sobota, 25 kwiecień 2015 05:11

Rostisław Iszczenko: Scenariusz inkorporacji Ukrainy przez Rosję

Oceń ten artykuł
(15 głosów)

Rostisław Iszczenko

Na podstawie analizy działań Kremla można założyć, że Moskwie potrzebna jest cała Ukraina. Noworosja, w logice realizacji tego scenariusza, to projekt doraźny, skonstruowany dla zabezpieczenia zwycięstwa wojennego bez wciągania w konflikt Rosji, w celu zgodnej z prawem międzynarodowym likwidacji kijowskiego, neonazistowskiego państwa.

Strategiczny plan Putina

Zbliżający się do zakończenia proces tworzenia regularnej armii Noworosji i likwidacja atamańszczyzny, a także stopniowe budowanie mniej więcej wydolnej regionalnej struktury władzy postawiły na nowo pytanie o dalszy los donieckiej i ługańskiej republik ludowych. Właśnie w tym momencie zaktywizowali się zwolennicy sekty wyznającej tezę, że Władimir Putin „spławił” Noworosję. Trzeba całą duszą nienawidzić W. Putina, żeby przyznawany nawet przez największych panikarzy proces przekształcania się pospolitego ruszenia w armię traktować jako „spławienie” Noworosji. Gdyby była taka wola ze strony W. Putina, Noworosji już dawno by nie było. W kwietniu-maju 2014 roku, nawet w sierpniu, można było spokojnie powiedzieć: „Tak, Krym uratowaliśmy, ale na resztę sił nie starczyło”. Na fali patriotycznego uniesienia, w związku z przywróceniem Krymu, społeczeństwo spokojnie przełknęłoby odmowę wsparcia Noworosji. I żaden pułkownik rezerwy FSB, choćby był on Eugeniuszem Sabaudzkim, lordem Marlborough, Napoleonem Bonaparte i Aleksandrem Suworowem w jednej osobie, z dwudziestoma kolegami nie byłby w stanie zatrzymać armii (nawet takiej jak ukraińska) bez rosyjskiej pomocy.

Tymi, których zamierza się „spławić”, armii się nie tworzy. To jednak nie znaczy, że w kwestii noworosyjskiej nieobecne są ukryte intencje, że przyszłość tego tworu politycznego jest już świetlana. Po pierwsze, przywódcy każdego kraju (oprócz Ukrainy) działają zgodnie z określoną wizją strategiczną. Tym bardziej jest to widoczne w odniesieniu do rosyjskiego przywództwa. Tylko ktoś nierozumny może szczerze wierzyć w to, że w czasie, gdy Amerykanie, nie szczędząc sił, podejmowali wysiłki na rzecz likwidacji Rosji jako ośrodka siły geopolitycznej, Rosja tylko sporadycznie i rachitycznie reagowała wyłącznie na bardzo już bezczelne ich wybryki. Przecież w efekcie USA razem z UE i NATO, oficjalnie stawiając sobie za cel zniszczenie Rosji i odsunięcie W. Putina od władzy, przez cały rok nie mogły się z Rosją uporać. Widać więc, że Moskwa posiadała strategiczny plan, zakładający ustanowienie multipolarnego świata. Istniał on od dawna. Taktyczne decyzje w ramach tego planu podejmowane były sytuacyjnie, co jest logiczne i prawidłowe. Nie należy przewidywać każdego następnego kroku przeciwnika i każdej pozycji w wymiarze strategicznym. Rozwój wypadków zawsze wymaga operacyjnego reagowania. To abecadło polityki i wojny.

Po drugie, analizując działania rosyjskich władz na kierunku ukraińskim (także do wybuchu buntu) możemy w przybliżeniu określić rolę Ukrainy w strategicznym planie, a wychodząc od tego – prognozować i los Noworosji.

