piątek, 08 listopad 2013 07:53

Robert D. Kaplan: Kim jesteśmy? Debata o cechach narodowych

Oceń ten artykuł
(1 głos)

flagi-swiatgeopolityka  Robert D. Kaplan

Jeśli ktoś mówi, że jest Amerykaninem, to jest to raczej stwierdzenie bardzo konkretne. Czyż nie kojarzy się z konkretnym krajobrazem, doświadczeniem historycznym, uwarunkowaniami kulturowymi i systemem wartości?

W rzeczywistości potwierdza często, że wszyscy Amerykanie – żydzi, katolicy, hindusi, muzułmanie – to jednak dobrowolni protestanci, ponieważ posiadają protestanckie wyznanie wiary i etyki pracy, do których to wartości wszyscy podświadomie podporządkowali się w trakcie migracji i naturalizacji. Oczywiście, to wszystko jest prawdą. Jednak prawdą jest również to, że amerykańska cecha narodowa ulega zmianie zmienia i staje się, być może, bardziej subtelna. Ten topos był tematem ostatniej, napisanej przed śmiercią, książki politologa z Harwardu, Samuela P. Huntingtona – „Kim jesteśmy? Wyzwania dla amerykańskiej tożsamości narodowej” [1]. S. Huntigton uważał, że masowy napływ Latynosów w ciągu ostatnich dziesięcioleci do USA wpłynął na amerykańską elitę, która stawała się coraz bardziej wielonarodowa i coraz mniej amerykańska. Zadał więc pytanie pytanie, czy samo słowo „amerykański” oznacza to samo, co kiedyś.

Pytanie o tożsamość nie dotyczy tylko Amerykanów, ale też wiele innych narodów z reszty świata. Imigracja, migracje uchodźców, powstanie globalnej elity, odrębnej od elit narodowych, możliwość szybkich podróży, wzrost ekspatriacji, itd. – to wszystko po trochu, niszczy poczucie przynależności państwowej ludzi, a wraz z tym, cechy narodowe. Zauważalny jest tutaj pewien niuans – nacjonalizm może rzeczywiście wzrastać w monoetnicznych społeczeństwach azjatyckich, takich jak Japonia, czy u wychowanków populistycznych ruchów w Stanach Zjednoczonych. Ich reakcje w stosunku do umiędzynarodowienia społeczeństwa jako całości mogą też być bardziej drażliwe niż kiedykolwiek wcześniej. Nie można też zapominać o tzw. brzydkim widmie antyimigracyjnego nacjonalizmu w Europie [2]. Niemniej jednak, gdy technologia niweluje znaczenie geografii a ludzie coraz więcej podróżują po świecie, cechy narodowe stają się coraz mniej wyraźne, a znaczenie kosmopolityzmu gwałtownie wzrasta.

Liberalni intelektualiści nie będą z tego faktu niezadowoleni. Europejskie cechy narodowe – stosunkowo łagodne w porównaniu do doświadczeń amerykańskich – okazały się katastrofalne dla Europy [3]. Filozof Hannah Arendt w książce „Korzenie totalitaryzmu” pisała: „Gdy Rosjanie stali się Słowianami, gdy Francuzi przyjęli rolę dowódców sił zbrojnych, gdy Anglicy przemienili się w „białych ludzi", a w nieszczęsnym zaklęciu wszyscy Niemcy stali się Aryjczykami, oznaczało to koniec Zachodniego człowieka. Bez względu na to, co uczeni naukowcy mogą powiedzieć, rasa, mówiąc politycznie, to nie początek ludzkości, ale jej koniec. Nie powstanie ludów, ale ich rozpad. Nie naturalne narodziny człowieka, lecz jego nienaturalna śmierć" [4].

