środa, 29 październik 2014 06:04

Stanisław Niewiński: Sytuacja w Hongkongu i przyszłość Chin - refleksje nad protestami

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

hong_kong_protestsyoungs  Stanisław Niewiński

27 września w Hongkongu doszło do eskalacji – trwających z przerwami już od kilku miesięcy – protestów społecznych. Ruch Occupy Central with Love and Peace rozpoczął okupację finansowej dzielnicy miasta. Podczas starć demonstrantów z policją rannych zostało kilkadziesiąt osób. Patowa sytuacja w mieście trwa nadal. Od dalszego rozwoju tutejszej sytuacji zależeć będzie przyszłość ChRL zarówno w wymiarze polityki wewnętrznej, jak i zewnętrznej. 

Powodem protestów w Hongkongu są kwestie związane z systemem politycznym tego miasta. Przypomnijmy, że w latach 1842–1997 znajdowało się pod panowaniem brytyjskim. W konsekwencji uniknęło wielu zawirowań chińskiej historii XIX i XX stulecia. W 1997 r. powróciło do Chin. Hongkong funkcjonuje pod panowaniem Pekinu na stworzonej jeszcze przez Deng Xiaopinga zasadzie „jeden kraj, dwa systemy”. Tym samym enklawa cieszy się znaczną autonomią. Posiada system polityczny, będący syntezą elementów autorytarnych i demokratycznych. Dzięki temu może prowadzić własną politykę społeczną, wyznaniową, czy oświatową. Miasto dysponuje również znaczną niezależnością ekonomiczną, ponieważ posiada m.in. własny budżet, bankowość oraz walutę. Zgodnie z umową z Brytyjczykami stan taki ma trwać do 2047 r. Co partia komunistyczna zrobi z enklawą po tym roku jest wielką niewiadomą. Fakt ten wywołuje niepewność i liczne spekulacje leżące u podstaw obecnych protestów.

W mediach bardzo często można spotkać się z opinią, że obecne protesty są reakcją mieszkańców Hongkongu na ograniczanie ich swobód przez władze z Pekinu. Przewidziane na 2017 r. reformy systemu politycznego miasta mają być tego jednym z przykładów. Spoglądając obiektywnie na sytuację Hongkongu jest dokładnie odwrotnie. Partia komunistyczna zmierza przeprowadzić na jego terenie pierwsze w historii powszechne wybory szefa lokalnej administracji, aczkolwiek zastrzega sobie, że ewentualni kandydaci muszą przedtem zostać zatwierdzeni przez Pekin. Obecnie wpływ na obsadzenie tego stanowiska ma Pekin i miejscowa elita. Przed 1997 r. gubernatora Hongkongu mianował Londyn. Jednakże demonstrujący uważają, że to za mało. Chcą uzyskać jak najszerszą autonomię dla miasta, aby po roku 2047 Chinom było możliwie jak najtrudniej (jeśli w ogóle będą miały taki zamiar) ograniczyć jego niezależność.

Jak może się rozwinąć sytuacja w Hongkongu? Możliwych jest kilka scenariuszy. Wydaje się, że najlepszy z nich (zarówno z punktu widzenia Pekinu, jak i Hongkongu), to stopniowe rozejście się protestujących. Niewykluczone, że władze miasta doprowadzą do pokojowego rozładowania protestów zawierając z protestującymi kompromis w którejś z mniej ważnych kwestii np. ustąpienia Leung Chun Yinga (obecnego szefa administracji, demonstranci żądają jego odejścia). Oszczędzi to miastu ewentualnego rozlewu krwi, zaś KPCh negatywnych komentarzy na świecie. Teoretycznie jest ono o tyle możliwe, iż protesty nie cieszą się poparciem większości mieszkańców miasta. Zgodnie z wynikami przeprowadzonego wśród Hongkonkczyków sondażu tylko 31% ankietowanych popiera demonstracje, natomiast 46% jest im przeciwnych.

Jeśli nie uda się rozwiązać kwestii demonstracji pokojowo, to niemal pewny jest wariant siłowego rozwiązania problemu protestów. Zważywszy na lokalną specyfikę, Chiny dla kompromisu mogą poświęcić szefa administracji, ale na w pełni wolne wybory się nie zgodzą. Mogłoby to uruchomić analogiczną lawinę ruchów odśrodkowych w innych regionach Państwa Środka. Rozprawienie się z protestami może się potoczyć wedle dwóch scenariuszy. W pierwszym z nich porządek na ulicach miasta zaprowadzą lokalne siły porządkowe. Jeśli im się nie uda, to do akcji będą zmuszone wkroczyć bezpośrednio władze centralne. Obecnie najbardziej prawdopodobny jest scenariusz spacyfikowania demonstracji przez miejscowe siły porządkowe. Pekin nie chce – dopóki nie musi – bezpośrednio interweniować w sprawy Hongkongu. Ograniczy się raczej do zakulisowych działań. Jednym z takowych może być m.in. rzekome wsparcie służb cybernetycznych ChALW dla hongkońskiej policji – 1 października telefony demonstrantów zostały zablokowane przez tajemniczy wirus.

