poniedziałek, 31 grudzień 2012 08:05

Marek Magierowski: Co czeka Europę w 2013 roku?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

euflag

  Marek Magierowski

Europa przetrwała rok 2012, choć w nie najlepszej firmie i z bagażem wielu nierozwiązanych problemów. Strefa euro wprawdzie nie uległa dekompozycji, lecz ostatecznie upadł mit wspólnej waluty jako nieskończonego dobra, którym uraczyli nas polityczni przywódcy Starego Kontynentu. 

Coraz wyraźniej zaznaczał się podział między krajami "Północy", utrzymującymi w ryzach swoje finanse publiczne i cieszącymi się najwyższymi ratingami wiarygodności kredytowej, oraz "Południem", pogrążającym się w coraz poważniejszych tarapatach. Ani Komisja Europejska, ani Rada Europejska nie były w stanie przedstawić i wdrożyć spójnego programu pomocy dla Grecji, Hiszpanii czy Portugalii, który uspokoiłby rynki, a wspomnianym państwom pozwolił powrócić na ścieżkę wzrostu. Okazało się, że tylko Europejski Bank Centralny ma odpowiednie narzędzia, by powstrzymać spiralę kryzysu zadłużeniowego. Dopiero gdy szef EBC Mario Draghi zapowiedział skupowanie "bez ograniczeń" obligacji quasi bankrutów, inwestorzy dali nieco odetchnąć Mario Montiemu, Mariano Rajoyowi i kilku kolejnym premierom.

Rok 2013 będzie zapewne równie burzliwy. Będziemy przede wszystkim świadkami ostatecznej batalii o kształt unijnego nadzoru bankowego oraz o perspektywę budżetową na lata 2014-20. Niemcy będą starały się tak zmodyfikować architekturę UE, by w coraz większym stopniu stawała się ona jednolitym organizmem politycznym. Jako że nikt nie ma ochoty na nowy europejski traktat, wiele zmian będzie przeprowadzanych okrężną drogą i przy wsparciu armii prawników, którzy będą się starali "wmontować" międzyrządowe porozumienia w system legislacyjny UE.

Jednak równie istotna dla przyszłości Europy będzie sytuacja wewnętrzna w kilku najważniejszych państwa kontynentu. Tu i ówdzie odbędą się wybory, być może na unijnej szachownicy pojawią się nowe figury, niektórzy szefowie rządów będą gwałtownie tracić poparcie społeczne, inni zaś będą poszerzać swoje wpływy w Brukseli. Oto krótka prognoza wydarzeń, które czekają nas w przyszłym roku w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Hiszpanii.

Niemcy

Angela Merkel została niedawno ponownie wybrana przewodniczącą CDU większością blisko 98 proc. głosów. Osiągnęła zatem wynik, którego nie powstydziłby się swego czasu nawet przywódca NRD Erich Honecker. Merkel ugruntowała swoją pozycję w partii, pozbyła się wszystkich potencjalnych rywali i może spokojnie przygotowywać się do kampanii przed zaplanowanymi na jesień wyborami do Bundestagu. Jej głównym adwersarzem będzie Peer Steinbrück, kandydat na kanclerza, wystawiony do boju przez socjaldemokratów z SPD. Były minister finansów na razie znacząco przegrywa z Merkel w sondażach, ale, jak wiadomo, nad Renem prawdziwa zabawa w politykę polega nie na wygrywaniu wyborów, lecz na tworzeniu najrozmaitszych koalicji. Chadecy raczej nie mają szans na samodzielne rządy, najchętniej zatem kontynuowaliby sojusz z FDP. Jednak liberałowie mogą w ogóle nie dostać się do Bundestagu. Z kolei socjaldemokratom marzy się mariaż z Zielonymi (taka koalicja rządziła już w Berlinie w latach 1998-2005, z Gerhardem Schröderem jako kanclerzem i Joschką Fisherem jako ministrem spraw zagranicznych). Niewykluczone jednak, że skończy się na wielkiej koalicji (tak jak w kadencji 2005-2009), aczkolwiek na razie dwa największe ugrupowania stanowczo odrzucają taką możliwość.

Tak czy inaczej pierwsze dziewięć miesięcy nadchodzącego rok będzie w Niemczech niezwykle gorącym okresem. W czasie kampanii można się spodziewać lekko ksenofobicznych tonów, uderzających głównie w "niezaradnych i leniwych" południowców, a nawet nasilenia głosów eurosceptycznych, domagających się np. rezygnacji z euro i powrotu do marki. Wiele zależeć będzie od stanu gospodarkiwzrost PKB zwolnił, nie na tyle jednak, by zarzucać obecnej szefowej rządu nieudolność. Wiele wskazuje na to, Angela Merkel pozostanie na stanowisku na kolejne cztery lata. Nie pobije jednak jeszcze rekordu Helmuta Kohla, który rządził aż 16 lat.

Francja

François Hollande zapewne nie chciałby zostać zapamiętany jako ten prezydent Francji, który zmusił do emigracji Gérarda Depardieu. Jednak przykręcenie śruby podatkowej dla najlepiej zarabiających jak na razie nie przyniosło mu wizerunkowego sukcesu. Skrajna lewica bije brawo, ale większość społeczeństwa jest zniesmaczona faktem, że najwyższe władze wdają się w pyskówki z biznesmenami i artystami, którzy woleliby płacić podatki w sąsiedniej Belgii, lub jakimkolwiek innym kraju.