Powyższe stwierdzenie nie może zwyczajnie stanowić końca dyskusji, ponieważ byłaby to długa droga od jawnego rasizmu do rozsądnego założenia, że przykładowo Amerykanie na ogół różnią się od Francuzów, Norwegowie są zazwyczaj inni od Greków, Niemcy różnią się od Chińczyków itd. Choć w świecie humanistycznych intelektualistów, odległość jest zdecydowanie mniejsza niż mogłoby się wydawać. Nie bez powodu jednak wiara w cechy narodowe, doprowadzona do końca, była elementem nazizmu i faszyzmu japońskiego [5]. Holokaust, jako praktyka, został dożywotnio, co do nanosekundy usunięty z naszej historii. Jednak, życie intelektualne (jak i polityka zagraniczna) istnieją w jego cieniu. Skutkiem tego był intelektualny zamach na samo pojęcie cech narodowych. To sprawia, że ludzie, którzy badają geopolitykę, muszą mieć to wszystko na uwadze.

Muszą o tym pamiętać, ponieważ takie intelektualne linie trendu mogą, moim zdaniem, poprawić geopolitykę, a nie osłabić ją. Geopolityka jest nauką o „przestrzeni i mocy" [6] – według słów z połowy XX w. autorstwa politologa i ambasador Robert Strausz-Hupe’a. Chodzi o to, w jaki sposób różne populacje, zamieszkujące różne przestrzenie geograficzne, konkurują ze sobą o wpływy i władzę. Intelektualiści mogą to przyjąć za słuszne, ale to, z czym mają najwięcej trudności w kwestii akceptacji to fakt, że populacje zamieszkujące różne przestrzenie geograficzne zachowały swoje statyczne właściwości. W rzeczywistości, jak mówią intelektualiści, ich cechy ewoluowały w sposób złożony, tak że od początku nigdy nie były proste do sklasyfikowania.

Myślę, że przykładowo historyk z uniwersytetu Yale, Timothy Snyder, który przedstawia elastyczne, wczesno-nowoczesne poczucie tożsamości, na podstawie życia XIX-wiecznego poety Adama Mickiewicza, klasycznej akademickiej pozycji z 2003 r. „Rekonstrukcja narodów: Polska, Ukraina, Litwa, Białoruś, 1569/99” [7]. A. Mickiewicz, jak pisze T. Snyder, postrzegał Litwę „jako kraj wielu narodów, ale ostatecznie kraj narodu polskiego...". Nigdy nie postawił stopy w Warszawie czy w Krakowie. Zdoła jednak ustanowić medianę polskiego nacjonalizmu, jednocześnie nigdy nie wyobrażając sobie Litwy oddzielonej od Polski. Jednak pisma A. Mickiewicza zostały wykorzystywane przez litewskich nacjonalistów. Choć technicznie rzecz biorąc, jak zauważa T. Snyder, A. Mickiewicz w dzisiejszej terminologii mógłby być uważany za Białorusina. Potem nastał zmienny mąż stanu i wódz z okresu międzywojennego – Józef Piłsudski, który, według T. Syndera, „nigdy nie dokonał wyboru pomiędzy Polską a Litwą", nawet gdy mówił o „folklorystycznej białoruskiej wsi". Mimo, że został pochowany na wawelskim zamku w Krakowie w 1935 r., obok polskich królów, to serce jego zostało wycięte i pochowane obok jego matki w Wilnie – stolicy Litwy. W miejsce rozliczania faktów geograficznych, T. Snyder dokumentuje bogactwo wymiany kulturowej i językowej, gdzie roi się od skomplikowanych i przenikających się tożsamości w północno-wschodniej Europie.

