środa, 16 grudzień 2015 07:25

Positine.org: Konserwatyzm po obiedzie…

Oceń ten artykuł
(7 głosów)

Ostatnio obserwujemy na świecie przybierającą na sile tendencję do stopniowego zwrotu w prawo. Lewicowa, socjalistyczna idea odchodzi na peryferie. W gruncie rzeczy siły lewicowe nie mają niczego do zaproponowania swoim wyborcom. Po krachu ZSRR światowa lewica starała się jakoś odnaleźć swoją tożsamość w sytuacji, gdy Moskwa, która wcześniej była jej ideologicznym i politycznym patronem, zbankrutowała i została osadzona na szlaku żeglownym polityki Zachodu.

Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że intelektualiści europejscy usiłowali wyznaczyć własny dyskurs lewicowy, nie oglądając się na Moskwę. Najbardziej znaną jego podstawą teoretyczną jest ruch eurokomunistyczny. Tego kursu trzymały się wszystkie wiodące komunistyczne i socjalistyczne partie i siły Europy. Po klęsce radzieckiego czerwonego projektu partie te przeorientowały się w platformę socjaldemokratyczną.

Zasadnicze tezy eurokomunizmu można sformułować następująco:

• radziecki model przeobrażeń socjalistycznych nie jest uniwersalny; partie komunistyczne powinny w swej działalności uwzględniać specyficzne cechy swoich krajów;

• konieczne jest zjednoczenie wszystkich sił postępowych (robotników, chłopów, inteligencji, studentów, kobiet, duchowieństwa, przedstawicieli klas średnich) w imię demokratycznej i socjalistycznej odnowy społeczeństwa, by odizolować grupy reakcyjne i przeciwstawić się „niezdolności kapitalizmu do zaspokojenia wspólnych potrzeb rozwoju społecznego” (z oświadczenia włoskiej i hiszpańskiej partii komunistycznej, Livorno, lipiec 1975 r.).

• partie komunistyczne powinny zdemokratyzować swoje struktury i wprowadzić dyskurs wewnątrzpartyjny. Należy uwzględniać wpływ zmienionych stosunków ekonomicznych na strukturę klasową (zmniejszenie liczebności klasy robotniczej, pojawienie się nowych grup), by nie stracić swojego statusu i poparcia wyborców.

Mity lewicowej Grecji

W krajach Europy i Ameryki Łacińskiej istnieje szeroka paleta partii komunistycznych, robotniczych i trockistowskich. Ugrupowanie te, że jeśli już odnosiły sukcesy, to tylko krótkotrwałe. Działo się to z reguły u szczytu rozczarowania ludzi wcześniejszym kursem, na fali kryzysu zaufania, kiedy już „nikomu się nie wierzy”.

Jaskrawym tego przykładem jest zwycięstwo lewicowo-radykalnego bloku Syriza w Grecji, jednoczącego w swoich szeregach lewicowych radykałów wszystkich maści, anarchistów i syndykalistów. Karuzela rządowa, kryzys społeczno-gospodarczy, w którym pogrążyła się Hellada, wyniosły na polityczną scenę nieprzejednanych ortodoksów, którzy ogłosili swoje twarde stanowisko w rozmowach z Unią Europejską i kredytodawcami. Nacjonalizacja, niespłacanie długów, wstrzymanie cięć w programach socjalnych, pensjach i emeryturach – oto, co deklarował ich lider Aleksis Tsipras. Przeciąganie liny między Brukselą i Atenami nie trwało długo. Syriza w końcu zgodziła się na neoliberalne zmiany: na zakrojoną na wielką skalę reformę całego systemu emerytalnego, prywatyzację, masowe zamykanie przedsiębiorstw i zwolnienia pracowników. Mimo zwycięstwa w referendum, w którym Grecy opowiedzieli się za wstrzymaniem rozmów z eurobiurokratami, przerwaniem spłaty długów, nacjonalizacją systemu bankowego i za powrotem do waluty narodowej, A. Tsipras ugiął się.

W gruncie rzeczy jest to ostatni głośny sukces lewicowych radykałów na arenie europejskiej. Czy w najbliższej przyszłości zdarzy się coś podobnego? Wątpliwe…

„I Boliwar dwóm nie da rady”

Na tle zdrady greckich lewicowych radykałów klęska rządzącej Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Wenezueli w wyborach parlamentarnych z 6 grudnia nie wyglądała na sensację. Zwycięstwo odniósł opozycyjny prawicowy blok, „Okrągły Stół Jedności Demokratycznej”, który zdobył 99 ze 167 miejsc w jednoizbowym parlamencie. Zwolennicy prezydenta Nicolasa Madury uzyskali 46 mandatów.