Istotną kwestią jest zagadnienie, jakie będą konsekwencje dla wewnętrznej i zewnętrznej polityki chińskiej, jeśli w Hongkongu władze ChRL zostaną zmuszone do siłowego zdławienia protestów? Wydarzenie to będzie miało zapewne donośny wpływ na przyszłość systemu politycznego ChRL. Przewodniczący Xi Jinping (tak jak jego poprzednicy) konsekwentnie odrzuca koncepcje wprowadzenia w Chinach modelu demoliberalnego. Niemniej ma on świadomość, że chiński system polityczny nie będzie trwał wiecznie w obecnej formie. Elity KPCh chciałyby utrzymać władzę, jednocześnie dopuszczając w jakiejś mierze do niej społeczeństwo. Dlatego komuniści eksperymentują od trzydziestu lat w różnych regionach Chin z pewnymi ograniczonymi elementami demokracji. W latach 80. XX w. wprowadzono wybory do komitetów wioskowych. W niektórych miastach ChRL (np. w Chongqingu) prowadzone są doświadczenia z konsultacjami społecznymi. Wszelako najlepszym terenem do prowadzenia takich eksperymentów są właśnie Specjalne Regiony Administracyjne. Dzieje się tak dlatego, ponieważ w Hongkongu i Makau panuje dobrobyt oraz mieszkańcy tych miast poprzez przynależność do brytyjskiego i portugalskiego imperium kolonialnego przyswoili sobie w jakiejś mierze pewne elementy kultur politycznych tych państw. Reformy polityczne przewidziane na 2017 r. są częścią tego procesu.

Wydaje się, iż nie jest przypadkiem fakt podobieństwa pomiędzy projektem zmian politycznych w Hongkongu, a koncepcjami reform politycznych politologa z Chińskiej Akademii Nauk, Fang Ninga. Porównał on pewnego czasu zachodnią demokrację do restauracji, gdzie wyborcy mogą sobie wybrać szefa kuchni, ale nie danie. Natomiast w chińskiej demokracji szef kuchni będzie zawsze taki sam – partia komunistyczna – ale za to wyborcy będą mogli sobie już wybrać danie. Jeśli eksperyment z demokracją w stylu chińskim powiedzie się w Hongkongu, to prawdopodobnie zacznie być stopniowo powielany w pozostałych rejonach Chin. Natomiast, jeśli jego skutkiem będą tylko rosnące roszczenia mieszkańców miasta – jak ma to miejsce teraz – to KPCh wycofa się z eksperymentów. Dalekosiężną implikacją takiej sytuacji będzie ograniczenie istniejących swobód. Taki stan rzeczy miał już miejsce w ChRL po stłumieniu protestów w 1989 roku. W wypadku stłumienia demonstracji w Hongkongu przez oddziały z ChRL, miasto utraci swoją autonomię – Makau zapewne również. Jeśli rzeczywiście ruchom prodemokratycznym w Hongkongu zależy, aby w przyszłości ChRL miała bardziej demokratyczny charakter, to nie powinni dążyć do eskalacji wydarzeń. Skutki najpewniej będą zupełnie odwrotne od zamierzonych.

Wydarzenia w Hongkongu najpewniej wpłyną również na sytuację zagraniczną ChRL. Jednym z najważniejszych celów, jakie od swoich początków stawia przed sobą partia komunistyczna jest odzyskanie wpływów na terenach, które niegdyś należały do Cesarstwa Chińskiego. Temu zadaniu służy polityka „jeden kraj, dwa systemy”, czyli zapewnienie im autonomii w ramach autorytarnego państwa. Do Chin w 1997 r. wrócił właśnie Hongkong, zaś w 1999 r. Makau. Elitom KPCh bardzo zależy, aby pod panowanie Pekinu powrócił Tajwan. Jeśli w Hongkongu dojdzie do rozlewu krwi, może to zniechęcić Tajwan do dalszej integracji z ChRL. Rządząca obecnie na wyspie, popierająca zacieśnianie kooperacji z kontynentem, GMD może w zbliżających się wyborach przegrać z negatywnie do tego pomysłu nastawioną DPP. W konsekwencji największym beneficjentem kryzysu w Hongkongu i jego implikacji międzynarodowych będzie główny rywal Chin, czyli Stany Zjednoczone. Waszyngton podczas protestów wykazuje się znaczną aktywnością. Biały Dom zaznaczył w swoim oświadczeniu zaznaczył, że wspiera aspiracje mieszkańców. Część chińskich mediów stawia zresztą tezę, iż wręcz organizacje kierujące protestami zostały wyszkolone w Centrum Hongkońsko-Amerykańskim. Trudno jednoznacznie ocenić, czy jest to prawdą. Pewne jest jedno – USA korzysta na problemach ChRL wynikających z zamieszek w Hongkongu.

Pozostaje mieć nadzieję, że zarówno Pekin, władze Hongkongu, jak i przede wszystkim organizatorzy protestów wykażą się rozsądkiem i powściągliwością w zbliżających się dniach. Ewentualna eskalacja wydarzeń przyniesie wszystkim wyłącznie straty.

Fot. www.itproportal.com

Czytany 2709 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04