piątek, 11 czerwiec 2010 06:07

Marcin Popławski: Nowa Wielka Gra o Azję Środkową

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
alt

Marcin Popławski

W drugiej połowie XIX wieku Rosja i Anglia podjęły ostrą rywalizację o wpływy na wielkim obszarze Azji Centralnej, rywalizacja ta zyskała miano Wielkiej Gry. Stworzone wówczas strefy wpływów Rosji i Anglii, stały się podstawą podziału regionu do dnia dzisiejszego.

geopolity

Anglicy przyłączyli do swego indyjskiego dominium północne obszary dzisiejszego Pakistanu a Rosjanie zajęli większość krainy określanej Turkiestanem. Był to olbrzymi obszar ciągnący się od wschodnich wybrzeży Morza Kaspijskiego aż do granic Cesarstwa Chińskiego. Wschodnia część Turkiestanu dostała się właśnie Chińczykom, do dziś jest częścią ChRL jako Sinkiang (chiń. Xinjing). Niejako przy okazji wyznaczono też strefy wpływów w nominalnie niepodległych: Afganistanie oraz Persji. Sztucznie wyznaczone granice stały się stałym elementem regionu aż do chwili obecnej.

W drugiej połowie XX wieku Azja Centralna zaczęła wychodzić spod wpływów obcych mocarstw, najpierw upadły Indie Brytyjskie a wraz z nimi wpływy Londynu w regionie, potem swoją względną niezależność osiągnęła Persja (już jako Iran), ale lawina niepodległości ruszyła dopiero wraz z upadkiem wpływów rosyjskich, czyli z chwilą rozwiązania ZSRR. Wówczas powstał szereg państw, które w ogóle po raz pierwszy zaznaczyły swoją podmiotowość na międzynarodowej arenie: Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan, Tadżykistan i Turkmenistan. Swoje wpływy za to utrzymały Chiny, choć i Wschodnim Turkiestanem targają silne separatyzmy[1].

”Sytuacja diametralnie się zmieniła w z początkiem XXI wieku. Wzrost cen ropy na światowych rynkach oraz amerykańska „wojna z terroryzmem” spowodowały, że sytuacja w Azji Centralnej zaczęła interesować pozostałe mocarstwa”

Początkowo większość państw poradzieckich trzymała się Moskwy, to ona była zdecydowanym hegemonem w regionie. Młode organizmy nie miały ani doświadczenia w polityce międzynarodowej, ani wystarczającego potencjału do jej prowadzenia, więc rosyjska kuratela była dla nich korzystna, tym bardziej, że niepodległość przyniosła rozwój separatyzmów, konflikty między młodymi państwami a nawet zbrojne rebelie. Rosja jawiła im jako strażnik stabilności regionu i jego adwokat na arenie międzynarodowej. Taki układ petryfikował też brak większego zainteresowania tymi państwami ze strony innych mocarstw.

Sytuacja diametralnie się zmieniła w z początkiem XXI wieku. Wzrost cen ropy na światowych rynkach oraz amerykańska „wojna z terroryzmem” spowodowały, że sytuacja w Azji Centralnej zaczęła interesować pozostałe mocarstwa. Do tego szybki napływ petrodolarów, spowodował znaczący wzrost potencjału ekonomicznego państw obszaru a tym samym, ich dążenia do uwolnienia się spod rosyjskich wpływów.

Wyraźne zainteresowanie regionem przejawiają USA i Chiny, do tego dochodzą jeszcze sygnały zainteresowania z Indii oraz przede wszystkim z Iranu. Jednak główna rywalizacja toczy się między Moskwą, Waszyngtonem i Pekinem. Młode państwa Azji Środkowej wybiorą za partnera to mocarstwo, które będzie im w stanie więcej zaoferować i to nie tylko w formie bezpośrednich cen za ich surowce, czy korzystanie z baz wojskowych. Budujące swoją tożsamość kraje regionu szukają też wzorców rozwoju cywilizacyjnego, sposobu organizacji państwa i społeczeństwa. Można by rzecz, że nie jest to czysto polityczna rywalizacja, lecz jest to starcie różnych ośrodków cywilizacyjnych, konkurencja o dusze, serca i umysły społeczeństw Azji Centralnej.

