wtorek, 18 czerwiec 2013 09:26

Paweł Michalski: Kim pan jest panie Erdogan? - sylwetka jednego z najpotężniejszych ludzi w świecie islamu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

recep-tayyip-erdogan  Paweł Michalski

Protesty, które obserwujemy dziś na ulicach tureckich miast, przypominają nam o wydarzeniach arabskiej wiosny. Jednak to, co się dzieję w Turcji, jest zupełnie czymś innym niż arabskie rewolucje z Egiptu, Tunezji, czy Libii. Pytanie brzmi, co spowodowało taką sytuację nad Bosforem? A może nie co, tylko kto? No właśnie – kim tak naprawdę jest premier Turcji Recep Tayyip Erdogan?

Recep Erdogan urodził się w europejskiej części Stambułu, w ubogiej tureckiej rodzinie. Już od najmłodszych lat pomagał swoim rodzicom w utrzymaniu domu. Gdy przyszedł czas na edukację, mały Recep został posłany do szkoły religijnej. W wieku 16 lat przez pewien czas zastępował nawet imama w jednym ze stambulskich meczetów.

Ten okres życia z pewnością wpłynął na postawę R. T. Erdogana w późniejszym życiu. Nie jest żadną tajemnicą, że dzisiejszy premier Turcji jest wyznawcą islamu o dość radykalnym nastawieniu, jak na tureckiego polityka. Przygodę z polityką zaczął na początku lat 80. XX wieku. Ówczesny student wydziału ekonomii i handlu Uniwersytetu w Stambule, Recep Erdogan przystąpił do Tureckiego Narodowego Związku Studentów. Później już była młodzieżowa organizacja Islamskiej Partii Ocalenia Narodowego, prowadzona przez Nemecttina Erbakana, zwanego inaczej „dyżurnym islamistą kraju”. Sam N. Erbakan jest uważany przez R. T. Erdogana za swojego nauczyciela, który wpoił w niego zasady, którymi kieruje się w polityce i życiu.

Za prawdziwy początek politycznej kariery dzisiejszego premiera Turcji uważa się rok 1994 i wygrane wybory na burmistrza Stambułu. R. T. Erdogan podjął się wówczas bardzo trudnego zadania. Stambuł w połowie lat 90. XX wieku był miastem przesiąkniętym korupcją praktycznie na każdym szczeblu. R. T. Erdogan, obejmując stanowisko burmistrza, totalnie odmienił rzeczywistość tureckiej metropolii. Walka z korupcją, modernizacja przestarzałego systemu wodociągów, budowa nowych dróg, czy metra, uczyniła z nowego włodarza tej jednej z najbardziej znanych tureckich metropolii osobę znaną i szanowaną.

Jednak R. T. Erdogan już wtedy dał się poznać, jako zagorzały muzułmanin, wprowadzając w Stambule zakaz sprzedaży alkoholu w barach, oddzielne plaże dla kobiet, czy osobne autobusy szkolne dla dziewcząt i chłopców. Mimo to, te i inne zakazy i nakazy zostały mu wybaczone przez mieszkańców Stambułu, a nowy burmistrz, dzięki swojej gospodarności, zyskiwał kolejne głosy poparcia.

Hossa R. T. Erdogana, jako burmistrza Stambułu, trwała jednak tylko do 1998 r. Pogłębiająca się, radykalna postawa doprowadziła do wyroku 10 miesięcy więzienia za podżeganie do nienawiści. R. T. Erdogan w swoim przemówieniu cytował skrajnie prawicowego islamskiego poetę, Ziya Gökalpa: „Meczety są naszymi koszarami. Minarety są naszymi bagnetami. Kopuły są naszymi hełmami. Wierni są naszymi żołnierzami. Nikt nie zdoła uciszyć wołania na modlitwę. Położymy kres rasizmowi w Turcji. Nigdy nas nie zdławią. Nawet gdy otworzą się niebiosa i ziemia, nawet gdy zaleją nas wody i wulkany, nigdy nie zawrócimy z naszej drogi. Moim oparciem jest islam. Gdybym nie mógł o nim mówić, po cóż miałbym żyć?”

Jednakże z perspektywy czasu, owe przemówienie, a później więzienie, było momentem przełomowym w dotychczasowej karierze politycznej obecnego szefa państwa tureckiego. Po wyjściu z więzienia, w 2001 r. były burmistrz, wraz ze swoimi politycznymi przyjaciółmi, ze zdelegalizowanej Partii Cnoty, założył Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Już rok po założeniu, AKP wygrała wybory parlamentarne, zdobywając 34% głosów i dwie trzecie mandatów, co było ogromnym sukcesem. R. T. Erdogan, który był objęty sądowym zakazem pełnienia funkcji publicznych, dopiero w 2003 r. wziął udział w wyborach uzupełniających. Wygrał je z ogromna przewagą i 15 marca 2003 r. objął stanowisko szefa rządu.

