piątek, 21 luty 2014 06:05

Mateusz Piskorski: Czy Janukowycz zostanie Hindenburgiem?

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

majdan_prsektor  dr Mateusz Piskorski

Sytuacja w Kijowie przestała już zdecydowanie przypominać masowe wystąpienia przeciwników urzędujących władz. Jeszcze wcześniej przestała być czymś w rodzaju demonstracji poparcia dla określonej orientacji geopolitycznej Ukrainy – stowarzyszenia z Unią Europejską i majaczącego w oddali w niej członkostwa (choć o tym ostatnim – warto przypomnieć – nikt w Brukseli i Berlinie nawet przez moment poważnie nie myślał). 

Nieoczekiwanie brutalny bieg wydarzeń wskazuje, że mamy tym razem do czynienia z zastosowaniem na obszarze Europy Wschodniej stosunkowo nowej technologii obalenia urzędujących władz, przypominającej raczej rozwiązania z odległego geograficznie regionu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Z chaosu ciężkich walk, toczących się w przestrzeni informacyjnej, walk zdecydowanie nierównych, biorąc pod uwagę brak oręża tego rodzaju u prezydenta Wiktora Janukowycza i jego otoczenia, można wyciągnąć pewne wstępne wnioski, z których część wymagać będzie potwierdzenia w toku dogłębnych analiz i  badań. W tym kontekście warto zauważyć, że – podobnie, jak miało to miejsce w świecie arabskim – siłą motoryczną i ośrodkiem sterującym scenariuszem zmierzającym do przewrotu w Kijowie było kilka  centrów i środowisk, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych.

Czynniki wewnętrzne podzielić można na trzy podstawowe, z których każdy przygotowywał podłoże do wydarzeń ostatnich dni. Po pierwsze – czynnik społeczny, czyli duża część Ukraińców wyrażająca zdecydowanie negatywne opinie na temat W. Janukowycza i Partii Regionów od dłuższego już czasu. Pod koniec 2013 r. poparcie dla władz utrzymywało się na poziomie około 20% ankietowanych, zaś sam prezydent przegrałby, według różnych symulacji, niemal ze wszystkimi potencjalnymi kontrkandydatami w drugiej turze ewentualnych wyborów. Podłożem społecznym sytuacji były rosnące obszary nędzy i wykluczenia społecznego, poczucie osaczenia przez korupcję na wszystkich szczeblach administracji i brak perspektyw zawodowych na rynku pracy. Problemy te pogłębiły się latem 2013 r., w obliczu konfliktu handlowego z Federacją Rosyjską stanowiącą kluczowego partnera ukraińskiej gospodarki. Trwające prawie rok zabiegi propagandowe władz sprawiały, że pojawił się efekt „europejskiego marzenia” – coraz większa część Ukraińców panaceum na rozwiązanie wszelkich wspomnianych problemów i bolączek dostrzegała we współpracy z UE. Efektem działań marketingowych władz w Kijowie stało się przekonanie o nieuchronności podpisania umowy stowarzyszeniowej z Brukselą podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Jednocześnie, W. Janukowycz i jego otoczenie unikali postulowanego przez część opozycji, wspierającej zbliżenie z Rosją, przeprowadzenia referendum w tej sprawie. Taki tryb konsultacji społecznej mógłby zmniejszyć poziom odpowiedzialności władz, redukując tym samym ryzyko ich delegitymizacji.