Rosji potrzebna jest cała Ukraina

Już w 2004 roku było oczywiste, że Moskwa walczy o całą Ukrainę. W innym przypadku Noworosja mogłaby pojawić się już w okresie pierwszego (juszczenkowskiego) przewrotu. W 2004 roku, w przeciwieństwie do  charkowskiego bałaganu w 2014 roku, w pełni udanie odbył się siewierodoniecki zjazd deputowanych wszystkich szczebli. Znalezienie jakiegoś „wodza” i wykreowanie go przez rosyjskie media nie byłoby wówczas problemem. Reszta to kwestia techniczna. Tym bardziej, że wtedy jeszcze nie hulały po kraju zbrojne bandy neonazistów, władza w Kijowie nie mogła zostać zalegalizowana bez „trzeciej tury” wyborów, a argumentów siłowych przeciwko południowemu-wschodowi stolica i Ukraina Zachodnia nie miały.

Sytuacja w 2004 roku zasadniczo różniła się od sytuacji w roku 2014 tylko jednym: możliwość walki środkami politycznymi jeszcze nie została przekreślona i odsunięcie Wiktora Juszczenki wraz z jego reżimem możliwe było drogą pokojową, w rezultacie wyborów, co nastąpiło później. Zatem nie było konieczności tworzenia na wschodzie wojennej bazy oporu wobec Kijowa. Żądza politycznego rewanżu u Wiktora Janukowycza i kompanii, jego wymuszona orientacja na prorosyjski elektorat, jedyny zdolny przywrócić go do władzy, okazały się wystarczające.

Rywalizując z UE w kwestii traktatu stowarzyszeniowego, Moskwa walczyła o całą Ukrainę. Inaczej nie byłoby sensu wywierać twardej presji ekonomicznej na Kijów, demonstrując mu już w sierpniu 2013 roku co wydarzy się po podpisaniu traktatu o stowarzyszeniu z UE. Przecież rozpad Ukrainy i nieuchronne katastrofalne skutki ekonomiczne (W. Janukowycz nie Arsenij Jaceniuk, jemu Zachód nie dałby nawet tego co daje A. Jaceniukowi) były gwarantowane. Tym bardziej, że właśnie miasta ukraińskiego południowego-wschodu, ściśle związane z miejscowym przemysłem, pierwsze odczułyby opłakane rezultaty i tak nienawistnego im traktatu o stowarzyszeniu.  

Także po lutowym przewrocie 2014 roku Moskwa kontynuowała i kontynuuje walką o całą Ukrainę. Krym trzeba było zająć nie dlatego, że miejscowi Rosjanie są bardziej „ruscy” od tych w Doniecku czy Charkowie. Nie dlatego też, że Krym powstał. Powstał Charków, a krymscy liderzy, charakteryzujący się wyjątkowym serwilizmem w odniesieniu do Kijowa, gotowi byli bezwarunkowo poddać półwysep juncie. Jednak na Krymie stacjonowała Rosyjska Flota i banderowcy jechali tu nie po to, żeby zabić prorosyjskich aktywistów, lecz aby sprowokować flotę do oddania strzałów. Wówczas główny cel – wciągnięcie Rosji w konflikt zbrojny na Ukrainie – zostałby osiągnięty. Oto dlaczego Krymowi trzeba było naprędce nadać status rosyjskiego terytorium. Teraz już to „kijowska junta”, jeśli spróbuje przebić się przez Przesmyk Perekopski, stanie się agresorem, wkraczającym na rosyjską ziemię. USA i UE mogą nie uznać przyłączenia Krymu do Rosji de iure, ale de facto jest to już rosyjska ziemia i z tym wszyscy muszą się liczyć.  

W ogóle, wszelkie działania Rosji w czasie narastającego przez ostatnie 10 lat ukraińskiego kryzysu świadczą o zamiarze Moskwy włączenia Ukrainy w swój eurazjatycki projekt nie częściowo, lecz w całości. Do przewrotu w 2014 roku rzecz szła o to, aby Ukraina stała się jedną z ważniejszych części składowych Unii Celnej, a więc i Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. To znaczy, że Rosja liczyła na ustanowienie i umocnienie w Kijowie przyjaznej ekipy politycznej, która rozpoczęłaby politykę wzajemnie korzystnej współpracy ekonomicznej. Nie przewidywano bezpośredniego podporządkowania politycznego Kijowa, tak jak nie przewiduje się politycznego podporządkowania Mińska czy Astany. Po prostu ekonomiczny i militarny potencjał Rosji (której terytorium jest zwornikiem całej Eurazji) jednoznacznie czynią ją lokomotywą poradzieckiej integracji. Także i kulturową jedność projektu zapewnia Rosja. Kazachowie z Ormianami nie po ukraińsku przecież rozmawiają, lecz po rosyjsku.

