sobota, 14 sierpień 2010 07:06

Piotr A. Maciążek: O potrzebie dyktatury (i jej krótkim żywocie)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt

Piotr A. Maciążek

Dési Bouterse 12 sierpnia został zaprzysiężony na nowego prezydenta Surinamu, byłej kolonii holenderskiej w Ameryce Południowej. Bouterse, był długoletnim dyktatorem tego kraju, mimo to wygrał wybory na najważniejsze stanowisko państwowe. Jest to wiadomość egzotyczna, ale i interesująca, ukazuje bowiem uniwersalne zjawisko charakterystyczne dla wszystkich form dyktatury na świecie.

Etap I: dyktatura „doraźna”

Narodziny dyktatury zwykle wiążą się z wewnętrznymi problemami w kraju. Tak, było w Surinamie rządzonym przez rząd premiera Hencka Arrona oskarżanego o nieefektywność i złe zarządzanie państwem (1980 rok). Pucz wojskowy dowodzony przez Dési Bouterse utorował mu drogę do nieograniczonej władzy. Oczywiście dawna kolonia holenderska to jedynie przykład, w ramach którego możemy umieścić dowolny kraj. Przyszły dyktator taki jak Dési jest najczęściej wojskowym a w przejęciu władzy widzi szansę na stopniowe przywrócenie dawnego społecznego status quo (przywrócenie jest zwykle równoznaczne z okresem jego panowania). Jest to władza uzyskana gwałtownie i sprawowana doraźnie bez spójnej ideologii. Jak pisze Francis Fukuyama „klęska hitlerowskich Niemiec pozostawiła na prawicy, jako jedyną przeciwwagę dla demokracji liberalnej, dość silne i trwałe wojskowe dyktatury o niewielkim jednak stopniu zorganizowania”. Fukuyamie chodzi oczywiście o brak spójnej, nacjonalistycznej ideologii, która stanowiłaby podporę i legitymizację władzy dyktatora (takiej jak faszyzm). Właśnie dlatego dyktatury autorytarne najczęściej nie negują zewnętrznych form demokracji zadowalając się zakulisowymi rządami niepodpartymi oficjalnym stanowiskiem państwowym. Pozory demokracji stanowią namiastkę legitymizacji i ideologii, taka nowożytna dyktatura to teatr ról i stanowisk obsadzanych przez „reżysera”. To również gra pozorów obliczona na pozyskanie zagranicznej pomocy w razie ewentualnych kłopotów gospodarczych.

Etap II: „przygotowania” do demokracji

Lata 1980-88 to okres sprawowania dyktatorskiej władzy w Surinamie przez Bouterse, który rządził krajem choć nie sprawował żadnych oficjalnych państwowych funkcji. Dési, Piłsudski, dyktatura czarnych pułkowników w Grecji, wszyscy zdobyli władzę i zaakceptowali pozory demokracji wpisując się w archetyp nowożytnego autokraty. Każdy z nich legitymował swoje rządy wprowadzeniem stanu „przygotowawczego” do demokracji, na której przyjęcie społeczeństwa nie były rzekomo gotowe. Rządzili więc na fali „sanacji” i „powrotu do zdrowego i duchowo odrodzonego systemu politycznego”. Taka forma usankcjonowania ich władzy zawsze prowadziła do erozji systemu, który nie potrafił funkcjonować w okresach kryzysu gospodarczego lub kryzysu elit rządzących. Kłopoty demokracji to przecież problemy jej kadencyjnego lidera, który podaje się zwykle do dymisji rozładowując społeczne napięcie. W przypadku dyktatury sprawa kryzysu staje się problematyczna i nawet zakulisowe sprawowanie rządów kończy się często erozją całego systemu (lub kolejnym przewrotem wojskowym). To właśnie dlatego narodziny dyktatury są u swoich początków naznaczone piętnem krótkiego choć intensywnego życia.

Etap III: „oszukać przeznaczenie”

Część autokratów próbuje jednak oszukać przeznaczenie i usankcjonować prawnie swoje rządy. Dyktatorzy stają, więc w wyborcza szranki wierząc, że umocnią swoją władzę i przywdzieją demokratyczną togę legitymizacji własnego reżimu. Z reguły takie zabiegi kończą się upadkiem dyktatury w niedalekiej politycznej przyszłości. Według tego schematu postępuje także Dési Bouterse o czym świadczą jego słowa wypowiedziane zaraz po wygranych wyborach. Apel o jedność potrzebną do „budowy kraju” to preludium do powrotu rządów autorytarnych w Surinamie. Hasło skoku cywilizacyjnego i rozwoju gospodarczego zawsze, było niesłychanie modne i stanowiło quasi legitymizację rządów dyktatorskich, które przejmują pełnię władzy na czas modernizacji kraju (stan „przygotowawczy” do demokracji). Dési Bouterse "wyciąga rękę do wszystkich Surinamczyków", bo to właśnie oni są „prawowitymi właścicielami Surinamu”. Cel tej wypowiedzi także nie pozostawia wątpliwości. Zachowanie pozorów demokracji lub jak kto woli rządów ludu (czasowo przekazanych dyktatorowi) to kanon zachowań jakie stanowią konsekwencję zamachu stanu.

Bouterse sprawował faktyczną władzę w Surinamie w latach 1980-88 i 1990-91, tym razem nie przeprowadził puczu, ale wygrał wybory. Dziś Dési spija wyborczego szampana i zapewne rozmyśla o potrzebie wprowadzenia dyktatury, która zmodernizuje jego kraj. Wielu już próbowało tym sposobem oszukać demokratyczne fatum. Duch Edypa za każdym razem sprowadzał jednak autokratów na manowce. Przeznaczenie dosięgało ich w najmniej spodziewanym momencie. Myślę, że Bouterse też podzieli ich los chociaż jeszcze o tym nie wie.


Czytany 4415 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04