poniedziałek, 03 sierpień 2009 10:58

Mateusz Piskorski: Rocznicowe potyczki

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

altMateusz Piskorski

Następujące po sobie w ciągu ostatnich kilku dni przypadki ostrzałów terytorium Osetii Południowej ze strony gruzińskiej stanowią swoiste memento zbliżającej się rocznicy ubiegłorocznej wojny na Kaukazie. W sezonie ogórkowym każda tego rodzaju wiadomość natychmiast zyskuje na znaczeniu, a żądni newsów dziennikarze od razu zwielokrotniają jej rangę i znaczenie.

Tak też stało się i tym razem; część komentatorów wieszczy, iż w ciągu kilku najbliższych dni może dojść do wybuchu kolejnego zbrojnego konfliktu na Kaukazie. Tymczasem istnieje co najmniej kilka przesłanek każących z dużą rezerwą odnosić się do tego rodzaju rewelacji.

Po pierwsze, incydenty podobne do tych z ostatnich dni są na pograniczu gruzińsko-osetyjskich elementem rzeczywistości dnia powszedniego. Nieskoordynowane, chaotyczne ostrzały są najczęściej nieskuteczne i być może dużo racji mają niektórzy eksperci gruzińscy, którzy uznają je za efekt pijaństwa stacjonujących na tych obszarach oddziałów wojskowych. Zaplanowana akcja zbrojna ze strony gruzińskiej miałaby najprawdopodobniej zupełnie inny przebieg i mogłaby polegać na silnym ostrzale artyleryjskim terenów wiejskich położonych na pograniczu celem wywołania ucieczki miejscowej ludności osetyjskiej.

Po drugie, państwo gruzińskie jest do takiej akcji niezdolne militarnie i politycznie. Większość uzbrojenia tamtejszej armii została zlikwidowana podczas ubiegłorocznego konfliktu, a choć dostawy od państw sojuszniczych Stanów Zjednoczonych były przez miniony rok kontynuowane, to odtworzenie potencjału sił zbrojnych po ich całkowitej klęsce w tak krótkim okresie nie jest możliwe. Podczas  ostatniej wizyty wiceprezydenta USA Joe Bidena władze gruzińskie nie otrzymały też żadnych werbalnych gwarancji pomocy zbrojnej czy nawet wsparcia politycznego na wypadek wznowienia konfliktu.

Po trzecie, operacja zbrojna jest aktualnie bezcelowa także z punktu widzenia Federacji Rosyjskiej, która liczy raczej na polityczne osłabienie obecnego kierownictwa w Tbilisi poprzez nagłaśnianie przypadków łamania przez nie rozejmu. Dlatego informacje o ostrzałach wywołują reakcje nieproporcjonalnie wysokiego szczebla, mające na celu utrzymanie opinii publicznej w przekonaniu o stale istniejącym ze strony Tbilisi zagrożeniu.

Po czwarte, poza niewielkimi korektami granicznymi, wybuch otwartego konfliktu nie jest także na rękę obecnym władzom południowoosetyjskim, które zajęte są raczej poszukiwaniem perspektyw odbudowy i rozwoju zniszczonego terytorium niż inspirowaniem kolejnych starć. Niemniej jednak, z punktu widzenia legitymizacji nowo powstałego państwa ważne jest utrzymywanie przekonania o przygotowującym się do ataku wrogu, które nie pozwoli zapomnieć o rocznicy tragicznych wydarzeń roku 2008.

Jest tylko jeden wariant, w którym wybuch konfliktu można by uznać za prawdopodobny. Jest nim ewentualna niepoczytalność Micheila Saakaszwilego, który - słabnąc na arenie wewnętrznej i międzynarodowej - mógłby w akcie autodestrukcyjnej desperacji zdecydować się na rzucenie swych wątłych sił do kolejnej wojny. Takie założenie ma swoich zwolenników wśród tych, którzy bacznie obserwowali zachowania gruzińskiego prezydenta podczas ubiegłorocznego konfliktu. Oczywiście, nie doszło do przeprowadzenia badań stanu zdrowia Saakaszwilego, czego domagała się tamtejsza opozycja. Niektórzy psychiatrzy, obserwując zachowania i sposób wypowiedzi prezydenta, formułowali wszakże dość śmiałe medyczne diagnozy. Z punktu widzenia zachowania kruchego pokoju na Kaukazie niezwykle istotne jest zatem zdrowie mentalne Saakaszwilego.

Czytany 6497 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04