wtorek, 30 czerwiec 2009 12:03

Mateusz Piskorski: Drożej, gorzej - byle nie u Rosjan

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mateusz Piskorski

Dywersyfikacja dostaw gazu od lat stanowi w Polsce temat debaty publicznej. Z licznych dyskusji niewiele jednak do tej pory wynikało. Wiadomości o znalezieniu dostawcy gazu skroplonego (LNG) dla powstającego w Świnoujściu gazoportu można zatem uznać za przełomowe. Ale dwudziestoletnia umowa z Qatargas rodzi szereg poważnych pytań, mających zasadnicze znaczenie dla strategii bezpieczeństwa energetycznego.

Odpowiedzi na te pytania łatwo pozwolą się zorientować, że w przypadku wielu decyzji o charakterze gospodarczym czy nawet geoekonomicznym duży wpływ na rozstrzygnięcia wywiera polityka, a ściślej - polityczne i historyczne resentymenty i/lub sentymenty.

Mitem pierwszym, stanowiącym podstawę wszelkich kolejnych, jest przekonanie o konieczności zmniejszenia dostaw gazu z Federacji Rosyjskiej, oraz o potrzebie przedłużenia historyczno-politycznych zadrażnień na sferę energetyki i surowców. Kto bowiem powiedział, że katarski gaz może być: a) tańszy od rosyjskiego; b) dostarczany z lepszymi gwarancjami utrzymania dostaw; c) łatwiejszy do dostarczania do polskiego gazoportu? Nikt nie jest w stanie na powyższe wątpliwości odpowiedzieć wyczerpująco. Wiemy, że rocznie płacić będziemy za katarski gaz około 550 mln dolarów, a cena uzależniona będzie od aktualnej ceny ropy naftowej. Już pierwsze komentarze przedstawicieli rządu dowodzą, że cena ta w porównaniu z obowiązującą przy zakupach od Gazpromu nie jest wcale atrakcyjna. Tymczasem zasadne wydaje się też pytanie o źródło pochodzenia dostarczanego przez katarską korporację surowca. Otóż, biorąc pod uwagę koszty transportu, wydaje się całkiem prawdopodobne, że Katarczycy kupować będą gaz od... Gazpromu, by następnie sprzedać go nam, oczywiście po odpowiednio wyższej cenie. Wskazują na taką możliwość zaawansowane plany budowy terminalu skraplania Baltic LNG w okolicach Petersburga. Ostatecznie gazu tego i tak z odległego Kataru nie będzie zapewne czym transportować, biorąc choćby pod uwagę fakt niedawnej całkowitej likwidacji sektora stoczniowego w Polsce.

Podsumujmy: zapewne kupować będziemy droższy gaz pochodzący z tego samego źródła, Qatargas będzie sowicie wynagradzanym pośrednikiem, a bezpieczeństwo dostaw zamiast się zwiększyć wręcz spadnie.

Czy istnieje jakaś alternatywna droga do uzyskania bezpieczeństwa energetycznego? Zapewne tak, ale wymaga ona odrzucenia politycznych stereotypów i uprzedzeń. Zamiast kupować rosyjski gaz od Katarczyków (czy może Amerykanów, bo ExxonMobil posiada spore udziały w Qatargas) można było po prostu zaproponować Rosjanom gazowe i energetyczne partnerstwo, składające się z trzech powiązanych elementów. Po pierwsze, Polska już dawno podjąć mogła decyzję o partycypacji w projekcie Nord Stream, podobnie jak uczynili to Holendrzy i Francuzi. Po drugie, sposobem tej partycypacji mogłoby być włączenie Rosjan w projekt świnoujskiego gazoportu, co umożliwiłoby nam wspólne odgrywanie znaczącej roli na europejskim rynku omawianego surowca. Po trzecie, można i trzeba powrócić do koncepcji budowy gazociągu Jamał II, który zarzucono z powodu niezrozumiałych fobii rządu Jerzego Buzka. Do tego wszystkiego zdolni byliby jednak tylko decydenci myślący w kategoriach twardego interesu ekonomicznego, dziś tak ściśle związanego z pojęciem racji stanu. Do tej pory w polskiej polityce energetycznej obowiązywała tylko jedna doktryna: nie robić nic z Rosjanami, robić wszystko przeciwko nim.


Czytany 7338 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04