Są to zbyt subtelne tożsamości, aby mieściły się w ramach etnicznych, wymaganych przez współczesnych nacjonalistów i dostarczycieli cech narodowych, którzy odrzucili elastyczne definicje wczesnego modernizmu – dla których A. Mickiewicz był wzorem – i odwoływał się do złudzeń czystości grupy i „wrodzonych cech narodowych", które to pojęcia doprowadziły ostatecznie do ludobójstwa i czystek etnicznych. Rzeczywiście, atrakcja postmodernistycznej Unii Europejskiej, jak podaje T. Snyder, wywodzi się – mimo trudności związkowych – z chęci narodów byłych państw komunistycznych do ucieczki przed rygorami nowoczesnego nacjonalizmu i cech narodowych i wejścia w świat indywidualnych praw wykraczających poza etniczność.

Tezie T. Snydera sprzyja fakt, że region północno-wschodniej Europy, o którym pisze, jest mniej lub bardziej płaski, składający się ze stosunkowo niewielu naturalnych granic, ale to głównie Słowianie zachęcają do migracji ludności, a tym samym identyfikacji tożsamościowej. Górzyste Bałkany, geograficznie mniej sprzyjające ludzkim wędrówkom „tam i z powrotem” (nawet na ścieżce eurazjatyckich szlaków handlowych), zaludnione przez przedstawicieli romańskich, węgierskich, tureckich, greckich, słowiańskich i albańskich, niezbyt pasują do tezy T. Snydera. Chociaż istnieje jedno miejsce na Półwyspie Bałkańskim, w którym wojna rzeczywiście wybuchła po upadku komunizmu. To Jugosławia, która niemal wyłącznie składała się ze słowiańskich liderów, którzy popadli ze sobą w konflikt wewnętrzny, niezgodny ze schematem Słowianie-nieSłowianie. Ponadto, tożsamości Rumunów, Węgrów, Żydów i innych, nie zawsze są tak jednoznaczne, jak się powszechnie wydaje. W każdym przypadku nadrzędnym zamysłem T. Snydera jest to, że tożsamość grupy – i wojna i pokój – zależą przede wszystkim od ludzkich wyborów i nie da się przewidzieć „ucieczki od narodowosciowego rozumowania... ". To kolejna rzecz, o której muszą pamiętać badacze geopolityki.

S. Huntington, konserwatywny intelektualista, obawiał się utraty tożsamości i grupy cech z nią związanych w przypadku Ameryki; T. Snyder, liberalny intelektualista, widzi niebezpieczeństwo takiego poczucia połączonego na stałe z tożsamością, jak w przypadku Europy. To nauka dla geopolityki, której zadaniem jest nie tyle ocena wartości tych tożsamości, ale też zrozumienie, że to, co łączy obydwu naukowców – S. Huntingtona i T. Snydera jest głębokim zrozumieniem, że takie rzeczy jak cechy narodowe są z natury niepewne i zmienne, i mogą w przyszłości być coraz trudniejsze do zbadania.

Sprawy położenia geograficznego, tożsamość tych, którzy zajmują okrelone miejsca, mogą być coraz bardziej uogólnione. Nauką płynącą z tego wykładu jest wniosek: ci, którzy piszą o geopolityce, nie mogą tylko patrzeć do wstecz na XIX czy XX wiek w świecie unarodowionych populacji walczących ze sobą o przestrzeń, ale również powinni dostrzegać bardziej skomplikowany, bardziej sprzeczny świat pokrywających się tożsamości, gdzie elementarna walka o przestrzeń pozostanie jednak nadal ważna.

Tłum. Angelika Zapaśnik
Fot. www.123rf.com

This report is republished with permission of STRATFOR

___________________________
1. Samuel P. Huntigton, Who Are We? The Challenges to America’s National Identity, New York 2004 – przyp. red.
2. http://www.stratfor.com/video/rising-anti-immigration-sentiment-eu
3. https://www.stratfor.com/node/154432
4. Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, Warszawa 2008.
5. https://www.stratfor.com/node/195877
6. http://www.stratfor.com/weekly/revenge-geography
7. Timothy Snyder, The Reconstruction of Nations: Poland, Ukraine, Lithuania, Belarus, 1569-1999, Yale 2003.

Czytany 4532 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04