środa, 29 sierpień 2012 09:26

Przemysław Sieradzan: Rosja w pułapce stołypinizmu

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

kremlin022  dr Przemysław Sieradzan

Ostatni, pojednawczy gest hierarchów polskiego Kościoła katolickiego względem rosyjskiej Cerkwi prawosławnej należy interpretować w kontekście geopolitycznej strategii Stolicy Apostolskiej. Prawdopodobnie zaskakujące porozumienie zostało zainicjowane w otoczeniu samego papieża Benedykta XVI, znanego z ultrakonserwatywnych poglądów. Jego intencją jest budowanie swoistego „Świętego Przymierza” przeciwko świeckiemu modelowi państwa i społeczeństwa, a także przeciwko tzw. „ekspansji islamskiej”, pod sztandarami „chrześcijańskiej Europy”. Watykan dostrzegł w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej cennego sojusznika w walce z „sekularyzacją i islamizacją”.

Postradziecka Rosja od przeszło 20 lat poszukuje własnej tożsamości cywilizacyjnej, politycznej i międzynarodowej. Elity polityczne Moskwy sięgają do rozmaitych wzorców zarówno z odległej, jak i niedawnej przeszłości. Wyrazem ambiwalencji procesu konstruowania tożsamości „nowej Rosji” może być aktualna symbolika państwowa – carski trikolor (przez niektórych określany pejoratywnie mianem „flagi własowskiej”), bizantyjski dwugłowy orzeł (alegoria symfonii władzy świeckiej i duchowej reprezentowanej przez cesarza-basileusa) z tarczą ozdobioną wizerunkiem świętego Jerzego przebijającego włócznią smoka na piersi oraz hymn państwowy o radzieckiej melodii skomponowanej przez Aleksandra Aleksandrowa i nowych słowach o wymowie religijno-patriotycznej. Na sztandarze Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej widnieje natomiast dwugłowy orzeł otoczony czterema radzieckimi gwiazdami.

Jak rozumieć owe idiosynkrazje w sferze symbolicznej? Synkretyczną symbolikę rosyjskiego państwa i jego sił zbrojnych należy interpretować nie jako wyraz zgody narodowej i przezwyciężenia minionych konfliktów, lecz raczej jako emanację sprzeczności, którymi rosyjska tożsamość zbiorowa jest przepełniona. Rosyjskie społeczeństwo jest nadzwyczaj pluralistyczne w sferze światopoglądowej – trudno byłoby znaleźć jakikolwiek pogląd, co do którego zgodziłaby się przytłaczająca większość Rosjan. To samo dotyczy rosyjskich elit władzy. Dyskusje w sferze światopoglądowej toczą się nieustannie, ukazując głębie podziałów społecznych. Wśród sfer budzących kontrowersje wymienić można choćby tożsamość cywilizacyjną (Europa contra Eurazja), model państwa (imperium contra państwo narodowe), projekt społeczeństwa (wspólnota mobilizacyjna contra społeczeństwo obywatelskie) postawę względem Zachodu (a także świata islamu i Dalekiego Wschodu!), wizję wzajemnych relacji sfer sacrum i profanum, ocenę carskiej i radzieckiej przeszłości oraz, last but not least, postradzieckiej restauracji kapitalizmu. Powyższe wyliczenie jest niekompletne – można je w nieskończoność uzupełniać o rozmaite zagadnienia społeczne, polityczne, ekonomiczne i historyczne, które nieustannie budzą gorące spory. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że proces konstruowania rosyjskiej tożsamości jest in statu nascendi. Obserwowanie dynamiki rosyjskiego dyskursu politycznego jest fascynującym zajęciem.

22 sierpnia 2012 roku doszło do dwóch wydarzeń, które wyraźnie ukazują, jaki nurt światopoglądowy wyznacza ideologię dominującą wśród elit władzy Federacji Rosyjskiej. Wydarzenia te nie miały ze sobą bezpośredniego związku, lecz dla uważnego obserwatora wpisują się w pewną szerszą całość, stanowiąc elementy swoistej ideologicznej układanki.

