poniedziałek, 16 styczeń 2012 06:52

Przemysław Benken: Talibowie - egzotyczny przeciwnik NATO

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

talibgeopolityka  Przemysław Benken

We wrześniu 2011 r. minęła dziesiąta rocznica interwencji NATO w Afganistanie. Nie wydaje się jednak, by Amerykanie i ich sojusznicy byli bliżej ostatecznego zwycięstwa niż w roku 2001. Wypada zatem przy tej okazji przyjrzeć się bliżej ich przeciwnikom, którzy skutecznie opierają się USA w najdłuższym konflikcie zbrojnym XXI wieku.

W roku 1989, po trwającej 10 lat interwencji zbrojnej, wojsk ZSRR wycofały się z Afganistanu. Nie oznaczało to jednakże, iż zakończył się okres chaosu i zaciętych walk. Gdy zabrakło głównego przeciwnika, jakim długo był Związek Radziecki, walczący z nim mudżahedini doprowadzili w stosunkowo krótkim czasie do rozpadu Afganistanu na małe „państewka”, zarządzane przez miejscowych przywódców plemiennych, bądź też weteranów świeżo zakończonej wojny z ZSRR oraz wspieranym przezeń komunistycznym rządem. Do 1992 roku trwał końcowy demontaż sowieckich pozostałości w postaci resztek rezydującej w Kabulu Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu. Jednakże gdy już się to dokonało – lokalni watażkowie i poszczególne wspólnoty plemienne rozpoczęły zażartą wojnę domową o dominację w kraju lub na poszczególnych obszarach. Konflikt był krwawy oraz przyczynił się do dalszego spadku poziomu życia ludności, a także szerzenia się bezprawia. Porozumienia w Peszewarze z roku 1992 mówiły wprawdzie o powstaniu Islamskiego Państwa Afganistanu, lecz dokonany w ich ramach podział władzy pozostał martwą literą.

Geneza ruchu Talibów i jego organizacja

Sytuacja owa wytworzyła korzystne warunki dla powstania w roku 1994 ruchu Talibów. Byli oni wówczas specyficzną grupą mudżahedinów, a ich nazwa wskazywała na to, iż nie są kolejną partią polityczną, chciwą władzy, lecz dążą do oczyszczenia społeczeństwa, którego kondycja przedstawiała się źle. Wywodzili się oni spośród wychowanków szkół koranicznych (tzw. medres), a w ich poglądach czołową rolę odgrywał fundamentalizm islamski w duchu sunnickim. Większość była Pasztunami, stanowiącymi najliczniejszą grupę etniczną w Afganistanie. Talibowie dysponowali bezpiecznymi „sanktuariami”, ulokowanymi na trudno dostępnym ze względu na warunki terenowe pograniczu pakistańsko-afgańskim, które było w praktyce ziemią niczyją. Z Pakistanu (a mówiąc dokładniej – tamtejszych licznych medres) czerpali odpowiednio przygotowane propagandowo zasoby ludzie, gdyż w czasie sowieckiej interwencji granicę przekroczyło aż 2 800 000 afgańskich uchodźców. Talibowie byli także, na początku swej działalności, finansowani przez pakistańskie służby bezpieczeństwa, które traktowały ich jako narzędzie do mieszania się w sprawy skłóconego Afganistanu. Pierwszą „grupę inicjatywną” stanowiła medresa z Kandaharu, licząca trzydziestu uczniów, skupionych wokół mułły Omara (bohatera wojny z ZSRR, który stracił w niej jedno oko). W późniejszym okresie mułła Omar stał się przywódcą całego ruchu, a opisy jego dokonań w pierwszym okresie aktywności Talibów w Afganistanie są już legendarne. Talibowie wykorzystali rozczarowanie ludności postkomunistyczną rzeczywistością w kraju, a do tego ich dobra organizacja, wysokie morale (wynikające z silnych pobudek religijnych) oraz poparcie uciskanych miejscowych, miało zapewnić sukces. Korzystali oni również z tego, że w latach osiemdziesiątych mułłowie ogłosili dżihad przeciwko komunistom i wspierającym ich żołnierzom ZSRR, argumentując to potrzebą walki z „bezbożnikami”. Talibowie przejęli ten schemat, zmieniając podmiot dżihadu, którym stali się dokonujący licznych morderstw, rozbojów i gwałtów mudżahedini. Przeciwko tym ostatnim knuły także mafie przemytników oraz handlarzy z Pakistanu, ponoszące duże straty finansowe na skutek konieczności opłacania różnych grup mudżahedinów, które blokowały wszystkie szlaki komunikacyjne w kraju. Grunt pod przejęcie władzy przez Talibów był zatem dobrze przygotowany.

