niedziela, 14 lipiec 2013 10:03

Robert Potocki: Wołyń 1943: historia - polityka - pojednanie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Lipikach  dr Robert Potocki

Z perspektywy polskiej walka UPA zasadniczo sprowadza się do ludobójstwa ludności cywilnej, głównie w czasie II wojny światowej oraz działalności terrorystycznej OUN w okresie międzywojennym. Dla Ukraińców, zamieszkujących szczególnie zachodnie regiony swego kraju, OUN-UPA jawi się jako organizacja, która po 1945 r. broniła ludność przed panowaniem radzieckim, ze szczególnym uwzględnieniem przypadków przymusowych przesiedleń, kolektywizacji, desakralizacji, deportacji i masowych represji.

 Żadne zwierzę nie popełnia okrucieństw – to wyłącznie cecha tych,
co posiadają zmysł moralny. Kiedy zwierzę zadaje ból, robi to nieświadomie,
bez złych intencji, bez poczucia, że wyrządza zło, gdyż zło dla niego nie istnieje.
Nie zadaje też bólu dla przyjemności – tylko człowiek to czyni […].
Mark Twain, Tajemniczy przybysz

11 lipca 1943 r., to w świadomości społecznej wołyńska „krwawa niedziela”. Tego tragicznego dnia oddziały partyzanckie Ukraińskiej Powstańczej Armii, kierowane przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów, zaatakowały równocześnie ok. stu miejscowości, znajdujących się głównie w powiatach horochowskim i włodzimierskim. Widocznym efektem tej zorganizowanej odgórnie akcji była eksterminacja całych osiedli. Do rangi symbolu wyrosła tu tragedia takich miejscowości jak Poryck, Kolonia Orzeszyn czy też Kisielin. W jej wyniku ofiarą świadomego ludobójstwa mogło paść nawet 10 tys. osób cywilnych: starców, kobiet i dzieci.

Jak na barbarzyństwo okresu II wojny światowej, to w zasadzie „niewielki epizod” i pod względem geograficznym, jak i liczby ofiar. Europa Wschodnia zaznała już w końcu „blasków” okupacji radzieckiej i „więziennych” marszów śmierci, oraz masowej eksterminacji Żydów. Wszystkie te wydarzenia były także obserwowane z perspektywy Wołynia, co w warunkach wojennych musiało wywołać nie tylko poczucie niepewności i zagrożenia, lecz także do pewnego stopnia demoralizację i poczucie bezkarności (szczególnie wobec najsłabszych i bezbronnych). Używając dzisiejszych analogii, można rzecz, że zaczęło obowiązywać „prawo Kałasznikowa”.

„Antypolska akcja” OUN-UPA, jak eufemistycznie nazywali ją sami sprawcy, nie była pierwszą operacją tego typu. Podobnych zbrodni dopuszczono się w czasie Wielkiego Tygodnia 1943 r., czy też 29-30 sierpnia tegoż roku. To, co było zaskakujące to rozmach tej operacji i stopień barbaryzacji jej uczestników. No i była ona dziełem oddziałów partyzanckich, co było jednak ówczesnym ewenementem. W konsekwencji, w perspektywie polskiej utrwaliło się nawet przekonanie, iż banderowska frakcja stworzyła swe oddziały zbrojne, głównie z myślą o eksterminacji miejscowej ludności nieukraińskiej. Oficjalnym pretekstem do tej eksterminacji, jak ujął to w swej odezwie Dmytro Klaczkiwśki, ps. Kłym Sawur – dowódca UPA-Północ, były oskarżenia o rzekome spacyfikowanie przez policję granatową ukraińskiej wsi Dermeń-Załuże oraz zarzuty wobec Polaków o współudział w niemieckich represjach wobec ludności ukraińskiej oraz współpracę z „czerwoną” partyzantką. Jej autor zapowiadał zatem nową Hajdamacczyznę lub Koliwszczyznę i całą odpowiedzialność za „anarchizację” z góry zrzucał na stronę przeciwną. Następnie, jak pisze, znawca przedmiotu: Zapewne na przełomie czerwca/lipca nakreślono szczegółowe plany likwidacji Polaków. W odróżnieniu od sytuacji sprzed kilku miesięcy we wschodnich powiatach Wołynia w zachodniej części regionu akcja mogła objąć jednocześnie – w celu zaskoczenia i udaremnienia ewentualnych prób obrony – znacznie większą liczbę polskich miejscowości. Na „korzyść” UPA grało tu także doświadczenie nabyte przez dezerterów z policji. Jak zobaczymy, przebieg niektórych akcji likwidacyjnych Polaków był bardzo podobny do wcześniejszych akcji antyżydowskich, łącznie ze stosowaniem psychologicznych manipulacji [...]. Datę uderzenia nie przypadkiem wyznaczono na niedzielę 11 lipca. Chodziło o to, aby dopaść osoby licznie zebrane na niedzielnych mszach. Sotnie UPA po wymordowaniu ludności danej miejscowości miały szybko przemieszczać się do następnej w celu dokonania kolejnej masakry. Chodziło o osiągnięcie jak największego zaskoczenia i zminimalizowanie szansy ucieczki. Na miejscu pozostawały jedynie grupy samoobrony, które miały „oczyszczać”’ teren. Warto zwrócić uwagę, iż na niekorzyść Polaków próbujących ujść z pożogi działała pora roku. Co prawda letnie temperatury pozwalały na nocowanie poza domem, ale krótka lipcowa noc nie dawała Polakom zamienionym w zwierzynę łowną zbyt wiele czasu na skrytą ucieczkę [1].

