wtorek, 26 kwiecień 2011 07:08

Paradoks izraelsko-palestyński

Oceń ten artykuł
(1 głos)

szescian  Bartosz Mroczkowski

Od wielu miesięcy obserwujemy bardzo napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie. Protesty, niekiedy przeradzające się w krwawe demonstracje, sięgały od Tunezji przez Libię, Egipt, Bahrajn, Jemen - na Syrii kończąc. We wszystkich tych napięciach, po środku leży Izrael z Hamasem w Strefie Gazy i Fatach na Zachodnim Brzegu. Czemu akurat tam nie ma masowych protestów, choć wydawałoby się, że to szansa dla autonomii palestyńskiej? geopolityka

Jak pisze George Friedman w swoim artykule The Arab Risings, Israel and Hamas [1] - większość państw arabskich od powstania Izraela, jako niezależnego terytorium, z własnymi strukturami i instytucjami, utrzymywały tzw. zamknięte relacje (covert relations), które polegały na ewentualnej współpracy wywiadowczej, nie chcąc jednak narażać się na niebezpieczeństwo utraty władzy w przypadku zawiązana otwartych relacji (overt relations), które oficjalnie uznawałyby legalność samoistnienia państwa syjonistycznego. To właśnie odróżnia dzisiejsze rewolucje, które nie są antysyjonistyczne i antyizraelskie i nie działają w duchu panarabskim. Mimo, że Izrael nie jest popularny w regionie, to nie leży też w centrum problemów arabskiej wiosny ludów. Jednak jego położenie i usytuowanie zmusza władze Izraela do używania świetnie skonstruowanej strategii. Rewolucje arabskie w poszczególnych państwach Afryki Północnej skierowane są przeciw autorytarnym liderom. Rewolucjoniści, choć często antyizraelscy, jak dotąd nigdy nie wypowiadali się w antysemickim tonie, zdając sobie sprawę z groźby wykluczenia z gry. Przeciwnie, w teorii spontanicznie, a w praktyce celowo, założenia były realizowane dokładnie krok po kroku – niezadowolenie społeczne, ruchy i manifesty antyrządowe, wiece, zwrócenie uwagi mediów zachodnich i na końcu obalenie. Określenie swojej podmiotowości wynika z lepszej bazy edukacyjnej i młodego wieku uczestników. W takiej sytuacji, w której cały region jest pochłonięty niepokojami społecznymi, zdecydowanie działanie i podsycanie do kolejnej intifady czy chociaż pokojowych demonstracji przez Hamas w Strefie Gazy wydawałoby się logiczne. Tak się jednak nie stało. Na Zachodnim Brzegu takie protesty wymusiłyby bowiem reakcję Izraela, a to bardzo poważnie wpłynęłoby na i tak kruchą gospodarkę palestyńską.

Hamas znajduje się w zupełnie innej sytuacji. Brak reakcji wynika ze znalezienia się w swoistym izraelsko-egipskim potrzasku. Granice są zamknięte, a terytorium Strefy Gazy niemal w całości znajduje się pod kontrolą Izraela. Sytuacja ta ogranicza nie tylko dostęp do broni, ale nawet do najprostszych artykułów spożywczych, które w praktyce i tak są dostarczane przez tunele – regularnie bombardowane przez wojska izraelskie w wypadku wykrycia. Sytuacja ta skutkuje w efekcie brakiem możliwości zorganizowania sprawnego ruchu na Zachodnim Brzegu, który byłby zdolny to walki o władze z Fatahem.

Niewątpliwie niepokoje w Egipcie i ostateczne ustąpienie prezydenta Hosni Mubaraka, były bardzo oczekiwana przez Hamas. Z pewnością wśród protestujących znajdowali się liczni ambasadorzy sprawy Autonomii Palestyńskiej, którzy w wypadku zmiany polityki i otwarcia granicy zyskaliby ogromne możliwości alokacji, ożywienia gospodarki i zorganizowania protestów. W tym odniesieniu wydaje się, że brak reakcji wydaje się być zrozumiały. Hamas nie przewidział sytuacji, w której demonstrujący i wojskowi mieli tylko jeden wspólny cel z pośród dwóch istniejących – odsunięcie Mubaraka i przeprowadzenie demokratycznych wyborów. Jeśli chodzi o zmiękczenie stanowiska w sprawie Strefy Gazy lub odejścia od pełnej akceptacji polityki Izraela - to nic się nie zmieniło, dlatego, że obecnie rządzą wojskowi, a nie demonstranci. Jak słusznie zauważa George Friedman, Hamas powinien zrewolucjonizować swoją politykę i przedefiniować własną sytuację w taki sposób, by pasowały one do reszty niepokojów na Bliskim Wschodzie. Zmieniłoby to nie tylko wizerunek Strefy Gazy, ale i samego Hamasu w Egipcie, ale także w całym świecie arabskim.

