Wydrukuj tę stronę
wtorek, 03 styczeń 2012 08:17

Mateusz Piskorski: Rosja - w mroku prognoz

Oceń ten artykuł
(1 głos)

flame_spicz

  dr Mateusz Piskorski

4 grudnia kierowałem grupą obserwatorów z krajów Unii Europejskiej, która przyglądała się przebiegowi rosyjskich wyborów. Po miesiącu chcę przerwać milczenie i szanownym dyskutantom oznajmić: ku naszemu rozczarowaniu, nie udało nam się odkryć żadnych poważnych przypadków naruszeń obowiązującego w Rosji prawa wyborczego. Czy to znaczy, że podzielam optymistyczną ocenę Władimira Czurowa, szefa Centralnej Komisji Wyborczej, i twierdzę, że wynik wyborów odzwierciedla rzeczywiste preferencje mieszkańców Federacji Rosyjskiej? Też nie!

Do skreślenia poniższych zdań skłaniają mnie wypowiedzi analityków i współpracowników ECAG pojawiające się w ostatnim okresie i zawierające mniej lub bardziej interesujące prognozy rozwoju sytuacji w Rosji w kontekście ciągnących się tam już od miesiąca protestów społecznych, rozpoczętych po wyborach parlamentarnych z 4 grudnia 2011 roku. Pomimo licznych wątpliwości i obaw związanych z ryzykiem przedwczesnego wyrażania opinii, czuję się w obowiązku podzielić z Czytelnikami kilkoma uwagami, gdyż na początku grudnia przypadł mi zaszczyt koordynacji misji międzynarodowych obserwatorów ECAG na rosyjskich wyborach. Uwagi poniższe mają wszakże charakter jedynie przyczynkowy i mogą ulec rozszerzeniu wraz z nowymi wątkami pojawiającymi się w prowadzonej na naszym portalu dyskusji.

Przedwczesne podsumowania

Minął miesiąc od wyborów parlamentarnych w Rosji. Cały szereg analityków próbuje jednak na ich podstawie uprawiać działalność prognostyczną (co niniejszym tekstem czynię również ja). Gdzieś w tle majaczy jednak poważna wątpliwość: czy aby nie za wcześnie? Rosyjski system polityczny w ciągu ostatnich lat przeżywał różnego rodzaju okresowe trudności i zawirowania; wystarczy przypomnieć sprawę zarzutów wobec Michaiła Chodorkowskiego, które zostały publicznie oprotestowane przez ówczesnego premiera Michaiła Kasjanowa w 2003 roku. Wydawało się wówczas, że tworzący się układ sił i przybierająca kształt elita władzy znalazła się na poważnym i niebezpiecznym wirażu. Wkrótce jednak o obu wspomnianych postaciach zapomniano, a ich dalsze losy dziś bardziej interesują nastawioną, delikatnie rzecz ujmując, krytycznie wobec rosyjskiego systemu politycznego część opinii eksperckiej i politycznej na Zachodzie, niż samych Rosjan. Godzi się zatem i tym razem poczynić niezwykle istotne zastrzeżenie: wszelkie prognozy formułowane przez najlepszych nawet i najbardziej biegłych w rosyjskiej polityce analityków i obserwatorów mogą mieć co najwyżej charakter bardzo wstępnych założeń, a najlepiej, gdyby w tej sytuacji przybierały postać prognoz wielowariantowych. Realizowanie funkcji prognostycznej w naukach społecznych i politycznych jest samo w sobie działalnością podwyższonego ryzyka, a już w przypadku współczesnej Federacji Rosyjskiej przypomina czysty hazard.

