sobota, 14 maj 2011 08:43

Piotr A. Maciążek: Euroarmia - Świt czy Odyseja?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

dawn  Piotr A. Maciążek

Paryż wspólnie z Londynem, deklaracją z Saint-Malo (1998 rok) powołał do życia europejskie siły zbrojne, a 2 listopada 2010 te same państwa zawarły Entente Furgale (oszczędne porozumienie), które ma szansę stać się kolejnym etapem budowy euroarmii. Delikatny flirt Sarkozego z NATO i koncentracja politycznej uwagi Baraka Obamy w rejonie Oceanu Spokojnego łagodzi kontrowersje, które kładły się do tej pory cieniem na wojskowych inicjatywach starego kontynentu.

Pułkownik był już pewny zwycięstwa - pozostała mu jeszcze rozprawa z Bengazi i pospieszne mycie ulic z krwi przemieszanej z saharyjskim piaskiem. Potem parada, na jej czele hebanowi najemnicy i kolumbijskie snajperki - Kaddafi lubi otaczać się kobietami, to z nich stworzył swoją osobistą gwardię - Lecz właśnie wtedy u wrót rebelianckiej stolicy spotkało go niepowodzenia - zza morza Sarkozy pchnął swoich Francuzów do działania. Rwał się do walki bo widział w niej polityczną szansę…

Prezydent był bardzo aktywny już podczas francuskiej prezydencji w UE, to on negocjował z Rosjanami podczas ich wojny z Gruzją w 2008 roku. W Deauville stwierdził, że koniecznie trzeba w Europie urządzić nowy system bezpieczeństwa - bez NATO. De Gaulle mawiał, że „dla Francuzów, gra idzie o to, żeby Europa się zjednoczyła, żeby stała się europejska. Europejska Europa oznacza, że może ona istnieć sama dla siebie, innymi słowy, na międzynarodowej arenie ma własną linię polityczną”. Sarkozy spełnił w pewnym sensie ideę generała wysyłając „Charlesa De Gaullea” w kierunku Libii z jego macierzystego portu na południu Francji. Na pokładzie lotniskowca nie było miejsca dla miękkiej europejskiej dyplomacji - zajęły go myśliwce.

Francuskie samoloty zniszczyły pierwsze rządowe czołgi - brzmiały doniesienia prasowe. W napływających kadrach można było zobaczyć opancerzone korpusy przyozdobione popiołem i mozaiką luf. Na Trypolis spadają brytyjskie rakiety - podawały agencje informacyjne - a komentatorzy telewizyjni zastanawiali się nad końcem libijskiego dyktatora. Rzeczywiście, do pewnego momentu było o europejskich armiach głośno. Na chwilę zapomnieliśmy o zmniejszających się budżetach wojskowych Europy i podziwialiśmy interwencję w starym, dobrym stylu. To nowa odsłona kolonializmu, grzmiał Kaddafi. Od pokładów politycznej pokory odgradzały go tony złota, które zgromadził na czarną godzinę. Gdy Sarkozy myślał już o swoim podreperowanym, przedwyborczym wizerunku politycznym do akcji wkroczyli Amerykanie i odarli go ze splendoru kanonadą rakiet wystrzelonych nad Trypolisem.

Ich wycofanie się z aktywnych działań bojowych dało Europie do myślenia - Świt Odysei wyhamował i pogrążył się w politycznych roszadach. Pułkownik zaczął się pokazywać, dawać wywiady i przejmować inicjatywę. Libia pokazała Europie, że jej najbliższe podwórko nie sposób uporządkować bez odnalezienia „europejskości”. Jej niezbędnym elementem jest silna (euro)armia, wiedział o tym De Gaull wyprowadzając Francję z wojskowych struktur NATO. Wie o tym także Sarkozy wprowadzając ją do tych struktur ponownie…

Publicysta amerykański - Thomas L. Friedman w swoim artykule o znamiennym tytule „Nasza wojna z Francją” przekonywał czytelników New York Timesa, że Francja to amerykański wróg. Sarkozy postanowił złagodzić ten wizerunek promując współdziałanie NATO i europejskich sił zbrojnych. Gestem w stronę Amerykanów był także powrót Francji do struktur Sojuszu. Carla Bruni zwykła mówić, że „Sarko ma sześć mózgów”. Czy miała na myśli polityczne ruchy swojego męża, określane - dla uniknięcia kontrowersji - budowaniem unijnej polityki obronnej?

Sarkozy to w pewnym sensie zakładnik tradycyjnej roli swojego kraju na kontynencie. Francja to przecież historyczne, europejskie mocarstwo - posiada silną armię, broń jądrową, własny kosmodrom w południowoamerykańskiej Gujanie Francuskiej. Te czynniki tłumaczą jej aspiracje. Paryż wspólnie z Londynem, deklaracją z Saint-Malo (1998 rok) powołał do życia europejskie siły zbrojne, a 2 listopada 2010 te same państwa zawarły Entente Furgale (oszczędne porozumienie), które ma szansę stać się kolejnym etapem budowy euroarmii. Delikatny flirt Sarkozego z NATO i koncentracja politycznej uwagi Baraka Obamy w rejonie Oceanu Spokojnego łagodzi kontrowersje, które kładły się do tej pory cieniem na wojskowych inicjatywach starego kontynentu.

W tym kontekście istotna okazuje się także kwestia libijska, która dobitnie przypomniała Francuzom o ich interesach w Maghrebie a całej Unii Europejskiej o tym, że nie wszystko można załatwić za pomocą „miękkiej siły”. Porozumienie z Wielką Brytanią było naturalne - ona także lokuje swoje interesy poza Europą a niedawne wznowienie pretensji argentyńskich do Falklandów pokazało, że Londyn - wierny sojusznik USA - nie zawsze znajduje konieczne wsparcie w Waszyngtonie. Mimo cięć w wydatkach - Francja i Wielka Brytania nadal dysponują jednymi z największych budżetów wojskowych na świecie, co stanowi idealne pole bazowe do dalszych działań.

Berlin - kolejny element układanki - od II Wojny Światowej niechętny inicjatywom militarnym, został podczas szczytu w Deauville sprytnie wprzęgnięty przez Sarkozego w plan przebudowy europejskiego systemu bezpieczeństwa. Będzie to jeden z kluczowych projektów, które mogą wymusić na europejczykach zakrojoną na szeroką skalę integrację militarną. Ważnym czynnikiem może być także ewentualna nieporadność NATO w Libii, która zwróciłaby uwagę państw starego kontynentu na konieczność stworzenia wspólnych oddziałów szybkiego reagowania.

W pewnym sensie możemy obserwować te wydarzenia na własne oczy. Oszczędne porozumienie Francji i Wielkiej Brytanii zakłada bowiem powstanie wspólnych sił ekspedycyjnych w sile brygady oraz stworzenie zespołu bojowego skupionego wokół francuskiego lotniskowca „Charles de Gaulle”. Kwestia libijska to poligon dla tego typu inicjatyw - może stać się świtem lub odyseją euroarmii…

Czytany 6356 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04