piątek, 05 listopad 2010 15:22

Piotr A. Maciążek: Sikorski pod rękę z Łukaszenką?

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt Piotr A. Maciążek

2 listopada szefowie MSZ Polski i Niemiec spotkali się z prezydentem Białorusi - Aleksandrem Łukaszenką. Dla Warszawy wizyta miała priorytetowe znaczenie. Partnerstwo Wschodnie - sztandarowy projekt polskiej dyplomacji - czy zbliżająca się prezydencja naszego kraju w UE to niejedne powody, dla których Sikorski gotów był odwiedzić Mińsk.

 

Duże znaczenie dla obecnej sytuacji politycznej ma także niedawna wizyta litewskiej prezydent Dali Grybauskaite nad Świsłoczą. Spotkanie w Mińsku to kontrakcja Sikorskiego, który w Wilnie upatruje konkurenta do roli geopolitycznego pomostu łączącego wschód z zachodem. Obie wizyty w kontekście chłodnych relacjach polsko - litewskich zaczynają przeradzać się w pewną formę współzawodnictwa „wschodnioeuropejskiego” wewnątrz struktur UE. Pikanterii całej sprawie dodaje także konotacja historyczna, która stawia Polaków i Litwinów w roli wiodących narodów sukcesyjnych[1] Rzeczpospolitej obejmującej do końca XVIII wieku niemal cały obszar Europy Wschodniej.

Oczywiście szef polskiego MSZ jest świadomy, że na zbliżających się wyborach prezydenckich na Białorusi można zbić realny kapitał polityczny. Ewentualne uznanie przez Baćkę Związku Polaków pozwoliłoby „odtrąbić” sukces Sikorskiemu w kraju oraz umocnić pozycję białoruskiego prezydenta w nadchodzących wyborach, których z pewnością nie uzna Moskwa. Moim zdaniem takie rozwiązanie Łukaszenka brał pod uwagę od dłuższego czasu. Już 25 lutego podczas spotkania białoruskiego prezydenta z ministrem Sikorskim w Kijowie, było wiadomo, że polska mniejszość stanie się kartą przetargową Mińska. Słowa: „to są moi Polacy, zrobię wszystko, aby na Białorusi było im dobrze”[2] ilustrują tok rozumowania Baćki, który w zamian za przyjazne polskie gesty jest gotów łagodniej traktować naszą mniejszość nad Świsłoczą. Pewne działania w tym kierunku „ostatni dyktator Europy” już poczynił. We wrześniu wstrzymano egzekucję grzywny oraz odblokowano konta firmy Polonika należącej do byłej szefowej Związku Polaków Andżeliki Borys.[3]

Nie bez znaczenia dla Sikorskiego są także propolskie sympatie ministra Westerwellego widoczne szczególnie w kwestii jego nastawienia do Pani Steinbach. Zwolennik polityki „piastowskiej” sprytnie przekuł je na sztandarowy projekt Giedroycia i Mieroszewskiego, o którym w 1955 roku środowisko z Maisons-Laffitte pisało tak:

„Polacy muszą szukać porozumienia z Niemcami, bowiem relacje polsko - niemieckie stanowią fundament każdego nieradzieckiego układu wschodnioeuropejskiego. Jedynie porozumienie polsko - niemieckie może przywrócić równowagę polityczną w Europie Środkowej i Wschodniej i uniemożliwić Rosji wygrywanie tych dwóch narodów przeciwko sobie.”[4]

Takimi działaniami szef polskiego MSZ wyrwał więc także polityczny oręż zwolennikom polityki wschodniej lansowanej przez środowiska PiS, które bardzo często powołują się na doktrynę Giedroycia.

Moja niedawna analiza dotycząca Białorusi, która ukazała się w biuletynie Policy Papers Fundacji Amicus Europae przewidziała kierunek działań Łukaszenki. Pisałem w niej, że „można spodziewać się prób ze strony Mińska, które będą dążyć do legitymizacji władzy Łukaszenki w oczach UE i zacieśniania kontaktów z Brukselą”[5]. Ale czy zbieżność interesów unijno-rosyjskich nie zaważy także na charakterze stosunków polsko - białoruskich? W końcu 1 mld brukselskich euro rocznie w zamian za „demokratyzację” systemu Łukaszenki to niewielka zachęta dla tego autokraty. Podobnie wyglądają projekty wdrażane na Białorusi w ramach Partnerstwa Wschodniego takie jak East Invest, który wspiera docelowo unijnych przedsiębiorców inwestujących na Białorusi. Wsparcie gospodarki nad Świsłoczą jest więc pośrednie, powstaną tam nowe miejsca pracy, ale śmietankę spije Bruksela.

Doraźne interesy polsko - białoruskie wydają się zbieżne. Łukaszenka zabezpiecza się przed nadchodzącymi wyborami, w obliczu rosyjskich afrontów stara się ocieplić swój wizerunek na Zachodzie i poszerzyć własne pole manewru. Warszawie taki układ bardzo się opłaca. Stwarza on pozory wysokiej aktywności polskiej dyplomacji w Europie Wschodniej, przy odrobinie szczęścia może przynieść jej także realne korzyści (sytuacja Związku Polaków, białoruskie zaangażowanie w polityczne projekty Polski). Nasz kraj posiada także pokaźne możliwości z pozoru „tanich”, politycznych gestów, które w perspektywie nadchodzących wyborów prezydenckich mogą być dla Łukaszenki bardzo cenne. Minister Sikorski skorzystał już z pierwszego takiego wybiegu zapowiadając cofnięcie polskiego weta w sprawie wejścia Białorusi do tzw. Wymiaru Północnego Unii Europejskiej.[6]

Jest jeszcze jedna istotna kwestia - wspieranie białoruskiego dyktatora leży w polskim interesie. To on jest najlepszym gwarantem politycznego bufora oddzielającego Warszawę od Moskwy. Kierunek polskiej polityki lansowany przez Sikorskiego wydaje się logiczną konsekwencją nadwiślańskich doświadczeń ostatnich dwóch dekad. Nasze działania polityczne nie przynosiły zadawalających efektów poza sferą medialno - werbalną. Czas na pragmatyzm, także w kwestii białoruskiej.

Fot. www.president.gov.by


[1] http://politykazagraniczna.blox.pl/2010/10/Pietno-Rzeczpospolitej.html

[2] http://polonia.wp.pl/title,Lukaszenka-do-Sikorskiego-to-sa-moi-Polacy,wid,12017840,wiadomosc.html

[3]http://www.new.org.pl/2010-11-02,polska_w_rekach_lukaszenki.html

[4]Nowa Europa Wschodnia, wrzesień-październik 2010, s. 171.

[5]http://www.kwasniewskialeksander.pl/attachments/FAE_POLICY_PAPER_Perspektywy_rozwoju_stosunkow_rosyjsko_bialoruskich.pdf

[6] http://www.polskieradio.pl/9/299/Artykul/272551,Nasze-postulaty-sa-niezmienne

Czytany 5896 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 04 grudzień 2014 19:07