czwartek, 02 luty 2012 08:33

Martyna Bojarska: Kryzys na linii Paryż-Ankara

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

altKryzys_paryz_ankara


Martyna Bojarska

We współczesnym świecie nie brakuje przykładów wykorzystywania zaszłości historycznych w bieżącym dyskursie politycznym. Najświeższym i jednym z bardziej spektakularnych przykładów jest spór Turcji z Francją na tle ludobójstwa Ormian, które miało miejsce prawie 100 lat temu, a dzisiaj doprowadziło do sporu dyplomatycznego zakończonego odwołaniem tureckiego ambasadora z Paryża.

Ludobójstwo Ormian podczas I wojny światowej

 

Konflikt między Turcją a Francją dotyczy ustawy, jaką niedawno uchwaliło francuskie Zgromadzenie Narodowe. Zakazuje ona negowania ludobójstwa Ormian w latach 1915-1917, jakiego dopuściła się Turcja. Ustawa została uchwalona pod presją licznej mniejszości ormiańskiej zamieszkującej Francję. Zapisy dokumentu przewidują nakładanie grzywny, a nawet przewidują kary więzienia za negowanie zbrodni tureckich z początku XX wieku. 23 stycznia br. ustawa została przyjęta przez francuski Senat, co oznacza, że prawo wejdzie w życie jak tylko zostanie podpisane przez Prezydenta Sarkozy`ego. Eksperci spodziewają się tego w lutym.

Konflikt dotyczy wydarzeń z czasów I wojny światowej, kiedy to na terenach Turcji zostało zamordowanych ponad milion Ormian (dane różnią się znacznie w zależności od źródeł i szacunków). Ormianie twierdzą, że było to zaplanowane ludobójstwo wymierzone w ich grupę etniczną. Turcy zarzekają się, że Ormianie zginęli w wyniku chaosu wojennego czy też epidemii. Stosunki między Armenią a Turcją przez długie lata na tym tle były bardzo napięte. Oficjalne stosunki dyplomatyczne nawiązano dopiero w 2009 roku, jednak do dzisiaj nie rozwiązano w żaden sposób istniejącego sporu. Turcja od lat jest bardzo czuła na punkcie nazywania wydarzeń z lat 1915-1917 ludobójstwem. Negowanie zbrodni nasiliło się jeszcze po objęciu władzy przez Partię Sprawiedliwości i Rozwoju i premiera Recepa Tayyipa Erdogana, za którego rządów wytoczono proces Nobliście Orhanowi Pamukowi za to, że głośno mówił o dokonanych na ludności ormiańskiej mordach.

Akcja i reakcja

Obserwując radykalną reakcję Turcji po przyjęciu ustawy przez francuski parlament trudno nie odnieść wrażenia, że mimo, iż cała dyskusja dotyczy wydarzeń sprzed prawie stu lat kwestie te są wciąż żywe i aktualne w dyskursie politycznym w Turcji. Premier Erdogan określił politykę francuską jako rasistowską i ksenofobiczną, a także ogłosił zawieszenie współpracy politycznej, gospodarczej i wojskowej między jego krajem a Francją. Nie tylko odwołano ambasadora z Paryża, ale cofnięto również zgodę na lądowanie francuskich samolotów na terytorium Turcji (ma to znaczenie o tyle, że Turcja jest najważniejszym członkiem NATO w regionie, a co za tym idzie największym sojusznikiem Zachodu na tym obszarze) oraz zawijanie francuskich okrętów do tureckich portów. Premier Erdogan nie cofnął się również przed odwoływaniem się do historii Francji i wypomnieniem jej wydarzeń, które miały miejsce w Algierii w czasach kolonialnych, oskarżając Francuzów o wymordowanie ponad 15% Algierczyków od 1945 roku, co nazwał wprost ludobójstwem.

Tureccy dygnitarze mówią również głośno o tym, że ich zdaniem przyjęcie ustawy zakazującej negowanie ludobójstwa Ormian jest częścią politycznej kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi nad Sekwaną, które odbędą się w tym roku. Prezydent Sarkozy już przed poprzednimi wyborami wyraźnie opowiadał się za przyjęciem takiej ustawy - teraz francuski parlament faktycznie tego dokonał, co z pewnością nie pozostanie niezauważone przez ponad półmilionową mniejszość ormiańską zamieszkującą terytorium Francji. Premier Erdogan oskarża również Sarkozy’ego o budowanie swojego kapitału politycznego na podsycaniu islamofobii i niechęci wobec Turków wśród Francuzów.