Choć współcześnie nie da się już zaprzeczyć, iż ta „antypolska akcja” UPA miała w istocie miejsce, to historycy po dzień dzisiejszy spierają się jednak, czy na III konferencji OUN-B (frakcji banderowskiej) w lutym 1943 r., oprócz decyzji o wywołania powstania narodowego, zapadła także decyzja o eksterminacji ludności polskiej. Przekazy w tej materii są bowiem niejasne i budzą szereg niejasności metodologicznych i faktograficznych. Dlatego też do końca nie jest pewne, czy dokonane ludobójstwo było celem samym w sobie, czy też stanowiło „produkt uboczny” czystek etnicznych, wynikły z nadinterpretacji rozkazów, gorliwości, sfanatyzowania lub w końcu samowoli dowódców UPA. Następnie „siłą inercji” wypadki mogły także wymknąć się spod kontroli kierownictwa OUN. Każda ze wskazanych opcji prowadzi do określonych następstw politycznych. Także w tym miejscu trzeba zadać pytanie: czemu tak naprawdę miało służyć wywołanie w 1943 r. ukraińskiego powstania narodowego i antypolskich czystek etnicznych równocześnie?

W historiografii polskiej za pewnik przyjmuje się, że OUN chciała w ten sposób uniknąć po zakończeniu wojny powtórki scenariusza z 1918 r., kiedy to strona polska stosunkowo szybko przejęła władzę we Lwowie, a następnie przy pomocy siły zbrojnej zlikwidowała Zachodnio-Ukraińską Republikę Ludową. W tym czasie, pomimo niemieckiej klęski pod Stalingradem i w Tunezji, wojna nie była jeszcze definitywnie rozstrzygnięta, co narażało powstańców ukraińskich nie tylko na równoczesną walkę z III Rzeszą, Polską i ZSRR, ale i prowadziło do masowych represji wobec ukraińskiej ludności cywilnej. Także w przypadku potencjalnego powrotu władzy polskiej na Wołyń, po dokonanych uprzednio czystkach etnicznych, należało się liczyć ze zdecydowaną kontrakcją wojskowo-policyjną w tym regionie. Ponadto partyzanci z UPA nie mogliby już, w przeciwieństwie do lat 1918–1924, liczyć na przychylność zachodniej opinii publicznej w sytuacji, gdy polska akcja informacyjna z łatwością mogła ukazać ich jako zwykłych masowych morderców i zwyrodnialców.