Ideologia zwolenników mułły Omara opiera się na połączeniu rygorystycznej interpretacji prawa szariatu (w roku 2001 ogłoszono powstanie Islamskiej Republiki Afganistanu) z pasztuńskim kodeksem plemiennym. Silne są także idee o charakterze antysemickim i panislamizm (wiążący się z silnym antyamerykanizmem), co znalazło odzwierciedlenie w porozumieniu się Talibów z Osamą Ben Ladenem. Udzielili mu oni schronienia oraz wsparli terrorystyczne działania Al-Kaidy. Prezentowana przez nich doktryna ma bezkompromisowy charakter. Jak zauważył A. Rashid: „Talibowie nawet islamskim dziennikarzom nie pozwalają na krytykę edyktów oraz dyskusje na temat interpretacji Koranu”. W kontrolowanej przez nich dużej części Afganistanu kobietom zabroniono pracować i nakazano nosić burki (w wersji afgańskiej zakrywają one całe ciało) oraz usunięto ze szkół. Zabroniono im także pokazywać się na ulicach Kabulu, a okna ich domów zakryto ciemnym materiałem, aby nie było widać wnętrza z ulicy. Mężczyźni musieli zapuścić krótkie brody, na podobieństwo proroka Mahometa, i nosić turban. Zakazano także korzystania z elementów nowoczesnej technologii, takich jak telewizja i Internet oraz wielu innych form aktywności, których nie zabraniał Koran (np. sport). Szkolnictwo ograniczono zaś do medres, likwidując świeckie placówki, gdyż większość nauczycieli stanowiły kobiety.

Talibowie dążyli do zanegowania struktur klanowych Afganistanu, starając się wprowadzić pewien uniwersalizm w całym kraju, budowany na podstawie ich surowych zasad religijnych. Zamierzali oni w ten sposób ugruntować swą supremację. Wprawdzie przywrócili porządek w Afganistanie, o czym niżej, lecz narzucili też zamieszkującej go ludności swój system wartości. Warto wszakże zauważyć, iż – jak już wspomniano – poparcia udzielili im najliczniejsi Pasztuni, z których właśnie wywodziła się większość Talibów. Z tego powodu zachodni obserwatorzy z jednej strony dostrzegają działania Talibów, mające na celu wydatne zmniejszenie roli struktur plemiennych, lecz widzą także w zwolennikach mułły Omara pusztuńskich nacjonalistów.

Na zakończenie niniejszego wątku warto dodać, iż chociaż Talibowie starają się w społeczności muzułmańskiej uchodzić za „czystych wojowników Boga”, to Afganistan w okresie ich rządów był największym producentem narkotyków na całym świecie. Wprawdzie handel nimi, prowadzony już przez mudżahedinów, został początkowo oficjalnie zakazany, to po interwencji wojsk NATO szybko stał się głównym źródłem finansowania ruchu. Talibowie obłożyli nawet ten proceder bardzo wysokim podatkiem, wynoszącym 20% zamiast zwyczajowego 2,5%, a mułła Omar doszedł do wniosku, że ich zażywanie przyczynia się do śmierci wielu wrogów islamu zatem handel nimi jest podwójnie pożyteczny. Widać to było w silnie postępującym od 2002 roku wzroście obszarów wydzielonych pod uprawę maku. Jest to przykład pewnej hipokryzji w postępowaniu Talibów. Ponadto ciągły wzrost liczebności członków ruchu wpłynął prawdopodobnie na obniżenie się ich poziomu moralnego, co wykorzystało NATO. Ujawniono, iż amerykańskie samoloty bezzałogowe Predator nagrały w południowym Afganistanie materiały, świadczące o tym, że bardzo wielu Talibów miało w zwyczaju oddawać się praktykom homoseksualnym i zoofilii.

