piątek, 02 październik 2015 07:07

Michał Kacprzyk: Unia rozbieżnych interesów

Oceń ten artykuł
(57 głosów)

Michał Kacprzyk

Saga związana z przybyciem grupy uchodźców do Polski dobiega końca. Polska wynegocjowała względnie dobre warunki, prawdopodobnie najlepsze, jakie mogła uzyskać. Ze sztywno narzuconej grupy 12 tys. relokacja nad Wisłę nastąpi partiami, dając czas służbom oraz urzędom na przygotowanie się do sprostania temu wyzwaniu. Ponadto Polska będzie miała wpływ na to, kto dostanie zaproszenie, a także będzie mogła zawiesić przyjmowanie uchodźców na wypadek rozwoju konfliktu na Ukrainie. Wynik negocjacji uznaję za kompromisowy. Co ważniejsze jednak, Polska nie sprzeciwiła się całkowicie pomysłowi podziału uchodźców, tak jak uczyniły to dziś kraje Grupy Wyszehradzkiej oraz Rumunia, ustawiając się do Unii Europejskiej bokiem czy wręcz tyłem.

Od kilku miesięcy byliśmy świadkami exodusu ludności z opętanej wojną Syrii. Ich wola osiedlenia się w Unii Europejskiej (głównie w jej najbogatszych krajach) okazała się przyczyną konfliktów politycznych nie tylko w Polsce, ale we wszystkich krajach Europy Wschodniej. Przyjmowanie Syryjczyków wywołało duże obawy wśród bardziej konserwatywnej części społeczeństwa. W mojej opinii w Brukseli podjęto decyzję słuszną, ale nie ze względu na pomoc innym i humanitaryzm . Dziś gra idzie tu o coś zupełnie innego i większego.

Rozkład sił

Bieżąca sytuacja geopolityczna w Europie jest niestabilna, a jej przyszłość budzi moje duże obawy. Sądzę, że jeśli sprawa uchodźców zostałaby skutecznie zablokowana, UE z największą pomocą Niemiec i kilku innych państw, potrafiłaby ten problem okiełznać. Jestem jednak przekonany, że w świetle obecnych wydarzeń krajom takim jak Czechy, czy Węgry długo nie zapomni się sprzeciwu wobec idei europejskiej solidarności. Wszystkie kraje wyszehradzkie mają obecnie rozbieżne interesy z Polską, a jedynym spoiwem tych czterech państw jest ich położenie geograficzne. W obecnym układzie sił diametralnie bliżej nam do Państw Bałtyckich niż do Grupy Wyszehradzkiej. Na początku 2016 r. UE będzie decydować o przedłużeniu sankcji nałożonych na Rosję w związku z konfliktem ukraińskim, na utrzymaniu, których zależy przede wszystkim Polsce i krajom Bałtyckim. Sankcje te ewidentnie stoją w sprzeczności ze strategią pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej. Za ich wyraźnym poluzowaniem, jeśli nie całkowitym zniesieniem, są także Włochy i Grecja.

Jaki interes w utrzymaniu sankcji mają kraje Europy Południowej, dla których konflikt na Ukrainie to problem porównywalny z przegranym meczem reprezentacji w piłkę nożną? Europa Południowa stoi obecnie przed wyzwaniem przyjęcia ogromnej liczby uchodźców. Potrafię sobie wyobrazić debatę, w której premierzy Włoch oraz Grecji będą argumentować zniesienie sankcji przeciwko Rosji, podnosząc, że muszą tym pobudzić gospodarkę i zwiększyć wpływy do budżetu. Z całego serca życzę powodzenia przyszłemu polskiemu rządowi, który postawiwszy się całej Europie, próbuje przekonywać o słuszności utrzymania sankcji względem Rosji. Czym grozi zniesienie sankcji? Putin wróci na salony i będzie brylował w Europie, robiąc interesy tylko z wybranymi krajami. Jest niemal pewne, że Rosja podtrzyma sankcje związane z przywozem żywności nałożone na Polskę, wracając przy tym na kurs rozwoju i większych wpływów do budżetu. Ciche przyzwolenie części unijnych przywódców będzie jeszcze większą zachętą do kontynuowania operacji na Ukrainie, co w krótkiej perspektywie oznacza dziesiątki tysięcy uchodźców z Ukrainy, którzy przyjadą do Polski. Co w tej sytuacji odpowiedziałaby Unia Europejska? „Róbcie, co chcecie, to nie nasz problem”.

