czwartek, 23 maj 2013 08:42

Michał Denka: Trudny maj Obamy

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Bobama_sad  Michał Denka

Ciemne chmury zebrały się nad Białym Domem. Media i prawicowa opozycja zarzucają prezydentowi Obamie i jego administracji łamanie zasad i prowadzenie niemoralnej polityki. Pojawiają się porównania do słynnych afer z niksonowską Watergate na czele. Czy słusznie?

Kto by przypuszczał, że maj będzie kojarzył się Obamie z najtrudniejszymi perturbacjami politycznymi obu kadencji? Jeszcze nie tak dawno można było przyjmować zakłady, że majowy sukces sprzed dwóch lat – odnalezienie i zabicie przywódcy Al-Kaidy [1] w pakistańskim Abbottabadzie – będzie symbolem skuteczności obamowskiej pogoni za światowymi dżihadystami. Tymczasem, krok po kroku, Biały Dom kroczy po polu minowym. Co prawda miny niewielkie i z małą siłą rażenia, ale jednak oddźwięk tej niegramotnej wędrówki jest wyraźnie słyszalny na całym świecie.

Benghazi

Wszystko zaczęło się dość niewinnie, od zeznań Gregorego Hicksa przed Komisją Nadzoru Izby Reprezentantów 5 maja. Pan Hicks w 2012 roku pełnił funkcję zastępcy ambasadora J. Christophera Stevensa, który zginął na placówce w libijskim Benghazi [2]. Hicks zeznał, że od początku wydarzeń z września 2012 wiedział, że doszło do zaplanowanego zamachu terrorystycznego, a nie jak twierdziła ambasador USA przy Organizacji Narodów Zjednoczonych Susan Rice "przypadkowego ataku". Dopiero po jakimś czasie administracja stwierdziła, że ambasador Stevens i trzech innych Amerykanów zginęło w wyniku planowanej akcji terrorystycznej. Hicks przyznał, że był zdumiony wystąpieniem ambasador Rice, zwłaszcza że nikt z Departamentu Stanu nie kontaktował się z placówką w Libii przed jej wywiadem. Powiedział kiedy oglądałem (wystąpienie Rice) opadła mi szczęka… Nigdy w życiu, w karierze nie wstydziłem się tak bardzo, jak tego dnia… Nie przekazałem raportu o demonstracjach, informowałem o ataku na konsulat.

Jego słowa wywołały burzę, którą z niemal świętym uniesieniem podsycali nieprzychylni Białemu Domowi Republikanie. Przewodniczący Komisji Nadzoru Darrell Issa (Republikanin, Kalifornia) grzmiał, że mieliśmy do czynienia z polityczną decyzją o mówieniu czegoś innego, niż w rzeczywistości powinno się powiedzieć. Prawica ciskała gromy na głowę Obamy za niepodjęcie wystarczających kroków w związku z zamachem, szybko też doszli do wniosku, że prezydent jest pobłażliwy wobec terrorystów.

Widocznie pamięć członków GOP jest tak krótka, że sięga tylko do inauguracji pierwszej kadencji demokratycznego prezydenta. Za rządów Georga Busha juniora doszło do 13 zamachów terrorystycznych wymierzonych w obywateli USA, które nie spotkały się z żadną reakcją Białego Domu (w zasadzie zareagowano tylko na ten z 11 września 2001 roku, a sama reakcja pozostawia wiele do życzenia). Nawet republikański pół-bóg, pół-aktor Ronald Reagan miał na koncie kilka takich kwiatków, ze słynnymi już zamachami w Libanie (kwiecień 1983, w zamachu na ambasadę w Bejrucie giną 63 osoby, w tym 17 Amerykanów; październik 1983, w ataku na bazę Marines w Bejrucie ginie 241 amerykańskich żołnierzy). Rzecz jasna można twierdzić, że reakcją na nie była wojna z maluteńką Grenadą, ale nie była ona wymierzona w Islamski Dżihad. Miała tylko przykryć smutną wpadkę ówczesnej administracji.

Co oznacza kampania podejmowana przez Republikanów w sprawie Benghazi? Przypuszczam, że nie ma ona bezpośredniego związku z samą śmiercią ambasadora Stevensa, ale faktem, że ówczesnym szefem Departamentu Stanu była Hillary Clinton. Tworzenie negatywnej atmosfery wokół amerykańskiej dyplomacji oznacza bezpośredni atak wymierzony w najpoważniejszego kandydata do zdobycia nominacji Demokratów do startu w wyborach prezydenckich w 2016 roku.