Talibowie nie wypracowali doktryny politycznej, która znacząco wychodziłaby poza idee funkcjonowania fundamentalistycznego państwa islamskiego w wersji sannickiej. Afganistan był zresztą zbyt niedojrzałym państwem, a właściwie zlepkiem plemion, by mogło się to stać możliwe. W przededniu 11 września 2001 roku około 90% „Talibów” nie pochodziło już z medres, lecz wywodziło się spośród prowincji, które wpadły w ich ręce bez jednego strzału. Ludzie ci, często niepiśmienni, przejęli po prostu w sposób dosyć uproszczony ideologię silniejszego, chcąc zachować swe wpływy. Paradoksalnie, dopiero inwazji wojsk NATO dała Talibom możliwość odwołania się do jednego z nielicznych paradygmatów, znanych dla ogółu populacji: obrony ziemi przed najazdem obcych. W wieloetnicznym, wyżynno-górskim kraju, w którym nie produkuje się nic poza płodami rolnymi i narkotykami na eksport, ludzie często działają w imię zasady „zabić lub zostać zabitym”, gdyż wynika to z ich uwarunkowań kulturowych. Talibowie, poza pierwszym okresem, kiedy to przejmowali stopniowo władzę w kolejnych rejonach kraju, zdobywając poparcie zmęczonej wojną domową populacji, nie zdołali sobie zaskarbić „rządu dusz”. Częściowo wynikało to z pasztuńskich korzeni ruchu, lecz bardziej było skutkiem bezlitosnego wymuszania na kontrolowanych przez siebie terenach zasad religijnych. Jak pisał S. Tanner: „Talibowie dla większości Afgańczyków nie różnili się od najeźdźców. Błędem byłoby sądzić, że niezwykle rygorystyczny reżym mułłów odpowiadał im bardziej niż jakiemukolwiek innemu narodowi. Ten fundamentalistyczny ruch pasztuński, zrodzony na prowincji, popierała swego czasu większość mieszkańców Afganistanu, bo widzieli w nim ratunek przed kompletną anarchią. Już w 2001 roku jednak obalenie rządów fanatyków mułły Omara cieszyło mieszkańców miast i 60% ludności pochodzenia niepasztuńskiego”.

System państwowy Talibów był scentralizowany. Kabul oficjalnie pozostawał stolicą, aczkolwiek mułła Omar sprawował rządy ze swego Kandaharu, wydając edykty, adresowane do poszczególnych prowincji. Wypada nadmienić, że kłóciło się z zasadami tradycyjnego islamskiego zarządzania, według których ogłaszano politykę rządu, pozostawiając gubernatorom pewną autonomię w sposobie jej realizacji. W przypadku Afganistanu polecenia musiały być wykonywane szybko oraz dosłownie. Nowoczesne środki komunikacji (telefon) umożliwiły temu archaicznemu, feudalnemu tworowi państwowemu utrzymanie stosunkowo dużej żywotności, jak również wewnętrznej spójności. Trwało to praktycznie aż do momentu zniszczenia sieci komunikacyjnych przez siły NATO.

