piątek, 21 sierpień 2009 04:22

Siergiej Naryszkin: Uczciwa historia - klucz do uformowania stosunków między narodami opartych na wzajemnym zaufaniu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

alt

Niżej przedstawiamy tłumaczenie głośnego tekstu szefa administracji prezydenta Federacji Rosyjskiej  Siergieja Naryszkina, dotyczącego  krytyki poltyki historycznej prowadzonej przez sąsiadów Rosji. Tekst ukazał się na stronie internetowej Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO). Tekst orginału  znajduje się TUTAJ.

(tłum: Przemysław Sieradzan)

Siergiej Naryszkin

Ostatnimi laty w strumieniu informacji, które do nas docierają, coraz częściej spotykamy się przykładami tendencyjnego, czy wręcz pełnego bezwstydnych kłamstw stosunku do historii naszej ojczyzny za granicą. Nawet niezorientowanemu w temacie czytelnikowi rzucają się w oczy kłamstwa i otwarta niechęć, których pełne są wypowiedzi na temat wydarzeń historycznych ostatnich lat w stosunku do Rosji.

Trudno te krótkowzroczne dążenia znaczących, w swoich państwach, polityków, dążących do napisania historii na nowo, ze szkodą dla interesów Rosji, ocenić w sposób nie naruszający zasad kurtuazji. Opisywany proces w tak dużym stopniu wpłynął na innych badaczy historii, że, jak się wydaje, stali się zakładnikami swoich własnych, niegodziwych zamiarów, nie umiejąc wyrwać się z błędnego koła, w którym jedna bujda dotycząca Rosji rodzi kolejną. W najwyższym stopniu precyzyjnie na ten temat wyraził się Prezydent Federacji Rosyjskiej, gdy nazwał próby falsyfikacji historii Rosji coraz ostrzejszymi, złośliwszymi i bardziej agresywnymi.

Szczególny nacisk w „nowym podejściu historycznym" rewizjonistów kładziony jest na historię najnowszą Rosji i wydarzenia związane z II wojną światową. Za przybierającymi coraz szerszą skalę antyrosyjskimi działaniami i wypowiedziami coraz wyraźniej możemy dostrzec dążenie do rewizji geopolitycznych rezultatów wojny. Nie możemy nie zauważać, że Rosji, jako geopolitycznej kontynuatorce ZSRR, prowokacyjnie próbuje się przypisać moralną winę za wydarzenia tamtych lat. W ten sposób tworzona jest baza ideologiczna dla wysuwania wobec niej żądań różnych form rekompensaty.

Dzisiejsza Rosja, za cenę niewyobrażalnych i dramatycznych strat i wyrzeczeń, wybrała nową drogę rozwoju cywilizacyjnego. Zdołała przezwyciężyć rezultaty kryzysu systemowo-ekonomicznego końca XX wieku i na fundamencie ogólnoludzkich wartości - wolności, demokracji, humanizmu i pamięci historycznej z powodzeniem buduje swoją przyszłość.

Jednak stabilny rozwój naszego państwa nie jest zgodny z planami pewnych światowych mocarstw, które pragnęłyby widzieć Rosję o ograniczonej samodzielności, niezdolną do realizacji strategicznych interesów narodowych umożliwiających rozwój jednostki, społeczeństwa i państwa.

Właśnie za sprawą ich milczącej zgody i cynicznie ukrywanych zachęt finansowych, rozpoczęła się prawdziwa wojna informacyjna przeciw Rosji. Polem bitwy stała się historia. Dokładniej - zafałszowana historia, będąca rezultatem przekreślenia przez polityczne zamówienia wyższych urzędników żmudnej i sumiennej pracy historyków. Tym samym historia sprowadzana jest do roli wrogiego narzędzia nacisków politycznych. Dotyczy to przede wszystkim Ukrainy, Gruzji, Litwy, Łotwy, Estonii i Polski, choć są także i inne państwa, w których falsyfikacja i polityzacja historii również zyskały status polityki państwowej.