Pierwszym z nich było oficjalne przystąpienie Rosji do Światowej Organizacji Handlu (WTO), będącej fundamentem współczesnego kapitalizmu globalnego. Celem tej powstałej w 1994 roku organizacji, będącej bezpośrednią kontynuatorką Układu Ogólnego w Sprawie Taryf Celnych i Handlu (GATT), jest liberalizacja międzynarodowego obrotu dóbr, usług i kapitału. Oficjalny wniosek o przystąpienie do GATT Federacja Rosyjska złożyła jeszcze w 1993 roku. Negocjacje były nadzwyczaj trudne i długotrwałe (akcesja do organizacji wymaga zgody wszystkich państw członkowskich). Entuzjastami członkostwa w WTO byli wszyscy trzej prezydenci Federacji Rosyjskiej – Borys Jelcyn, Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew. Decyzja o wstąpieniu Federacji Rosyjskiej do organizacji była wielokrotnie odkładana, m.in. z uwagi na światowy kryzys gospodarczy i sprzeciw Gruzji, ostatecznie wycofany pod naciskiem Stanów Zjednoczonych. Ratyfikacja dokumentów akcesyjnych w Dumie Państwowej FR dokonała się 10 lipca 2012 roku wyłącznie za sprawą głosów deputowanych rządzącej partii Wspólna Rosja (Jedinaja Rossija). Wszystkie parlamentarne siły opozycyjne (Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej, Sprawiedliwa Rosja i Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji) opowiedziały się przeciw dokumentowi. Pomimo licznych wątpliwości, także Sąd Konstytucyjny FR uznał akcesję do WTO za zgodną z ustawą zasadniczą. Warto dodać, że złożony przez grupę parlamentarzystów i działaczy społecznych wniosek o przeprowadzenie referendum ogólnonarodowego w sprawie członkostwa Rosji w Światowej Organizacji Handlu został odrzucony przez Centralną Komisję Wyborczą FR oraz zignorowany przez media publiczne i prywatne.

Proponenci członkostwa Federacji Rosyjskiej w Światowej Organizacji Handlu zgodnie podkreślają, że decyzja ta znacznie zwiększy dynamikę rozwoju rosyjskiego Produktu Krajowego Brutto. Prezydent Władimir Putin wielokrotnie w swoich wypowiedziach podkreślał, że „przytłaczająca większość” ekspertów uważa, że modernizacja rosyjskiej gospodarki jest niemożliwa bez członkostwa w organizacji, a czasopismo „Ekspert” oszacowało wzrost dochodów w rezultacie tego kroku na 23 mld dolarów rocznie.

Należy jednak pamiętać, czym jest Produkt Krajowy Brutto – jest to wartość zamówionych dóbr i usług. Choć znaczna część współczesnych dziennikarzy i ekspertów uważa wzrost tego wskaźnika za najwyższą wartość samą w sobie, należy być ostrożnym z fetyszyzacją PKB. Wartość zamówionych dóbr i usług w żaden sposób nie musi być skorelowana z realnym dochodem i poziomem życia społeczeństw. Wiele wskazuje na to, że liberalny model polityki w zakresie handlu zagranicznego, który Rosja (ściślej – jej elity polityczne) dobrowolnie przyjęła, ratyfikując dokumenty akcesyjne do światowej organizacji handlu, pogłębi patologiczne mechanizmy rosyjskiego kapitalizmu. Można spodziewać się ogromnego wzrostu zysków rosyjskich oligarchów, zwłaszcza specjalizujących się w eksploatacji surowców energetycznych i rud metali. Wymuszone przez WTO zniesienie kwot importowych przez partnerów handlowych Rosji z pewnością zwiększy popyt na rosyjskie surowce, pomnażając i tak ogromne zyski rosyjskiego sektora surowcowo-wydobywczego. Cena, którą przyjdzie zapłacić Rosji, będzie jednak ogromna.