Associated Press

Następnie na światło dzienne wyszły działania podjęte przez Departament Sprawiedliwości w stosunku do agencji Associated Press, będące w istocie największą akcją przeciwko przeciekom z instytucji rządowych do mediów. 13 maja szef AP Gary Pruitt poinformował opinię publiczną, że DS uzyskał dostęp do bilingów reporterów agencji z dwóch miesięcy minionego roku. Pruitt w liście do prokuratora generalnego Erica Holdera (szefa DS) stwierdził, że nie można wskazać żadnego możliwego usprawiedliwienia dla przejęcia bilingów Associated Press i jej reporterów i zażądał zwrotu bilingów oraz zniszczenia wszelkich kopii.

AP podała, że Departament Sprawiedliwości otrzymał listę połączeń przychodzących i wychodzących oraz czasu ich trwania z telefonów służbowych i prywatnych poszczególnych reporterów, telefonów w siedzibach AP w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Harford w stanie Connecticut oraz galerii prasowej AP w Izbie Reprezentantów. Dane dotyczą okresu od kwietnia do maja 2012 roku.

Wskazany zakres czasowy dość jasno wskazuje na przyczynę działań podjętych przez Departament Sprawiedliwości. 7 maja 2012 roku reporterzy AP Adam Goldman i Matt Apuzzo, powołując się na anonimowe źródła, poinformowali, że CIA udaremniła atak przygotowywany przez terrorystów powiązanych z Al-Kaidą. Celem zamachu miało być zniszczenie samolotu amerykańskich linii lotniczych przy użyciu ładunków wybuchowych nowego typu w rocznicę zabicia Osamy bin Lagena.

Głównym argumentem DS była kwestia bezpieczeństwa narodowego, jednakże AP poinformowała, że współpracowała z władzą właśnie ze względu na bezpieczeństwo państwa. Dziennikarze przystali na prośbę Białego Domu i CIA i nie opublikowali materiału w związku z trwającą operacją wywiadowczą. Jak twierdzi AP, kiedy urzędnicy poinformowali o rozwianiu obaw dotyczących publikacji, dziennikarze przedstawili swoje materiały nie czekając na oficjalny komunikat Białego Domu.

Później okazało się, że niedoszły zamachowiec był naprawdę amerykańskim szpiegiem, umieszczonym w jemeńskiej grupie terrorystycznej powiązanej z Al-Kaidą Półwyspu Arabskiego. 18 maja 2012 roku Reuters podał, za urzędnikami amerykańskiej administracji, że przeciek AP wymusił zakończenie operacji, która miała trwać przez kolejne tygodnie lub dłużej.

AP ujawniła, że Departament Sprawiedliwości uzyskał dostęp do numerów telefonów pięciu reporterów i wydawcy zaangażowanych w materiał z 7 maja 2012 roku: Apuzzo, Goldmana, Kim Dozier, Eileen Sullivan, Alana Frama i Teda Bridisa.

Czy działania DS są nielegalne? Nie, nie stanowią też poważnego zagrożenia dla wolności słowa. Jednak nie da się ukryć, że działania wymierzone przeciwko AP mogą doprowadzić do odcięcia tej agencji od jakichkolwiek niejawnych źródeł informacji. Amerykanie bardzo negatywnie reagują na wszelkie ingerencje rządu federalnego w ich wolności i bronią ich z dużym zaangażowaniem (stąd zarzuty o naruszeniu pierwszej poprawki dot. właśnie wolności prasy). Zaangażowanie w globalną wojnę z terroryzmem pociągnęło za sobą wiele ustępstw obywateli wobec władzy centralnej, ograniczono wiele praw na rzecz bezpieczeństwa. Działania administracjiskądinąd zapewnie słuszneodciskają bardzo negatywne piętno na jej wizerunku publicznym, jako naruszającej prawa obywatelskie (czego z pewnością nie zrobił George Bush i jego prawodawstwo kontrterrorystyczne).

Kolejnym powodem do ataków wymierzonych w Biały Dom stała się „afera podatkowa”. 10 maja wyszło na jaw, że amerykański Urząd Podatkowy (Internal Revenue Service, IRS) badał ze szczególną skrupulatnością organizacje powiązane z prawicą pod kątem nadużyć podatkowych.

Rzecznik Białego Domu Jay Carney i senator z Kentucky Mitch McConnell wezwali w piątek, 10 maja, do przeprowadzenia śledztwa w sprawie praktyk stosowanych przez IRS, po tym jak agencja przeprosiła za przeprowadzenie w grupach konserwatywnych kontroli podatkowych bardziej dogłębnych i restrykcyjnych niż w innych organizacjach ubiegających się o zwolnienie od podatku w latach 2010–2012.