Pola tej rywalizacji można, z grubsza, podzielić na trzy kwestie: surowce, hard power oraz soft power. Pierwsza kwestia to wybór przez państwa centralnoazjatyckie partnera do eksploatacji surowców oraz ich nabywcy. Hard power to sprawy bezpieczeństwa, bardzo ważne dla tych młodych państw, które same nie są w stanie sobie zapewnić nie tylko bezpieczeństwa zewnętrznego, ale i – poza Kazachstanem oraz Turkmenistanem – tak im potrzebnej stabilizacji wewnętrznej. Ostatnia kwestia to wybór modelu rozwoju cywilizacyjnego, czy państwa te opowiedzą się na chińską merytokracją, czy też za propagowanymi przez Zachód demokracją i wolnym rynkiem albo za rosyjską „suwerenną demokracją”.

”O ile w kwestii hard power Nowa Wielka Gra ma dwóch liczących się graczy, o tyle w kwestii surowcowej uczestniczą również Chiny i to Chiny mają najwięcej asów w rękawie”.

Rzut oka na potencjał militarny wszystkich trzech mocarstw i już wiemy, że w kwestii hard power liczą się tylko Zachód i Rosja, z delikatnym wskazaniem na tych pierwszych w dłuższej perspektywie czasu. Dlaczego Chiny się nie liczą? Ponieważ Pekin nie jest w stanie zapewnić Azji Środkowej ani technologii militarnych (sam je kupuje albo od Rosjan, albo z Zachodu), ani armii zdolnej obronić region przed agresją zewnętrzną. Ponadto wydaje się, że sami Chińczycy nie wyrażają zainteresowania kwestią swojej militarnej obecności w regionie, bardziej ich interesuje wybrzeże Oceanu Indyjskiego (Pakistan, Birma) oraz inne lokalizacje, zabezpieczające szlaki morskie prowadzące do Państwa Środka[2]. W chwili obecnej w Azji Środkowej najsilniejszą pozycję posiada Rosja. Jest członkiem regionalnego sojuszu wojskowego (OUBZ), posiada bazy wojskowe w większości państw obszaru (Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan) oraz porozumienia o wspólnej ochronie granic z tymi państwami. Należy też zwrócić uwagę na to, że armie państwa regionu powstały na gruncie uzbrojenia Armii Radzieckiej, więc to rosyjski przemysł zbrojeniowy staje się naturalnym zapleczem dla armii państw środkowoazjatyckich. Zaznaczyłem jednak, że w dłuższej perspektywie przewaga w sferze militarnej stanie się udziałem Zachodu. Na takie postrzeganie sytuacji składa się kilka elementów.

Po pierwsze: rosnący dystans technologiczny w przemyśle zbrojeniowym między Zachodem a Rosją, po drugie: systematycznie zwiększająca się obecność militarna państw zachodnich. Do momentu rozpętania przez USA wojny afgańskiej, nikomu w NATO nie przyszło do głowy szukać lokalizacji dla swoich baz w Azji Środkowej. Dziś już wiemy, że póki konflikt w Afganistanie będzie trwał, Sojusz będzie potrzebował baz w regionie, jest to warunek zasadniczy powodzenia misji w tym kraju. O determinacji Zachodu w kwestii baz, świadczy szybkość, z jaką zastąpiono zamknięty ośrodek w Uzbekistanie (Karszi-Chanabat zamknięty w 2005), nowym w Kirgistanie (Manas – wprawdzie istnieje od 2001 roku, ale od 2005 stał się głównym punktem przerzutowym NATO). Nic nie wskazuje na to, żeby wojna z Talibami miała szybko wygasnąć, także Zachód będzie naprawdę zdecydowany na utrzymanie tutaj swojej militarnej obecności. Poza tym istnieje jeszcze bardzo przyziemny czynnik wzrostu pozycji Zachodu w regionie – pieniądze. Po prostu Amerykanie płacą najwięcej a dla takich państw jak Kirgistan, to jest bardzo istotny argument.