Rerusyfikacja „Ruskiego Świata”

Po przewrocie mowa o ustanowieniu jakiegoś ukraińskiego państwa byłaby zbyt optymistyczna. Po pierwsze, konieczne jest ustanowienie zewnętrznego zarządu dla przeprowadzenia denazyfikacji. Po drugie, konieczna jest zewnętrzna kontrola militarna i policyjna dla rozbrojenia nazistowskich bojówkarzy i bandytów. Po trzecie, odbudowa gospodarki zajmie wiele czasu i będzie potrzebowała ogromnych inwestycji. Wkładać niebotyczne pieniądze w obcą gospodarkę, nie mając żadnych gwarancji, że za kilka lat w Kijowie znów nie powstanie jakiś neobanderowski reżim, byłoby niewybaczalnym przykładem lekceważącego optymizmu.

Więc Ukraina potrzebna jest Rosji cała, w całości. W przeciwnym wypadku możliwości pełnego oczyszczenia Noworosji od banderowców, nawet w granicach ośmiu obwodów, byłyby już zrealizowane. Ukraina nie może wejść w skład euroazjatyckich projektów integracyjnych w charakterze samodzielnego państwa, ponieważ tego państwa już nie ma, a na jego odbudowę trzeba byłoby przeznaczyć zbyt wiele czasu, sił i środków. To znaczy, że zostaje jej jedyny wariant – integracja z euroazjatycką przestrzenią jako część Rosji.

Oczywiście, obecnie na Ukrainie panuje silna rusofobia. 40–50% ludności uważa Rosję za wroga. Nie należy jednak zapominać, że to w większości „ruscy ludzie”, ogłupieni wrogą propagandą. Ukrainiec to termin, który ma terytorialną genezę. Z tego punktu widzenia riazaniec to także nie Rosjanin (russkij). On mówi po riazańsku, nosi riazański strój. Ma swoją riazańską historię i w tej historii Riazań nie raz bywał w niezgodzie i z Wielkim Księstwem Włodzimierskim lub z Moskwą.

Generalnie ruskich ludzi, nawet częściowo zderusyfikowanych, należy rerusyfikować. Nie ma innego wyjścia. Imperium pozbywające się terytoriów zasiedlonych rdzennie imperialnym, państwotwórczym etnosem tylko dlatego, że część tego etnosu znalazła się w niewoli nazistowskiej propagandy podrywa swoje własne podstawy. Jeśli jednak łukaszenkowska Białoruś, przy całej swojej ruskości i ekonomicznej zależności od Rosji, wciąż jest zdolna do funkcjonowania jako samodzielne państwo – i dlatego proces jej reintegracji w Ruski Świat oczywiście będzie poważnie rozciągnięty w czasie (a konkretne integracyjne mechanizmy uwzględnią maksymalnie możliwy stopień samodzielności) – to Ukraina swoje możliwości samodzielnego rozwoju państwowego wyczerpała. Własnym siłami z tego chaosu, w jaki wciągnęły kraj jego władze już się nie wydostanie.

Co więcej, każdy zachowany kawałek samodzielnej Ukrainy będzie wrogi wobec Ruskiego Świata i będzie stwarzał problemy Rosji, Unii Europejskiej i rosyjsko-europejskiej współpracy. Wroga u bram pozostawiać nie należy. Dlatego Rosja nie ma alternatywy dla wariantu włączenia ukraińskiego terytorium i pozostałej tam ludności w skład własnego państwa. Przy tym niewykluczone, że jakieś pograniczne, zachodnie terytoria mogą zostać przyłączone do terytoriów europejskich sąsiadów (żeby się zbyt nie oburzali), ale możliwe, że na tym etapie rosyjskie kierownictwo rozpatruje rozbiór Ukrainy jako niepożądany.

