czwartek, 24 listopad 2011 08:58

Piotr Wołejko: Policjanci Rogu Afryki

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

policjanty 

  geopolityka  Piotr Wołejko

Somalia od dwóch dekad jest głównym źródłem niepokoju w Rogu Afryki. Po obaleniu dyktatora Mohameda Siada Barre w styczniu 1991 roku nie udało się stworzyć silnego rządu centralnego, a kraj rozdziera wojna domowa. Nieudana interwencja ONZ w latach 1992-1995 spowodowała, że na wiele lat Somalia przestała być przedmiotem zainteresowania światowej opinii publicznej. Dopiero przejęcie w 2006 roku władzy nad znaczną częścią Somalii przez Unię Trybunałów Islamskich skupiło uwagę na Mogadiszu.

Islamiści, zwani somalijskimi talibami, skutecznie przywrócili porządek na kontrolowanych przez siebie terytoriach. Wprowadzili szariat, rozbroili milicję i różne uzbrojone bandy, przepędzali watażków (warlords) rządzących poszczególnymi dzielnicami stolicy. Powstrzymywali też działalność piratów działających z somalijskiego wybrzeża. Jednocześnie islamiści nie kryli antypatii do Zachodu oraz sympatyzowali z al-Kaidą. Fakt ten przyczynił się do szybkiego pozbawienia ich władzy. Inspirowana i wspierana przez Stany Zjednoczone Etiopia zdecydowała się na zbrojną interwencję, celem obalenia rządów islamistów. Addis Abeba miała jednak i własne powody, dla których podjęła działania wojenne. Po pierwsze, islamiści popierali ideę Wielkiej Somalii, obejmującej kontrolowany przez Etiopię Ogaden (gdzie trwa nieustająca rebelia przeciwko Etiopczykom). Po drugie, Etiopia podejrzewała Erytreę o wspieranie islamistów w Somalii. Nie byłoby to niczym dziwnym, gdyż kraj ten stale wspiera wszelkie siły nastawione wrogo do Etiopii. Finansuje i zapewnia bezpieczną przystań islamistom, a oskarża się ją także o popieranie terrorystów oraz piratów porywających okręty na wodach pomiędzy Jemenem a Somalią oraz wzdłuż somalijskiego wybrzeża. Oba kraje dobrze pamiętają jednak krwawą wojnę graniczną z lat 1998-2000, więc groźba bezpośredniej konfrontacji jest niewielka.

 

Regularna armia etiopska nie miała problemów z pokonaniem sił Unii Trybunałów Islamskich. Etiopia przywróciła „władzę” somalijskiego rządu tymczasowego, który bez etiopskich bagnetów nie przetrwałby nawet dnia w Mogadiszu. Etiopczycy wycofali się z Somalii ostatecznie w styczniu 2009 roku. W tym czasie, w styczniu 2007 roku, decyzją Unii Afrykańskiej, powołano do życia AMISOM (Misję Unii Afrykańskiej w Somalii), zatwierdzoną przez Radę Bezpieczeństwa ONZ w lutym tego samego roku. Misja miała liczyć 8000 żołnierzy, jednak od początku były trudności ze skompletowaniem nawet połowy obsady. Tylko Uganda i Burundi spełniły swoje zapowiedzi o wysłaniu wojsk do Somalii. Obecnie pod komendą ugandyjskiego generała Fredericka Mugishy znajduje się około 9500 żołnierzy – ponad 5000 z Ugandy i blisko 4500 z Burundi. Siły pokojowe straciły w walkach prawie 200 żołnierzy.