Przykładem może być tu gloryfikacja bojowników Ukraińskiej Armii Powstańczej, czy upamiętnianie miejscowych nazistów, jako żołnierzy walczących o niezależność Ukrainy. W Kijowie od dawna już otworzono przed zwiedzającymi drzwi „Muzeum Radzieckiej Okupacji Ukrainy". Z inicjatywy Prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki utworzony został instytut pamięci narodowej, który zaczął dogłębnie analizować temat wielkiego głodu na Ukrainie, jako efektu polityki władzy radzieckiej, mającej na celu unicestwienie narodu ukraińskiego, a także mitologizować tak zwany ukraiński ruch oporu, działający od lat dwudziestych do lat pięćdziesiątych, będący rzekomo odpowiedzią na radziecką okupację. Listę słynnych spraw w dziedzinie unicestwienia pamięci historycznej Rosjan na Ukrainie można przedłużać w nieskończoność.

Nie ulega wątpliwości, że sprowokowali oni adekwatną reakcję Rosji. Jak można przeczytać w liście otwartym, z 11 sierpnia bieżącego roku, Prezydenta FR Dmitrija Miedwiediewa do Prezydenta Ukrainy: Stosunki rosyjsko-ukraińskie są podważane poprzez realizowane przez Pańską administrację próby rewizji wspólnej historii; gloryfikację współpracowników nazistów, powiększanie roli radykalnych nacjonalistów, przekazywanie opinii międzynarodowej nacjonalistycznej interpretacji wydarzeń wielkiego głodu w Związku Radzieckim z lat 1932-1933, ukazującej je jako „ludobójstwo na narodzie ukraińskim".Logiczną konsekwencją było odłożenie w czasie wysłania rosyjskiego ambasadora na Ukrainę.

 

Największą aktywność w dziedzinie rewizji rezultatów II wojny światowej i prób napisania na nowo historii świata wykazują państwa bałtyckie. To właśnie ich rządy próbują wykorzystać tezę o „nieprawomocności powojennego porządku światowego" do wysuwania żądań wobec Rosji. Litwa opowiedziała się za utworzeniem międzynarodowego sądu nad „radzieckim ludobójstwem". Estonia, odrzucając wyniki II wojny światowej, rości sobie pretensje do części obwodów pskowskiego i leningradzkiego. Na Łotwie powołano specjalną komisję rządową, mającą na celu oszacowanie strat, które państwo miało rzekomo ponieść z winy Rosji.

 

Można długo wymieniać wszystkie centra dokumentacji skutków totalitaryzmu, ma się rozumieć, radzieckiego, ludobójstwa i oporu, muzea pamięci i okupacji, itd. itp. Ich charakter polityczno-ideowy jest oczywisty i odległy od ideału sprawiedliwego i wolnego od emocji wspólnego rozpatrzenia spornych lub budzących niezrozumienie kwestii, do czego wzywa Rosja. Należy skonstatować, że stopień polityzacji kwestii historycznych w państwach bałtyckich jest obrazą zdrowego rozsądku, nie mówiąc już o uczciwości i obiektywizmie ogólnego procesu historyczno-badawczego.

 

Drogą tą podążają Polska i Gruzja, mylnie oceniając, że ich agresywna postawa wobec historii Rosji, falsyfikacja tej historii ze szkodą dla interesów Rosji, dobrze służy ich interesom narodowym i przynoszą znaczne dywidendy polityczne i materialne.

 

Warto zauważyć, że w rzeczywistości upór, z którym wyżej wymienione państwa realizują kurs, zmierzający ku falsyfikacji i umniejszeniu przeszłości historycznej Rosji, naraża ją na straty moralne, a także wprowadza wspólnotę międzynarodową w dezorientację.

