sobota, 26 październik 2013 11:28

Stanisław Tarasow: 'Partnerstwo Wschodnie' może wzmocnić pozycję Rosji na Zakaukaziu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

eastern_partnership03geopolityka  Stanisław Tarasow

9 października w podkomisji ds. europejskich Komisji Spraw Zagranicznych Senatu Stanów Zjednoczonych odbył się szereg posiedzeń pod wspólnym hasłem „Kluczowy moment dla Partnerstwa Wschodniego: perspektywy dla Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji, Ukrainy, Mołdawii i Armenii”. Spotkaniom przewodniczył senator Christopher Murphy. Uczestnikami byli m.in. asystent podsekretarza stanu USA ds. Europy i Eurazji Paul Jones, zastępca dyrektora wykonawczego Rady Atlantyckiej Damon Wilson oraz ekspert ds. Rosji i krajów byłego Związku Radzieckiego z Fundacji Heritage Ariel Cohen.

Zaplanowany na listopad br. szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie przybiera dramatyczny obrót na wielu płaszczyznach. Jednak w tym wypadku skupimy się wyłącznie na problemie Zakaukazia.

Armenia w ostatniej chwili postanowiła „wyskoczyć” z europejskiego pociągu, ogłaszając jednocześnie chęć przystąpienia do Unii Celnej. Jak zauważył ambasador nadzwyczajny i pełnomocny Republiki Federalnej Niemiec w Republice Armenii Rainer Morel: „dokument o utworzeniu strefy wolnego handlu z Armenią miał zostać parafowany podczas nadchodzącego szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, lecz 3 września prezydent Serż Sarkisjan złożył oświadczenie o zamiarze przystąpienia do Unii Celnej, co diametralnie zmieniło obraz sytuacji”. Erywań stara się jednak zachować miejsca w „obydwu wagonach pociągu” – eurazjatyckim i europejskim.

Kiedy Komisja Europejska ogłosiła, że umowa o wolnym handlu z Unią Europejską jest niezgodna z Unią Celną, Erywań przystąpił do operacji „Odwrót”, zaczynając tym samym negocjacje z Brukselą w sprawie zmian w porozumieniu z Unią tak, żeby podczas szczytu w Wilnie podpisać tylko jego polityczną część. Zawarte w niej wymagania dotyczą przede wszystkim wolności słowa, poszanowania zasad demokracji oraz praw człowieka. Naszym zdaniem, próba dostosowana się Armenii do nowych wymogów będzie wiązała się z poważnymi wewnętrznymi zawirowaniami politycznymi.

Skomplikowana jest także sytuacja w Gruzji. Premier Bidzina Iwaniszwili wciąż zapewnia wszystkich, że „europejska i euroatlantycka integracja to jedyna droga, która pozwoli Gruzji uformować prawdziwą demokrację, określi warunki bezpieczeństwa i nada kierunek demokratycznemu rozwojowi kraju”. B. Iwaniszwili zaznaczył także, że podczas zbliżającego się szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie „jego kraj jest gotów do parafowania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską”. Polityk „subtelnie” zaznacza, że „ma nadzieję, iż umowa zostanie podpisana przed upływem kadencji obecnie działającej Komisji Europejskiej“. W tym czasie były wiceminister spraw zagranicznych Gruzji Nikoloz Vashakidze dodaje: „Podpisanie porozumienia z Gruzją zostało zastąpione parafowaniem – aktem symbolizującym wyłącznie poświadczenie treści. Oznacza to, że trwają prace, żeby dokument był parafowany pomiędzy Gruzją a UE. Możliwe, że Unia Europejska postanowiła uzgodnić z nami treść porozumienia, aby następnie je „zawiesić“ i, uzależniając je od konkretnych politycznych wymogów, poobserwować nasz kraj. Takie rozwiązanie daje im swobodę działania w zakresie zobowiązań, pod którymi kryje się podpisanie i dalsza ratyfikacja porozumienia. Jednym słowem, parafowanie porozumienia jeszcze bardziej oddala i wydłuża proces naszej integracji z Unią Europejską”.

W stosunku do Azerbejdżanu Bruksela początkowo, być może nieprzypadkowo, planowała etapowe działania. 1 marca 2013 r. komisarz ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa w Komisji Europejskiej Štefan Füle oświadczył: „W listopadzie w Wilnie zamierzamy podpisać umowę stowarzyszeniową z Ukrainą, a także zakończyć negocjacje z Gruzją, Mołdawią i Armenią oraz zrobić krok naprzód w naszych negocjacjach z Azerbejdżanem”. Podział na etapy procesu przyłączania krajów kaukaskich – Armenii, Gruzji i Azerbejdżanu – do strefy wolnego handlu z Unią Europejską wygląda na celowy. Z jednej strony wpływ na tę sytuację ma fakt, że Azerbejdżan nie jest członkiem WTO, co z kolei wyraża się w określeniu dla niego wielu preferencji gospodarczych. Z drugiej zaś strony nic nie przeszkadzało Baku uzależnić udział z Erywaniem we wspólnym projekcie europejskim od konieczności wyzwolenia swoich regionów i rozwiązania konfliktu karabaskiego. Ale stolica Azerbejdżanu nie skorzystała z tej możliwości, ponieważ Armenia zamierzała podpisać umowę stowarzyszeniową z UE, a także przystąpić do europejskiej strefy wolnego handlu w ramach międzynarodowo uznanych granic, tj. bez Republiki Górskiego Karabachu. Otworzyło to przed Azerbejdżanem najbardziej korzystne perspektywy dla uregulowania tego problemu, ale nie według własnego scenariusza.  Po tym, jak Armenia ogłosiła chęć przystąpienia do Unii Celnej, Azerbejdżan był zmuszony „odkryć karty”. Wiceminister Spraw zagranicznych Republiki Azerbejdżanu Mahmud Mammadgulijew nie wykluczył, że „w czasie szczytu Partnerstwa Wschodniego konieczne jest wykazanie poważnego podejścia do kwestii konfliktów w regionie“. Według polityka „problem ten należy rozpatrzyć i odnieść się do niego… w deklaracji końcowej szczytu”.

