sobota, 19 listopad 2011 10:29

Piotr A. Maciążek: Pomiędzy Realpolitik a Quislingiem...

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

truddec  Piotr A. Maciążek

Wbrew pozorom „Realpolitik”, którą w Polsce w ostatnich czasach zwykło się nazywać „polityką realistyczną” może być rozumiana dwojako. Dla jednych będzie nią polityka Józefa Becka lub Charlesa De Gaulle’a, dla drugich regenta Miklosa Horthy’ego lub marszałka Philippe’a Petaina. Wszyscy ratowali swoje kraje – z różnymi jednak efektami.

Dyskusja jaka wywiązała się w związku z moim tekstem, za sprawą dr Mateusza Piskorskiego, zmusza mnie kolejny raz do zabrania głosu w kwestii pryncypiów polskiej polityki wschodniej.

„Jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich – ta maksyma powinna stanowić oś i istotę realistycznej polityki zagranicznej także dla Warszawy i również – a może przede wszystkim – na jej wschodnim kierunku” – pisze mój słowny adwersarz.

Fragment ten zrodził we mnie pewne przemyślenia, które, jako dygresję do dalszej części tekstu, pozwolę sobie wyłożyć. Wbrew pozorom „Realpolitik”, którą w Polsce w ostatnich czasach zwykło się nazywać „polityką realistyczną” może być rozumiana dwojako. Dla jednych będzie nią polityka Becka, który rozumiał że porozumienie z III Rzeszą otwiera Polsce drzwi ku wasalizacji, dla drugich bardziej rzeczowy będzie regent Horthy, który z Rzeszą się ułożył a skończył jako polityk internowany przez Niemców. Dla jednych „polityka realistyczna” to postawa De Gaulle’a, który w okresie największych sukcesów Hitlera gorliwie go zwalczał i utorował Francji niepodległość, dla drugich większym autorytetem będzie Petain, który przecież ratował co się da…

Geopolityka bywa bezlitosna - słuszną skądinąd postawę człowieka, który stwierdził że w życiu narodów najcenniejszą wartością jest honor, potęga przestrzeni rozliczyła bezlitośnie. Drugiego, który uratował honor Francuzów, uczyniła bohaterem narodowym. W tym kontekście „przyłączanie się do nich” może w pewnych warunkach geopolitycznych stanowić postawę quislingowców. Warszawę i Moskwę dzielą przecież niemal wszystkie pryncypia polityczne, w związku z czym nawet wariant aimperialnej Rosji skazuje nas na rodzaj konfliktu. Wspomniany przeze mnie konflikt interesów, ze względu na swój asymetryczny charakter, wymaga od Rzeczpospolitej poszukiwania sojuszników. Przykre doświadczenie wasalnej zależności, narzuconej nam w 1945 roku, zwróciło nasze oczy na Amerykę, która dzięki zimnowojennej konfrontacji utorowała wolność dla Polski. Także dziś - w momencie gwałcenia przez Rosję pozimnowojennych granic - bezpieczeństwo nasze, ze względu na niedostatek potencjału gospodarczo-militarnego, zależy od NATO.

Rozumiem motywację Borysa Jelcyna, który chciał z Europy Środkowej uczynić przyjazny region, w którym wchodzenie w sojusze wojskowe zależałoby od zgody Federacji Rosyjskiej. Jelcyn był przecież rosyjskim patriotą, który powalił komunistyczną chorobę, trawiącą jego kraj. Bardziej - jako Polak - rozumiem jednak motywację Lecha Wałęsy, który na propozycje Jelcyna nie przystał, „zaprzepaszczając” wiekopomną szansę na europejsko-rosyjską przestrzeń współpracy. To tyle odnośnie dygresji, która nasunęła mi się po wstępie dr Piskorskiego i dalszych fragmentach jego wypowiedzi, m.in. tego:

„Tekst autorstwa Piotra A. Maciążka pt. „Sikorski omamiony ideą Siergieja Karaganowa” nie ma charakteru merytorycznej polemiki ze zwolennikami koncepcji integracji eurazjatyckiej”.

Jako zwolennik integracji euroatlantyckiej starałem się uzupełnić mój niemerytoryczny wykład obnażeniem podstaw integracji euroazjatyckiej - niech jednak Czytelnicy rozsądzą mój spór z dr Piskorskim, który pisze też że:

„Minister, którego domniemane (?) związki z sojuszniczymi wywiadami anglosaskimi dają gwarancję prawidłowej euroatlantyckiej postawy, nie może być przecież nagle przedstawiany jako realizator i protagonista ciekawej skądinąd idei Karaganowa (…) Brońmy pana ministra, bo poglądy ma stałe i niezmienne, bo jest człowiekiem konsekwentnie realizującym talassokratyczną drogę polskiej polityki zagranicznej!”

Doprawdy nie rozumiem, czy stałość i niezmienność cechowała Radosława Sikorskiego w Afganistanie, gdy w towarzystwie Mudżahedinów, dozbrajanych przez potęgi morskie „dożynał”, największe imperium lądowe naszych czasów (ZSRR)? Czy może wiele lat później, gdy stał się czołowym propagatorem idei pokroju Trójkąta Kaliningradzkiego? Niezmienność i stabilność osobiście zauważam jedynie w wyborze morskiego bądź lądowego wariantu geopolitycznego, tzn. uproszczając, wyborze „Patriotów” bądź „Iskanderów”. Mam natomiast wrażenie, że dla ministra Sikorskiego dylemat ten nadal pozostaje nierozstrzygnięty, podobnie jak samookreślenie światopoglądowe.

Dr Piskorski pisze także:

„Sikorski zauważa, iż „Rosja musi się demokratyzować”. Formułuje zatem światłą wskazówkę – imperatyw dla naszego wschodniego sąsiada, ale też wyraźne ultimatum dla włodarzy Kremla. Musicie to, lub tamto, bo my sobie tego życzymy.”

Moim zdaniem imperatyw nie może być wskazówką - jest bowiem rozkazem. Natomiast dla ministra Westerwellego - swoją drogą polityka o słabej pozycji politycznej - list do którego nawiązuje dr Piskorski imperatywem z pewnością nie jest. Troskę o demokrację uzupełniają bowiem - jak już wspomniałem - konkretne działania polityczne RFN.

Misje pojednawcze kierowane przez Berlin do Tbilisi w 2008 roku, owa troska o Gruzję, najlepiej obrazuje mój zamysł - uzupełniały ją bowiem decyzje pokroju budowy nowoczesnych centrów szkoleniowych dla rosyjskiej armii przez niemieckie koncerny. Nie były to jednak ruchy konsultowane w obrębie NATO (przybudówki imperialistycznych mocarstw morskich), lecz w obrębie państw-architektów nowego systemu bezpieczeństwa europejskiego…

Czy w tym kontekście realizowanie niemieckich idei politycznych w ramach wspólnego listu, który koncentruje się - inaczej niż Partnerstwo Wschodnie - na Rosji, a nie jej dawnych posiadłościach, jest „konsekwentnie realizowaną talassokratyczną drogą polskiej polityki zagranicznej?”

Odpowiedź na to pytanie rezerwuję dla dr Piskorskiego...

Artykuł został opublikowany w ramach dyskusji portalu Geopolityka.org: Euroatlantyzm, czy euroazjatyzm...?

Czytany 7597 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04