Wydrukuj tę stronę
niedziela, 27 listopad 2011 06:49

Romuald Szeremietiew: Kurs na Trójkąt Bermudzki

Oceń ten artykuł
(1 głos)

sunkengeopolityka  Romuald Szeremietiew

Bez wątpienia powstanie euroazjatyckiego mocarstwa będzie zależało od Rosji. Państwo to powinno więc dysponować odpowiednim potencjałem i silnymi argumentami, aby innych, w tym Polskę, nakłonić do współpracy w tworzeniu tej nowej potęgi.

Odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku nie przekreśliło zagrożenia ze strony sąsiadów. Powróciło ono w złowieszczym pakcie Ribbentrop – Mołotow i ataku wojsk niemieckich i sowieckich na Polskę w 1939 r.

Po zakończeniu II wojny światowej Polska utraciła niepodległość i na długie lata popadła w sowiecką niewolę. Dopiero upadek komunizmu i rozpad Związku Sowieckiego sprawiły, że na mapie politycznej Europy pojawiła się Rzeczpospolita Polska. Wydawało się, że dawne zagrożenie, wynikające z położenia między Niemcami a Rosją, zniknęło. Niemcy stały się przecież sojusznikiem Polski jako członek NATO i Unii Europejskiej. Za wschodnią granicą Polski powstały nowe państwa Białoruś i Ukraina oraz ponownie wolne Litwa, Łotwa i Estonia. Poza krótką granicą z obwodem kaliningradzkim Polska nie graniczyła z Rosją.

Minęło dwadzieścia lat. Rosja znalazła sposób na odbudowę swej mocarstwowości. W Europie coraz więcej państw dostrzega w Rosji partnera do współpracy. Szczególną rolę w tym procesie zaczęły odgrywać Niemcy wspierane przez Francję. Polska usiłująca prowadzić własną politykę zagraniczną nie znalazła zrozumienia u partnerów i została potraktowana wrogo przez Rosję. Czy widmo zagrożenia dla bezpieczeństwa Polski, wynikające z położenia między Niemcami a Rosją znowu przybiera realne kształty?

W Polsce działa Instytut Geopolityki zajmujący się myślą polityczną i kwestiami bezpieczeństwa narodowego. Dostrzeżono zagrożenia i oceniono krytycznie polską politykę zagraniczną stwierdzając, że państwo polskie zmierza po równi pochyłej ku „katastrofie geopolitycznej”. Kierujący Instytutem Leszek Sykulski w wydanym ostatnio opracowaniu „Ku Nowej Europie: perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji. Spojrzenie geopolityczne z Polski” przedstawia sposób na uniknięcie katastrofy. Zakłada, że Rosja i państwa zachodniej Europy, Niemcy i Francja, stworzą wspólnie nowe mocarstwo euroazjatyckie („od Lizbony do Władywostoku”). Sądzi, że Polska mogłaby w jego ramach odegrać istotną rolę. Dlatego powinna zerwać z USA i nawiązać współpracę z Rosją. Pogląd ten pan Sykulski zaprezentował także na Nowym Ekranie [1].

