środa, 12 listopad 2014 01:00

Nadieżda Kieworkowa: Dlaczego nic nie wiemy o ISIS…?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

  Nadieżda Kieworkowa

ISIS, czyli jak się obecnie mówi – Państwo Islamskie, w środkach masowego przekazu przedstawia się jako zagrożenie numer jeden. Choć prawie nikt tych ludzi nie widział, wszyscy się ich boją. Czym więc jest tajemniczy ISIS?

„Nie wiesz, że Isis (polski zapis: Izis) to imię egipskiej bogini?” – pytają mnie koledzy z Iraku. „Strach, zgroza, śmierć – w tym żyjemy. I pamiętaj, że na Zachodzie nigdy nie nadaje się imion ot tak, po prostu” – napisał mój znajomy. Na Zachodzie nie używa się arabskiej nazwy tej organizacji. Pomimo że ISIS/ISIL przekształcił się w Państwo Islamskie, czyli IS, nadal nazywa się ich po dawnemu. Jeśli ktoś ma ochotę pomedytować nad różnymi znaczeniami w języku angielskim skrótu IS, odsyłam do strony angielskojęzycznej Wikipedii [1].

Gdzie mieszkają Psiogłowi?

„Monokolowie mają tylko jedną nogę, poruszają się przy pomocy niezwykle szybkich skoków. Tak samo Skiapołowie, którzy podczas upałów leżą na ziemi w cieniu swojej nogi. Mieszkają niedaleko Troglodytów. W innych górach zamieszkują plemiona Psiogłowych, którzy ubierają się w skóry zwierząt, a ich mowa przypomina szczekanie psa. Trudnią się polowaniem, łapią też ptaki, a zamiast broni używają paznokci.” – tak Pliniusz Starszy, weteran najlepszej armii swoich czasów, opisywał plemiona zamieszkujące tereny za północnymi granicami swego kraju. Najbardziej prawdopodobne było istnienie Psiogłowych. Swoje fantazje podpiera powołując się na wiele źródeł, m.in. na osoby urzędowe. Wydawać by się mogło, że  XXI wiek ze swoimi technologiami informacyjnymi odszedł daleko od starożytności. Oto jakie nieoczekiwane informacje można przeczytać o Państwie Islamskim.

Czeczeni jako trzon

Zachodnie media lubią eksploatować temat obecności Czeczenów w tym czy innym oddziale partyzanckim. Czasem odnosi się wrażenie, że bez Czeczenów nikt nie może się obejść. A jeśli już straszyć czytelnika, to najlepiej tym, że w punkcie X działa czeczeński oddział.

Ostatnio w kilku miastach Niemiec odbyły się demonstracje Kurdów przeciwko niemieszaniu się Niemiec do walk z ISIS w Syrii. Zostawmy pytanie, dlaczego nagle Kurdowie postanowili wzywać Niemcy do mieszania się w sprawy syryjskie, które nie chcą uczestniczyć w koalicji, której cel nie jest do końca jasny. Tak czy inaczej, w czasie tych protestów w jednym z miast doszło do bójek między Kurdami i Czeczenami. Najpierw trzech przeciw sześciu, a potem trzech przeciw stu (trzech było Czeczenów).

Oczywiście jest to nieprzyjemne. Ale czemuż to dość przeciętne zajście wywołało ferment w mediach: IS jest już w Europie? Dlatego, że od czasu do czasu różne ośrodki informacyjne donoszą o tym, iż główne ogniwo bojowe IS stanowią Czeczeni.

Przypomnę, że 13 lat temu, w przeddzień bombardowania Afganistanu przez USA także opowiadano, że trzon Al-Kaidy a nawet Talibanu (a to już bzdura kompletna, gdyż Taliban składa się z Pasztunów) stanowią Czeczeni, i że są ich tam tysiące. Ani jednego Czeczena po okupacji Afganistanu nie ujawniono. Dziś jakoś się o tym nie pamięta.

W czasie najbardziej zażartych walk powstańców z armią syryjską słyszało się o Czeczenach. Pokazywano mi nawet napisy w mieście Daraja, ponoć zrobione przez Czeczenów, przeklinające Rosję, w dodatku… z błędami. Czeczenów obwiniano o uprowadzenie dwóch metropolitów w Syrii. Oskarżano ich o odcięcie głowy katolickiemu duchownemu, choć potem wyjaśniło się, że za tymi wydarzeniami stał były milioner z Dagestanu (a to nie Czeczenia).