Członkostwo w WTO znacznie też ogranicza możliwości stosowania polityki protekcjonistycznej. Oznacza to kres strategii ochrony rynku wewnętrznego stosowanej (i tak w ograniczonym zakresie) przez Federację Rosyjską. Konieczność rezygnacji ze stosowania instrumentów protekcjonistycznych może zakończyć się bankructwem wielu rosyjskich przedsiębiorstw, doprowadzając do upadku rosyjski przemysł maszynowy i motoryzacyjny. Rezultatem tego kroku będzie zapewne znaczny wzrost bezrobocia i poszerzenie się obszarów nędzy. Członkostwo w WTO nie będzie sprzyjać modernizacji przemysłu i zrównoważonemu, strategicznemu rozwojowi gospodarki. Opłaci się jedynie kręgom oligarchicznym, wielkiej finansjerze i elitom plutokratycznym, które będą mogły dokończyć proces korupcyjnej prywatyzacji. Pogłębi też toksyczne, szkodliwe i hamujące rozwój społeczno-ekonomiczny uzależnienie gospodarki rosyjskiej od cen surowców (można zakładać, że w systemie darwinistycznej wolnej konkurencji przemysł surowcowy okaże się „rentowny”, natomiast wszystkie inne gałęzie przemysłu jako „nierentowne” zbankrutują i zostaną odkupione za bezcen przez rodzimych i zagranicznych oligarchów). Przystąpienie Rosji do WTO pogłębi zależność państwa od kapitału spekulacyjnego i międzynarodowych instytucji finansowych.

Drugim (mniej doniosłym, acz równie symbolicznym) wydarzeniem z 22 sierpnia 2012 roku jest komunikat Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, będący odpowiedzią tej instytucji na międzynarodową krytykę rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości za sprawę skandalizującego zespołu punk-rockowego Pussy Riot, którego członkinie za wulgarny „występ” w moskiewskiej Cerkwi Chrystusa Zbawiciela zostały skazane na dwa lata kolonii karnej. Sama sprawa razi trywialnością – kaliber samej prowokacji (stanowiącej popłuczyny po rzeczywiście awangardowych występach międzywojennych dadaistów i futurystów), jaką był „koncert” wydaje się adekwatny raczej do kroniki wykroczeń w niskonakładowej dzielnicowej gazetce. Infantylny wybryk, za sprawą histerycznej reakcji Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i nadgorliwości rosyjskich organów ścigania, urósł do rangi wiekopomnego wydarzenia, które wstrząsnęło opinią publiczną i zdominowało światowe media na wiele tygodni. Przesadnie surowy, całkowicie nieadekwatny do przewinienia wyrok uczynił trzy artystki (?) awangardowe (?) światowymi ikonami walki o wolność słowa.