 

W znacznym stopniu tym właśnie, a także, rzecz jasna, niewiedzą historyczną, wytłumaczyć można przyjęcie na XVIII sesji Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE w Wilnie rezolucji pt. „Ponowne zjednoczenie podzielonej Europy: promocja praw człowieka i swobód obywatelskich w regionie OBWE w XXI wieku", w której stalinizm porównywany jest z nazizmem. Rosja jednoznacznie oceniła ten upolityczniony dokument. Nie będę zatrzymywać się nad tą oceną. Istota rzeczy leży nie w rezolucji, a w tym, że nacechowana politycznymi i rewizjonistycznymi interesami, wykładnia historii zadała potężny cios „ponownemu zjednoczeniu podzielonej Europy".

 

Czyż nie jest bezsensowne deklarowanie „ponownego zjednoczenia", brutalnie wyłączając z tego subtelnego i delikatnego procesu państwo rosyjskie? Czy też autorzy rezolucji nie mogą pojąć, że Rosja, rosyjska społeczność nie zaakceptuje idei „ponownego zjednoczenia" Europy za cenę umniejszenia wkładu Rosji w zwycięstwo nad nazizmem, z którym w Wilnie zrównano jej dziedzictwo historyczne.

 

Jest i druga strona tego zagadnienia. Rola Rosji we wspólnym zwycięstwie koalicji antyhitlerowskiej miała charakter decydujący. Jak patrzą na umniejszanie tej roli inni członkowie koalicji? Nie chce się wierzyć, że jest to dla nich wygodne, chociaż całkiem niedawno Prezydent Stanów Zjednoczonych ocenił lądowanie wojsk sojuszniczych w Normandii jako „punkt zwrotny", który zadecydował o dalszym przebiegu wszystkich pozostałych kampanii wojennych. Zdaniem Prezydenta Stanów Zjednoczonych, jeśli operacja ta zakończyłaby się fiaskiem, to „okupacja kontynentu mogłaby trwać bez końca". O tym, że drugiego frontu nie byłoby bez pierwszego, który powstał kilka lat wcześniej i złamał kręgosłup hitlerowskiej maszynie wojennej, z jakichś powodów nie padło ani słowo.


Mamy tu do czynienia z przecenianiem własnych zasług, swojego wkładu we wspólne zwycięstwo kosztem umniejszania roli naszego państwa w tym zwycięstwie. Fakty są uparte.

 

Stosunkowo niedawno Prezydent Federacji Rosyjskiej podjął decyzję o utworzeniu Komisji na rzecz Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii ze Szkodą dla Interesów Rosji. W obliczu przedstawionych faktów, była to decyzja w pełni adekwatna do dzisiejszych czasów i potrzebna. Komisja będzie dokładnie przyglądać się tendencyjnym i kłamliwym wykładniom rosyjskiej historii za granicą i aktywnie się im przeciwstawiać, wykorzystując do tego trybunę naukową i społeczną, a także inne sposoby reakcji.

 

Komisja nie stawia sobie za cel pisania historii na nowo, nie stanie się organem nadzorującym, zmuszającym autorów badań historycznych do wyciągania koniunkturalnych politycznie wniosków, nie zamierza podporządkowywać procesu poznania historycznego interesom politycznym. Wynika to z Założeń Pracy Komisji, w których podkreśla się jej status społeczny. Podstawą działalności komisji jest zasada wolności nauk historycznych jako istotny składnik wolności słowa; tym samym komisja nie zamierza ingerować w dyskusje i badania historyczne.

 

Historia nie powinna stanowić przedmiotu manipulacji, a prawda historyczna, jaka by ona nie była, powinna być poszukiwana na podstawie źródeł. Efektywnym sposobem przeciwstawiania się fałszowaniu historii jest zakrojone, na jak najszerszą skalę, wprowadzanie do obiegu nowych, w tym odtajnionych, dokumentów.

