Wydrukuj tę stronę
piątek, 07 październik 2011 08:41

Marina Brutyan: Trudna przeszłość, niejasna teraźniejszość, nieznana przyszłość. 20 lat niepodległości Armenii

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

armenia  Marina Brutyan

21 września 2011 roku Armenia obchodziła 20. rocznicę niepodległości. Tego dnia w 1991 roku odbyło się referendum, w którym 95% uczestników opowiedziało się za opuszczeniem przez ich kraj Związku Radzieckiego. Dwa dni później Rada Najwyższa uznała Armenię za niepodległy kraj.

Jeszcze w tym samym roku (1991) Armenia została członkiem Wspólnoty Niepodległych Państw, a w kolejnym przystąpiła do ONZ. W Erywaniu, jedna po drugiej, zaczęły być otwierane ambasady państw zagranicznych. W 2001 roku Armenia została pełnoprawnym członkiem Rady Europy. W 2002 roku przystąpiła do Światowej Organizacji Handlu (WTO).

Jak korzystać z niepodległości?

Pierwsze lata niepodległości były najtrudniejsze. Wymagały samodzielnego prowadzenia polityki międzynarodowej i jednoczesnej walki o niepodległość enklawy, przez wiele lat znajdującej się poza „kontynentem Armenii”. Bez wchodzenia w szczegóły konfliktu wokół Górskiego Karabachu, warto wspomnieć, że początkowo walki wyzwoleńcze (jak mówią Ormianie o wojnie w Karabachu) prowadzono nie na rzecz niepodległości Republiki Górskiego Karabachu, lecz w celu zjednoczenia tych terenów z „Matką Armenią”. Końcowi lat 80. i początkowi lat 90. w Armenii towarzyszyły masowe demonstracje, w których domagano się „Miatsum”, czyli zjednoczenia z Górskim Karabachem.

Wkrótce miejsce „Miatsum” zajęło hasło walki o karabachską niepodległość. O przyczynach tej zmiany nie mówiono wówczas otwarcie. Ważniejsze były bardziej palące kwestie – działania wojenne, głód, brak ogrzewania. Rezygnacja ze zjednoczenia z Karabachem była podyktowana obawą o problemy, jakie taka decyzja mogłaby spowodować dla uznania Armenii przez ONZ oraz Radę Europy.

Dzisiaj, niepodległa od 20 lat Armenia, by nie zaszkodzić swemu wizerunkowi międzynarodowemu, nadal nie chce uznać podmiotu, o którego wolność walczyła i który był motywem przewodni jej własnej drogi do niepodległości. W Erywaniu czeka się, by jakiś kraj, choćby Urugwaj lub Abchazja, uznał Republikę Górskiego Karabachu... Wśród mieszkańców Armenii można usłyszeć usprawiedliwienia dla takiej polityki: wieloletni brak własnej państwowości sprawia, że ormiański rząd i społeczeństwo nie wiedzą jak z niej korzystać. Wydaje się jednak, że 20 lat to wystarczająco długi okres czasu, by taką naukę móc wyciągnąć.

Nauki nie wyciągnięto także z doświadczeń walki o niepodległość. Armenia prowadzi do dziś niekonsekwentną politykę sojuszy.

Raz przeciw, raz z Rosją

Pod koniec lat 80. w Armenii narastał sprzeciw wobec Związku Radzieckiego, przejawiający się niechęcią wobec wszystkiego co rosyjskie. Przyczyną pogłębiającą ten stan był napływ do Armenii rosyjskojęzycznych Ormian – uchodźców z Azerskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (w lutym 1988 roku doszło do pogromów Ormian w Sumgaicie) oraz trzęsienie ziemi w Spitak i Gjumri w grudniu 1988 roku. Winą za trzęsienie ziemi obarczono wówczas władze centralne ZSRR, sądząc, że nie była to klęska żywiołowa, lecz konsekwencje wybuchu, do którego doszło podczas testów nieznanej radzieckiej broni.

Nienawiść do wszystkiego, co rosyjskie narastała. Potępiano używanie języka rosyjskiego. Po dojściu do władzy Armeńskiego Ruchu Narodowego zamknięto wszystkie szkoły rosyjskie, a z witryn sklepowych zniknęły napisy w języku rosyjskim. W 1988, w przeddzień Nowego Roku, na centralnym placu w Erywaniu, zwolennicy niepodległości Armenii skonstruowali ogromnego smoka z tektury. Jego język był wyklejony wycinkami z radzieckich rosyjskojęzycznych gazet. O północy smok został publicznie spalony.

Minęło jednak zaledwie kilka lat od uzyskania niepodległości i już pojawiły się pierwsze przejawy braku konsekwencji armeńskiej polityki. Prezydent Lewon Ter-Petrosjan podjął decyzję o dołączeniu Armenii do WNP i podpisał umowę o umieszczeniu na terytorium kraju w pobliżu granicy z Turcją rosyjskiej bazy wojskowej. Baza miała chronić Armenię przed ewentualnym atakiem Turcji, która w wojnie o Karabach poparła Azerbejdżan.

Temat Rosji jest także związany z jedną z najbardziej tragicznych stron we współczesnej historii Armenii - atakiem terrorystycznym w parlamencie (październik 1999), w którego wyniku zgineli m.in. przewodniczący parlamentu Karen Demirczjana i premier Wazgen Sarkisjan. Ich nadmierne dążenie do współpracy z Rosją wymieniane jest przez część ekspertów jako jedna z przyczyn tragedii. Jednak nawet po tym wydarzeniu, strategiczne partnerstwo z Rosją było kontynuowane.