Talibowie a Al-Kaida

Niezwykle ważną kwestią okazał się związek Talibów z Al-Kaidą, gdyż była to główna przyczyny interwencji państw Sojuszu Północnoatlantyckiego w Afganistanie po zamachach z 11 września 2001 roku. Al-Kaida jest sunnicką organizacją religijną, wyznającą radykalną ideologię dżihadu (przejawia się to m.in. stosowaniem zamachów terrorystycznych), powstałą między rokiem 1988 a 1989. Początkowo stawiała sobie ona za cel przeciwstawienie się radzieckiej interwencji w Afganistanie, lecz gdy wojna wkrótce się zakończyła, ugrupowanie zaczęło z kolei zwalczać wpływy USA i Izraela w państwach arabskich. Wpływy te (ekonomiczne, polityczne i moralne), zdaniem liderów Al-Kaidy, miały bardzo negatywnie oddziaływać na rozwój owych krajów. Al-Kaida jest organizację specyficzną, którą określa się mianem niezwykle scentralizowanej pod względem decyzyjnym, lecz także mocno zdecentralizowanej w procesie wykonywania zaplanowanych przedsięwzięć. Grupa Ben Ladena ma generalnie rzecz biorąc charakter ponadpaństwowy i funkcjonuje na poziomie globalnym. Wielu jej członków prowadzi normalny tryb życia w krajach swego zamieszkania, będąc w każdej chwili gotowymi na wykonanie postawionego im zadania, często mającego charakter misji samobójczej. Źródła finansowania organizacji pozostają nadal niejasne ze względu na ich dywersyfikację (nierzadko za przykrywkę służą legalne firmy z wielu branż czy też muzułmańskie organizacja dobroczynne). Z tego też powodu, podobnie jak dzięki decentralizacji na niższych szczeblach, Al-Kaida posiada ogromne zdolności regeneracyjne i jest niemal niemożliwa do całkowitego rozpracowania i rozbicia. Sir Ian Blair po zamachach w londyńskim metrze w 2005 roku stwierdził: „Al-Kaida nie jest organizacją. Al-Kaida jest raczej sposobem działania […] z pewnością ma ona możliwości zapewnienie szkolenia terrorystom”. Według jednego z dokumentów organizacji, jej cele składały się na 5-stopniowy proces, którego elementy można było zaobserwować, analizując działania w Afganistanie: 1) sprowokowanie USA do zaatakowania kraju muzułmańskiego, 2) wspieranie obrony zaatakowanego kraju, 3) eskalacja wojny na kraje sąsiednie (w tym wypadku Pakistan) i stosowanie wobec Ameryki dokuczliwej strategii wyczerpania, 4) zmuszenie USA oraz sprzymierzeńców do wycofania się poprzez rujnowanie ekonomii, 5) zainstalowanie w zaatakowanym kraju muzułmańskim kalifatu.

Al-Kaida, mająca swój główny punkt oparcia w Afganistanie, stała się bezcennym sojusznikiem Talibów w ich asymetrycznej walce z siłami NATO, dostarczając m.in. obfitych środków finansowych na zakupy coraz lepszego uzbrojenia na czarnym rynku oraz licznych ochotników z niemal całego świata, gotowych ginąć za ideały swej organizacji. Natomiast przed 11 września 2001 roku ugrupowanie, zdaniem Tannera, umożliwiło Talibom wyjście z międzynarodowej izolacji, w jakiej znaleźli się w wyniku swych dotychczasowych działań. Mogło się to dokonać dzięki licznym kontaktom finansowym Ben Ladena, który był wszakże pod wieloma względami różny od mułły z Kandaharu. Bogaty, dobrze wykształcony, w przeciwieństwie do wychowanego przez ojczyma i nieznającego świata poza rodzinnym miastem Omara, Osama rozpoczął „urabianie” przywódcy Talibów, wielce wychwalając jego pobożność i nazywając go „wybrańcem”. Aby wzmocnić wzajemnie więzi, ożenił się z siostrą Omara oraz wydał swoją córkę za jego syna.