 

Należy podkreślić, że w żadnym państwie świata historycy nie maja tak szerokich możliwości pracy z odtajnionymi dokumentami, jak w Rosji. Jeśli podążać tropem rozumowania amerykańskiego historyka J. Neya, którego zdaniem w epoce informacji zwycięża ten, czyja historia jest bardziej przekonująca, czyja historia zdolna jest zainteresować ludzi, wówczas warto kontynuować te wysiłki. Zainteresować ludzi może tylko uczciwa i właściwa historia, oparta nie na upolitycznionych domysłach, a na źródłach i dokumentach.

 

Ostatnimi czasy FSB odtajniło już ponad 2 miliony dokumentów. Ministerstwo Obrony wprowadziło do obrotu około 6 milionów materiałów archiwalnych. Komisja zamierza kontynuować te wysiłki, aby przejść od reakcji na pseudohistoryczne napady do aktywnego wyjaśniania roli i wkładu Rosji w historię i cywilizację światową.

 

W kontekście tym nie mogę nie zauważyć, że w wielu państwach pozostają utajnione dokumenty, które mogły by rzucić nowe światło na węzłowe zagadnienia okresu II wojny światowej. Wielu historyków nie może pojąć dlaczego, na przykład, rząd brytyjski do dziś nie odtajnił dokumentów w sprawie Hessa i do dziś wysuwa w tej sprawie ze wszech miar sprawiedliwe pretensje. Dla nich, a także dla wspólnoty światowej, jest zupełnie niezrozumiałe dlaczego Anglia nadal woli konserwować tak istotną białą plamę, kluczową dla prawidłowego zrozumienia wydarzeń tamtych lat.

 

Utworzenie Komisji na rzecz Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historii ze Szkodą dla Interesów Rosji obiektywnie podnosi autorytet nauk historycznych w społeczeństwie. Otrzymujemy możliwość wykorzystania tego i utrwalenia znaczenia historii naszego państwa, wiedzy historycznej, edukacji historycznej na wysokim poziomie. To dziś nadzwyczaj istotne zadanie.

 

Komisja stawia sobie za cel zwrócenie uwagi opinii publicznej na jakość szkolnych podręczników do nauki historii, akademickiej edukacji historycznej, przygotowania zawodowego i propedeutyki nauczycieli historii. Narzekania w tej dziedzinie można słusznie usłyszeć w naszym społeczeństwie. Faktycznie, w większości niewyspecjalizowanych uczelni kurs historii jest nie dłuższy, niż 52 godziny. Wydano setki podręczników szkolnych różnej jakości. Jak dotąd często okazuje się, że nauczyciele nie są zdolni do przedstawiania współczesnej interpretacji faktów historycznych, do oddzielenia ich od wymysłów i fałszerstw. Niektóre podręczniki pełne są błędów faktograficznych, otwartego zaniżania roli naszej Ojczyzny w historii świata. Czyż nie jest dziwne, że historia Wielkiej Wojny Ojczyźnianej zajmuje w nich dziesięć stron?

 

Na rosyjskiej nauce historycznej, na historykach i pedagogach spoczywa dziś ogromna odpowiedzialność za kształtowanie, opartych na wzajemnym zaufaniu, relacji między narodami i państwami. Ich wkład w proces oczyszczania historii Rosji od upolitycznionego kłamstwa może być ogromny - i oni powinni być na to gotowi. Przecież falsyfikacja historii Rosji zubaża cywilizacyjny proces historyczny, rozumiany jako całość, podważa obiektywność historii jako nauki, w końcu pogarsza atmosferę polityczną na planecie i służy jedynie otwartym nieprzyjaciołom Rosji.

 

Autor pełni funkcję Przewodniczącego Komisji na rzecz Przeciwdziałania Próbom Fałszowania Historiize Szkodą dla Interesów Rosji oraz Przewodniczącego Administracji Prezydenta Federacji Rosyjskiej.

 

 

 

 

 
 
Czytany 9675 razy Ostatnio zmieniany piątek, 11 marzec 2016 14:49