Aktywność Partnerstwa Wschodniego sprzyja zasadniczym zmianom na Zakaukaziu. Dotyczy to nie gospodarki, lecz skomplikowanej sieci strategicznych interesów państw regionu. Wyobraźmy sobie, że Gruzja podpisze umowę stowarzyszeniową z UE i przystąpi do strefy wolnego handlu. Parlament Europejski przygotował dla Komisji Europejskiej szereg pytań dotyczących polityki handlowej Brukseli w stosunku do krajów programu Partnerstwa Wschodniego w przeddzień szczytu w Wilnie. W porządku obrad sesji plenarnej, która odbędzie się w dniach 7–10 października w Strasburgu uwzględniono kwestię możliwości podpisania przez Gruzję umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. W przypadku Azerbejdżanu zostanie poruszona wyłącznie kwestia odnowienia dwustronnych stosunków handlowych. W związku z tym eksperci z Azerbejdżanu przekonują, że „w procesie realizacji umów z Unią Europejską niektóre kraje europejskie mogą uważać, że Gruzja… ma bardziej liberalny system handlowy z Azerbejdżanem, niż z UE”. W rezultacie czego „Tbilisi może zlecić przegląd swoich kontaktów handlowych z Azerbejdżanem w kierunku ich zaostrzenia poprzez zawarcie dodatkowych protokołów do umów dwustronnych”. Jeśli do tego dojdzie, nieuniknione będą określone ograniczenia w handlu UE z Azerbejdżanem w sytuacji, kiedy rynek ten jest głównym kierunkiem eksportowym Gruzji.

Jednym słowem, Bruksela do tej pory nie posiada zróżnicowanej strategii radzenia sobie z państwami Zakaukazia i nadal działa koniunkturalnie, koncentrując się w różnych momentach na różnych zadaniach.  Raz ogłaszane są projekty, których celem jest wypędzenie Rosji z całego regionu poprzez organizację tzw. „kolorowych rewolucji”, mających na celu doprowadzenie do zmiany elit politycznych; innym razem na pierwszy plan wysuwa się problem poszukiwania alternatywnych dróg dostaw zasobów energii, albo knuje się intrygi przeciwko demokracji w tych krajach. I co dalej?

Początkowo Unia Europejska brała przykład z amerykańskiej polityki w regionie. Kiedy stało się jasne, że konflikty karabaski, gruzińsko-abchaski czy gruzińsko-osetyński nie tylko oddalają te kraje od Unii Europejskiej, lecz przybliżają je do konfliktogennych stref Wielkiego Bliskiego Wschodu, polityka Brukseli diametralnie się zmieniła. Europejscy politycy uświadomiły sobie, że państwa Zakaukazia systematycznie rozgrywając z UE rosyjską kartę, tak naprawdę działały na korzyść Rosji: one nie tylko postawiły krzyżyk na projektach Brukseli dotyczących utworzenia na Kaukazie wspólnej przestrzeni ekonomicznej i politycznej, ale także podzieliły Europę na „starą” i „nową”. Dla pierwszej, „starej” Europy, projekt Partnerstwa Wschodniego jest przestarzały zarówno w kontekście moralnym, jak i politycznym. Druga, tzn. „nowa” Europa, wciąż stara się demonstrować przekonanie co do swoich działań w tym kierunku. Jednak i ona również straciła możliwość szybkich i efektywnych kroków. Szczególnie po tym, jak „stara” Europa, najpierw wypychała Turcję z południa w celu wzmocnienia swojego wpływu we wschodniej części Morza Czarnego, a następnie wyrwała z jej rąk flagę europejską i wskazała „nową drogę” – na Wschód, w kierunku świata islamskiego. Sytuacja mogłaby się zmienić, pod warunkiem, że „stara” Europa i Ankara w sprawach Zakaukazia działałyby synchronicznie. Jako pierwsza zmiany te poczuła Armenia, która przystąpiła do Unii Celnej. Teraz czas na poważne decyzje geopolityczne w Azerbejdżanie. Gruzja powinna zachować nadzieję, że ocali chociaż to, co posiada teraz. Moskwa powinna uzbroić się w cierpliwość, żeby „wschodni partnerzy” doprowadzili swój scenariusz do logicznego końca, tj. do momentu, kiedy UE zakończy „podział” państw Zakaukazia w różnych kierunkach i doprowadzi do poważnych zmian w przestrzeni poradzieckiej. Należy dodać, że właśnie tak zachowywała się Europa w latach 20. XX w., kiedy uzgadniała z bolszewikami kwestię sowietyzacji regionu. Podkomisja ds. europejskich Komisji Spraw Zagranicznych Senatu Stanów Zjednoczonych miała o czym dyskutować.

Tłumaczenie: Anna Piotrowska-Durka
Fot. democraticbelarus.eu
Tekst pochodzi ze strony
IINES

Czytany 3451 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04