środa, 14 listopad 2012 08:54

Robert D. Kaplan: Przyszłość Korei Północnej

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
military_paradegeopolityka  Robert D. Kaplan Rodger Baker

Zjednoczenie krajów takich, jak Wietnam Północny i Południowy, Niemcy Wschodnie i Zachodnie, Jemen Północny i Południowy, które były podzielone w drugiej połowie XX wieku, postrzegano jako odległą przyszłość. Gdy jednak zjednoczenie stało się burzliwym i szybko zachodzącym zjawiskiem, którego przebieg przewidziało niewielu naukowców, wystawiło ono niejako na pośmiewisko liczne artykuły o tematyce politycznej, poświęcone tej tematyce. Dlatego obecny podział Półwyspu Koreańskiego powinien być postrzegany w taki właśnie sposób. Upadek reżimu w północnej części Półwyspu jest nie tylko możliwy, ale także może nastąpić szybciej, niż spodziewa się tego wiele osób.

W czasach nieprzerwanej komunikacji internetowej, która tak zmienia świat polityki, ciągłe trwanie hermetycznego reżimu w Korei Północnej, który opiera się na kontroli informacji, jest z pewnością kwestią problematyczną. Sama sztuczność obecnego reżimu ukrywa starożytną ideę dwudziestopięcio-, prawie, trzydziestoletniego przywódcy bez doświadczenia, który został jednak czterogwiazdkowym generałem, okrzykniętym „wspaniałym towarzyszem”, i który przywołuje na myśl wymyślne opisy ceremoniałów politycznych, kojarzonych głównie z dawną przeszłością. Jak długo może trwać taka sytuacja?

Aby ustalić możliwy dzień upadku reżimu, trzeba przeanalizować różne jego etapy, które można podzielić na okresy życia trzech pokoleń przywódców. Pierwsze pokolenie tworzyli prawdziwi rewolucjoniści, którzy nie poddawali się łatwo: byli to ci, którzy brali udział w antyjapońskich walkach partyzanckich w czasie II wojny światowej oraz w walce przeciwko Korei Południowej, wspieranej przez wojska amerykańskie w Wojnie Koreańskiej. Kim Ir Sen, pierwszy przywódca Korei Północnej, który sprawował władzę od momentu jej powstania przez prawie pół wieku, był wybitną jednostką swojego pokolenia. Było ono nacechowane wiarygodnością, której uosobieniem była charyzma Kim Ir Sena. Jest ona porównywalna z charyzmą Józefa Broz Tito czy Enwera Hodży – komunistycznych przywódców Jugosławii i Albanii w czasie II wojny światowej, a później dyktatorów w czasie zimnej wojny. Nie uzależniali oni wyzwolenia swoich krajów spod władzy nazistów od pomocy Armii Czerwonej.

Przedstawicielami drugiego pokolenia są synowie i córki wspominanych rewolucjonistów. Było to pokolenie, które cieszyło się przywilejami, chociaż niczego nie osiągnęło. Dlatego też nie było ono uznawane za wiarygodne. Co więcej, to pokolenie nie miało wiele do zaoferowania swojemu krajowi, jeśli chodzi o kwestie intelektualne, gdyż jego przedstawiciele pobierali nauki w Związku Radzieckim, Chinach rządzonych przez Mao Tse Tunga oraz w komunistycznej Europie Wschodniej. W związku z tym to pokolenie miało bardzo ograniczoną lub wręcz zerową wiedzę o świecie. Jednym z przedstawicieli tego pokolenia był syn Kim Ir Sena, Kim Dzong Il, który nie potrafił zapoczątkować zmian. Względny dobrobyt kraju za czasów starszego Kima (w późnych latach 50. Korea Północna była bogatsza niż Korea Południowa), skończył się wraz z rządami młodszego pokolenia, za czasów którego mieszkańcy znaleźli się na skraju ubóstwa i głodu. Dlatego, aby utrzymać się przy władzy, to pokolenie było zmuszone do represjonowania swoich poddanych.

Trzecie pokolenie, którego uosobieniem jest Kim Dzong Un, posiada natomiast większe możliwości. To pokolenie wychowało się już po upadku komunizmu, będącego ruchem światowym i siłą geopolityczną. Przedstawiciele tego pokolenia studiowali między innymi w Zjednoczonym Królestwie, w Austrii i Szwajcarii, dlatego też mieli większą styczność z Zachodem, niezależnie od tego, jak ograniczone były ich osobiste doświadczenia za granicą. Co więcej, trzecie pokolenie niekoniecznie związane jest z surowym militaryzmem drugiego pokolenia, a więc z infiltracją Korei Południowej i Japonii przez okręty podwodne Korei Północnej w latach 80. Decyzja o zatopieniu południowokoreańskiej korwety w 2010 roku z pewnością nie została samodzielnie podjęta przez dwudziestokilkuletniego Kim Dzong Una, lecz przez przedstawicieli drugiego pokolenia, którzy chcieli tym samym zapewnić przetrwanie sobie, jak i trzeciemu pokoleniu, będącemu u władzy. Przedstawiciele trzeciego pokolenia, którzy właśnie zajmują najwyższe stanowiska w biurokracji, mogą w pewnym sensie „sprzedać” swój kraj i zacząć rozdawać karty korzystając ze swojego prawa do zarządzania gospodarką kraju. Jest to możliwe dzięki temu, że po pierwsze poznali Zachód, a po drugie, właściwie nie są obarczeni własnym bagażem politycznym.