Dla społeczności Czeczenów być może brzmi pochlebnie, gdy w informacjach o bojach gdziekolwiek na Ziemi zawsze wspomina się o nich, czy to chodzi o Wolną Armię Syryjską, IS, walki w Donbasie, na Ukrainie czy inne. Jednak trzeba pamiętać, że Czeczenów nie jest aż tak dużo. Ponadto, z reguły piszą poprawnie, bez błędów.

Im więcej mrożących krew w żyłach „wiarygodnych faktów” o IS, tym rzadziej po upływie czasu doniesienia te znajdują potwierdzenie. Jeśli za mało potworności, na pomoc przychodzi ostatni argument: „trzon IS stanowią Czeczeni”.

Co o ISIS pisze dzisiejszy Pliniusz?

Jeśli ktoś chce się dowiedzieć czegoś o ISIS, natknie się na ścianę. ISIS to jakby potwory Pliniusza. Prawie nikt ich nie widział, ale mówi o nich cały świat, jako o zagrożeniu numer jeden. Naturalnie można znaleźć mnóstwo map, filmów i najpewniejsze, na pierwszy rzut oka, doniesienia o aktywistach tej organizacji. Jeśli ktoś nie nawykł do weryfikacji wiadomości, po prostu w nie wierzy – tak, jak współcześni i potomni wierzyli Pliniuszowi.

Przed nami złowieszcza mapa Bliskiego Wschodu. Połowa zalana jest czerwonym kolorem – to IS. Raptem 30 kurdyjskich wsi na północnym-wschodzie Syrii tworzy oddział samoobrony i w ciągu kilku dni oddział ten gromi IS. I oto jednej trzeciej terytorium Syrii jakby nie było.

Tymczasem przez kilka miesięcy najpotężniejsza armia świata – armia Stanów Zjednoczonych podejmuje decyzję, by zbombardować nieuchwytnego wroga, tworzy koalicję, a prezydent Barack Obama przyrzeka bezpardonową walkę. Pierwsze uderzenie – ośmioro trupów, troje dzieci. W ciągu dwu następnych miesięcy ponad 200 uderzeń na Irak i 60 na Syrię. Jednak pod presją tych ataków żadni bojownicy nigdzie nie znikają, a zarysy czerwonych plam na mapie nie zmieniają się.

Czy dobrze rozumiemy? Przekonuje się nas, iż armia Stanów Zjednoczonych ustępuje możliwościom mieszkańców 30 kurdyjskich wsi, którzy nikomu niczego nie ogłaszali i nie zmuszali mediów, by przez dwa miesiące mełły kwestię interwencji naziemnej…?

Armia amerykańska uderza. Nikt nie liczy ciał zabitych. Zimne cyfry na stronie iraqbodycount.org nie wyjaśniają, ilu właściwie ludzi zabiły amerykańskie bomby. Monitoring prowadzony jest z terytorium USA. Ośrodek ten stworzono w swoim czasie, by zatuszować następstwa działań armii USA w Iraku. Znów się przydał. Zatem nie wiemy, ilu zginęło w bombardowaniach. Kto zginął, także nie wiadomo. I jak wcześniej – nie wiemy nadal, kim są członkowie ISIS/IS.

Gdyby prześledzić dynamikę wydarzeń, to wcale nie staje się jasne, skąd się bierze liczba bojowników IS – wspomina się o 17 tys. albo o 80, a czasem o 250 tys. Liczba zabitych przez nich też nie jest poparta żadnymi dowodami. Jeśli chodzi, dajmy na to, o masowe zabójstwo rekrutów w Tikricie, wpierw podawano jako liczbę ofiar 40, następnie 150, 700, a w końcu wyniosła ona 1700 zabitych.

Dlaczego nie ma reportaży o ISIS?

Brak wiedzy ma banalną przyczynę – do ISIS także wcześniej niechętnie jeżdżono, a po opublikowaniu filmów wideo z egzekucjami dziennikarzy, liczba chętnych jeszcze bardziej się zmniejszyła. Co wiadomo? Lub co się wydaje, że wiadomo?

