sobota, 08 marzec 2014 11:06

Rodrigue Tremblay: Program neokonserwatystów w polityce zagranicznej Bush-Obama: izolacja Rosji, rozszerzenie NATO

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

eu-usa-flags  prof. Rodrigue Tremblay

Pragnienie, by rozszerzyć NATO i odizolować Rosję poprzez przyłączenie wszystkich krajów z nią graniczących do NATO, słowem – ta strategia geopolitycznego i wojskowego okrążenia sprowokowała, że Rosja poczuła, że jej bezpieczeństwo narodowe jest zagrożone. Łatwo to zrozumieć. Co, na przykład, zrobiłyby Stany Zjednoczone, gdyby hipotetyczne Imperium Rosyjskie chciało włączyć Meksyk albo Kanadę?

 „Każde państwo skazane jest na taką politykę, jaką dyktuje mu jego geografia”
Napoleon Bonaparte

Celem NATO jest „nie wpuszczać Rosjan, utrzymywać Amerykanów w domu, a Niemców nisko przy ziemi”

Lord Ismay, pierwszy Sekretarz Generalny NATO

„Ze wszystkich wrogów swobód obywatelskich najstraszniejsza jest wojna, ponieważ zawiera i rozwija zarodki wszystkich innych wrogów”

James Madison, czwarty prezydent USA

Ryzyko, które kojarzy się z polityką zagraniczną USA prowadzoną od czasu upadku Związku Radzieckiego w 1991 r. jest oczywiste dla wszystkich, ponieważ to właśnie ta polityka spowodowała kryzys na Ukrainie ze wszystkimi jego negatywnymi konsekwencjami przez przyszłe miesiące i lata. Prezydent Barack Obama szczerze to przyznał 3. marca br., kiedy powiedział: „Sygnalizujemy Rosjanom, że jeśli będą kontynuować obecną linię, wtedy my rozpatrzymy całą serię kroków – z dziedziny gospodarki, dyplomacji – by doprowadzić do izolacji Rosji.”

Cóż, to właśnie to pragnienie, by rozszerzyć NATO i odizolować Rosję poprzez przyłączenie wszystkich krajów z nią graniczących do NATO, słowem – ta strategia geopolitycznego i wojskowego okrążenia sprowokowała, że Rosja poczuła, że jej bezpieczeństwo narodowe jest zagrożone.

Łatwo to zrozumieć. Co, na przykład, zrobiłyby Stany Zjednoczone, gdyby hipotetyczne Imperium Rosyjskie chciało włączyć Meksyk albo Kanadę do swojego sojuszu wojskowego? Samo zadanie tego pytania jest już odpowiedzią. Dlaczego tak trudno zrozumieć, że najkrótszą drogą do rozpętania wojny jest zagrożenie życiowych interesów?

Prawda jest taka, że NATO powinno zostać rozwiązane po rozpadzie ZSRR w 1991 r., a już na pewno po rozwiązaniu Układu Warszawskiego. Europejczycy powinni byli wtedy stworzyć Europę narodów, wielką, demokratyczną i spokojną w ramach pokojowej współpracy gospodarczej. Ale nie! Stany Zjednoczone skorzystały z okazji i zażądały, by wszystko wpadło w ręce amerykańskiego imperium wojskowo-finansowego. To stało się źródłem wielu problemów.

W mojej książce „Nowe Imperium Amerykańskie”, wydanej po raz pierwszy w 2003 r., na krótko przed wybuchem wojny w Iraku, wskazywałem na niebezpieczeństwo jakie niosą z sobą amerykańskie globalne ambicje imperialne i wyjaśniałem na czym ono polega. Bliski Wschód pierwszy ucierpiał na globalnej polityce interwencjonizmu. A teraz Europa, jako całość, na nieszczęście może zapłacić cenę za niepohamowaną pychę rządów zarówno Georga W. Busha jak i B. Obamy, choć politykę tę rozpoczęli już George H. Bush i Bill Clinton.

To dlatego właśnie sądzę, że prezydent B. Obama i jego neokonserwatywni doradcy nie są w stanie widzieć dalej niż czubek własnego nosa, jak w przypadku niezbyt bystrego G. W. Busha, jeśli stosują taką globalną ideologię imperialną.

W 2008 r. opublikowałem artykuł, który przetłumaczono na kilka języków. Promowałem w nim koncepcję, że Europa ma życiowy interes w tym, by rozwiązać ten relikt przeszłości jakim jest NATO. Faktycznie powinniśmy obwiniać przywódców europejskich za to, że nie zrozumieli, iż w fundamentalnym interesie Europy leży nie połączenie się z Imperium Amerykańskim, lecz stworzenie Europy niezależnej i zjednoczonej. Ponieważ konieczność ta nie została pojęta, obecnie Europa może paść ofiarą nowej zimnej wojny, rozdzierających i rujnujących ją konfliktów, podczas gdy USA próbują wyciągnąć swoje kasztany z ognia przy pomocy bliskiego sojusznika, Wielkiej Brytanii.

Może nie jest za późno, by europejscy przywódcy skorygowali sytuację. To jednakże wymagałoby mądrości i odwagi, by powiedzieć amerykańskim neokonserwatystom, którzy projektują politykę zagraniczną USA już przez ćwierć wieku, że nie są panami świata i że Unia Europejska nie ma zamiaru kontynuować agresywnej polityki militarnego okrążania Rosji. To wszystko.

To Rosję należałoby zaprosić do Europy narodów, wielkiej, demokratycznej i spokojnej w ramach pokojowej współpracy gospodarczej. Trzeba by było jednak mieć choć minimum wizji, wglądu i ducha niezależności, czego obecnie zdaje się mocno brakuje w rządach wielu europejskich krajów.

Niedbałość i ustępliwość Europejczyków, pozwalanie, by to Waszyngton decydował o polityce zagranicznej Europy być może służy interesom imperium amerykańskiego, ale może też sprowadzić katastrofę na Europę.

Teraz sprawy stają się brudniejsze. Szczegóły rozmowy telefonicznej Catherine Ashton i ministra spraw zagranicznych Estonii Urmasa Paeta, które wyciekły do wiadomości publicznej, pozwalają sądzić, że to popierani przez USA opozycjoniści są odpowiedzialni za wynajęcie snajperów, którzy strzelali do protestujących w Kijowie, a nie – jak to rozgłaszały media – obalony rząd Wiktora Janukowycza.

Źródło: http://www.globalresearch.ca/the-bush-obamas-neocon-foreign-policy-isolating-russia-expanding-nato/5372169
Tłum: Maria Walczak
Fot. italianbusiness.org

Czytany 4905 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04