Oświadczenia Kremla o przywiązaniu do idei pozablokowej i federacyjnej Ukrainy (w starych granicach, ale bez Krymu) jawią się jako danina na rzecz dyplomatycznych konwencji, a nie realny plan. Kto jest w stanie zmusić do życia w jednym państwie ludność Donbasu i Galicjan, którzy wywołali wojnę domową przeciw Donbasowi? Żeby kraj znów nie został pogrążony w krwawej wojnie domowej, należałoby w nim utrzymywać korpus ekspedycyjny rozdzielający zwaśnione strony. W istocie, aby zachować Ukrainę, należałoby ją okupować.

Nie jestem przekonany, że na Kremlu już ściśle określono, gdzie powinna przebiegać zachodnia granica Rosji po uregulowaniu ukraińskiego kryzysu – z Galicją czy bez niej, ale nawet z nią nie przewiduję specjalnych problemów. Po pierwsze, Galicjanie łatwo i z ochotą podporządkowują się sile. Tak więc oni sami będą najbardziej aktywnymi denazyfikatorami (lubią przeprowadzać wszelakie lustracje). Po drugie, obecnie Ukrainą rządzi najbardziej nacjonalistyczna z możliwych ekip. Może być jeszcze bardziej nacjonalistyczna, ale to już nie będzie scentralizowana władza lecz anarchistyczna zbieranina. Zatem w danym momencie galicyjski nacjonalizm zmierza do logicznego przewartościowania – „patrioci” u władzy okazują się gorsi od „przestępczego reżimu”. Od chwili obalenia „patriotów” statystyczny Galicjanin pogodzi się z tym, że Ukraińcy sami sobą rządzić nie są w stanie. Niech więc rządzi ktoś z zewnątrz. Ponieważ Zachód okazał się niezdolny do wzięcia na siebie odpowiedzialności za Ukrainę, zostaje tylko Rosja. Po trzecie, Galicjanie ucieszą się z tego, że wyjazdy do pracy do Tiumenia (dla gazowników) i na podmoskiewskie budowy (dla głównej masy) będą dużo łatwiejsze niż teraz. W ogóle, największym problemem może okazać się masowe przystąpienie Galicjan do partii „Jedna Rosja”.

Czasowy projekt?

Jednak dla włączenia w skład Rosji całej Ukrainy niejaka Noworosja jest potrzebna nie bardziej niż dla stworzenia jednej, federacyjnej Ukrainy – czyli jest w ogóle niepotrzebna. Po co tworzyć bliżej nieokreśloną Noworosję, skoro Charków i Donieck, Odessa i Dniepropietrowsk spokojnie zintegrują się z Rosją jako obwody? Poza tym, jeśli powstanie jakieś noworosyjskie państwo, to z biegiem czasu powstanie w nim własna elita polityczna, pragnąca od Rosji jak najwięcej brać i jak najmniej dawać. Następnie pojawi się idea „odwiecznej nacji noworosyjskiej” – trzeba przecież czymś uzasadnić istnienie noworosyjskiego państwa. W efekcie Rosja dostanie za swoje pieniądze u swoich rubieży nową Ukrainę, tylko pod nazwą Noworosji. I zacznie się od nowa...

Myślę, że właśnie tymczasowością, nawet krótkoterminowością projektu Noworosja objaśnić można fakt, że za wyjątkiem struktur niezbędnych dla prowadzenia efektywnych działań wojennych pozostałych organów państwa jakoś stworzyć „nie udaje się”. Wszystko pozostaje w ramach DRL/ŁRL, czyli w istocie na szczeblu obwodowym. A szeroko rozreklamowany niegdyś parlament Noworosji pod przewodnictwem Olega Cariowa pozostał organem dekoracyjnym, praktycznie nie mającym na nic wpływu i nic nie znaczącym. Tym również spowodowane są krytykowane przez wielu nominacje na kierownicze stanowiska w republikach ludzi nie cieszących się zbyt wielkim autorytetem, za to łatwo sterowalnych. Po co tworzyć struktury państwowe, skoro wkrótce przyjdzie je demontować? Po co kompletować kadry kierownicze Noworosji spośród kompetentnych i ambitnych specjalistów, skoro nie przewidziano dłuższej egzystencji Noworosji? Potrzebni są ludzie, którzy pokornie odejdą w stosownym czasie i nie zaczną walczyć o zachowanie noworosyjskiej quasi-panstwowości, wkładając starszym towarzyszom kij między szprychy.