Teraz już nie wszyscy pamiętają, że ISIS pokazywano jako tych, którzy rozpętali wojnę domową przeciwko antyasadowskim powstańcom latem 2013 r. Powstańcy byli popularni na Zachodzie. Wielu dziennikarzy z nimi pracowało. Wygląda na to, że to ISIS odegrał kluczową rolę w rozgromieniu rebeliantów – zamiast walczyć z wojskami rządowymi, jego członkowie zwrócili się przeciwko innym grupom. Chyba ani razu nie starli się z wojskami Baszara al-Asada.

Również nieco zatarło się w pamięci, że właśnie ISIS latem 2013 r. wyzwolił uwięzionych, a w szczególności z osławionego więzienia Abu Ghraib (w środkowym Iraku, przyp. tłum.), które zasłynęło z tortur stosowanych przez Amerykanów. Wielu z dzisiejszych przywódców i przewodników IS to byli więźniowie Abu Ghraib, którzy przeszli przez tortury po stłumieniu powstania przeciw okupacji amerykańskiej w Faludży. Liczni są też wśród nich byli oficerowie armii saddamowskiej, także tam przetrzymywani i torturowani.

Dlaczego nie ma wywiadów z tymi ludźmi?

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy w imieniu ISIS opublikowano wideo z egzekucji sympatyzujących z powstańcami dziennikarzy – Jamesa Foleya i Stevena Sottlofa, pracownika organizacji humanitarnej Davida Hainesa i taksówkarza-altruisty Alana Henninga, którzy dostarczali powstańcom żywność oraz zwykłego turysty z Francji, który przyjechał do Algierii na zaproszenie przyjaciół. W imieniu ISIS studio filmowe wysyła niedwuznaczne przesłanie: nie potrzebujemy ani dziennikarzy, ani organizacji humanitarnych.

Wszystko to jest niezwykle dziwne. Naprawdę żaden oddział partyzancki tak się nie odnosi do środków masowego przekazu. Powstańcy w XX w. chronili korespondentów, którzy z nimi sympatyzowali, a już na pewno nie urządzali pokazowych egzekucji na nich.

A może chodzi o coś innego? O to, że właśnie USA pobiły rekord „pracy z dziennikarzami” w Iraku – w czasie ich obecności zabito ponad 370 korespondentów. Wprawdzie nie poderżnięto im gardeł, ale strzelano do nich, czasem nawet widząc, że mają kamerę, z bliskiej odległości. Samo wtargnięcie Stanów Zjednoczonych do Iraku zaczęło się od uderzenia na hotel „Palestyna” w Bagdadzie, gdzie stacjonowali wszyscy korespondenci światowych mediów. Zadziwiające, że IS kopiuje zachowanie w stosunku do mediów nie od powstańców, a od Amerykanów. Albo chcą, żebyśmy tak myśleli?

Niedawno jeden z pododdziałów IS opublikował Normy zachowania dziennikarzy [2]. W istocie oznacza to zaproszenie prasy do akredytacji i przestrzegania neutralności. Od dziennikarzy-uzułmanów żąda się zapewnienia o owej neutralności, którą zachodnie media rozumieją jako „przysięgę” i brak wolności słowa.

Również oni powinni uzgodnić swoje materiały. Od wszystkich żurnalistów pracujących w rejonie działań wojennych żąda się określonej lojalności. Zdjęcie Jane Fondy na czołgu z flagą Wietnamu w swoim czasie obiegło cały świat – wątpliwe czy z taką flagą sfotografowałaby się w Sajgonie.

Ciekawe, że IS pozwala na robienie reportażu w sieciach społecznościowych, ale zabrania pracy u siebie przedstawicielom Al-Dżaziry, Al-Arabii i Orientu. Pierwsza uważana jest za tubę Braci Muzułmanów, druga – Saudów, trzecia – Syrii. Ale przecież Zachód także zabrania u siebie, i to w warunkach pokojowych, pracy kanałom telewizji palestyńskiej, libańskiej czy irańskiej.

Czyżby ISIS zdał sobie sprawę z tego, że dziennikarze są jednak potrzebni? Albo też udało im się przebić przez dezinformację i zaprosili dziennikarzy? Jestem gotowa, by zdobyć akredytację i tam pojechać.