Po drugie – czynnik oligarchiczny, odgrywający w przypadku ukraińskim rolę kluczową z uwagi na charakter tamtejszej transformacji ustrojowej, która doprowadziła do powstania specyficznej formuły kapitalizmu oligarchicznego, polegającego na prymacie kapitału przemysłowego i finansowego zbudowanego w oparciu o sprzeczne z prawem i podlegające krytyce etycznej działania samouwłaszczeniowe w latach 1990’. W. Janukowycz w 2010 r. został kompromisowym kandydatem szeregu grup i ośrodków oligarchicznych na urząd prezydenta. W warunkach dominacji elit gospodarczych nad politycznymi, typowych dla ukraińskiego systemu politycznego, miał być gwarantem zachowania i dalszej realizacji interesów biznesowych określonych grup. Od 2012 r. postanowił on jednak konsekwentnie budować swą własną pozycję finansową, rozbudowując wpływy klanu, zwanego, z uwagi na kluczową rolę odgrywaną w nim przez najstarszego syna prezydenta Aleksandra Janukowycza – „Rodziną”. Szereg kluczowych stanowisk w państwie zajęły osoby właśnie z nim blisko związane, np. wicepremier Siergiej Arbuzow (po dymisji Nikołaja Azarowa pełniący obowiązki szefa rządu), minister ds. podatków i opłat Aleksander Klimienko i minister spraw wewnętrznych Witalij Zacharczenko. Realizacja ambicji własnego klanu zinterpretowana została przez najbardziej znaczących oligarchów jako naruszenie warunków obowiązującej do tej pory z prezydentem umowy. Opozycję wspierać zaczęli finansowo przede wszystkim Dmytro Firtasz (sponsor „Batkiwszcziny”), Oleg Kołomojski (sponsor „Swobody”) i Wiktor Pinczuk, by wymienić tylko niektórych, najzamożniejszych. To właśnie oni zabezpieczyli trwałość protestu na majdanie, opłacając demonstrantów, pokrywając wydatki organizacyjne, a dodatkowo prezentując ich w pozytywnym świetle w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej, dzięki faktowi, iż kontrolowali najistotniejsze kanały telewizyjne i agencje informacyjne Ukrainy.

Czynnik wewnętrzny trzeci – to obecność na Ukrainie formacji radykalnie nacjonalistycznych, a niekiedy otwarcie neonazistowskich, odwołujących się do dorobku Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów/Ukraińskiej Powstańczej Armii, Stepana Bandery czy Romana Szuchewycza. Od wielu już lat władze ukraińskie tolerowały, a po cichu niejednokrotnie podejmowały współpracę z tymi ugrupowaniami, legitymizując je i dając przyzwolenie na ich coraz radykalniejsze formy działania i hasła. Doprowadziło to w 2012 r. do uzyskania relewancji parlamentarnej przez „Swobodę” Olega Tiahnyboka. W kręgu doradców W. Janukowycza istniał nawet pomysł promowania tego ostatniego do tego stopnia, by znalazł się on w drugiej turze kolejnych wyborów prezydenckich, co miało ułatwić zwycięstwo urzędującej głowie państwa. Dyskurs polityczny Ukrainy został tym samym przesunięty w kierunku banderowskiego nacjonalizmu i to z czasem właśnie jego zwolennicy zdominowali całkowicie kijowski Majdan. Radykalizm „Swobody” już nie wystarczał, co doprowadziło do powstania zupełnie nowych formacji, jak chociażby odgrywającego kluczową rolę w wydarzeniach ostatnich dni Prawego Sektora.

Seria politycznych błędów W. Janukowycza i jego ekipy na arenie wewnętrznej (polityka zagraniczna stanowić będzie przedmiot odrębnych rozważań) doprowadziła do zapoczątkowania scenariusza libijskiego na Ukrainie. Z uwagi na charakter sił politycznych tworzących dziś „Majdan” i niekontrolowanych w najmniejszym nawet stopniu przez parlamentarną opozycję, postawić można poza pytaniem zasadniczym – „czy Janukowycz będzie ukraińskim Kadafim?”, również pytanie nieco inne: „czy Janukowycz będzie ukraińskim Hindenburgiem?”. Jak wiemy, prezydent Niemiec Paul von Hindenburg utorował w 1933 r. drogę do władzy NSDAP Adolfa Hitlera. W. Janukowycz może to samo uczynić w Kijowie w roku 2014. Szeregi ukraińskich „Hitlerów” na kijowskim Majdanie wciąż stoją.

Czytany 4863 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04