Jaka jest rola obecnej Noworosji?

Po pierwsze, jak już powiedzieliśmy, organizuje ona ośrodek sprzeciwu wobec „junty” na ukraińskim terytorium. Po drugie, formuje armię wyzwoleńczą, zdolną przeprowadzić pochód na Kijów jak tylko „junta” zacznie się sypać, co niebawem nastąpi. Po trzecie, ktoś powinien złożyć wniosek o wstąpienie w skład Rosji w imieniu całej Ukrainy. Przecież nie obwodami będą ją przyjmować...

Zatem wyzwolenie Ukrainy od nazizmu przeprowadzą formalnie ukraińskie wojska. Armia Noworosji to taka sama strona wojny domowej, jak i armia Kijowa. Czyli nie ma mowy o zewnętrznym wtargnięciu, a o wewnętrznej walce. Zwycięzca w wojnie domowej legitymizuje się już przez sam fakt zwycięstwa. Dodatkowa legitymizacja nie jest mu już potrzebna. Nowy ukraiński rząd ma prawo do każdego zewnątrzpolitycznego wyboru. Przy tym decyzję o ustanowieniu jedności państwowej Ukrainy i Rosji można będzie przedstawić jako wymuszoną, spowodowaną stanem katastrofy humanitarnej, w jaką pogrążył Ukrainę nazistowski reżim i z której nie da się wyjść o własnych siłach.

Dla samych nazistów i ich pomocników (tych, którzy nie zdążą zbiec za granicę) wejście Ukrainy w skład Rosji także będzie korzystne. Rzecz w tym, że w Rosji działa regularne sądownictwo a prawo rozciąga swoją ochronę na wszystkich, niezależnie od ideologicznych przekonań. Dlatego zwolennicy nazistów, którzy nie mają na sumieniu przelanej krwi, a tylko „walczący” w sieciach społecznościowych, będą mogli czuć się bezpiecznie. Ustanowienie przecież władzy zwycięzców w wojnie domowej, którzy zanim napiszą swoje prawa będą posługiwać się „rewolucyjnymi racjami” oraz żądzą zemsty – w pełni zrozumiałą po barbarzyńskich ostrzałach Doniecka i Ługańska, po „odeskim Chatyniu” i mariupolskiej strzelaninie, po setkach zamęczonych antyfaszystów – wielu może się nie spodobać.

Istnieją więc podstawy, aby sądzić, że Noworosja to projekt doraźny, obliczony na czas wojny domowej i powołany dla zapewnienia militarnego zwycięstwa i prawno-międzynarodowych podstaw dla likwidacji neonazistowskiego państwa kijowskiego, bez formalnego wikłania Rosji w ten proces. Jestem przekonany, że po zwycięstwie armii Noworosji dowodów na okrucieństwa kijowskiego reżimu będzie więcej niż potrzeba dlatego, aby międzynarodowa społeczność, w tym poplecznicy kijowskich nazistów z USA i UE, uznali nową władzę za legalną i prawomocną. A kiedy legalna i prawomocna władza postanowi, że ruskim ludziom należy się powrót do domu – do historycznej Rosji – oburzać się będzie za późno.

Tłum. Jacek C. Kamiński

Artykuł ukazał się 4 marca 2015 r. na portalu Odnako.org: http://www.odnako.org/blogs/perspektivi-novorossii/

Autor jest pochodzącym z Ukrainy politologiem, prezesem Centrum Analiz Systemowych i Prognozowania w Kijowie, ekspertem w dziedzinie zagranicznej i wewnętrznej polityki Ukrainy, stosunków ukraińsko-rosyjskich i technologii politycznych. W latach 2010–2014 pełnił funkcję doradcy ministra edukacji i nauki Ukrainy Dmitrija Tabacznika. Obecnie przebywa na emigracji politycznej w Moskwie.

Czytany 11396 razy