Reporter z Japonii: ISIS nie jest taki

W przestrzeni publicznej jest jeden dziennikarz, który spędził w IS 18 dni i powrócił żywy, zdołał zrobić niewielkie wprawdzie, bo 20-minutowe nagranie. Szamil Cuneoka to Japończyk, który przeszedł na islam i wyjechał do Syrii na zaproszenie przyjaciół. Jego przyjaciele to Czeczeni. Był tam dwa razy – w kwietniu i październiku 2013 r. w okresie najgorętszych walk ISIS z innymi ugrupowaniami. To, co mówi, obala wyobrażenie o IS, które funkcjonuje w mediach. Jednak pojawiają się też nowe zagadki.

S. Cuneoka podkreśla , że ISIS nie atakuje ludności cywilnej. Reporter opowiada, że kontaktował się z przywódcami ISIS, a ci nie wyrażali wrogości wobec Zachodu. Wspomina natomiast o nienawiści do B. al-Assada i szyitów. Bojownicy Wolnej Armii Syryjskiej walczący z wojskami B. al-Assada, mówili mu, iż ISIS to „szaleni i niebezpieczni wrogowie, konflikt z nimi jest poważny”. Jeden z przywódców ISIS, z pochodzenia Syryjczyk, pokazywał mu swoje zdjęcie z przywódcami Wolnej Armii Syryjskiej (WAS).

Reporter ten uważa, że Syryjczycy znajdujący się w różnych grupach partyzanckich zachowują przyjazne stosunki pomimo różnicy poglądów, a do cudzoziemskich bojowników podchodzą z rezerwą. Daje do zrozumienia, że IS jest w pełni zakorzeniony. Jeden z jego znajomych przywódców był wcześniej imamem w miejscowym meczecie. Ma dobre stosunki z mieszkańcami.

Reporter obala doniesienia zachodnich mediów o tym, że ISIS zmusza kobiety do zakrywania twarzy. „Wydaje się, że nikt ich nie zmusza do noszenia nikabów” – mówi. Nie porusza tematu masowej sprzedaży kobiet jako niewolnic, seks-dżihadu i innych medialnych straszaków. S. Cuneoka zauważa, że ISIS wystawia mnóstwo blokad i nie przepuszcza zagranicznych lekarzy, pracowników organizacji humanitarnych czy dziennikarzy. Mówi też o szpiegomanii. Jeśli schwytanego uznają za zwolennika B. Asada, zabijają go. Twierdzi, że ISIS wykonała egzekucję na 40 bojownikach, uznawszy ich za szpiegów Turcji i Arabii Saudyjskiej. W zasadzie, z tego co mówi, wynika, że nie zetknął się z Psiogłowymi. Opisuje zwykłych bojowników, zmęczonych okupacją i wojną.

ISIS oczami anonimowego Kurda

Oto przykład innego świadectwa. Człowiek, który przedstawił się pseudonimem Szerko Omer, Kurd, bojownik ISIS, poddał się kurdyjskiemu oddziałowi samoobrony. Opowiada o ISIS korespondentowi, który po prostu oczekiwał potwierdzenia potworności. Wydawałoby się, że od takiego opowiadającego można się spodziewać tylko czarnych barw i demaskatorskiego tonu. A tu, jeśli nie pominąć uprzedzeń korespondenta, pojawia się ciekawy obraz.

Jeniec i jego przyjaciele pochodzą z irackiego Kurdystanu. W Turcji trafił do obozu szkoleniowego, chciał walczyć z WAS, ale znalazł się w ISIS. Ludzie, którzy ich werbowali, nie nosili brody, chodzili w zwykłym, współczesnym ubraniu i, jak mówi, wyglądali jak członkowie WAS. Zauważa, że przywódcy ISIS podchodzą z szacunkiem do bojowników, oddają im najlepsze jedzenie, ubranie i broń oraz że „rozkoszują się przyjaźnią i braterstwem”. Twierdzi, że widział wśród przyjezdnych kobiety- muzułmanki, żony przywódców. Nie był w stanie potwierdzić istnienia „seks-dżihadu”, o którym było głośno w mediach. Podkreśla, że polityczne przywództwo ISIS pokazywane jest jako bandyci, a w rzeczywistości cenią oni wykształcenie i poszukują wykształconych rekrutów. Sam miał wykształcenie techniczne, które się przydało. Przy tym zauważa, że są także powstańcy prości, bez wykształcenia. Zwykle posyła się ich na pierwszą linię. To oni, jak w każdej wojnie, są źródłem burd. Opisuje incydent w Rakce, którego był świadkiem, kiedy to w domu chrześcijan sześciu bojowników zażądało, by chrześcijanka i jej trzynastoletnia córka zostały ich żonami.