Próba rekonesansu

Aby podjąć się jakiejkolwiek prognozy, nie sposób najpierw nie dokonać próby krótkiej interpretacji wydarzeń ostatnich tygodni. Wiemy zatem, że w Moskwie miały miejsce największe od lat demonstracje gromadzące bardzo różne odłamy antykremlowskiej opozycji. Wiemy, że ich zasięg i charakter zdecydowanie różniły się od rachitycznych i marginalnych „marszów niezgody” i innych protestów organizowanych do tej pory przez np. Inną Rosję. Wiemy zatem, iż władze zderzyły się z autentycznym protestem społecznym, którego rozmiary być może nie są imponujące w skali całej populacji Federacji Rosyjskiej, ale są mimo to czymś bezprecedensowym. 10 i 24 grudnia w centrum Moskwy zebrali się ludzie autentycznie niezadowoleni, prawdopodobnie rozczarowani funkcjonowaniem podstawowych mechanizmów rosyjskiego systemu politycznego. Spotkali się z pokojową reakcją władz, zapewne zdających sobie sprawę, że każde rozwiązanie siłowe mogłoby stać się zapalnikiem dużo poważniejszego w skutkach i skali wybuchu społecznego. To właśnie reakcja władz sprawia, że gołym okiem widoczna jest zasadnicza, jakościowa różnica pomiędzy obecnymi protestami, a tymi, które miały miejsce w rosyjskiej stolicy na przestrzeni ostatnich kilku lat. W przypadku tych drugich, zazwyczaj mieliśmy do czynienia z dość stanowczą reakcją milicji (dziś już policji) i oddziałów MSW. Reakcja ta następowała, gdyż koordynatorzy akcji zdawali sobie doskonale sprawę z marginalnego charakteru ówczesnych pikiet i protestów. W grudniu 2011 roku zdawali sobie natomiast sprawę, że mają do czynienia ze zjawiskiem o wiele poważniejszym, jeśli nie wręcz niebezpiecznym. Przesadne są, oczywiście, twierdzenia o szykowanej na ulicach Moskwy rewolucji; potencjał mobilizacyjny mieszkańców dużych miast, z reguły zresztą reprezentujących w wypadku moskiewskich mityngów tworzącą się, zdegradowaną lub istniejącą realnie (w zależności od opinii socjologów i przytaczanych przez nich definicji owego zjawiska) klasę średnią. Wyjaśnijmy zatem od razu - protesty miały charakter w dużej mierze:

1) klasowy;

2) estetyczny.

O ich klasowym obliczu wspomnieliśmy już powyżej, ale dlaczego uznajemy je za „estetyczne”? „Rosyjski prezydent jest przywódcą elektoratu apolitycznego, biernego, postpolitycznego, dalekiego od jakiegokolwiek tożsamości ideowej. Wyborcy Putina i ‘Wspólnej Rosji’ to w swojej większości właśnie osoby apolityczne – kolektywna ideowa czarna dziura” – napisał w swojej prognozie dr Przemysław Sieradzan. Dotknął tym samym prawdopodobnie sedna problemu. Elektorat rosyjski uległ ideologicznej demobilizacji, której przesłonić nie może nawet fakt istnienia w Rosji bujnego życia intelektualnego, mającego wszakże niszowy zasięg. W tym sensie system polityczny (a w pierwszym rzędzie – społeczny) Federacji Rosyjskiej uległ postępującej okcydentalizacji. Rosyjski wyborca to dziś w dużej mierze wyborca „wrażeniowy”, podejmujący decyzję wyborczą na podstawie emocji i odczuć estetycznych. Jakkolwiek byśmy na tą sytuację nie narzekali, zapewne pozostanie ona czymś w rodzaju przewlekłej choroby trawiącej organizmy nie tylko obywateli państw Unii Europejskiej (przez litość nie wspominając już o naszych sąsiadach z półkuli zachodniej), ale również pozostałe systemy demokratyczne (nie miejsce tu też na dyskusję, czy „demokracja suwerenna” jest czymś diametralnie odmiennym od „demokracji proceduralnej” w krajach Zachodu).

Z zasygnalizowanego powyżej punktu widzenia Władimir Putin wraz ze swym polittechnologicznym otoczeniem i zapleczem popełnił kilka poważnych błędów, które w największym skrócie streścić można post factum następująco:

1) niedostosowanie wizerunku do gustów wyborcy wielkomiejskiego, o średnim lub wysokim statusie materialnym (próby posługiwania się ironią i żartem nie zatarły obrazu macho, nie przypadającego do gustu temu segmentowi);

2) niedostosowanie wizerunku do gustów wyborcy prowincji i mającego niższy status materialny (wymuszony luz, wypowiedzi w rodzaju „być premierem to jest drajw”, nie wspominając już o obnoszeniu się z i-Padem przez Dmitrija Miedwiediewa);

3) nieskuteczna polityka kadrowa, a w efekcie nieudana próba powołania wiarygodnego ruchu proprezydenckiego (partii władzy) i kompromitacja „Jednej Rosji” (przypadki korupcji, braku kompetencji, oportunizmu i koniunkturalizmu);

4) postawienie na czele listy krajowej kandydatów „Jednej Rosji” urzędującego prezydenta;

5) dopuszczenie do fatalnych porażek Administracji Prezydenta w obszarze polityki zagranicznej (żenujące i skutkujące kompromitującą „trzecią turą” elekcji prezydenckiej działania szefa Wydziału Stosunków Międzyregionalnych i Kulturalnych z Zagranicą Siergieja Winokurowa i jego podwładnego Władisława Gasumjanowa podczas wyborów w Osetii Południowej).

