wtorek, 15 listopad 2011 09:50

Mateusz Piskorski: Jeśli nie możesz ich pokonać...

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

lorneta  dr Mateusz Piskorski

Jeśli nie możesz ich pokonać, przyłącz się do nich – ta maksyma powinna stanowić oś i istotę realistycznej polityki zagranicznej także dla Warszawy i również – a może przede wszystkim – na jej wschodnim kierunku.

Tekst autorstwa Piotra A. Maciążka pt. „Sikorski omamiony ideą Siergieja Karaganowa” nie ma charakteru merytorycznej polemiki ze zwolennikami koncepcji integracji eurazjatyckiej, lecz jawi się napastliwą i bezzasadną krytyką działań ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Sama „idea Karaganowa” nie jest, nawiasem mówiąc, ideą nową, lecz jedynie modyfikacją koncepcji pojawiających się od wielu już lat i nawołujących do „europeizacji” Federacji Rosyjskiej. Różni się zatem zasadniczo zarówno od programu eurazjatyckiego, jak i od konceptu Bloku Kontynentalnego (tellurokratycznego) lansowanej na polskim gruncie ostatnio m.in. przez Leszka Sykulskiego. U podstaw alarmistycznego tonu Maciążka leży przekonanie o wyższości drogi euratlantyckiej nad kontynentalną i na tym etapie polemika pomiędzy dwoma istotnymi podejściami do roli Polski w geopolitycznym układzie świata może być nawet interesująca. Osobiście wielokrotnie dawałem wyraz przekonaniu, iż pomysł Partnerstwa Wschodniego jest pomysłem chybionym i oderwanym od rzeczywistości geoekonomicznej i geokulturowej obszaru postradzieckiego, zaś idea Partnerstwa dla Modernizacji lansowana przez Berlin stanowi nie tyle koncepcję integracyjną, co raczej kolonizacyjną (w sensie ekonomicznym) sprowadzającą Federację Rosyjską do roli zaplecza surowcowego największych gospodarek UE. Deklarowałem wyraźnie, że w moim przekonaniu nie istnieją żadne obiektywne przeszkody dla realizacji wizji Partnerstwa Strategicznego Warszawa-Moskwa, która oczywiście może stanowić element większego planu integracji przestrzeni kontynentalnej Eurazji.

Nie o polemikę w zakresie sporu dotyczącego dwóch odmiennych diametralnie wizji tym razem mi chodzi (w odróżnieniu od Maciążka uważam członkostwo Rzeczypospolitej w NATO za przekleństwo, a nie dar niebios, ale to wymagałoby odrębnej, bardzo obszernej dyskusji). Chodzi o to, że Piotr A. Maciążek w sposób zupełnie nieuzasadniony krzywdzi ministra Sikorskiego, kwestionując jego godny podziwu dorobek na rzecz uczynienia z Polski lotniskowca anglosaskich potęg morskich na oceanie kontynentalnej masy. Człowiek, który nie tak dawno pracował w American Enterpirise Institute, osoba wielce zasłużona dla realizacji z gruntu antyeuropejskiej idei Partnerstwa Wschodniego, myśliciel, który zdobył się na finezyjne porównanie projektu Nordstream do paktu Ribbentropa-Mołotowa nie zasługuje zaiste na tak jadowitą krytykę. Minister, którego domniemane (?) związki z sojuszniczymi wywiadami anglosaskimi dają gwarancję prawidłowej euratlantyckiej postawy nie może być przecież nagle przedstawiany jako realizator i protagonista ciekawej skądinąd idei Karaganowa, a tym bardziej Sykulskiego. Maciążek sam zresztą popada w sprzeczność, dobierając rzekomo prorosyjski cytat wypowiedzi szefa MSZ, który w istocie stanowi przecież oczywistą krytykę Moskwy. Proszę zwrócić uwagę, że Sikorski zauważa, iż „Rosja musi się demokratyzować”. Formułuje zatem światłą wskazówkę – imperatyw dla naszego wschodniego sąsiada, ale też wyraźne ultimatum dla włodarzy Kremla. Musicie to, lub tamto, bo my sobie tego życzymy. Nie podoba nam się wasz system polityczny, za słabe robicie w jego transformacji postępy. To ton mentorski, autorytatywnie wykluczający Rosję z grona „cywilizowanych” demokracji, a zatem ton apodyktycznie antyrosyjski. Pan minister nie zmienił więc swojego przywiązania do koncepcji euratlantyckiej, a jedynie nieco złagodził – w porównaniu ze swoimi niegdysiejszymi wypowiedziami – ton. Zapewne przede wszystkim z uwagi na piastowany dziś przez niego urząd. Protestuję zatem przeciwko szkalowaniu pana ministra i zarzucaniu mu niedostatecznego euratlantyckiego entuzjazmu.

Protestuję również przeciwko umieszczaniu szefa polskiej dyplomacji w szeregu zwolenników koncepcji geopolitycznej, którą Sikorski wielokrotnie publicznie odrzucał i piętnował. Nic bowiem nie mogłoby zaszkodzić wizerunkowi zwolenników budowy Bloku Kontynentalnego bardziej niż towarzystwo ministra Sikorskiego, osoby pozbawionej nie tylko wiarygodności, ale i elementarnego szacunku w Moskwie i kilku innych krajach za naszą wschodnią granicą.

Rozumiejąc emocje i intencje autora tekstu, z którego elementami śmiem polemizować, nie dostrzegam rewolucyjnych zmian w poglądach szefa MSZ. Podobnie jak nie widzę elementów przywiązania do koncepcji osi Paryż-Berlin-Warszawa (?) – Moskwa u jego niemieckiego kolegi Guido Westerwelle. Brońmy pana ministra, bo poglądy ma stałe i niezmienne, bo jest człowiekiem konsekwentnie realizującym talassokratyczną drogę polskiej polityki zagranicznej!

Artykuł został opublikowany w ramach dyskusji portalu Geopolityka.org: Euroatlantyzm, czy euroazjatyzm...?

Czytany 7116 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04