Bez wątpienia powstanie euroazjatyckiego mocarstwa będzie zależało od Rosji. Państwo to powinno więc dysponować odpowiednim potencjałem i silnymi argumentami, aby innych, w tym Polskę, nakłonić do współpracy w tworzeniu tej nowej potęgi. Tymczasem Mark Leonard i Nicu Popescu piszą („Rachunek sił w stosunkach Unia Europejska - Rosja”): „Dzięki rosnącym cenom ropy naftowej i gazu ziemnego bogata w surowce energetyczne Rosja stała się znacznie potężniejsza, mniej skłonna do współpracy i bardziej bezkompromisowa. Petrodolary napompowały rosyjski budżet i znacznie zmniejszyły zależność państwa od zagranicznych funduszy. Rezerwy finansowe Moskwy zajmują trzecie miejsce pod względem wielkości na świecie. Kraj dysponuje gigantyczną nadwyżką handlową i spłaca ostatnie długi z początku lat 90. Jeśli w latach 90. mówiło się o uzależnieniu Rosji od zachodnich kredytów, to dziś mówi się o uzależnieniu Zachodu od rosyjskiego gazu. Poza tym Moskwie udało się odzyskać kontrolę nad całym terytorium Federacji. Czeczenia – przynajmniej na razie – została spacyfikowana, a prezydent Władimir Putin cieszy się poparciem ponad 80 procent Rosjan. Wpływ Rosji na światową politykę również znacznie się zwiększył. Udało się jej odzyskać strategiczny przyczółek w Azji Środkowej. Putin poświęcił wiele energii i politycznych zdolności budowaniu Szanghajskiej Organizacji Współpracy, która ma być przeciwwagą dla wpływów Zachodu w regionie. Od początku dekady budżet wojskowy Rosji zwiększył się aż sześciokrotnie, a sieć wywiadowcza spenetrowała każdy zakątek Europy.” Czyli potencjał jakby jest, ale ochota w Moskwie do współpracy jakby mniejsza. Jednocześnie jednak ten sam Mark Leonard wraz z innym autorem zauważają: „Obecna Rosja ma europejski przyrost naturalny i afrykańską średnią długość życia, drugi w świecie arsenał broni jądrowej i poniżej jednego procenta światowej produkcji z wykorzystaniem wysokich technologii. Ma najdłuższą w świecie sieć gazociągów i naftociągów oraz większą korupcję niż Sierra Leone. Jest państwem federalnym w rozumieniu konstytucji, scentralizowanym w ambicjach przywódców, skrajnie podzielonym i sfeudalizowanym, gdy chodzi o faktyczne mechanizmy władzy. Sprzeczności te komplikują nieustannie zmieniającą się rosyjską wizję zagrożeń” (I. Krastew, M. Leonard, „Widmo Europy wielobiegunowej”). To by oznaczało, że z potencjałem może być krucho nie wspominając już o wizji wspólnej z Rosjanami zgodnej budowy supermocarstwa.

Ekipa rządząca na Kremlu często odwołuje się do imperialnych wyobrażeń Rosjan o roli ich państwa na arenie światowej. Władze Federacji Rosyjskiej podejmują też liczne działania, aby takie wyobrażenia realizować opierając się na dyplomacji, służbach tajnych i zasobach surowców naturalnych, zwłaszcza ropy naftowej i gazu ziemnego. Jednak potęga państwa opiera się nie tylko na takich czynnikach. W istocie najważniejszym czynnikiem w realizacji każdego zamiaru są ludzie. Czym więc dysponuje Rosja? Liczba Rosjan zmniejsza się. W okresie schyłkowym ZSRR (1991 r.) ludność liczyła 286 mln, w tym było 143,5 mln Rosjan. Dziś ludność Federacji Rosyjskiej liczy wprawdzie 143 mln jednak w niej tylko ok. 116 mln stanowią Rosjanie. Obecne trendy demograficzne wskazują, że w perspektywie najbliższych lat liczba Rosjan może zmniejszyć się do 80 mln. Jest to efekt utrzymującej się ciągle przewagi zgonów nad urodzeniami - każdego roku ubywa 900 tys. Rosjan. (Na skutek wyludniania z powierzchni Rosji w ciągu ostatnich 20 lat zniknęło ponad 30 tys. miejscowości.) Do tego w Rosji występuje stosunkowo mała liczba kobiet w wieku rozrodczym (18-25 lat) tylko 12 mln. I dochodzi do tego pogłębiający się „brak” mężczyzn ze względu na ich nadumieralność (przeciętna życia Rosjanki 73 lata, Rosjanina 57 lat - statystyczny Rosjanin nie dożywa emerytury). W Moskwie co trzecia kobieta żyje samotnie – nie może znaleźć męża.

Plagą jest częste przerwanie ciąży. W Rosji każdego dnia dokonuje się 10 tys. aborcji, gdy jednocześnie 7 mln par nie posiada dzieci. Nawet jeśli jednak dochodzi do urodzenia dziecka (w ostatnim okresie dzięki różnym akcjom pomocowym państwa dzieci rodzi się ich trochę więcej), to 60% z nich przychodzi na świat z różnymi chorobami i upośledzeniami. Już dziś instytucje państwowe alarmują, że u ponad 20% pierwszoklasistów występują różne upośledzenia psychiczne.