„Rzeź wołyńska” po dziś dzień wywołuje u Polaków starszego pokolenia szczególnego rodzaju traumę. Inną wyróżniającą cechą tej akcji było bowiem niesłychane okrucieństwo i sadyzm, przywołujące na myśl najmroczniejsze tajniki i sekrety ludzkiej duszy. Niekiedy próbuje się przedstawiać wydarzenia te jako współczesną formę żakerii (wojny chłopskiej), wywołanej przez długoletnią polską dominację społeczno-gospodarczą oraz politykę dyskryminacyjną II Rzeczpospolitej. Zapomina się przy tym, że polityka wołyńska wojewody Henryka Józewskiego miała znacznie bardziej łagodniejszy wymiar, niż ta stosowana wobec Ukraińców w Małopolsce Wschodniej oraz nie negowała praw do samostanowienia państwowego na obszarze poradzieckiej Ukrainy. Tym bardziej nie dziwi stanowisko, że [...] bardzo często można zaobserwować sytuacje odwrotne, kiedy to UPA mobilizowała miejscową ludność do napadów [...]. Takie osoby z powodu braku broni palnej były uzbrojone jedynie w siekiery i widły. Prawdą jest, iż zbrodnie popełnione przez tak uzbrojonych chłopów najbardziej przerażały Polaków [...]. Wydaje się, że ukraińskiemu podziemiu wręcz chodziło to, by miejscowa ludność ukraińska nie tylko jak najliczniej uczestniczyła w napadach, ale była też ich inicjatorem. Bez jej czynnego udziału nie można by przecież mówić o zaistnieniu tak oczekiwanej przez OUN-B Rewolucji Narodowej [2].

Można zatem domniemywać, iż w przypadku tej „akcji depolonizacyjnej”, UPA kierowało się zasadą „morza krwi”, które miało uniemożliwić zawarcie umowy na wzór układu Piłsudski-Petlura przez alternatywny ukraiński ośrodek państwowy, np. Centrum Państwowe Ukraińskiej Republiki Ludowej. W końcu OUN zawłaszczyło nawet nazwę Ukraińskiej Powstańczej Armii, którą posługiwali się powstańcy ukraińscy podczas pochodu listopadowego na radziecką Ukrainę w 1921 r. oraz partyzanci Siczy Poleskiej dowodzonej przez Tarasa Bulbę w latach 1941–1942, związani z tym ostatnim „ośrodkiem siły”. Efekt tych działań był taki, iż w polskiej literaturze wspomnieniowej i niektórych opracowaniach historycznych to właśnie bulbowców oskarża się bezpodstawnie o rozpętanie całej tej akcji, choć sam bohater tej czarnej legendy w jak najostrzejszych słowach odciął się od polityki nacjonalistów. Także, po drugie współudział miejscowej ludności ukraińskiej w zbrodniach OUN-UPA miał stanowić najlepsza rękojmię przed jej biernością w przypadku polskiej kontrakcji wojskowej, gdyż z góry zakładano, iż rewolucja narodowa wymaga uciekania się do środków ostatecznych oraz będzie miała charakter wojny totalnej. To stwierdzenie wynikało ze specyfiki II wojny światowej na terenie Europy Wschodniej oraz doświadczeń ukraińskiej walki narodowo-wyzwoleńczej w latach 1917–1921, kiedy to bierna i zachowawcza postawa ludności wiejskiej w dużej mierze zdecydowała o tragicznych losach naddnieprzańskiej państwowości. Innym wreszcie motywem napędzającym wypadki wołyńskie była także doktryna polityczna ukraińskiego nacjonalizmu integralnego, który – jak to sugeruje Andrzej Gil – czerpał swą inspirację także z ówczesnego totalitaryzmu [3]. Nie dziwi także fakt, iż inspiracji w „antypolskiej akcji” OUN-UPA autorzy często upatrują w Endlösung der Judenfrage, która pokazała, iż można fizycznie i w sposób bezkarny usuwać całe społeczności etniczne i kulturowe [4], tym bardziej, [...] że członkami OUN-B było wielu policjantów zaangażowanych w likwidację ludności żydowskiej, a zatem mających „doświadczenie” w prowadzeniu czystki etnicznej [5].

W przypadku „wypadków wołyńskich” 1943 r. mamy także do czynienia ze zderzeniem dwóch krańcowo odmiennych tradycji historycznych. Z perspektywy polskiej walkę UPA zasadniczo sprowadza się ludobójstwa ludności cywilnej, głównie w czasie II wojny światowej oraz działalności terrorystycznej OUN w okresie międzywojennym. Natomiast dla Ukraińców zamieszkujących szczególnie zachodnie regiony swego kraju OUN-UPA jawi się jako organizacja, która po 1945 r. broniła ludność przed panowaniem radzieckim, ze szczególnym uwzględnieniem przypadków przymusowych przesiedleń, kolektywizacji, desakralizacji, deportacji i masowych represji. Problem tkwi w tym, że obraz pierwszy nie wyklucza w sposób zasadniczy drugiego. Inną kwestią jest jednak fakt, iż w przypadku strony polskiej podnoszenie tego ostatniego często traktowane jest jako przejaw relatywizacji pamięci Wołynia i Galicji Wschodniej, zaś dla narodowo zorientowanych Ukraińców stanowisko krytyczne wobec UPA często nosi znamiona „herezji”, jeśli nie jest wręcz uznawane jako „akcja antyukraińska”. Tymczasem trzeba przyjąć do wiadomości trzy elementarne okoliczności:

1. OUN była produktem ideologii radykalnego nacjonalizmu (czy raczej nacjonalitaryzmu), która powstała w wyniku klęski ukraińskich aspiracji państwowych w latach 1917–1921 oraz określonej polityki narodowościowej II Rzeczpospolitej;

2. OUN-UPA działała i walczyła w warunkach wojny totalnej, specyficznej dla niemieckiej okupacji i warunków Frontu Wschodniego;

3. Nie ma jednolitego obrazu UPA ani w Polsce, ani na Ukrainie, gdyż każda sugestia dotycząca tej partyzantki jest do pewnego stopnia prawdziwa i fałszywa zarazem, gdyż pokazuje jedynie wycinek historii, nie zaś jej zamkniętą całość.

Mówiąc o wrażliwości historycznej Polaków i Ukraińców oraz wzajemnych relacjach międzypaństwowych po 1991 r. mamy jednak do czynienia z relatywizacją tytułowych wydarzeń. Zasadniczo powody są dwa: geopolityka Międzymorza oraz aktualne zapotrzebowanie polityczne. Zwolennikom doktryny Giedroycia-Mieroszewskiego wydaje się, że przywoływanie tych wydarzeń nie służy zbliżeniu polsko-ukraińskiemu, a wręcz przeciwnie dostarcza oręż propagandowy lobby prorosyjskiemu, które jest zainteresowane w osłabieniu tego partnerstwa strategicznego. Z kolei kolejne rocznice tragedii Wołynia i to zarówno na polskiej, jak i ukraińskiej scenie politycznej stają się pretekstami do „wojen na górze”, które mają na celu dyskryminację przeciwnika.

Tymczasem trzeba na początek przyjąć do wiadomości, iż polska i ukraińska pamięć dziejowa jest w tej materii po prostu inna. Słusznym wyjściem wydaje się zatem depolityzacja „antypolskiej akcji OUN-UPA”, gdyż gmachy parlamentów, czy gabinety polityków nie wydają się najodpowiedniejszym miejscem do rozstrzygania tych dość kontrowersyjnych kart dziejowych. Czemu mają zatem w gruncie rzeczy służyć określone deklaracje polityczne, jeśli w praktyce nie pociągają za sobą konsekwencji prawnych?

Mają jedynie wymiar moralny i symboliczny, lecz zadaniem władzy ustawodawczej jest przede wszystkim uprawianie realnej polityki, a nie sądzenie historii. Z perspektywy polskiej przede wszystkim ważne jest spostrzeżenie, iż Współczesna Ukraina jest w pewnej mierze tworem radzieckim, i nie ma żadnej liczącej się zapowiedzi, by ta sytuacja się zmieniła [...]. Ukraina jest powszechnie postrzegana jako państwo, które dopiero szuka swego miejsca w jednoczącej się Europie [...]. Uzasadnienia dla wizji Ukrainy jako państwa poza europejskim systemem wartości szuka się w jej sowieckiej przeszłości, ignorując przy tym podstawowe fakty, jakimi są: kulturowe dziedzictwo Rzeczpospolitej wielu narodów i wynikające stąd wielowiekowe uczestniczenie elit ukraińskich w odbiorze i kształtowaniu się cywilizacji europejskiej [...]. Ukraina nigdy Europy nie opuściła. Została od niej brutalnie oderwana [...] [6]. Polityka polska powinna mieć przede wszystkim na względzie, że Ukraina jako państwo i Ukraińcy jako naród do pewnego stopnia są nadal w trakcie procesu kształtowania swego oblicza. Oznacza to z jednej strony nazywanie pewnych rzeczy po imieniu, przy zastrzeżeniu, iż mamy prawo do własnej interpretacji określonych wydarzeń historycznych, które nie mogą jednak przesłaniać potrzeb dnia dzisiejszego i przy uwzględnieniu racji strony drugiej. Tu musimy się trzymać jednak żelaznej zasady, iż wszelkiego rodzaju zaszłości dziejowe nie mogą służyć za instrumentarium walki politycznej na scenie krajowej, środek nacisku na drugą stronę lub być wykorzystywane jako argument przez siły zewnętrzne.