Piłka po stronie Rosji

Wzmożona aktywność Rosji w konflikcie syryjskim oraz wsparcie aparatu Assada, tylko potwierdza teorię o nieczystych intencjach Putina, który zdaje się skutecznie destabilizować Unię Europejską jej własną bronią – hipokryzją. Putin znalazł się w potrzasku, a Rosja na krawędzi bankructwa, co może przyczynić się do jej kolejnego upadku. Sądzę, że niewielu pamięta, że zarówno Związek Radziecki, jak i epoka Jelcyna skończyły się wraz z nadejściem kryzysu i dziurawego budżetu. Putin doskonale zdaje sobie sprawę, że konflikt w Syrii to dobry moment, żeby namieszać w Europie i zmienić układ sił. Polityka Rosji wydaję się być polityką kraju, który nie ma już nic do stracenia. Szczur wpędzony do klatki biega po niej, ale szczur zapędzony do narożnika atakuje. Rosja Putina będzie atakować, bo nie boi się ryzyka. Jeśli UE nadal będzie potrafiła mówić jednym głosem, ten atak uda się odeprzeć. Uważam, że źródło obecnego kryzysu, nie leży w Budapeszcie na dworcu Keleti, ale właśnie na Kremlu, w którego kazamatach snuje się tajny plan rozczłonkowania UE. Silny Putin i nieradząca sobie z wewnętrznymi konfliktami UE to stan dla Polski skrajnie groźny i niebezpieczny. Nie tylko w odniesieniu do sytuacji na Ukrainie, ale także pozycji kraju w Europie.

Przyjaciołom też warto patrzeć na ręce

Polska dyplomacja pokazała, że może być twardym negocjatorem. Uprawiając politykę dialogu, a nie “odchodzenia od stołu” udowodniliśmy że jesteśmy i nadal chcemy być partnerem w rozwiązywaniu problemów. W tak ważnej sprawie liczy się kompromis i umiejętność wspólnego rozwiązywania konfliktów, a jeżeli któryś z krajów tego nie rozumie, powinien zastanowić się, czy Unia Europejska jest klubem, w którym jego obecność jest uzasadniona. Od wielu dni przez prawicowe media przetacza się fala krytyki, która odżegnuje rząd od czci i wiary, wskazując na naszą nielojalność względem Czech, Słowacji i Węgier. Prawda, tylko czy ktoś zadał sobie ostatnio pytanie, czy interesy w Grupie Wyszehradzkiej są jeszcze wspólne? Zarówno Węgry, Czechy jak i Słowacja mają bardzo dobre kontakty z Rosją, a sankcje nałożone na reżim Putina ewidentnie stoją w sprzeczności z polityką V4, włączając w to politykę gospodarczą. Czy Grupa Wyszehradzka kiedykolwiek popierała Polskę w polityce wschodniej? Przeciwnie, w tych sprawach bliższymi sojusznikami byli nawet Skandynawowie.

Każdy od czasu do czasu powinien zweryfikować grupę swoich najbliższych przyjaciół. Teraz przyszedł czas próby, kiedy wszyscy partnerzy muszą upewnić się, czy strzelają gole do tej samej bramki. Problem uchodźców to jeden z elementów, który zdefiniuje rozkład sił w Europie na najbliższe lata. Osobiście wolałbym nie „pchać” się ochoczo wraz z naszymi sąsiadami w ręce Rosji, a raczej życzyć sobie, że pozostaniemy wiarygodnym partnerem dla silnych krajów Europy Zachodniej. Unia Europejska to gra drużynowa. Zawsze lepiej grać w pierwszym składzie, nawet, jeśli jest to tylko pozycja środkowego pomocnika, niż siedzieć na ławce rezerwowych, zapewniając, że w każdej chwili można przecież wstać i strzelić gola. Oby tylko nie do własnej bramki.

Statystyki

Tylko w 2014 r. złożono w Polsce 8020 wniosków o nadanie statusu uchodźcy, w większości z Rosji, głównie z muzułmańskiej Czeczeni. Osoby, które dostały w Polsce ochronę, rzadko tutaj zostają. Urząd do Spraw Cudzoziemców szacuje, że ok. 80 proc. osób wnioskujących w Polsce o status uchodźcy chce wyjechać na Zachód.

Tekst pochodzi ze strony ntb jednolite

Czytany 3426 razy Ostatnio zmieniany piątek, 02 październik 2015 07:58