Efektem powyższych błędów wizerunkowych była całkowita utrata zaufania społecznego do partii „prezydenckiej”. Próba stworzenia alternatywnej struktury w postaci Ogólnorosyjskiego Frontu Narodowego okazała się spóźniona.

Dłużej nie mogę milczeć!

4 grudnia kierowałem grupą obserwatorów z krajów Unii Europejskiej, która przyglądała się przebiegowi rosyjskich wyborów. Po miesiącu chcę przerwać milczenie i szanownym dyskutantom oznajmić: ku naszemu rozczarowaniu, nie udało nam się odkryć żadnych poważnych przypadków naruszeń obowiązującego w Rosji prawa wyborczego. Czy to znaczy, że podzielam optymistyczną ocenę Władimira Czurowa, szefa Centralnej Komisji Wyborczej, i twierdzę, że wynik wyborów odzwierciedla rzeczywiste preferencje mieszkańców Federacji Rosyjskiej? Też nie!

Uznaję tylko, że w Rosji – wbrew twierdzeniom pani Hillary Clinton, która już dzień po wyborach orzekła, iż zostały one sfałszowane – nie doszło do jakichś masowych „cudów nad urną” czy manipulacji. Doszło natomiast z dużą dozą prawdopodobieństwa do praktyk, które miały miejsce regularnie przy okazji poszczególnych elekcji w Rosji, czyli użycia tzw. zasobu administracyjnego przez urzędników związanych z „Jedną Rosją”. Co to oznacza? W większości okręgów wyborczych na czele list partii władzy stali miejscowi gubernatorzy. Biorąc pod uwagę oczekiwaną już za kilka miesięcy zmianę warty na Kremlu, każdy z nich chciał wykazać się jak najwyższym poparciem dla obozu rządzącego na swoim terenie. To właśnie dlatego zorganizowano cały potencjał administracji w poszczególnych podmiotach federacji do pozyskania jak największej liczby dodatkowych głosów. Metody, którymi się posłużono, nie są elementem specyfiki rosyjskiej, ale raczej technologią wyborczą wykorzystywaną w bardzo wielu państwach, w tym tych, które legitymują się dojrzałością i wieloletnim funkcjonowaniem demokracji proceduralnej. Błędem było przy tym zbyt prymitywne i nachalne posługiwanie się owym wątpliwym w sensie etycznym i niebezpiecznym wizerunkowo instrumentarium. „Jedna Rosja” zbierała dodatkowe głosy w sposób mało finezyjny, bo niezbyt wyrafinowani są przedstawiciele jej aparatu. Powracamy zatem do zasygnalizowanego już wyżej błędu Putina: niewłaściwego doboru kadr.

W przypadku wątpliwości co do uczciwości elekcji znacznie bardziej istotne znaczenie ma jednak opanowanie przestrzeni informacyjnej przez właściwie sformułowane / spreparowane przekazy. Prawdopodobnie żadna ze stron sporu na linii Kreml – Plac Błotny nie będzie w stanie dowieść swoich racji w sporze o to, na ile wybory do Dumy zostały sfałszowane, na ile zaś były transparentne i uczciwe. Każda będzie się wszakże starała o to, aby właśnie jej przekaz i narracja zdominowała media, w tym Internet. Na argumentację prezentowaną przez zwolenników tezy o konieczności przeprowadzenia powtórnych wyborów, adekwatną odpowiedź w owej przestrzeni informacyjnej powinni sformułować przedstawiciele władz. Tłumaczenie, iż za akcjami protestu i przekazem dominującym w Internecie i mediach stoją zagraniczne ośrodki dyspozycyjne, brzmi co najmniej niewiarygodnie. Można przypuszczać, że Plac Błotny dysponuje potencjalnym wsparciem różnego rodzaju struktur i fundacji realizujących politykę amerykańskiego Departamentu Stanu, jednak twierdzenie, iż to właśnie Waszyngton jest jedynym źródłem informacyjnej porażki stanowi nadużycie. Brzmi ono sensownie w wypadku krajów arabskich, lecz mało racjonalnie w przypadku Rosji, której struktury bezpieczeństwa są wystarczająco zaawansowane technologicznie, a specjaliści zajmujący się akcjami informacyjnymi / dezinformacyjnymi prezentują wystarczający poziom profesjonalizmu, by takim próbom zewnętrznej inspiracji niepokojów przeciwdziałać. Po raz kolejny zatem (ostatnim przypadkiem była wojna rosyjsko-gruzińska w sierpniu 2008 roku) okazuje się, że kremlowskie kadry nie są przygotowane do prowadzenia skutecznych działań w zakresie wojny sieciowej. Rezultat jest oczywisty. Plac Błotny-Kreml: 1:0.