Postawny jednak zasadnicze pytanie: Czy współczesna Ukraina odpowiada za „rzeź wołyńską”?

Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, gdyż UPA nie reprezentowała wówczas suwerennego i prawnie uznawanego państwa (tak jak było to chociażby z AK), zaś OUN było tylko jednym z ugrupowań politycznych, które jedynie rościło sobie prawo do monopolu na reprezentowanie narodu. Natomiast z prawnego punktu widzenia Ukraina jest spadkobiercą USRR. Z pozycji historycznych można naturalnie eksponować także fakt pewnej ciągłości dziejowej z Ukraińską Republiką Ludową, lecz nie zmienia to natury rzeczy. Ponadto z oceną działalności OUN-UPA (fizyczna eliminacja przeciwników politycznych, stosowanie zasad zbiorowej odpowiedzialności wobec rodzin zdrajców i dezerterów, działalność Służby Bezpieczeństwa) mają problem sami Ukraińcy [7], którzy nie są w stanie wypracować spójnej idei narodowo-państwowej [8]. W tym kontekście „rzeź wołyńska” ma także znaczenie marginalne, gdyż dotyczy wydarzeń traumatycznych dwóch regionów przygranicznych, peryferyjnych z punktu widzenia całości państwa i które są niczym w porównaniu do ogromu zbrodni nazistowskich (straty sięgające 7–9 mln w czasie II wojny), czy też komunistycznych (hołodomor 1932/1933 to ok. 6 mln zmarłych). Dlatego też stronie ukraińskiej potrzebna jest (jeszcze) refleksja na ten temat, zaś stronie polskiej zamiast określonych deklaracji politycznych przydałyby się dalsza kwerenda archiwalna. Nade wszystko ofiary wołają o pamięć i uhonorowanie. Można to uczynić, z pomocą Ukrainy, poprzez odpowiednie badania terenowe domniemanych miejsc pochówków, a następnie godne ich upamiętnienie. Można także pokusić się o odpowiednie publikacje pokazujące polską narrację, jak i ukraiński wysiłek narodowo-wyzwoleńczy w XX w. I dobrze byłoby, gdyby nad tymi grobami, w imię wspólnej przyszłości i tragicznej przeszłości, potomkowie kresowiaków i banderowców wzajemnie wybaczyli sobie wszystkie prawdziwe i domniemane winy oraz wspólnie pomodlili się za ofiary i katów. Nie zapominajmy jednak, iż w wymiarze moralnym, iż Wołyń‘43 jest dla Ukrainy, tym czym dla Rosji Katyń‘40. Ukraina budując własną przyszłość i tak musi uporać się z dziedzictwem historycznym, a wybierając orientację okcydentalistyczną nie da się tego uczynić bez zaakceptowania i uznania polskiego dziedzictwa na Wschodzie. Podobny proces przeszła i III Rzeczpospolita wobec „ziem odzyskanych” w kontekście integracji europejskiej.

W tym kontekście, na uwagę zasługuje deklaracja o pojednaniu sygnowana przez przedstawicieli Kościołów katolickich w Polsce i na Ukrainie. Przede wszystkim odnotowano tu fakt, iż Spotykamy się w przededniu 70. rocznicy zbrodni na Wołyniu, których symbolem stały się wydarzenia z 11 lipca 1943 r[oku]. Ofiarami zbrodni i czystek etnicznych stały się [wówczas] dziesiątki tysięcy niewinnych osób, w tym kobiet, dzieci i starców, przede wszystkim Polaków, ale także Ukraińców oraz tych, którzy ratowali zagrożonych sąsiadów i krewnych [9]. W tym przypadku wydarzenia zostały nazwane po imieniu, wskazano konkretne ofiary i ich potencjalną liczbę, jednakże bez określenia sprawcy. Sygnatariusze uznali jedynie, za stosowne potępienie skrajnego nacjonalizmu i szowinizmu, które postawiono na równi z komunizmem i nazizmem. Nade wszystko hierarchowie stwierdzili przede wszystkim, iż [...] chrześcijańska ocena zbrodni wołyńskiej domaga się od nas jednoznacznego potępienia i przeproszenia za nią. Uważamy bowiem, że ani przemoc, ani czystki etniczne nigdy nie mogą być metodą rozwiązywania konfliktów między sąsiadującymi ludami czy narodami ani usprawiedliwione racją polityczną, ekonomiczną czy religijną [10].