Dalej S. Omer opowiada, jak protestował przeciwko takiemu zachowaniu wobec kobiet, jak poszedł do miejscowego sądu, by udowodnić, że takie zachowanie nie jest zgodne z duchem islamu. Lecz sędzia to jego oskarżył o słaba wiarę. Przed sędzią uratował go wtedy jego przywódca.

Uciec postanowił, gdy zobaczył egzekucję bojownika kurdyjskiego oddziału. Podziwia jego męstwo: odcięli mu palce, a on pluł na swoich oprawców i wykrzykiwał hasła wolności dla Kurdów. Potem podcięto mu żyły na szyi i posypano solą, aby umierał w męczarniach.

Przywódca S. Omera wyjaśnił mu taktykę IS. Najpierw należy walczyć z niewłaściwymi muzułmanami z Palestyny i Kosowa, aby ich oświecić, w wyniku czego znikną i Izrael, i Syria. Ta właśnie część wywiadu przypomniała mi żywo rozmowę z bojownikami WAS w tureckim szpitalu. Oni także uważali, kolejność ustanawiania sprawiedliwości powinna być taka: najpierw bić swoich, żeby obcy się bali.

Strzelanie

Jednym z najbardziej ważkich dowodów na szaleńcze przestępstwa IS jest nagranie egzekucji w Tikricie, które komentuje ocalały żołnierz iracki. Widzowi pojawia się jednak mnóstwo pytań: przede wszystkim dlaczego korespondentom udało się sfilmować tego człowieka u niego w domu, ale nie udało się skontaktować z tymi, którzy mogli pokazać miejsce pochówku? Dlaczego nikt nie spróbował wyjaśnić, co stało się z przywódcami ISIS? I w końcu, dlaczego nie przesłuchano mieszkańców?

Dlaczego liczby ofiar tak urosły ze 160 do 1700? Oprócz tego dobrze byłoby wiedzieć, kto tak starannie filmował te zabójstwa…

Egzekucje chrześcijan

Teraz często obwinia się ISIS o bezprecedensowe okrucieństwo wobec chrześcijan. Uważa się, że wrogi stosunek do chrześcijan wykazali już w 2010 r., gdy zajęli chrześcijański kościół Saidat al Nedżat w Bagdadzie i zażądali wypuszczenia uwięzionych w amerykańskich więzieniach towarzyszy broni. Podczas szturmu na kościół zginęło wszystkich siedmiu bojowników i jeszcze wg różnych danych od 20 do 50 innych ludzi.

Byłam w tym kościele przed jego zdobyciem i po nim. Ani jeden chrześcijanin w Iraku, w tej świątyni w szczególności, nie oskarżył „islamskich terrorystów” o atak na chrześcijan. Moi rozmówcy wielokrotnie podkreślali, ze nie doświadczają żadnych szykan ze strony partyzantów, i że źródłem ich nieszczęść jest amerykańska okupacja, a nie ci, którzy z nią walczyli. Dlatego nie dowierzam opowiadaniom o egzekucjach i torturowaniu chrześcijan przez ISIS, jak zresztą przez inne grupy powstańcze.

Zarówno w Syrii, jak i w Iraku stosunki między muzułmanami i chrześcijanami budowane były prze stulecia, udokumentowane, potwierdzone zbyt dużą ilością świadectw, by na wiarę przyjmować pełne okropieństw opowiadania o prześladowaniu chrześcijan właśnie za wyznanie.

Analiza wyprzedzająca zdarzenia

Zaiste są specjaliści, jak się okazuje, którzy posiadają wiedzę porównywalną z wiedzą starożytnych proroków. 9 czerwca ISIS zajął Mosul, a 12 czerwca Daniel Pipes już opublikował analityczną notatkę „ISIS szaleje, Bliski Wschód się trzęsie”. Bez skrępowania mówi o tym, że Zachód korzysta z tego, gdy jedni muzułmanie walczą z drugimi.

D. Pipes na pewno wie dobrze, że w ręce ruchu dostało się złoto wartości 429 milionów USD. Pewny siebie dziennikarz rysuje granice, które IS ma zamiar wytyczyć na mapie świata. Mocnymi kolorami maluje islam, jaki odpowiada muzułmanom. Przytacza przykład doktryny tureckiego przewodnika Fethullaha Gullena – jedynego muzułmanina, któremu udało się stworzyć sieć szkół w USA, przy czym w Turcji, jego ojczyźnie, jego szkoły pozostają zamknięte.