Francuska gospodarka kuleje, a recepty Hollande'a mogą ją osłabić jeszcze bardziej. Kryzysu nie sposób przykryć nawet postulatem legalizacji małżeństw homoseksualnych. Francja jest coraz mniej konkurencyjna i coraz mniej atrakcyjna dla inwestorów. Socjaliści mają jednak szczęściekolejne wybory dopiero za pięć lat, a prawicowa opozycja jest w rozsypce. Jedynie Marine Le Pen zaciera ręcęjej Front Narodowy będzie rósł w siłę i zdobywał nowych zwolenników, zmęczonych rządami socjalistów oraz kłótniami na prawicy.

Wielka Brytania

Także w Wielkiej Brytanii wzmacnia się pozycja ugrupowania sytuującego się na prawo od tradycyjnych konserwatystów. Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa (UKIP), kierowana przez Nigela Farage'a, w jednym z ostatnich sondaży wyprzedziła Liberalnych Demokratów i stała się trzecią formacją polityczną na Wyspach. UKIP podgryza torysów, odbierając im wyborców i zmuszając premiera Davida Camerona do zaostrzenia antyunijnej retoryki.

W roku 2013 trwać będzie wielka debata na temat sensu członkostwa Wlk. Brytanii w Unii Europejskiej. Eurosceptyczne nastroje nigdy jeszcze nie były tak silne jak obecnie, część konserwatywnych deputowanych nadal będzie naciskać na zorganizowanie referendum w sprawie wyjścia z UE, a Cameron będzie musiał nieustannie lawirować między radykałami we własnym obozie, a euroentuzjastami z koalicyjnej partii Liberalnych Demokratów. Będzie mocniejszy, jeśli uda mu się np. przeforsować taki projekt unijnego nadzoru, który będzie zgodny z brytyjskimi interesami. Pierwszy szkic porozumienia sugeruje, iż Cameron może swój cel osiągnąć, ale przed nim jeszcze długa droga.

Włochy

To kolejny kraj, w którym odbędą się wybory parlamentarne, i w którymnajprawdopodobniejdojdzie do zmiany na stanowisku premiera.

"Techniczny" rząd Mario Montiego stracił niedawno we włoskim kongresie poparcie prawicy, co przyspieszyło, choć nieznacznie, termin nowych wyborówodbędą się w marcu. Włoski biznes, podobnie zresztą jak większość przywódców UE, chciałby, aby fotel premiera zachował Monti. Nawet jednak gdyby "Il professore" zdecydował się na kandydowanie, nie uzyska raczej stosownej większości w parlamencie.

Wybory wygrają najpewniej socjaliści pod wodzą ekskomunisty Pier Luigiego Bersaniego. Prawica dozna dotkliwej porażkiw sondażach nie przekracza 17-18 proc. i wyprzedza ją nawet groteskowy ruch "Pięciu gwiazd", założony przez komika Beppe Grillo. Swój powrót do aktywnej polityki ogłosił Silvio Berlusconi (w ramach kampanii PR-owej wyznał nawet, że ma nową, 28-letnią narzeczoną), lecz włoskiej prawicy może to bardziej zaszkodzić niż pomóc. Jeśli Berlusconi rzeczywiście stanie w wyborcze szranki i nie zdoła poprowadzić swojego ugrupowania do zwycięstwa, jego kariera ostatecznie dobiegnie kresu.

Hiszpania

Mariano Rajoy, podobnie jak Hollande, nie musi się obawiać utraty władzy, lecz może stanąć w obliczu poważnych niepokojów społecznych. Hiszpanie nie mają żadnych widoków na poprawę swojej sytuacji ekonomicznej, wskaźnik bezrobocia na pewno przekroczy w przyszłym roku 26 proc., banki są w opłakanym stanie, a rząd prawdopodobnie ugnie się pod naciskami Niemiec i Komisji Europejskiej, i w końcu poprosi oficjalnie międzynarodowe instytucje o pomoc finansową.

Możemy oczekiwać serii strajków generalnych, krwawych, ulicznych starć z policją i kolejnych samobójstw ludzi eksmitowanych z mieszkań przejmowanych przez banki. Rząd Rajoya wprowadza bardzo drastyczne oszczędności, próbując zdusić deficyt budżetowy i powstrzymać wzrost długu publicznego, lecz rezultatem może być długoletnia stagnacja iberyjskiej gospodarki.

Katalonia nadal będzie toczyć z rządem centralnym ostry spór o stopień politycznej i fiskalnej niezależności, choć wyniki niedawnych wyborów do lokalnego parlamentu w Barcelonie wskazują, że perspektywa powstania nowego, niepodległego państwa nieco się oddaliła.

Rajoy kończy pierwszy rok rządów, w którym zajmował się niemal wyłącznie sprzątaniem bałaganu pozostawionego przez poprzedników z partii socjalistycznej. Ale sam nie może za bardzo pochwalić się żadnymi sukcesami. Co gorsza, także w 2013 roku sukcesów raczej nie będzie. Będzie za to dużo frustracji, nerwów i dalszego zaciskania pasa.


Tekst pochodzi z portalu NowaPolitologia.pl logo-Nowa_politologia

Czytany 4743 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04