Okazało się również, że szefostwo IRS wiedziało o działaniach podejmowanych przez pracowników badających ze szczególną dokładnością grupy konserwatywne od początku 2011 roku. Informacja o posiadaniu takiej wiedzy jest sprzeczna z oświadczeniami byłego szefa IRS Douga Shulmana. W czasie zeszłorocznego przesłuchania przed Kongresem wielokrotnie zaprzeczał istnieniu takiego szczególnego profilowania kontroli skarbowych (chodziło o wybieranie zeznań podatkowych zawierających słowa kluczowe „patriota” czy „tea party”). „Nie ma żadnego celowania”, to normalna procedura wobec starających się o zwolnienie od podatku, twierdził w marcu 2012.

Prezydent Obama nazwał działania IRS „oburzającymi” i „sprzecznymi z tradycją”, dając do zrozumienia jakie jest jego stanowisko przed piątkowymi przesłuchaniami dotyczącymi sprawy Urzędu Podatkowego przed Kongresem.

17 maja, w czasie przesłuchania przed Komisją Podatkową Izby Reprezentantów, przedstawiciel Departamentu Skarbu musiał zmierzyć się z pytaniami o legalność działań IRS. W czasie przesłuchania J. Russell George (Inspektor Generalny ds. Administracji Podatkowej Departamentu Skarbu) oświadczył, że chociaż działania Urzędu były „niestosowne”, to jednak pozostawały w pełni legalne.

Szczere oburzenie amerykańskiej prawicy jest zrozumiałekto lubi, gdy skarbówka kontroluje jego finanse? Nie jest to jednak ani zachowanie nielegalne, ani wyjątkowe w amerykańskiej historiikontrole zlecali m.in. JFK (z jego polecenia sprawdzano ugrupowania ekstremistyczne), FDR (przeciwko populiście Huey'owi Longowi), a wiele wskazuje, że Ike Eisenhower wstrzymał działania agencji wymierzone przeciwko Adamowi Claytonowi Powellowi juniorowi po tym, jak uzyskał poparcie polityczne od Demokratów. Najdalej w swych zapędach poszedł niesławny Richard Nixon, z polecenia którego IRS szczegółowo sprawdzała czołowych polityków Partii Demokratycznej, w tym Eda Muskie'ego (wówczas senatora ze stanu Maine, w przyszłości Sekretarza Stanu w administracji Cartera), Huberta Humphrey'a (wiceprezydenta za czasów poprzednika Nixona, Lyndona B. Johnsona) i Teda Kennedy'ego (senatora z Massachusetts, brata JFK i RFK)wszyscy byli potencjalnymi kontrkandydatami Nixona w wyborach 1972.

Histeria Tea Party [3] i innych ugrupowań „patriotycznych” nie ma poważniejszych podstaw. Zresztą, skoro we wszelkich kampaniach „herbaciani” występują z plakatami „nie dla podatków” albo „trzymajmy Waszyngton z dala od naszych pieniędzy” i nawołują do nie uiszczania należnych sum do skarbu państwa, trudno się dziwić, że ich działalność jest prześwietlana przez kontrolę podatkową.

James Blond

14 maja rosyjska FSB poinformowała o zatrzymaniu trzeciego sekretarza amerykańskiej ambasady w Moskwie Ryana C. Fogle'a pod zarzutem szpiegostwa. Pan Fogle, rzekomo pracujący dla Centralnej Agencji Wywiadowczej, miał podejmować próby rekrutacji obywateli rosyjskich do pracy szpiegowskiej na rzecz USA.

Okazało się, że zatrzymany „agent” miał przy sobie sprzęt szpiegowski z tureckiego filmu klasy Bdwie peruki, ogromną latarkę, okulary przeciwsłoneczne, mapę i kompas. Oglądając sceny z zatrzymania Fogle'a zacząłem współczuć amerykańskim dyplomatom, których nie stać na nawigację satelitarną i po Moskwie muszą biegać ze sprzętem godnym polskiego harcerza z 6 klasy szkoły podstawowej.

Niemniej „gadżety”, nawet tak kompromitujące, nie są w tej sprawie najważniejsze. As wywiadu miał przy sobie pisemną instrukcję dot. przeciągania obywateli Federacji Rosyjskiej na stronę amerykańską.