Nie zgadza się z republikańskimi krytykami B. Obamy ani z demokratycznymi krytykami Georga Busha. D. Pipes jest przekonany, że obaj ci prezydenci działali w Iraku prawidłowo, jednak Stany Zjednoczone powinny zostawić rozwiązanie problemu samemu regionowi. I Iranowi. To znaczy zostawić muzułmanom prawo do zabijania jednych przez drugich w interesie Zachodu.

Uparte fakty

Przez sieczkę medialną przebijają się pewne doniesienia o postepowaniu ISIS. Moi korespondenci przytoczyli mi wiele faktów, nie będąc wcale zwolennikami Państwa Islamskiego.

Po pierwsze, wbrew opowiadaniom o masakrach, na swoim terytorium ISIS nie tyka specjalistów, inżynierów, elektryków, lekarzy, pracowników służb komunalnych i prawie w ogóle innych funkcjonariuszy, którzy odpowiadają za jakieś sprawy. W Rakce nie niepokoili robotników pracujących przy tamie czy policjantów drogowych. W wielu miejscowościach na swoich stanowiskach pozostali nawet merzy i inni urzędnicy. Remontują drogi, funkcjonuje transport publiczny. Większą część tych specjalistów stanowią świeccy, wśród nich są nie tylko sunnici.

Działają szkoły dla chłopców. Przywódcy IS wezwali specjalistów z całego świata do pomocy. Wiadomo na przykład, że telekomunikację w Rakce zorganizował inżynier z Tunisu, są lekarze z Chin, inżynierowie z Algierii, Egiptu, Jordanii.

Powstańcy zorganizowali pracę sądów szariackich na wszystkich terytoriach, na których zdołali się utrzymać. Tam, gdzie sądy pracują, nie ma grabieży, kradzieży, aktów przemocy. Islamski podatek okazał się niższy od państwowego. Islamski rząd wypłaca pensje w wysokości 400–600 USD, czyli tyle, ile wynosi pensja w Damaszku czy Bagdadzie.

Wdowom wypłaca się 100 USD i po 100 USD na każde dziecko. Mieszkania skonfiskowane zbiegłym urzędnikom rozdziela się między ubogich i bojowników. ISIS popiera mały biznes – dostawców, producentów, pracowników remontowych, warsztaty, biura komputerowe. Dostają pomieszczenia, niewielkie subsydia, ochronę i oficjalne dokumenty.

Handel zbożem i rozdawnictwo produktów dla biednych pozostaje pod kontrolą. Bogaci płacą specjalny podatek na rzecz biednych. Kwestia handlu ropą pozostaje otwarta. Różne są dane na ten temat. Nie wiadomo jaki jest jego stan po amerykańskich bombardowaniach.

Istnieje też pewne życie kulturalne. W Mosulu przeprowadzono konkurs czytających Koran, a nawet mecz piłkarski.

Przy wrogości ISIS do Braci Muzułmanów i szyitów, ogólne zasady samoorganizacji mające korzenie w islamie najpełniej wcielili w życie właśnie Ichwani i Hezbollah. Niewątpliwie IS dobrze zna te doświadczenia.

W końcu IS współpracuje z „Armią Nakszbandija”, skupiającej wpływowych szejków sufickich oraz byłych żołnierzy saddamowskich, która w ciągu dziesięciu lat opierała się reżimowi. Nakszbandija to największe bractwo sufickie. Założone w XIV w., działało na obszarze od Turcji i Północnego Kaukazu do Środkowej Azji i Indii. Jego siedziby znajdują się w Mekce i Londynie, ma silne związki z elitami światowymi.

Tak więc sprawa nietolerancji ultrafundamentalistów i zaślepionych sekciarzy z IS, jak też samej jego natury pozostaje otwarta. Podobnie jak to, czy Monokolowie podczas upału zasłaniają się przed żarem słońca swoją jedyną nogą.

Źródło: http://poistine.org/pochemu-my-nichego-ne-znaem-ob-isis#.VGHkfckyeM9
Tłum. Maria Rita Walczak

________________________________________
1. en.wikipedia.org/wiki/IS
2. http://www.syriadeeply.org/articles/2014/10/6200/isis-issues-11-rules-journalists-deir-ezzor/

Czytany 8138 razy