Prognozy pogody

W tym skomplikowanym otoczeniu warto na koniec przejść do ryzykownej prognozy dalszego rozwoju wydarzeń. Autor podkreśla, iż gotów jest na konfrontację z rzeczywistością, ale przez pewną ostrożność i mglisty na dziś obraz procesów zachodzących w Rosji, pozwoli sobie na prognozę dwuwariantową, nawet jeśli zostanie ona odczytana jako zbyt asekuracyjna.

Wariant I

Kontynuacja linii zwanego kuklowodem Władisława Surkowa i polittechnologów w rodzaju Gleba Pawłowskiego:

1) rozpoczęcie negocjacji z opozycją (legitymizacja liderów Placu Błotnego i stanowiąca jej konsekwencję inkorporacja opozycji pozaparlamentarnej do sceny politycznej na poziomie mainstreamu);

2) wsparcie umiarkowanego skrzydła opozycji liberalnej (Michaiła Prochorowa, Grigorija Jawlińskiego – rejestracja ich kandydatur w wyborach prezydenckich, dialog za pośrednictwem byłego mentora i współpracownika Putina Aleksieja Kudrina, izolacja opozycji radykalnej, marginalizacja Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej);

3) włączenie Dmitrija Miedwiediewa do procesu negocjacyjnego i podkreślenie jego samodzielnej roli w polityce rosyjskiej (jak przewiduje dr Sieradzan);

przynosząca skutki bolesne dla obecnej elity władzy:

4) druga tura wyborów prezydenckich;

5) pojawienie się tendencji odśrodkowych (patrz: zapowiadana niedawno przez Surkowa konieczność decentralizacji poprzez powrót do bezpośredniego wyboru gubernatorów i szefów podmiotów federacji);

6) osłabienie ośrodka prezydenckiego (Putina – po nieznacznym zwycięstwie w II turze wyborów; powstanie alternatywnego ośrodka władzy w kierowanym przez Miedwiediewa rządzie);

7) spadek znaczenia Moskwy na arenie międzynarodowej.

Wariant II

Realizacja koncepcji politycznej zapoczątkowanej wraz z powołaniem Ogólnorosyjskiego Frontu Narodowego:

1) twarde stanowisko wobec opozycji pozaparlamentarnej (użycie technik prowokacji i dyskredytacji wobec jej liderów, demaskacja zagranicznych źródeł jej inspiracji i finansowania, wykorzystanie organów bezpieczeństwa publicznego);

2) rozbudowa struktur OFN poprzez włączenie w jego struktury szeregu formacji i środowisk antyokcydentalistycznych;

3) rezygnacja Dmitrija Miedwiediewa z urzędu głowy państwa i przejęcie obowiązków prezydenta na czas pozostający do wyborów przez urzędującego premiera;

z dużą dozą prawdopodobieństwa pozwalająca zachować wpływy części elit skupionych wokół Putina i wzmocnić strukturę systemu, skutkująca:

4) zwycięstwem Putina w I turze wyborów prezydenckich (przy wyniku nieznacznie przekraczającym 50% głosów i stosunkowo dobrej pozycji Giennadija Ziuganowa);

5) marginalizacją i docelową likwidacją „Jednej Rosji” oraz odsunięciem na boczny tor liberalnych przedstawicieli dotychczasowych elit kremlowskich;

6) stabilizacją systemu i ponownym wzrostem autorytetu społecznego „narodowego przywódcy” – Putina;

7) zaostrzeniem relacji z USA i niektórymi krajami europejskimi.

Nie wiemy dziś, który z wariantów wybierze sztab Władimira Putina. Nie wiemy też do jakiego stopnia jego środowisko zachowało kontrolę nad kluczowymi zasobami państwa i aktywami politycznymi. Dopuszczamy również warianty pośrednie, lub scenariusze alternatywne, ale dwa powyższe wydają się autorowi najbardziej wiarygodne.

Dymisja Władisława Surkowa z funkcji pierwszego zastępcy szefa AP sprzed kilku dni oraz mianowanie na tą funkcję Wiaczesława Wołodina, jednego z pomysłodawców powołania OFN, mogą przemawiać na rzecz realizacji scenariusza bliższego wariantowi II. Dynamika sytuacji powoduje, że również na forum ECAG zapewne modyfikować będziemy nasze przewidywania. Rzeczywistość rosyjska jest bowiem na tyle złożona, że do jej interpretacji (czy tylko?) Biały Dom wysyła do Moskwy nowego ambasadora – prof. Michaela McFaula. A to również, pewnie jeden z wielu, signum temporis.

Artykuł został opublikowany w ramach Debaty portalu Geopolityka.org na temat fali rosyjskich protestów

fot. sxc.hu

Czytany 6335 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04