Jak już wspomniano, Talibowie przejmowali władzę w Afganistanie stopniowo (mułła Omar rozpoczynał swą działalność „przywracania porządku” w Kandaharze z oddziałem liczącym jedynie 50 ludzi), posuwając się wzdłuż granicy z Pakistanem w głąb kraju. W roku 2001 część prowincji na północnym wschodzie Afganistanu nadal pozostawała jednak poza kontrolą. Obszarem tym zarządzali mudżahedini pochodzenie tadżyckiego i uzbeckiego. Działania wojenne po początkowych sukcesach zwolenników mułły Omara w roku 1994 toczyły się ze zmiennym szczęściem. W 1996 roku zostały rozstrzygnięte na korzyść Talibów dzięki wsparciu z Pakistanu – 27 września zdobyto Kabul. Pod wpływem tych niepowodzeń mudżahedini utworzyli Sojusz Północny. Była to organizacja niezbyt silna militarnie i wewnętrznie podzielona, która została poważnie osłabiona 9 września 2001, kiedy Talibowie zamordowali dowódcę jej wojsk Ahmada Szaha Masuda. Sojusz Północny istniał wyłącznie dzięki jednoczącym jego członków niebezpieczeństwie ze strony oddziałów mułły Omara oraz pasztuńskiego nacjonalizmu.

Wojna z NATO

Sytuacja zmieniła się po 11 września 2001 roku, kiedy 7 października 2001 roku siły amerykańskie przystąpiły do interwencji w Afganistanie, rozpoczynając kampanię lotniczą. Wsparto również Sojusz Północny pieniędzmi, sprzętem oraz żołnierzami sił specjalnych, którzy naprowadzając samoloty na punkty obrony Talibów (początkowo bombardowania koncentrowały się przede wszystkim na ich zapleczu) doprowadziły w ciągu kilku tygodni do przełamania linii oddziałów mułły Omara. Talibowie, a także wspierający ich członkowie Al-Kaidy, zmuszeni zostali do szybkiego odwrotu na pogranicze z Pakistanem, zaś kierownictwo znalazło miejsce schronienia na terytorium wschodniego sąsiada. Ich supremacja w Afganistanie została poderwana, podobnie jak struktury władzy, ciążące dużej części mieszkańców kraju. Nie oznaczało to wszakże końca aktywności Talibów i Al-Kaidy. Chociaż wydawało się, że błyskotliwa kampania powietrzno-lądowa okazała się sukcesem Amerykanów i Sojuszu Północnego, którego przedstawiciele utworzyli rząd z Hamidem Karzajem na czele (objął fotel prezydenta), to zwycięstwo to było zaczątkiem impasu, trwającego w zasadzie do dnia dzisiejszego.

Talibowie, wykorzystując znakomitą znajomość terenu na kontrolowanych przez siebie terytoriów, byli w stanie przetrwać nacisk wojsk amerykańskich oraz NATO, koncentrując swe siły (około 5 000 bojowników) w górzystych obszarach na wschodzie kraju. Utworzono tam wiele baz, z których kilka największych skupiało po około 200 bojowników. W połowie 2002 roku rozpoczęto także rekrutację nowych partyzantów wśród Pasztunów oraz uchodźców w Pakistanie, a Al-Kaida wsparła obalony reżym strumieniem ochotników oraz pieniędzy. Dzięki temu Talibowie mogli prowadzić działania o charakterze partyzanckim przeciwko siłom interwencyjnym praktycznie na obszarze całego Afganistanu – dla ich koordynacji mułła Omar utworzył dziesięcioosobowe grono z sobą na czele oraz podzielił kraj na 5 stref wojennych. Ogłoszono również dżihad przeciwko rządowi, sterowanemu przez Amerykanów, co dla prostych i religijnych Afgańczyków miało duże znaczenie.