Na ulicach miast Armenii zaczęły pojawiać się reklamy w języku rosyjskim, a mówienie po rosyjsku znów stało się modne. Brak bariery językowej sprawił, że wielu Ormian wyjechało do Rosji do pracy. Według Banku Centralnego transfery z Rosji do Armenii w okresie styczeń-kwiecień 2011 roku wyniosły ponad 240 mln. USD. Wydawałoby się zatem, że Ormianie mają dobre relacje z Rosjanami. Mimo to latem 2010 roku w Erewaniu odbył się szereg demonstracji przeciw powstawaniu w Armenii rosyjskich szkół. Jednocześnie, w tym czasie rząd Armenii przedłużył kontrakt na rozmieszczenie rosyjskiej bazy w Gjumri...

Wiza na Zachód ważniejsza od niezależności

W trudnych latach walki o niezależność rodaków mieszkających w Armenii wspierała ormiańska diaspora, szczególnie ta skupiona w Stanach Zjednoczonych i we Francji. Podczas wojny w Karabachu, znany piosenkarz Charles Aznavour wykupił dla mieszkańców Armenii dodatkowe godziny energii elektrycznej. Dzięki niemu światło w domach pojawiało się nie przez jedną godzinę, ale dwie. Stany Zjednoczone jako jeden z pierwszych krajów uznały niepodległość Armenii i otworzyły swoją ambasadę w Erewaniu. Dzięki staraniom ormiańskiej diaspory USA realizuje w Armenii wiele programów przyczyniających się do „demokratyzacji” kraju.

Armenia jest pewna, że w przyszłości zostanie członkiem Unii Europejskiej. Politycy wprowadzając kosmetyczne reformy w kraju i snując porównania Armenii z krajami sąsiednimi demonstrują swoje prawo do bycia członkiem europejskiej rodziny. Armenia aktywnie rozwija współpracę z NATO, traktując je jako przepustkę do UE. Jednocześnie Erywań pozostaje członkiem poradzieckiej organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, skąd, w przypadku wznowienia działań wojennych w Karabachu, spodziewa się pomocy.

Wątpię czy ktokolwiek w Armenii przeprowadził poważne badania na temat ewentualnych korzyści związanych z wejściem do UE. Zachód dla Armenii był na tyle zamknięty, że dzisiaj Erywań zdaje się gotów na wszystko, byle uzyskać prawo podróżowania do europejskich krajów bez wizy. Ormianie często nie mają pojęcia czym jest program „Partnerstwa Wschodniego”, ale większość z nich wie, że istnieje pewien program, dający możliwość wyjeżdżania do Europy.

Z Armenii wyjeżdża coraz więcej osób, a ogólna liczba ludności kraju systematycznie spada. W sierpniu 2011 roku Krajowy Urząd Statystyczny Armenii podał, że ludność kraju osiągnęła 3 miliony 266 tysięcy 400 osób. Ormiańska gazeta opozycyjna Hraparak, powołując się na jednego z ambasadorów krajów europejskich w Erywaniu pisze, że w Armenii mieszka mniej niż 2 mln ludzi. Zgodnie z danymi Agencji Migracji w latach 1988-2001 Armenię opuściło ponad 1 mln osób. W latach 2001-2007 z kraju wyjechało 150 tys. mieszkańców, w 2008 roku - 23 tys., w 2009 r. – 25 tys., a w 2010 - 30 tysięcy osób. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2011 roku liczba emigrantów wyniosła już 67 tysięcy osób. Mówiąc o dążeniu do zniesieniu wiz do Europy dla obywateli Armenii rząd nie bierze pod uwagę, że trudna sytuacja gospodarcza kraju w przypadku otwarcia granic, może doprowadzić do potężnej fali emigracji.

Miliony na obchody święta

Na obchody 20. rocznicy niepodległości kraju, mimo niełatwej sytuacji gospodarczej, ormiański rząd przeznaczył 14 mld. dramów (3.800.000 USD). 21 września na głównym placu Erywania zorganizowano między innymi spektakularną defiladę wojenną. Dla Armenii 3,8 mln. USD jest poważnym wydatkiem. To jedna dziesiąta budżetu wojennego na 2011 rok (140,6 mld. dramów). Dla porównania na obchody 95 rocznicy Ludobójstwa Ormian w 2010 roku, rząd przeznaczył jedynie 19 mln. dramów (ok. 45 tys. USD), mimo że genocyd z 1915 roku jest głównym mitem założycielskim niepodległej Armenii.

Niepodległość, którą tak hucznie podkreślano niedawno w Erywaniu, nie wydaje się jednak najważniejsza dla władz Armenii. Rząd jest gotowy do jej oddania Unii Europejskiej. Jeszcze w 2006 roku były przewodniczący armeńskiego parlamentu Artur Baghdasarjan został uznany niemal za zdrajcę, gdy powiedział, że Armenia ma prawo dążyć do członkostwa w NATO i UE, a Rosja nie ma prawa jej w tym dążeniu przeszkadzać. Wkrótce po swojej wypowiedzi Baghadasarjan, jako obiekt czarnego PR, odszedł do grona opozycji. Po dwóch latach rząd podjął jednak drogę wskazywaną przez Baghdasarjana (który dziś pełni funkcję Sekretarz Bezpieczeństwa Narodowego).

Nie trzeba się dziwić, jeśli Erywań znów nagle zmieni swoją politykę, dostosowując ją do innej sytuacji międzynarodowej. Swojej polityce władze Armenii nadały nazwę „polityki komplementarnej”, co przejawia się w jednoczesnym utrzymywaniu sojuszy z Rosją oraz USA i NATO. Dziś jednak coraz częściej mówi się o tym, że Armenia powinna zdecydować się i wybrać jedną opcję.

Foto: Wikipedia/GNU Licencja Wolnej Dokumentacji

Czytany 5771 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04