Warto też zastanowić się czy ta radykalna reakcja Turcji dotyczy faktycznie wyłącznie ustawy zakazującej negowania ludobójstwa czy też ma głębszy kontekst. Jak słusznie wskazał Dawid Warszawski w jednym z grudniowych wydań „Gazety Wyborczej”, Turcja utrzymuje bardzo dobre stosunki ze Szwajcarią, która również uznała wydarzenia z lat 1915-1917 za ludobójstwo. Można więc zaryzykować tezę, że ta radykalna reakcja dotyczy nie tylko tego konkretnego wydarzenia, ale w szerszym kontekście również sprzeciwu Francji wobec przystąpienia Turcji do Unii Europejskiej.

Europa potrzebuje Turcji?

Sytuacja w na Bliskim Wschodzie w ciągu ostatnich miesięcy zdecydowanie się zaostrzyła, począwszy od Arabskiej Wiosny, poprzez krwawą rewolucję w Syrii, aż po stałe zagrożenie jakie stanowi Iran. W świetle tych wydarzeń pozycja Turcji znacznie się umocniła. Zachód potrzebuje sojusznika we wrażliwym politycznie i niestabilnym regionie. Turcja, świadoma swojej siły, w ostatnim czasie zdecydowanie zradykalizowała swoją politykę zagraniczną i wewnętrzną, w dobie kryzysu w coraz większym stopniu odwraca się od Unii Europejskiej skupiając się na zdobywaniu pozycji lidera w regionie. Czy to oznacza więc, że Turcja zwyczajnie nie potrzebuje Unii i może sobie pozwolić na skandal dyplomatyczny w stosunkach z jednym z najpotężniejszych państw unijnych?

To nie do końca prawda. Turcja niewątpliwie ma silną pozycję w regionie, którą jednak częściowo zawdzięcza właśnie sieci sojuszy z państwami Zachodu. W ostatnim czasie bardzo poważnym problemem rządu tureckiego stał się konflikt w Syrii, gdyż jego eskalacja grozi nie tylko dalszą destabilizacją regionu, ale również masowym napływem uchodźców. We wspomnianym wcześniej artykule Warszawski rysuje obraz skomplikowanej sytuacji geopolitycznej Turcji – oprócz problemu Syrii istnieje również kwestia Iraku, a przede wszystkim palący problem radykalizującego się Iranu. Iran nie tylko coraz bardziej wrogo odnosi się do Turcji, przede wszystkim z racji jej współpracy z państwami NATO, ale również zbliża się do Armenii. Ta skomplikowana sytuacja nakazywałaby premierowi Erdoganowi utrzymywanie dobrych stosunków z Zachodem zapewniając sobie tym samym swego rodzaju bezpieczną asekurację w razie dalszej radykalizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Teraźniejszość głupcze!

Parafrazując słynne hasło wyborcze Billa Clintona „Gospodarka, głupcze!”, w kontekście sporów francusko-tureckich chciałoby się powiedzieć „Teraźniejszość, głupcze, a nie przeszłość!”. Polityka historyczna wiele razy stanęła na drodze do dobrych stosunków między krajami, które zamiast współpracować ze sobą roztrząsają wydarzenia z dawnych czasów. Turecka polityka negowania ludobójstwa Ormian i radykalnych reakcji na każdą inną interpretację historii jasno pokazuje, że rządom nadal zdarza się przedkładać przeszłość nad teraźniejszość. Wydaje się, że w obliczu niestabilnej sytuacji w regionie Turcja powinna kłaść szczególny nacisk na budowanie i podtrzymywanie sojuszy z pozostałymi państwami mającymi podobne do niej priorytety polityczne. Ważniejsza okazuje się jednak interpretacja wydarzeń sprzed niemal wieku.

Można zaryzykować tezę, że dalsza radykalizacja sytuacji na Bliskim Wschodzie powinna zmusić rząd Turcji do złagodzenia kursu swojej polityki zagranicznej. Pozostaje jednak wielką niewiadomą, czy rząd turecki zdobędzie się na przedłożenie pragmatycznych priorytetów i interesu państwa nad kłótnie o interpretację historii.

Czytany 4507 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04