearnego i polegać na włączeniu do procesu negocjacji szerzej rozumianych problemów Bliskiego Wschodu.

W związku z powyższym, w miarę rozwoju wydarzeń sytuacja będzie się stawać coraz bardziej złożona, co sprawi, że niektórzy uczestnicy „Genewy 2” – poza Syrią – odczują wzajemne powiązania. Dzieje się tak zawsze, gdy za cel stawiamy sobie wzajemnie korzystne przegrupowanie sił. Posługując się metaforą szachową, dojdzie do szeregu zaplanowanych na kilka ruchów decyzji, często z nieoczekiwanymi zwrotami i manewrami kombinacyjnymi. Nie można wykluczyć, że wśród państw biorących udział w „Genewie 2” niektóre okażą się w roli ofiar; mogą się tez pojawić nieoczekiwane uderzenia prowadzące do diametralnej zmiany biegu wydarzeń. Może dojść do głosowań nad rezolucjami, w których liczyć się będzie odpowiednio skonstruowana większość. Dla wielu taki tryb może być całkiem korzystny. Jednak USA i Rosja powinny w tym przejściowym bliskowschodnim spektaklu odegrać swoje role. Na czym one będą polegać – okaże się za jakiś czas. Bliskowschodnie misteria dopiero się zaczynają.

Przedruk za: http://www.iarex.ru/experts/19.html
Tłum. Andrzej Dołęga
Fot. www.todayonline.com

Czytany 5199 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04