W Mogadiszu, jak w całej Somalii, nadal nie jest bezpiecznie, a wojna domowa trwa w najlepsze. Dwie frakcje islamistów walczą ze sobą oraz z rządem tymczasowym, a niektóre regiony kraju, jak Puntland czy Somaliland, ogłosiły niepodległość (nieuznawaną przez społeczność międzynarodową). Po obaleniu Unii Trybunałów Islamskich rozkwitło piractwo, stając się prawdziwą plagą ważnych szlaków handlowych położonych w pobliżu Somalii. Kolejne lata przynoszą rekordowe ilości ataków pirackich, w tym także udanych (kilkadziesiąt w skali roku). Piraci mają wpływ na cenę ropy naftowej (w listopadzie 2008 roku porwali tankowiec Sirius Star z ładunkiem ropy naftowej o wartości 100 milionów dolarów) oraz ubezpieczeń frachtu. Niektórzy armatorzy zaczęli uzbrajać swoje załogi, bądź wynajmować ochronę pokładową, a prywatne firmy wojskowe zapowiadały stworzenie floty statków „ochroniarskich”. Na wodach wokół Somalii już 26 państw prowadzi bądź prowadziło operacje antypirackie, czasem zatapiając statki lub pojmując piratów. Mimo tych wysiłków, piractwo ma się dobrze.

Podobnie mają się somalijscy islamiści. Po klęsce Unii Trybunałów Islamskich dokonali przegrupowania i szybko powrócili do walki o władzę w kraju. Ich działania, w połączeniu z chronicznym problemem niedożywienia (kolejna klęska głodu w Somalii nastąpiła w tym roku), powodują exodus setek tysięcy ludzi do graniczącej z Somalią od południa Kenii. W strefie przygranicznej powstały ogromne obozy dla uchodźców, a islamiści, tym razem zwani al-Shabab, nierzadko zapuszczają się także i do nich, atakując nie tylko swoich ziomków, lecz również porywając personel zagranicznych organizacji humanitarnych. Takie działania spotkały się ze zdecydowaną odpowiedzią ze strony Kenii, która w połowie października br. wysłała swoje wojsko do Somalii. Kenijskie lotnictwo dokonało szeregu bombardowań, a kolumny pojazdów wojskowych i piechoty wkroczyły na somalijskie terytorium. Kenia na pewno zyskała pozwolenie na podjęcie takich działań ze strony Stanów Zjednoczonych, zaniepokojonych rozwojem sytuacji w Rogu Afryki. Piractwo i radykalizm islamski zagrażają bowiem zarówno regionowi, jak i interesom USA.

Dlatego też Amerykanie, oprócz wspierania swoich lokalnych sojuszników, przechodzą do aktywnych działań zbrojnych. Na południu Etiopii, w pobliżu wioski Arba Minch, rozpoczęła funkcjonowanie amerykańska baza samolotów bezzałogowych. Drony dokonują ataków na cele w Somalii i Jemenie. Etiopska baza uzupełnia sieć analogicznej infrastruktury stworzonej przez Stany Zjednoczone w regionie. Bazy bezzałogowców znajdują się również na Seszelach i w Dżibuti. Dla Waszyngtonu korzystanie z dronów stało się podstawą walki z terroryzmem islamskim. Samoloty bezzałogowe nieustannie patrolują afgańską przestrzeń powietrzną, a nierzadko zapuszczają się do Pakistanu, gdzie przeprowadzają liczne ataki wymierzone w przywództwo talibów oraz al-Kaidy.

Pomoc Etiopii i Kenii jest dla Amerykanów ważna w globalnej wojnie z islamskim terroryzmem. W najlepszym interesie obu państw jest dbanie o porządek w regionie i ugaszenie płonącego od dwóch dekad w Somalii ogniska destabilizacji. Zarówno chaos, jak i władza islamistów, są tym państwom nie na rękę. Kenia jeszcze w październiku spotkała się z odpowiedzią na interwencję wojskową ze strony al-Shabab, które przeprowadziło zamachy bombowe w stolicy kraju, Nairobi. Bez ustabilizowania Somalii Róg Afryki nie ma co liczyć na szybki rozwój gospodarczy i postęp cywilizacyjny. Stąd też Stany Zjednoczone nie muszą szczególnie zachęcać Etiopii i Kenii do odgrywania roli regionalnych policjantów.

Tekst jest Stanowiskiem Pułaskiego altz dnia 22 listopada 2011 r.

Czytany 4481 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04