Władza sądownicza Federacji Rosyjskiej, skazując prowincjonalne prowokatorki na drakońską karę więzienia bez zawieszenia, obniża swój autorytet, spełniając jednocześnie marzenie samych działaczek o uzyskaniu nobilitującego tytułu „więźniarek sumienia” i „dysydentek”. Warto jednak zwrócić uwagę na reakcję Ministerstwa Spraw Zagranicznych i treść oświadczenia. Aleksandr Łukaszewicz, oficjalny przedstawiciel rosyjskiego MSZ w oficjalnym wystąpieniu dostępnym na stronie internetowej instytucji wpisał „koncert” zespołu Pussy Riot w „wojnę cywilizacji”, deprecjonując tym samym pojęcia „wojny”, „cywilizacji” oraz – może przede wszystkim – autorytet własnej instytucji. Uderzający jest fakt, że przedstawiciel rosyjskiego ministerstwa przestrzegł „postmodernistyczny Zachód” przed „zapominaniem o chrześcijańskich korzeniach Europy”, wpisując się tym samym w dyskurs światopoglądowy zachodnioeuropejskiej konserwatywnej (czy neokonserwatywnej) prawicy. Abstrahując od nader wątpliwej tezy o „chrześcijańskich korzeniach Europy”, zaskakujące jest, że przedstawiciel Rosji, państwa o wyjątkowej, synkretycznej i wielokulturowej tradycji, na którą – obok prawosławia – składa się islam, buddyzm, szamanizm, judaizm, teozofia, kosmizm, agni-joga, rozmaite nurty duchowości heterodoksyjnej, myśl świecka i ateistyczna, próbuje występować jako rzecznik obrony „chrześcijańskiej Europy” przed laicyzacją. Tego rodzaju wypowiedzi można spodziewać się od marginalnego polityka europejskiego o orientacji klerykalnej pokroju Rocco Buttiglione, lecz nie ze strony przedstawiciela dyplomatycznego Rosji. Być może część elit politycznych Moskwy właśnie w zachodniej prawicy konserwatywnej upatruje strategicznych souszników... Oznaczałoby to, że Rosjanie postawiliby się w roli „Obrońców Wiary”, nosicieli brzemienia „chrześcijaństwa”, „Zachodu” i „europejskości” w sytuacji, gdy Zachód wyrzekł się swojej tożsamości. Czy to jest właściwa droga dla ogromnego, wielokulturowego, wielonarodowego, federacyjnego państwa, jednoczącego w swych granicach ludy Europy i Azji?

W tym kontekście interpretować należy niedawną wizytę Patriarchy Moskwy i Wszechrusi Cyryla I w Polsce. Komentatorów i obserwatorów uderzyła przyjacielska atmosfera spotkania patriarchy z Przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski abp. Józefem Michalikiem, hierarchą powszechnie kojarzonym z ultrakonserwatywnymi i reakcyjnymi poglądami, bardzo wysoko cenionym w szowinistycznie antyrosyjskim „obozie smoleńskim” skupionym wokół Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Prawosławny duchowny poświęcił hierarchom katolickim więcej czasu i uwagi, niż polskim duchownym prawosławnym. W rzeczywistości medialnej spotkanie obu funkcjonariuszy kultu urosło do rangi niemal oficjalnego spotkania przedstawicieli Polski i Rosji. Rosyjska Cerkiew Prawosławna jest strukturą autokefaliczną, blisko związaną z rosyjskim rządem, lecz od niego niezależną i realizującą własną politykę, skoordynowaną do pewnego stopnia (nie w pełni!) z celami politycznymi FR. Całkowicie absurdalne jest jednak uznawanie polskiego Kościoła katolickiego za instytucję reprezentującą państwo polskie czy też polskie społeczeństwo. Wspólne przesłanie do narodów Polski i Rosji wydane przez Cyryla I i Józefa Michalika zawiera elementy cenne, wśród których wymienić należy piękne i potrzebne wezwanie do pojednania obu narodów. Trudno jednak się spodziewać, by inicjatorem tego rodzaju wezwania mógł być powiązany z polską rusofobiczną prawicą Józef Michalik. Zaskakujący gest hierarchów polskiego Kościoła należy interpretować w kontekście geopolitycznej strategii Stolicy Apostolskiej. Można się spodziewać, że zaskakujące porozumienie zostało zainicjowane w otoczeniu samego papieża Benedykta XVI, znanego z ultrakonserwatywnych poglądów. Intencją papieża jest budowanie swoistego „Świętego Przymierza” przeciwko świeckiemu modelowi państwa i społeczeństwa, a także przeciwko tzw. „ekspansji islamskiej” (Benedykt XVI znany jest ze swojej niechęci wobec muzułmanów), pod sztandarami „chrześcijańskiej Europy”. Watykan dostrzegł w Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej cennego sojusznika w walce z „sekularyzacją i islamizacją”. Animozje między polskim Kościołem katolickim i Rosyjską Cerkwią Prawosławną były przeszkodą dla przypieczętowania tego sojuszu. Spotkanie hierarchów obu kościołów należy zatem rozpatrywać w kontekście konsolidacji obozu konserwatystów społecznych. Można sądzić, że ostatnie oświadczenie rosyjskiego MSZ również wpisuje się w logikę owej „krucjaty”.