Wielkim ludnościowym problemem Rosji jest Syberia. Rejon ten stanowiący 70% terytorium państwowego Rosji na którym znajduje się 90% zasobów gazu i 70% ropy naftowej zasiedla 30 mln Rosjan (2,4 osoby na km2). Przy czym populacja rosyjska stale się kurczy, natomiast wzrasta liczba Chińczyków. W rejonach przygranicznych z Chinami mieszka obecnie zaledwie 6,7 mln Rosjan, o 14 proc. mniej niż 20 lat temu. Po drugiej stronie granicy, na terenie chińskiej Mandżurii Wewnętrznej, mamy ponad 100 mln Chińczyków. W ciągu ostatnich dziesięciu lat wyjechało z Syberii milion Rosjan, a osiedliło się 5-7 milionów Chińczyków. Ich liczba jest trudna do ustalenia, bowiem władze rosyjskie nie potrafią tego obliczyć i posługują się szacunkami. Jednak już dziś wiele miast syberyjskich ma dużą i rosnącą stale liczbę ludności chińskiej, a język chiński zaczyna przeważać nad rosyjskim. Władimir Putin ostrzegał, że jeśli obecny tren ludnościowy utrzyma się, to Rosja straci Syberię.

Wspomniana wyżej minimalna poprawa dzietności w Rosji nie wpłynie na poprawę sytuacji. Na terenie Federacji Rosyjskiej najwyższą dzietność notuje się bowiem w rodzinach muzułmańskich. W efekcie ostatnio 36% rosyjskich żołnierzy to muzułmanie – za dziesięć lat będą stanowić połowę armii rosyjskiej. Premier Putin powinien więc martwić się nie tylko o przyszłość Syberii, ale także o stan rosyjskiej armii.
W Rosji plagą jest alkoholizm - 80 mln, to alkoholicy; spożycie na głowę wzrosło z 5, 4 litra (1990) do 18 litrów czystego spirytusu (2010). Plenią się też inne patologie. Przed kilku laty około 2,5 mln Rosjan było chorych na HIV/AIDS, obecnie jest to 6 mln. Ponad 5 mln Rosjan jest uzależniona od narkotyków. Rocznie umiera z powodu przedawkowania narkotyków 100 tys. osób. Liczba sierot wynosi 750 tys. i jest większa niż po II wojnie światowej, gdy było ich 687 tys. Spośród 31 mln dzieci do 18. roku życia, aż 2 mln to analfabeci, a milion stanowią narkomani. Rosja legitymuje się też wysokim, bo drugim na świecie miejscem, gdy chodzi o liczbę samobójstw (na 100 tys. mieszkańców wypada 36 samobójstw, w Polsce 10). Przed kilku laty szokujące dane ogłosiło rosyjskie Min. Rozwoju Regionalnego. Twierdzono, że na każde 20 mln Rosjan w wieku produkcyjnym połowa jest dla społeczeństwa obciążeniem (4 mln to alkoholicy, 1 mln siedzi w więzieniach i łagrach, a 1 mln to narkomani, a 4 mln znajduje się w wojsku, milicji i służbach specjalnych).

Rosja jest krajem skorumpowanym. W 2001 r. oceniano rozmiary korupcji na 33 mld USD, a w 2006 r. na 319 mld. USD (w tym samym roku PKB Polski wynosił 260 mld USD). Międzynarodowe źródła policyjne twierdzą, że w Rosji działa 12 tys. gangów przestępczych. Europol ocenia, że do środowisk przestępczych należy 20% deputowanych rosyjskiej Dumy, 40% prywatnych przedsiębiorstw, 60% państwowych i 50% banków. W rankingach przejrzystości, ogłaszanych w ostatnich latach, Rosja znajduje się niezmiennie około 100. miejsca spośród 175 krajów świata. W 10-punktowej skali przestrzeganie prawa oceniono na 1,9 pkt.