List zajmujący jedną stronę papieru A4, który po zatrzymaniu Amerykanina ujawniła FSB, oferował przyszłemu tajnemu współpracownikowi 100 tys. dolarów amerykańskich za przekazanie posiadanych informacji oraz miliona dolarów za zdobycie danych poszukiwanych przez USA. W liście (rozpoczynającym się od wzruszającego „Drogi przyjacielu”). Amerykanie prosili rekruta o kontakt przez system mailowy Google'a i odczekanie tygodnia na odpowiedź z ich strony.

Na reakcję Moskwy nie trzeba było długo czekać. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow oświadczył, że aresztowany dyplomata jest persona non grata w Federacji Rosyjskiej i nakazał mu natychmiastowe opuszczenie kraju. Podobne prowokacje w stylu zimnowojennym z pewnością nie służą wzmocnieniu wzajemnego zaufaniapowiedział szef rosyjskiej dyplomacji.

Michael McFaul, amerykański ambasador w Moskwie, brał udział w wymianie pytań i odpowiedzi na Twitterze, kiedy upubliczniono informację o zatrzymaniu Fogle'a. Stanowczo odmówił udzielania jakichkolwiek informacji na temat zarzutów.

Wpadka jest oczywista. Nie wiemy, czy Ryan Fogle rzeczywiście pracował dla CIA, ale faktem pozostaje jego operetkowy entourage i rażący brak profesjonalizmu. Co więcej, to już kolejne naruszenie kruchych relacji łączących Moskwę i Waszyngton. O ile sam prezydent nie miał żadnego wpływu na karierę Fogle'a i nie był jego bezpośrednim zwierzchnikiem, to i tak afera z niezbyt rozgarniętym dyplomatą spada na konto Obamy i jego ludzi, poważnie utrudniając dialog z prezydentem Putinem i jego otoczeniem.

Co dalej?

Ponad wszelką wątpliwość można stwierdzić, że nie mamy do czynienia z „drugą Watergate”, ani nawet z „aferą” jako taką. Wpadki przy zarządzaniu tak wielką machiną jak państwo są nieuniknione, a prowadzenie światowego mocarstwa jest z pewnością jeszcze większym wyzwaniem. Oglądając materiały konserwatywnej Fox News można dojść do wniosku, że Obama jest najgorszym prezydentem Stanów w 224-letniej historii urzędu. Ale nie wykazał się większą arogancją w sprawie Benghazi niż jego poprzednicy, śledztwo w AP ma uzasadnienie w polityce bezpieczeństwa i jest mniej inwazyjne niż działania podejmowane przez administrację Georga W. Busha juniora, a wykorzystywanie IRS do działań politycznych ma w Stanach długą historię i robili to przedstawiciele obu stron sceny politycznej. Wbrew pozorom największe znaczenie może mieć aresztowanie szpiega od siedmiu boleści, Ryana Fogle'a, ponieważ jest to kolejny kamyczek przesuwający relacje amerykańsko-rosyjskie w stronę poważnego ochłodzenia.

Na rynku wewnętrznym Obama prawdopodobnie postara się przykryć majowe niepowodzenia ofensywą legislacyjną.

W czasie spotkania ze strategami Partii Demokratycznej w miniony czwartek, Denis R. McDonough (szef personelu Białego Domu) nakreślił plan zintensyfikowanego działania na rzecz reorganizacji prawa imigracyjnego, osiągnięcia porozumienia budżetowego i usprawnienia przepisów dotyczących opieki zdrowotnej. Biały Dom zamierza również przygotować nowe propozycje zmierzające do utrzymania niskiego poziomu stawek kredytów studenckichustalenia dotyczące ich obecnej wysokości przestaną obowiązywać latem tego roku. Wszystkie te działania, jako pozytywny przekaz, administracja chce przedstawić w kontraście do agresywnych działań Republikanów, które zamierza określić jako „nieuczciwe zagrywki”.

Mike McCurry, były rzecznik Billa Clintona, przekazał prasie słowa McDonoughmusimy pozostać skoncentrowani (...) nawet jeśli nie osiągniemy sukcesu w krótkiej perspektywie, musimy iść naprzód.

Artykuł pochodzi z portalu mojeopinie_log

Fot. news.nationalpost.com

__________________________
1 http://www.mojeopinie.pl/smierc_terrorysty_w_3_odslonach,3,1304610939
2 http://www.mojeopinie.pl/atak_na_amerykanskie_placowki_dyplomatyczne_w_libii_i_egipcie,3,1347450821
3 http://www.mojeopinie.pl/Tea%20Party,11

Czytany 3533 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04