Swoiste odczucia antyizraelskie w Europie pojawiły się po operacji Płynny Ołów, rozpoczętej 27 grudnia 2008 roku trwającej aż do 19 stycznia. Europejskie reakcje połączone były z silnym oporem w świecie arabskim. Był to nieprzewidziany „sukces” Hamasu. Wtedy świat wykazywał zainteresowanie sytuacją. Pozycja ta jednak uległa osłabieniu, gdy autor dokumentu „raport Goldostone” wycofał się nie dawno z kilku oskarżeń w stosunku do Izraela odnoście tej krwawej w skutkach operacji wojskowej.

Pozycja uprzywilejowana

W praktyce można przyjąć założenie, że każdy konflikt w Strefie Gazy przynosi korzyści Hamasowi. Kluczem do sukcesu tej organizacji są władze w Kairze. To one decydują o otwartej, czy też zamkniętej granicy. Wzrost napięcie w tym regionie wymusza każdorazowo na władzach Izraela silną militarną odpowiedź. Tym samym pogarszają się stosunki tego państwa z pozostałymi sąsiadami. Przykładem jest kazus Flotylli Wolności, która płynęła do Strefy Gazy w 2010 roku. Zginęło wtedy 9 tureckich cywili, co niemal natychmiast zrujnowało stosunki Izraela z Turcją.

Polityka Hamasu musi być tak zrekonstruowana by połączyć się interesem z Hezbollahem i spowodować konflikt Izraela z sąsiadami. Wymusiłoby to reakcję Stanów Zjednoczonych, które obawiając się utraty najpewniejszego sojusznika w regionie, działałyby na rzecz ograniczenia nielegalnego osadnictwa w postaci budowy kolejnych osiedli. Paradoksem jest to, że po zbombardowaniu niemalże całej Strefy Gazy w 2009 roku przez Izrael, Hamas nadal jest zdolny do ostrzału izraelskiego terytorium rakietami nawet domowej roboty. Znosi to sen z powiek izraelskiemu wywiadowi, który nie wie gdzie taka broń może być przetrzymywana. Problemem Hamasu jest fakt, że żaden z liczących się graczy na Bliskim Wschodzie nie chce kolejnych protestów i powstań w regionie. Wynika to z legitymizacji swojej władzy i jej nieprzerwanej ciągłości. Pomoc, owszem, jest spora, jeśli chodzi o polityczne aspekty. Jeśli natomiast weźmie się pod uwagę kwestie ekonomiczne – jest ona bardzo ograniczona i przekazywana przez jedynego sojusznika – Syrię. Dlatego w artykule Georga Friedmana dość brutalnie czytamy, że wojna jest w interesie Hamasu, ponieważ z jednej strony odniósłby porażkę militarną, zaś z drugiej – politycznie zwyciężyłby, poprawiając tym samym własny wizerunek i wynosząc tym samym kwestię palestyńską na arenę międzynarodową.

Co teraz?

Hamas z cierpliwością będzie czekał na wynik wyborów w Egipcie, licząc na zmianę polityki w stosunku do Autonomii Palestyńskiej, ostrzeliwując od czasu do czasu Izrael rakietami, które i tak nikogo nie zabijają, a tylko drażnią Tel-Awiw. Zmianie władzy w Egipcie bardzo uważnie będą przyglądać się Stany Zjednoczone. Dojścia do władzy islamskich radykałów może udaremnić wysiłki Waszyngtonu w tej rozgrywce. Tymczasem Hamas z pewnością będzie nadal legitymizował swoją sprawę w świecie arabskim i liczył na rozpowszechnianie swojej sprawy na Zachodzie za pomocą takich organizacji, jak FreeGaza. Wszystkie militarne operacje Izraela będą wiązały się z bardzo poważnych turbulencjami z arabskimi sąsiadami i wzrostem antysemickich i antyizraelskich nastrojów w Europie.

Strefa Gazy to bardzo specyficzne i trudne do zdefiniowania miejsce na Bliskim Wschodzie. Pomimo bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej, władze, mimo spadku poparcia, wciąż jeszcze cieszą się sporym poparciem. Tego Izrael nie może ignorować. W tym przypadku, jeśli doszłoby do rewolucji miałaby ona charakter antyizraelski, a nie antyreżimowy – czyli zupełnie inny do pozostałych protestów w regionie. W takim rozumieniu sytuacji, brak manifestacji Hamasu na niepokoje w regionie jest zrozumiały. Co ważne jednak, postawa taka nie jest nieruchoma. Taka kombinacja wybuchowa na Bliskim Wschodzie jest bardzo problematyczna dla Europy i USA, które fizycznie zareagowały tylko w Libii, czekając, jak Hamas, na dalszy rozwój wypadków w pozostałych punktach zapalnych.

_________________________________________
1 http://www.stratfor.com/weekly/20110411-arab-risings-israel-and-hamas

Czytany 5610 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04