Rosja uzyskuje środki na swoje plany imperialne dzięki dobrej koniunkturze na surowce, głownie gaz i ropę. Eksport ropy i gazu daje ponad 40% dochodów budżetowych. Oznacza to, że koniunktura gospodarcza, jaką Rosja niewątpliwie przeżywa, jest uzależniona od cen sprzedawanych surowców. Załamanie się trendów cenowych tych surowców, co zdarzało się przecież w przeszłości, spowoduje ciężki kryzys w Rosji. Rosja stoi też w obliczu wielkich wydatków na nowe inwestycje, jeżeli zechce utrzymać obecny poziom wydobycia. Skoro wyczerpują się dostępne zasoby, to trzeba będzie inwestować w wydobycie ze złóż położonych w trudno dostępnym terenie. A to oznacza konieczność uruchomienia ogromnych środków. Na razie wzrasta eksport ropy i gazu – z 76 mld dol. w 1999 roku do 350 mld dol. w 2008 roku.. Nie jest tak dobrze w innych obszarach gospodarki. Jeśli chodzi o wydobycie węgla, to obecna Rosja osiągnęła poziom, jaki miała w 1957 r.; w produkcji ciężarówek – poziom z 1937 r.; kombajnów – z 1933 r.; traktorów – z 1931 r.; wagonów i tkanin – z 1910 r.; a butów – z roku 1900! Marnie wyglądają inwestycje w infrastrukturę: w latach 2004-2008 długość dróg z twardą nawierzchnią zmniejszyła się w Rosji o 7,9 proc.

O możliwościach rosyjskiej gospodarki mówi też jej handel zagraniczny. Rosja w 2010 r. wyeksportowała (głównie gaz i ropę) za 376,7 mld USD, o wiele mniejsza od niej Polska, która takich surowców nie ma – eksportowała za 160,8 mld USD. Import – w 2010 r. zagraniczne firmy sprzedały w Polsce za 167,4 mld USD i w Rosji za 237,3 mld USD. Wielki rynek rosyjski kupił tylko o 70 mld więcej niż rynek polski!

Władze Rosji wydają natomiast coraz większe środki na wojsko. W 2010 r. wojsko rosyjskie liczyło 1,027 mln żołnierzy oraz 754 tys. rezerwistów. Oficjalne wydatki na zbrojenia wyniosły 61 mld $, czyli 3,4% ówczesnego PKB Rosji. Polska na stutysięczną armię wydała nieco ponad 10 mld USD, około 2% PKB.

Ktoś zauważył, że eksperci oceniający Rosję ciągle popełniają ten sam błąd - kiedy Rosja jest silna przeceniają jej potęgę, gdy słabnie, przeceniają rozmiary jej upadku. W moim przekonaniu obecnie przecenia się siłę Rosji. Biorąc pod uwagę istniejące dysproporcje w potencjałach (w 2009 r. PKB Rosji - 1 232 mld USD, Polski - 427,9 mld USD, czyli tylko trzy razy większy) Polska może, gdyby była taka wola, stworzyć dobry i sprawny system obronny gwarantujący państwu bezpieczeństwo.

W historii Polski były stulecia, gdy dawała ona radę z zagrożeniami i dziesięciolecia, gdy ponosiła klęski. Od nas zależy z których doświadczeń zechcemy skorzystać. Obawiam się, że budowania "kaliningradzkiego trójkąta bezpieczeństwa" (patronem morderca Polaków Kalinin?) mogłoby dla Polski skończyć się tym, czym dla statku bywa wpłynięcie do trójkąta bermudzkiego.

fot. Dreamstime.com

Przeczytaj również Leszek Sykulski: Od Trójkąta Kaliningradzkiego do Związku Europy. Integracja od Lizbony po Władywostok – wyzwanie XXI wieku

Artykuł ukazał się w nr 4/2011 Biuletynu Analitycznego Instytutu Geopolityki "Geopolityka".


1 http://geopolityka.nowyekran.pl/post/38030,trojkat-kaliningradzki-kaliningradzka-strefa-bezpieczenstwa; http://geopolityka.nowyekran.pl/post/37813,os-paryz-berlin-moskwa-poczatek-wielkiej-europy; http://geopolityka.nowyekran.pl/post/37906,polska-w-uscisku-czy-w-sasiedztwie-niemiec-i-rosji

Czytany 4696 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04