Mała ilość dróg, w połączeniu z trudnym ukształtowaniem terenu, uniemożliwiającym poruszanie się pojazdom poza ich siecią, pozwalała bojownikom na urządzanie licznych i skutecznych zasadzek na odizolowane bazy, patrole oraz konwoje zaopatrzeniowe NATO, nierzadko zadając im dotkliwe straty. Akcje te przeprowadzano dobrze wypróbowaną podczas wojny z ZSRR taktyką typu „uderz i uciekaj”. Jednakże stosowane przez bojowników stare miny radzieckiej produkcji, pamiętające poprzednią wojnę, oraz przestarzałe granatniki wkrótce okazały się nieskuteczne w konfrontacji z nowoczesnym amerykańskim sprzętem pancernym, ochraniającym konwoje. Talibowie nazywali czołgi, a także bojowe wozy piechoty „potworami”, bądź „bestiami”, co dobitnie świadczyło i ich bezradności w konfrontacji z nimi. Bardzo słaba jakość materiałów wojennych, użytych przez zwolenników mułły Omara w początkowym etapie konfliktu, przejawiała się także w tym, że jeszcze w roku 2004 nie udawało się „z przyczyn technicznych” 60-70% samobójczych zamachów bombowych, gdy tymczasem już rok później „niewypały” stanowiły jedynie 10-15%. Niemniej od 2005 roku Talibowie zaczęli wykorzystywać szerzej nowoczesne uzbrojenie oraz środki komunikacji, zastępując m.in. telefony satelitarne radiostacjami (komercyjnymi). Sprzęt kupowany był dzięki środkom ze sprzedaży narkotyków, a wprowadzano go do linii w celu zwiększenia strat, zadawanych siłom NATO.

Talibowie dzielili swe siły na oddziały, liczące po 50 ludzi, które napadały na wyznaczone im obiekty, po czym w czasie odwrotu rozpraszały się na mniejsze grupki, liczące po 5-10 ludzi. Warto jednak zauważyć, iż Al-Kaida, działająca na wschodniej flance Talibów, miała strategię bardziej agresywną, koncentrując się na Amerykanach i atakując ich w każdym dostępnym miejscu. Bojownicy mułły Omara, dzięki świetnej znajomości terenu, potrafili się bardzo szybko koncentrować w danym miejscu oraz równie szybko rozproszyć (w miarę potrzeby). Cierpieli jednakże na brak transportu powietrznego i byli mniej mobilni od Amerykanów, gdyż musieli na ogół poruszać się pieszo w trudnym krajobrazie Afganistanu. Największym niebezpieczeństwem dla Talibów było wrogie lotnictwo, przed którym stosowano rozproszenie się i ucieczkę lub schronienie się w grotach, bądź jaskiniach, jeśli była taka możliwość. W przypadku, gdy bojownicy zostali osaczeni przez wroga bez możliwości odwrotu, podejmowali z nim walkę, prowadząc falowe natarcia aż do przebicia się przez nieprzyjacielskie linie lub zniszczenia atakujących. W tym ostatnim wypadku zdolności taktyczne Talibów nie odgrywały dużej roli. Większość z nich przechodziła jedynie podstawowe szkolenie, dlatego też główne znaczenie w szeregach zwolenników mułły Omara przykładano do podtrzymywania w szeregach niezwykle wysokiego morale. Jednostki USA odczuły to m.in. po 2005 roku, kiedy to Talibowie, zmuszeni przez nich do nawiązania kontaktu bojowego w niekorzystnych okolicznościach, podejmowali walkę zamiast wycofać się, jak mieli to dotąd w zwyczaju.