Wydarzenia ostatnich dni wskazują na to, że światopoglądem dominującym obecnych elit władzy Federacji Rosyjskiej jest swoisty wariant konserwatywnego liberalizmu (synteza wolnorynkowego kapitalizmu z doktryną silnego państwa i tradycjonalizmem w sferze wartości). Postacią emblematyczną dla tego nurtu światopoglądowego pozostaje w Rosji Piotr Arkadiewicz Stołypin – przewodniczący Rady Ministrów Imperium Rosyjskiego w latach 1906-1911. Polityk ten łączył apologię własności prywatnej i wzrostu gospodarczego (oznaczającego jednocześnie ubożenie rosyjskiego chłopstwa, które musiało przynieść próba rozbicia tradycyjnej wspólnoty agrarnej) z reakcjonizmem społecznym, prześladowaniami opozycjonistów oraz wzmacnianiem aparatu represyjnego. Rosyjski premier, zamordowany przez socjalrewolucyjnego bojownika w Kijowie, stał się męczennikiem rosyjskich środowisk konserwatywno-liberalnych i ikoną rosyjskiego autorytarnego kapitalizmu. Dziś idee Piotra Stołypina cieszą się w Rosji rosnącą popularnością, czego dowodem może być jego drugie miejsce w ogólnonarodowym plebiscycie medialnym „Imię Rosji” (spośród wszystkich rosyjskich postaci historycznych w opinii uczestników ustąpił jedynie Aleksandrowi Newskiemu). Prominentnym propagatorem idei stołypinowskich był kontrowersyjny pisarz i filozof Aleksandr Sołżenicyn, dziś dorobek premiera gloryfikuje reżyser Nikita Michałkow. Z rodzącym się kultem stołypinowskiego reakcyjnego autorytaryzmu koresponduje rehabilitacja przywódców Białej Gwardii (przede wszystkim Aleksandra Kołczaka i Antona Denikina, do ostatniej kropli krwi broniących interesów anglosaskich na obszarze Rosji).

Jeśli rosyjskie elity polityczne zdecydują się podążać szlakiem ideologicznym wyznaczonym przez Piotra Stołypina, opowiadając się po stronie globalnego kapitalizmu, forsownej westernizacji, ideologicznego konserwatyzmu i fundamentalistycznego chrześcijaństwa nie tylko utracą ogromny kapitał sympatii w państwach azjatyckich i afrykańskich, ale także mogą wywołać eksplozję animozji, ksenofobii i nietolerancji, a w rezultacie konflikty etniczne i wyznaniowe na obszarze postradzieckim. Pogłębią też katastrofalną przepaść między elitą finansową a pozostałą częścią społeczeństwa, co może zaowocować niepokojami na tle ekonomicznym. Odwoływanie się do ideologii schyłkowego rosyjskiego samodzierżawia i charakterystycznego dlań sojuszu „knuta, ołtarza i giełdy” musi doprowadzić do wyłonienia się społeczeństwa neofeudalnego, swoistej oligarchii sprawowanej pospołu przez wielką finansjerę i resorty siłowe. Rosja neo-stołypinowska byłaby zarządzana niczym wielka megakorporacja posiadająca gigantyczne terytorium i potężną armię. Konserwatywne wartości i aparat cerkiewny spełniałyby w niej rolę regulatorów nastrojów społecznych, chroniąc wraz z aparatem represji interesy kapitału.

Należy pamiętać, że proces formowania się tożsamości rosyjskiej nadal trwa i bardzo trudno przewidzieć, w którą stronę będzie zmierzać w przyszłości. Neo-stołypinowska synteza liberalizmu ekonomicznego z reakcjonizmem w sferze wartości, będąca swoistą mutacją anglosaskiej doktryny Margaret Thatcher i Ronalda Reagana, wydaje się jednak drogą donikąd.

Czytany 6150 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04