Większość bogactw naturalnych Korei Północnej, takich jak węgiel, ropa naftowa, ołów i wolfram, znajduje się w północnej części kraju, zajmując około dwie piąte jego powierzchni. Są to obszary zamieszkane, na których zostały umiejscowione także fabryki. Innymi słowy, jest to część kraju sąsiadująca z Chinami. Chiny, w przeciwieństwie do krajów zachodnich, posiadają bardzo szczegółowe informacje, dotyczące północnokoreańskich firm. Dlatego też „sprzedaż” własnego kraju przez trzecie pokolenie mogłaby nastąpić w formie gospodarczego otwarcia się na Chiny – byłaby to pewnego rodzaju quasi-liberalizacja, umożliwiająca Korei Północnej odejście od stalinizmu w kierunku byłego komunistycznego państwa buforowego, znajdującego się między Chinami a Koreą Południową i kształtowanego na wzór Pekinu. Oczywiście, oznaczałoby to stopniową zmianę trwającą wiele lat – miałaby na celu odsunięcie w czasie upadku reżimu i umożliwienie wzbogacenia się trzeciego pokolenia poprzez pozbywanie się środków państwowych na rzecz Chin, a być może także innych krajów.

Co by było, gdyby ten proces się nie udał? Co by się stało, gdyby pozbycie się środków państwowych przyczyniło się do zmian gospodarczych, a w efekcie, także do zmian politycznych? Należy pamiętać, że im bardziej sztuczny i oparty na ucisku jest reżim, tym bardziej niespodziewana w skutkach może być jego implozja. Może okazać się, że przekształcenie Korei Północnej w normalne państwo nie powinno rozpoczynać się od najważniejszych osób w państwie.

Jeśli tak faktycznie jest, nasuwa się kolejne pytanie: jak można zdefiniować upadek reżimu? Utrata centralnej władzy w Phenianie, czyli w stolicy kraju, może trwać raczej tygodniami niż dniami, mimo że w sensie historycznym będzie ona postrzegana jako bardzo krótki okres. W takim wypadku powstaje pytanie, kiedy można spodziewać się wojsk chińskich, przekraczających rzeki Yalu i Tumen, w celu zapobiegnięcia napływowi uchodźców zmierzających na północ? Kiedy do akcji wkroczą wojska Korei Południowej? W związku z tym, że Korea Północna jest krajem w znacznym stopniu zmilitaryzowanym, decyzja dowódców, dotycząca ucieczki albo do Pekinu albo do Seulu, może mieć decydujące znaczenie.

Jak już wcześniej wspomnieliśmy, upadkowi reżimu z dużym prawdopodobieństwem towarzyszyłaby pomoc humanitarna ze strony innych państw. Korea Północna to kraj zamieszkany przez 24,3 mln osób, spośród których wiele żyje w głębokim ubóstwie, na skraju śmierci głodowej, podczas gdy odpowiedzialność za ich dobrobyt spoczywa na barkach dyktatorów w Phenianie. Jednak, gdy dojdzie do upadku centralnej władzy, to tzw. „społeczeństwo międzynarodowe” będzie odpowiedzialne za ludność tego kraju. W tym wypadku będą to wojska Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej i Chin.

W szybko postępującym kryzysie, kwestia lokalnej równowagi sił, która miałaby trwać przez następne lata i dekady, może zostać ustalona w przeciągu kilku godzin lub dni. Skutkiem takich decyzji może być upadek reżimu, który spowoduje istny protektorat Pekinu, sprawowany nad północną częścią półwyspu lub też zjednoczenie dwóch Korei. Władza w zjednoczonej „Większej Korei” skupiałaby się, siłą rzeczy, w Seulu, ponieważ ludność Korei Południowej wynosi 48,5 mln, czyli jest to kraj dwa razy większy niż Korea Północna. Według niektórych badań jej poziom gospodarczy jest nawet 37 razy większy niż północnego sąsiada. Nie należy także zapominać o tym, że Pekin to największy partner handlowy Seulu. Oznacza to, że nawet w przypadku upadku komunizmu w Korei Północnej, Chiny będę w stanie wykorzystać nową rzeczywistość polityczną dzięki swojej sile gospodarczej oraz bliskości geograficznej. Całkiem odwrotnie byłoby w przypadku Japonii, która ze względu na złe wspomnienia z czasów okupacji w latach 1910–1945, mogłaby, w przeciwieństwie do Chin, mieć trudności z nawiązaniem bliskich kontaktów z nowym koreańskim superpaństwem.

Niemniej jednak, zjednoczona Korea mogłaby obawiać się stania się zbyt zależną od Chin, biorąc pod uwagę ich wielkość, bliskość i czasach okresowej dominacji na półwyspie. Jest prawdopodobne, że „Większa Korea” starałaby się, z pomocą Stanów Zjednoczonych, a może także i Rosji, zrównoważyć wpływy Chin i Japonii.

Kwestią kluczową jest możliwa, całkowita zmiana geopolityki azjatyckiej w nadchodzących latach. Zależy to jednak od wewnętrznej dynamiki kraju, który jest nieprawdopodobnie ubogi i odizolowany od innych państw, z którymi nie nawiązuje kontaktów dyplomatycznych.

This report is republished with permission of STRATFOR.
Tłum. Paulina Radecka
Czytany 6528 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04