Wiele baz wojsk amerykańskich i NATO (zwłaszcza lotnisk oraz lądowisk)  musiała zostać ulokowana w dawnych posterunkach radzieckich. Talibowie mogli więc łatwo nękać je częstymi ostrzałami moździerzowymi lub rakietowymi, które mocno działały na morale przeciwnika. Dodatkowo bojownicy zmodyfikowali posiadane przez siebie moździerze, aby maksymalnie zwiększyć ich zasięg. Specyfika geograficzna Afganistanu zmuszała zatem wojska amerykańskie do stałego patrolowania terenu wokół baz oraz okolicznych wiosek, jeśli chciano utrzymywać w nich wpływy rządu. Umożliwiało to bojownikom szczegółowe planowanie zasadzek oraz podejmowanie ataków nocnych lub błyskawicznych uderzeń w dzień, po których można było się rozproszyć albo wycofać do górskich kryjówek – zanim nieprzyjaciel będzie mógł ściągnąć wsparcie lotnicze, bądź zareagować w jakikolwiek inny sposób. Do perfekcji wykorzystano także stosowanie bezustannie ulepszanych min oraz bomb, a zwłaszcza zdalnie odpalanych ładunków wybuchowych, które zadawały duże straty kolumnom zaopatrzeniowym i patrolom, poruszającym się wyłącznie na wytyczonych szlakach, a do tego dysponujących początkowo lekkim sprzętem. Do dzisiaj EODs są największym zagrożeniem dla wojsk amerykańskich.

Talibowie starali się pozyskać ludność cywilną, próbując wykorzystywać animozje między społecznościami lokalnymi, przekupując je, ażeby włączyć następnie w swe szeregi, bądź też zastraszając. Starano się także, stosując wojnę propagandową, przedstawić Amerykanów oraz wojska NATO jako kolejnych najeźdźców i zabijano każdego, kto wykorzystywał jakikolwiek przedmiot domowego użytku, otrzymany w podarunku od żołnierzy Sojuszu Północnoatlantyckiego (były one oznakowane). Dokonywano licznych zamachów (w tym m.in. krwawych i skutecznych samobójczych zamachów bombowych) na urzędników reżymu, policjantów i żołnierzy (atakowano zwłaszcza posterunki policji i koszary oraz punkty rekrutacyjne). Wojska NATO nie potrafiły zapewnić skutecznej ochrony ludności cywilnej, której wioski nocami przechodziły we władanie bezlitosnych Talibów. Biorąc pod uwagę sympatię do nich części Afgańczyków oraz straszliwy terror wobec opornych, przy niskim poziomie bezpieczeństwa, ludność nie poparła masowo sił NATO ani nowego rządu. Zwolennicy mułły Omara wykonywali zatem kolejne fazy planu, mającego przywrócić ich władzę w Afganistanie: (1) infiltrację, (2) podkopywanie pozycji rządu i Amerykanów oraz (3) ostateczną ofensywę na miasta.

Termin ostatecznej ofensywy i zmiecenia rządu oraz zmuszenia obcych wojsk do opuszczenia Afganistanu pozostaje niewiadomą. Przywódcy bojowników przygotowują się doń z wielką pieczołowitością każdego dnia, starając się zwiększyć swe wpływy wśród ludności cywilnej i uważając, że czas działa na ich korzyść. Chociaż zmuszeni do defensywy w początkowych okresie konfliktu, usadowili się mocno na pograniczu afgańsko-pakistańskim, które przeszło de facto pod ich wyłączną kontrolę. Założono tam stosunkowo bezpieczne sanktuaria oraz utworzono szlaki zaopatrzeniowe. Sprzyjało temu postępujące osłabienie się państwa pakistańskiego jak również sympatyzowanie części służb specjalnych z Talibami, o czym może np. świadczyć, iż Ben Ladena zabito w pakistańskiej miejscowości niedaleko posterunku wojskowego, gdzie Amerykanie obserwowali go przez 10 miesięcy bez wiedzy miejscowych. Może to dziwić, biorąc pod uwagę, że pakistańskie służby specjalne mają bardzo dobrą renomę. Jednakże góry i postawa Pakistanu pozwalają dotąd Talibom przetrwać każdą ofensywę NATO, po czym wzmocnić i odbudować swe siły. Okres zimowy jest czasem przerwania działąń wojennych. Wówczas to bojownicy leczą rany i przygotowują się do kampanii wiosennej, próbując przejąć w niej inicjatywę.

Artykuł ukazał się w nr 21 (3/2011) pisma społeczno-politycznego mysl.pl_03_2011

Czytany 7003 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04