poniedziałek, 19 kwiecień 2010 05:59

Mateusz Piskorski: W katastrofie pod Smoleńskiem zginął też Giedroyć

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Mateusz Piskorski
Ostatnie dni żałoby narodowej w Polsce po katastrofie prezydenckiego samolotu przyniosły kolejne deklaracje przełomu w relacjach polsko-rosyjskich. Optymizmem rozbrzmiewają wypowiedzi Adama D. Rotfelda i innych polskich przedstawicieli Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, ale także licznych polityków, publicystów i analityków. W tym kontekście za nieszkodliwy folklor uchodzić mogą skandalizujące wypowiedzi jednego z parlamentarzystów PiS, czy zionące podejrzliwością komentarze pewnej toruńskiej rozgłośni radiowej.
Dominują głosy wyjątkowo trzeźwe, jakby po tragicznej katastrofie nagle przyszło ostateczne wytrzeźwienie po wieloletnim alkoholowym zamroczeniu. Jednym z tych głosów przemówił znany prawicowy publicysta Andrzej Talaga. Na łamach Dziennika (z 16-18.IV.2010) w tekście pt. „Polski i Rosji nie dzielą spory o znaczeniu fundamentalnym" autor dokonuje co najmniej dwóch realistycznych przełomów, proponując partnerskie relacje Polski i Rosji w strefie państw poradzieckich położonych pomiędzy oboma krajami (Ukraina, Białoruś) oraz współpracę polsko-rosyjską w dziedzinie energetyki, włącznie z zaangażowaniem Warszawy w projekt Gazociągu Północnego. „Bez cienia Jerzego Giedroycia za plecami łatwiej nam funkcjonować na Wschodzie, budujemy bowiem swoją politykę w regionie nie na tym, jak naszym zdaniem być tam powinno, ale jak rzeczywiście jest" - pisze Talaga, zdecydowanie krytykując jednoznaczne zaangażowanie Polski sprzed kilku lat po stronie takich przywódców, jak Wiktor Juszczenko czy Miheil Saakaszwili. Cień, a właściwie widmo dorobku paryskiej Kultury (może nie tylko wspomnianego Jerzego Giedroycia, ale także Juliusza Mieroszewskiego, właściwego autora koncepcji UBL) istotnie ciążył nad całą polską polityką wschodnią po 1989 roku. Ideologia i archaiczne założenia przesłaniały dynamiczny realizm i racjonalny pragmatyzm. Do dziś zresztą w wielu przypadkach przesłaniają. Gdy kilka tygodni temu rozmawiałem w Moskwie z jednym z zaprzyjaźnionych kremlowskich doradców na temat Białorusi i naszego zaangażowania w poparcie dla wątpliwej reputacji grona skupionego wokół osławionej Andżeliki Borys, samozwańczo reprezentującego tamtejszych Polaków, ten znacząco popukał się w czoło i kilkukrotnie powtórzył magiczne słowo „prywatyzacja", nie mogąc się nadziwić, że uprzywilejowanym inwestorem w Mińsku są Niemcy i Francuzi, ale nie Polacy.

Śmierć polskich polityków 10 kwietnia pod Smoleńskiem wywołała wyjątkowo silne emocje zbiorowe. Paradoksalnie, dwoma głównymi obiektami ciepłych uczuć stali się tragicznie zmarły prezydent Kaczyński i stojący na czele wyjaśniającej przyczyny katastrofy komisji premier Władimir Putin, do tej pory nie cieszący się w Polsce, oględnie mówiąc, wielką estymą. Emocje z reguły mają charakter przejściowy. Dziś te emocje wzbudziły jednak u niektórych realizm, zdolność do trzeźwej kalkulacji i oceny. Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych uczestniczyło w tych dniach aktywnie w budowie nowego wizerunku Polski w Federacji Rosyjskiej. Staraliśmy się możliwie najszerzej prezentować rosyjskiemu czytelnikowi, za pośrednictwem naszych przyjaciół w moskiewskich mediach, przesłanie wynikające z niewypowiedzianych przez Lecha Kaczyńskiego słów przemówienia w Katyniu, prezentować wezwanie do polsko-rosyjskiego pojednania wygłoszone przez abpa Stanisława Dziwisza. Będziemy to nadal konsekwentnie czynić. Zrobimy bowiem wszystko, by głoszony przez nas od lat polityczny realizm w polityce wobec naszego wschodniego sąsiada stawał się w Polsce poglądem szerszym niż dotychczas, a głosy takie, jak Andrzeja Talagi nie były oceną kontrowersyjnej mniejszości.
Czytany 5335 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04