środa, 04 styczeń 2012 08:27

Rafał Ciastoń: Nuklearny Bliski Wschód?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

nuke04


  Rafał Ciastoń

W ostatnim czasie w wielu mediach na nowo pojawiły się spekulacje na temat izraelskich przygotowań do uderzenia na irańskie instalacje nuklearne. Czy rzeczywiście w Tel Awiwie zapadła już decyzja o konieczności sięgnięcia po środki militarne?

Chociaż władze w Teheranie w dalszym ciągu stanowczo zaprzeczają, iż celem irańskiego programu jądrowego jest wyprodukowanie broni jądrowej, coraz mniej państw i instytucji międzynarodowych daje wiarę tym zapewnieniom. Nawet mocno do tej pory powściągliwa Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (IAEA), w opublikowanym 8 listopada raporcie wyraźnie uwypukliła tezy świadczące o militaryzacji irańskiego programu – trudno bowiem wyłącznie cywilnym zastosowaniem tłumaczyć prace nad technologią wzbogacania i przetwarzania uranu, dbałość o zabezpieczenie dostaw rudy tego pierwiastka, prace nad zapalnikami implozyjnymi (w tym również próby budowy urządzeń testowych, bez ładunku rozszczepialnego), nowymi głowicami do pocisków Shahab-3, zaangażowanie zagranicznych naukowców (głównie rosyjskich, ale również pakistańskich i północnokoreańskich), pracujących w krajach ojczystych nad głowicami jądrowymi oraz co najmniej utrudniony dostęp inspektorów Agencji do części obiektów szeroko rozumianego kompleksu nuklearnego.
Izrael dwukrotnie w swej historii dokonywał prewencyjnych nalotów na instalacje jądrowe państw regionu – w 1981 r. był to Irak, a w 2007 r. Syria, jednak w obydwu przypadkach były to ataki na pojedyncze obiekty, stosunkowo słabo zabezpieczone i ukryte, położone w niewielkim oddaleniu od jego granic. Zupełnie inaczej ma się sprawa z Iranem – pomijając już kwestię odległości geograficznej, potencjalne cele są tu rozproszone na znacznym obszarze, ukryte pod ziemią lub wykute w skałach, co znacznie utrudnia całkowitą destrukcję. Kwestią otwartą pozostaje także jakość izraelskiego rozpoznania wywiadowczego – niewykluczone, iż Tel Awiw zakłada, że nie zna dokładnej lokalizacji, bądź nie wie o istnieniu wszystkich celów, co rodzi obawy co do skuteczności ewentualnego nalotu.

 

Pojawiające się co jakiś czas w światowych mediach nagłówki wieszczące przygotowania Tsahalu (przyp. red. Siły Obronne Izralea, Israel Defense Forces – IDF) do działań zbrojnych opierają się w zasadzie na ocenie pojedynczych wydarzeń, wplecionych w ton wypowiedzi Beniamina Netanyahu i Ehuda Baraka. Na początku listopada mieliśmy okazję usłyszeć o uczestnictwie izraelskich samolotów w odbywających się na Sardynii ćwiczeniach natowskich „w których oprócz myśliwców brały udział powietrzne tankowce i samoloty wczesnego ostrzegania i dowodzenia”, o teście rakiety balistycznej bliżej nieokreślonego typu, ćwiczeniach obrony cywilnej dla mieszkańców regionu stołecznego, a kilka tygodni wcześniej również o zakupieniu przez Tel Awiw kilkudziesięciu amerykańskich bomb penetrujących. Jednocześnie eksponowano także wypowiedzi obydwu ww. polityków, mówiące o tym, że chociaż Izrael nie chce wojny, to nie obawia się jej i nie wyklucza żadnej opcji. Komentując medialne dywagacje na temat ilości ofiar jakie poniósłby Izrael gdyby do konfliktu doszło, Barak powiedział także, iż nie byłoby to ani 50 tys., ani 5 tys., ani nawet 500, co mogło jawić się jako uzasadnianie „opłacalności” tego scenariusza. Jeśli na to nałożyć wypowiedź Przewodniczącego Połączonego Kolegium Szefów Sztabów, gen. Martina Dempseya, iż nie jest on przekonany, czy Izrael uprzedziłby USA o przeprowadzanym ataku, wydawało się, iż opcja militarna jest już w zasadzie przesądzona.

Jednak wbrew pozorom rząd i społeczeństwo Izraela nie są wcale tak jednoznacznymi zwolennikami rozwiązania siłowego. Przeprowadzone na początku listopada przez dziennik „Haaretz” badania pokazały, iż 80% Izraelczyków uważa, że atak na Iran będzie oznaczał wojnę z Hezbollahem i Hamasem, a być może również z Syrią. Jednocześnie opowiadało się za nim 41% społeczeństwa, podczas gdy 39% było przeciwnych. 37% badanych stwierdziło także, że w sprawie przedstawiania kwestii irańskiej nie ufa premierowi i ministrowi obrony, przeciwnego zdania było 52%.

Rozwiązaniu siłowemu sprzeciwia się również część ministrów gabinetu Netanyahu. Do wewnętrznej opozycji zaliczają się tak wpływowe osobistości jak byli szefowie Mossadu i Szin Bet – Meir Dagan i Yuval Diskin. Obydwaj otwarcie i głośno krytykują rząd, twierdząc przy tym, iż atak na Iran byłby katastrofą i początkiem regionalnej wojny.

Pomijając kwestie wewnętrzne, pomimo słów gen. Dempsey`a, trudno sobie wyobrazić, by Tel Awiw zdecydował się na atak, nie uzyskując wcześniej przynajmniej cichej akceptacji ze strony USA. Przemawiają za tym co najmniej dwa argumenty – po pierwsze jest niemal pewne, iż amerykańskie bazy i okręty rozlokowane w regionie stałyby się celem uderzeń odwetowych Iranu, po drugie zaś przelot kilkudziesięciu samolotów (wg szacunków koniecznym byłoby użycie od 36 do 54 myśliwców, nie licząc powietrznych tankowców i samolotów wczesnego ostrzegania i dowodzenia), nie mógłby zostać przez Amerykanów niezauważony, tym bardziej, że musiałyby one lecieć nad Irakiem lub Arabią Saudyjską i Zatoką Perską (trasa północna, wiodąca nad Turcją jest obecnie wykluczona z przyczyn politycznych). Dan Shapiro, ambasador Stanów Zjednoczonych w Izraelu, stwierdził ostatnio, iż w żadnej sprawie rządy USA i Izraela nie współpracują bliżej niż sprawie Iranu. Twarda retoryka i ciągłe zapewnianie, iż wszystkie scenariusze dopuszczalne są dla Izraela koniecznością, stanowią element nacisków na Teheran, lecz jednostronna akcja militarna może być rozpatrywana wyłącznie jako ostateczność i nie wydaje się, by gabinet Netanyahu zdecydował się na takie rozwiązania dopóty, dopóki pozostaje cień nadziei, iż wysiłki wspólnoty międzynarodowej mają szansę powodzenia. Świadczy o tym chociażby grudniowe wezwanie E. Baraka, do wprowadzenia poważnych i „paraliżujących” sankcji przeciwko irańskiemu bankowi centralnemu i firmom sektora naftowego.

Wydaje się, iż jedynym czynnikiem, który mógłby doprowadzić do gwałtownej zmiany tego podejścia byłyby doniesienia wywiadu o znaczącym postępie w irańskim programie jądrowym.

fot. dreamstime.com

Tekst jest Stanowiskiem Pułaskiego altz dnia 21 grudnia 2011 r.

Czytany 4567 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04