To co zasługuje na szczególną uwagę w dojściu do władzy konserwatywnego polityka tureckiego i jego partii to fakt, że społeczeństwo tureckie jest dość mocno zlaicyzowane w porównaniu do innych narodów muzułmańskich. AKP, aby dojść do władzy, musiała postawić na inny ton dialogu z wyborcami. Zamiast szerzyć hasła islamistyczne, postawiono na gospodarkę. R. T. Erdogan, niczym Bill Clinton, podczas kampanii prezydenckiej, całą uwagę poświęcił sprawom ekonomii. Do tego zapowiedział dążenia do integracji z Unią Europejską. R. T. Erdogan zadbał także o PR. „Środowiska blisko powiązane z AKP, dysponujące wystarczającymi środkami finansowymi, wykupiły część mediów po to, aby partia rządząca miała przewagę nad opozycją” – zaznaczył dr Marcin Zaborowski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Dzięki takiej strategii, AKP wygrała wybory trzy razy z rzędu. Nawet nieufne do tej pory środowiska świeckie, zaczęły zerkać bardziej przyjaznym okiem na rząd i partię tureckiego polityka.

Turcja, dzięki rządom AKP, już od dłuższego czasu odnosi gospodarcze sukcesy. PKB na osobę wzrósł w tym kraju z 3,5 tys. USD do 10 tys. USD, natomiast eksport potroił się do poziomu 114 mld USD. Inflacja natomiast, pierwszy raz w historii, spadła do wartości jednocyfrowej. Do tego trzeba dodać wzrost pozycji na arenie międzynarodowej –pretendowanie Ankary do pozycji potęgi regionalnej jest coraz bardziej uzasadnione.

Jednak wzrost gospodarczy i silna pozycja za granicą nie doprowadziły do spokoju tureckiego premiera. „Erdogan w marszu po władzę absolutną musiał także uporać się, jak dotąd z najgroźniejszym rywalem, wojskiem” – przypomina dr M. Zaborowski. Wojsko, które tak naprawdę od rewolucji młodotureckiej stoi na straży laickości państwa, było realnym zagrożeniem dla planów konserwatystów. AKP dzierżąc w swoich rękach potężną władzę oraz mając ogromne poparcie społeczne, wygrało decydujące starcie z wojskiem. Przywódcy wojskowi zostali wtrąceni do więzień, a rząd przeforsował prawo na mocy, którego wojskowi mogą być sądzeni przez sądy cywilne.

R. T. Erdogan mimo olbrzymiej władzy skupionej w jego rękach, już zapowiedział zmianę konstytucji. Plan jest ambitny, ponieważ turecki premier chce stworzyć w swoim kraju system prezydencki, wzorowany na francuskim. Jest to naturalnie następny krok ku umocnieniu rządów AKP, a przede wszystkim zwiększeniu pozycji samego R. T. Erdogana. Zachodni komentatorzy już zwracają uwagę, że sam turecki szef rządu powoli zatraca się w swojej władzy, aspirując tym samym, według niektórych, do tytułu sułtana.

„Ambicje tureckiego premiera po trzecich z rzędu wygranych wyborach w 2011 roku stały się niemal bezgraniczne, przy ograniczonej tolerancji dla odmiennych poglądów” – zauważył w swoim artykule Financial Times. Dziennik zauważa także, że premier jest coraz bardziej odizolowany od społeczeństwa – „Po dekadzie na stanowisku premiera, Erdogan żyje w izolacji władzy niemal pozbawionej kontroli”.

Recep Tayyip Erdogan, który już od ponad dekady dzieli i rządzi w jednym z najpotężniejszych krajów islamskich, pokonał już prawie wszystkie przeciwności, które stały na jego drodze do władzy niemal absolutnej. Dzisiejsza sytuacja na ulicach tureckich miast, jak na razie nie jest zagrożeniem dla potęgi tureckiego premiera. Ciężko też stwierdzić, czy owe demonstracje mogą przemienić się w coś poważniejszego. M. Zaborowski uważa, że największym zagrożeniem dla R. T. Erdogana nie jest ulica, a opozycja wewnątrzpartyjna, która widząc rosnącą pozycję swego lidera, może obrócić się przeciw niemu.

Korzystałem z: www.dziennikpolski24.pl, www.newsweek.pl, www.ft.com, www.spiegel.de
Fot. allgedo.com

Czytany 7814 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04