Tym niemniej w cytowanym dokumencie widoczna jest pewna asymetria – oto bowiem strona ukraińska powołując się na słowa kard. Lubomira Huzara jedynie skłonna jest przeprosić Braci Polaków za zbrodnie popełnione w 1943 r[oku]. [11], o tyle Kościół rzymsko-katolicki poszedł znacznie dalej w swych deklaracjach: W imię prawdy uważamy, że przeproszenia wymaga postawa tych Polaków, którzy wyrządzali zło Ukraińcom i odpowiadali przemocą na przemoc. Jako przewodniczący Episkopatu Polski kieruję do Braci Ukraińców prośbę o wybaczenie [12]. To ostatnie stwierdzenie pokazuje dwustronny dysonans poznawczy i moralny, gdyż wskazuje na fakt, iż nie tylko historycy, czy też politycy mają kłopoty z interpretacją ówczesnych wydarzeń, lecz także przedstawiciele Kościoła bizantyjsko-ukraińskiego. Wartość moralną i merytoryczną deklaracji osłabia także brak podpisów biskupów Kościołów Prawosławnych, szczególnie tych z Wołynia. Nie jest to zatem „dokument przełomowy”, który można byłoby porównać z deklaracją polsko-niemiecką z 1965 r., lecz „krok we właściwym kierunku”, w dialogu zainicjowanym jeszcze przez bł. Jana Pawła II Wielkiego podczas pielgrzymki na Ukrainę w czerwcu 2001 r. [13]. Dialog bowiem wymaga wygaszenia i wyjaśnienia wielu negatywnych emocji, wzajemnego przebaczenia i zbudowania relacji na zupełnie nowym gruncie. Dziś potrzeba głównie cierpliwości, zrozumienia i umiejętności wsłuchania się w głos drugiego.

Fot. Zbrodnia w Lipnikach, zamordowani Polacy/Wikipedia

____________________________________________________
1. G. Motyka, Ukraińska partyzantka 1942-1960. Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, Warszawa 2006, s. 328-329.
2. Ibidem, s. 309-310.
3. A. Gil, Nacjonalizm i polityka – ‘casus’ Ukrainy Zachodniej, Lublin 2011, s. 26.
4. Ibidem, s. 30-31; G. Motyka, op.cit., s. 308-309.
5. G. Motyka, op.cit., s. 309.
6. A. Gil, op.cit., s. 36-37.
7. B. Berdychowska, Ukraińcy wobec Wołynia, „Zeszyty Historyczne”, Paryż 2003, z. 146, s. 65-104.
8. Por. T. Stryjek, Jakiej przeszłości potrzebuje przyszłość? Interpretacja dziejów narodowych w historiografii i debacie publicznej na Ukrainie 1991-2004, Warszawa 2007; R. Potocki, Dylematy ruchu narodowego na postsowieckiej Ukrainie, [w:] Ideologie, doktryny i ruchy narodowe. Wybrane problemy, red. S. Stępień, Lubin 2006; O. Hnatiuk, Pożegnanie z imperium. Ukraińskie dyskusje o tożsamości, Lublin 2003.
9. Pojednajmy się szczerze, „Gazeta Wyborcza” 29-30 VI 2013, s. 22. Deklarację o pojednaniu polsko-ukraińskim podpisali: arcybiskup Józef Michalik – przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Mieczysław Mokrzycki – przewodniczący Konferencji Episkopatu Rzymskokatolickiego Ukrainy, arcybiskup większy Światosław Szewczuk – metropolita kijowsko-halicki Kościoła Greckokatolickiego i arcybiskup Jan Martyniak – metropolita przemysko-warszawski Kościoła bizantyńsko-ukraińskiego.
10. Pojednajmy, s. 22.
11. Ibidem.
12. Ibidem.
13. Por. W. Mokry, Apostolskie słowo Jana Pawła II na Ukrainie w 2001 roku, Kraków 2002; G. Przebinda, Większa Europa. Papież wobec Rosji i Ukrainy, Kraków 2001, s. 137-226.

Czytany 4978 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04