piątek, 22 styczeń 2010 08:20

Mateusz Piskorski: Ukraina: bałagan z zagranicznymi obserwatorami

Oceń ten artykuł
(4 głosów)
Mateusz Piskorski
Bezprecedensowy bałagan wywołany nieprzejrzystymi decyzjami Centralnej Komisji Wyborczej Ukrainy powoduje coraz poważniejsze obawy o to, czy organ ten poradzi sobie z przeprowadzeniem drugiej tury wyborów prezydenckich zaplanowanych na 7 stycznia, które z całą pewnością prowadzone będą w gorącej, pełnej napięć i wzajemnych oskarżeń atmosferze politycznej.
Arbitralny tryb rejestracji obserwatorów międzynarodowych wzmaga powyższy niepokój jeszcze bardziej. Okazuje się bowiem, że część organizacji została zarejestrowana na podstawie dokumentów złożonych w języku rosyjskim lub angielskim, od innych zaś wymagano tłumaczeń na język ukraiński. Domagano się przy tym udowodnienia przez zainteresowaną NGO jej „międzynarodowego" statusu „zgodnego z prawem międzynarodowym", choć tego rodzaju pojęcie nie istnieje w prawie międzynarodowym dla sfery pozarządowej.

Nic dziwnego, że w tej atmosferze niejednoznaczności doszło do kontrowersji wokół przybycia na Ukrainę tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich grupy około 2 tys. obywateli Gruzji, którzy nie posiadali przyznanego statusu obserwatorów, a występowali w charakterze korespondentów mediów gruzińskich i części ukraińskich. Do położonego we wschodniej części kraju Doniecka dotarli oni w liczbie około 200 osób, co wywołało gorącą debatę pomiędzy sztabami poszczególnych kandydatów.

Sztab Wiktora Janukowycza uznał, że w grupie Gruzinów dominowali „mężczyźni o wysportowanych sylwetkach", domniemając tym samym, że skład delegacji wyznaczono w gruzińskim resorcie spraw wewnętrznych. Wskazywano, że najprawdopodobniej przybyli oni na Ukrainę na zaproszenie konkurencyjnego sztabu Julii Tymoszenko celem organizowania prowokacji w dniu głosowania.

Sztab tej ostatniej kandydatki dawał tymczasem do zrozumienia, że przyjazd nie zarejestrowanych Gruzinów był przejawem pomysłowości urzędującego prezydenta Wiktora Juszczenki, który jednak zamierzał w ten sposób skompromitować właśnie sztab Tymoszenko, wystawiając go na ogień oskarżeń o współpracę z nie darzonym sympatią na wschodzie kraju prezydentem Miheilem Saakaszwilim.

Kulisy przyjazdu tajemniczej grupy obserwatorów są do tej pory nieznane. Trudna do odgadnięcia jest też misja, którą mieli pełnić przybywając na Ukrainę w tak dużej liczbie. Wiemy tylko, że brak czytelnych reguł rejestracji obserwatorów międzynarodowych, wybiórcze i stronnicze traktowanie przepisów oraz różne ich wykładnie prowadzą do sytuacji takich, jak opisana powyżej. Co gorsze, wiodą też ku dyskredytacji statusu i wizerunku instytucji międzynarodowego monitoringu wyborów.
Czytany 10458 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04