Po raz pierwszy – od czasu zdobycia władzy przez nieżyjącego już Hugo Chaveza – socjaliści stracili większość w parlamencie. W sumie klęska ta była do przewidzenia. Po śmierci H. Chaveza, którego charyzma pozwoliła na promowanie lewicowców, los jego spuścizny był przesądzony. Ogromny kryzys gospodarczy, spadek cen ropy naftowej (podstawowe źródło dochodu Wenezueli), totalna korupcja i niekompetentny gabinet rady ministrów spowodowały koniec „chavizmu”. Samą tylko retoryką i płomiennymi przemówieniami nie da się nakarmić ludności ani zlikwidować rozwarstwienia społecznego. Tymczasem to właśnie równość i dobrobyt społeczno-gospodarczy stanowią główną tezę lewicy.

W rezultacie, jakkolwiek smutno by to nie brzmiało, „Rewolucja Boliwariańska” załamała się z powodu niskiej ceny ropy. Jakież to banalne. Kiedy ideologię buduje się na priorytecie rozkwitu gospodarczego, wcześniej czy później stanie się ona jego zakładniczką, a także zakładniczką niepohamowanych apetytów człowieka, który domaga się coraz więcej dóbr. W ten sposób żołądek bierze górę nad rozsądkiem.

Argentyna: futbol i polityka

Ameryka Południowa, uważana za twierdzę lewicowego populizmu i antyamerykanizmu, zwraca się na prawo nie tylko w Wenezueli. Blisko trzy tygodnie temu prezydencki wyścig wygrał z niewielką przewagą przedstawiciel prawicowej opozycji Mauricio Macri, który zdobył 51,44% głosów wyborców. Wygrał z następcą Kristiny Kirchner, która była znana ze swojej lewicowej orientacji i antyizraelskiej retoryki. K. Kirchner kontynuowała kurs swojego męża Nestora, poprzedniego prezydenta Argentyny. Wybrano M. Macriego – syna jednego z najbogatszych przedsiębiorców w kraju, będącego także poważnym biznesmenem. Polityk ten był prezesem jednego z najpopularniejszych klubów piłkarskich Ameryki Łacińskiej – Atletico Boca Juniors. Poparcia udzielają mu USA i wpływowy kapitał izraelski, z którym walczyła K. Kirchner. W świecie, w którym o wielu sprawach decydują pieniądze, pieniądze (kapitał) zwyciężyły ideę.

„…gdzie każdy wyobraża sobie, że jest Napoleonem”

Wreszcie Francja – jedna z twierdz europejskich socjalistów, gdzie niedawno odbyły się wybory regionalne. Tu również ujawniły się prawicowe nastroje. W pierwszej turze zwycięstwo odniosła skrajnie prawicowa partia „Front Narodowy”, liderką której jest Marine Le Pen. Z wstępnych danych wynika, że zdobyła ona 27,2% głosów. Drugie miejsce zdobyli opozycyjni Republikanie Nicolasa Sarkozy’ego, a dopiero trzecie miejsca zajęła rządząca Partia Socjalistyczna.

Jest to całkowita klęska socjalistów i osobista prezydenta Francoisa Hollande’a. Oczywiście negatywne tło emocjonalne po niedawnym ataku na Paryż miało także na ten rezultat swój wpływ. Jednak nie tłumaczy ono kryzysu strukturalnego lewicy we Francji. Prawica i skrajna prawica, za którą uważa się także „Front Narodowy” M. Le Pen, już od dawna wypierają swoich oponentów.

Po obiedzie każdy staje się konserwatystą

Prawicowe nastroje stają się modne. Napędzają je antyimigrancka histeria w środkach masowego przekazu, islamofobia i mieszczański strach przed otwierającą się otchłanią nadchodzącego kryzysu. A to, co widzimy, to tylko pierwsze pomruki, początkowe grzmoty. Ten proces ma jednak beneficjenta – jest nim Klub Tradycjonalistów, który wszędzie na świecie wypiera Klub Liberalny, do którego należy cała lewica, a przynajmniej jest na niego zorientowana.

Klub Tradycjonalistów szykuje się do ostrego zwrotu w kierunku przeszłości. Do ustanowienia twardych burżuazyjnych porządków, powrotu, na poziomie ideowym, do sakralnego modelu państwa, sakralnego porządku, sakralnej hierarchii, teokracji, rehabilitacji symbolicznego rozumienia aktów historii; zwijania procedur wyborczych, obniżania statusu większej części społeczeństwa do statusu siudrów (w hinduizmie: najniższa warstwa społeczna – przyp. tłum.)

Tekst jest komentarzem redakcyjnym portalu Poistine.org
Tłum. Maria Rita Walczak
Źródło: http://poistine.org/posle-obeda-vsyakiy-stanovitsya-konservatorom#.VmhOuL9JHvl
Fot. femminileplurale.wordpress.com (na zdjęciu przywódczyni francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen)

Czytany 3549 razy