O ile w kwestii hard power Nowa Wielka Gra ma dwóch liczących się graczy, o tyle w kwestii surowcowej uczestniczą wszyscy trzej. Do tego tutaj Zachód ma najsłabszą pozycję. Pozycję Zachodu osłabia parę czynników z brakiem jednomyślności na czele. Najlepszym tego przykładem jest Nabucco. Część państw zachodnich sądzi, że bez udziału irańskiego gazu projekt jest bez sensu (większość państw UE), część twardo optuje przy embargu na handel z Teheranem (USA). Chińczycy czy Rosjanie tego problemu nie mają, tam mają jeden ośrodek decyzyjny a koncepcje nie zmieniają się wraz z powyborczymi fluktuacjami w ekipach rządzących. Także w surowcowym aspekcie walki o wpływy w regionie historia promuje Moskwę. Dostała ona w spadku po ZSRR rurociągi łączące ją ze złożami surowców w regionie. Jednak Rosjanie byli zbyt pewni siebie i systematycznie ponoszą porażki. W zasadzie na dobre stracili gigantyczny gazowy potencjał Turkmenistanu – najcenniejszą perełkę w tej rywalizacji. Podczas gdy Gazprom zajmował się szantażami i groźbami wobec Aszchabadu, Chińczycy systematycznie budowali swoją pozycję w tym kraju. Ukoronowaniem ich starań jest oddany właśnie do użytku gazociąg, którego łączy trzy kraje Azji Środkowej (z Turkmenistanem na czele) z Państwem Środka.

Rosjanie kombinowali jak tu dostać ten gaz za półdarmo, bez większych inwestycji i przy tym zwiększyć swoją polityczną kontrolę nad regionem a Chińczycy, bez zbędnego ociągania się, wyłożyli pieniądze i błyskawicznie (w niecałe dwa lata) ułożyli rury. Porażka Rosji była tym większa, że do projektu przyłączyły się ochoczo Uzbekistan i Kazachstan. Do tego Pekin ma dalsze pomysły na rozbudowę łączącej go z tymi krajami infrastruktury energetycznej. Nie dość, że jest gotów kupować surowce po atrakcyjnych (w porównaniu z rosyjskimi) cenach, to jeszcze może sporo zainwestować w ich wydobycie, ma do tego odpowiednie technologie a jak trzeba to i może pożyczyć spore sumy[3]. Rosja takim potencjałem nie dysponuje, ani technologiami wydobycia, ani zasobami gotówki na inwestycje i – póki co – nie widać szansy na wzrost tego potencjału. Ba, w konkurencji na technologię i pieniądze, to nawet Zachód ją przewyższa, choć sam nie potrafi tego wykorzystać.

Soft power. Termin dosyć nie ostry. Sprowadzenie go do atrakcyjności cywilizacyjnej jest chyba nadużyciem, jednak określenie „model rozwoju” to chyba zbyt mało. Ogólnie rzecz biorąc, chodzi o to, z kim państwa Azji Centralnej pragną się zadawać, kogo chcą mieć za przyjaciół i sojuszników.

Znów spuścizna historyczna premiuje Rosję, była tu przecież obecna przez wieki, duże mniejszości rosyjskie są obecne w poszczególnych państwach, z Rosją łączą je liczne więzy gospodarcze i polityczne, rosyjska kultura jest tu powszechnie znana i szanowana, docierają tu rosyjskie media a Rosja jest też głównym ośrodkiem emigracji z tych państw. Jednak rosyjska wersja „suwerennej demokracji” ma liczne słabości. Taki model rządów nie rozwiązuje problemów państwa, nie zapewnia mu też dobrobytu[4]. Rządzący z Astany, Aszchabadu czy Taszkentu uważnie analizują rozwój rosyjskiego państwa i jego osiągnięcia i nijak się one mają do sukcesów Chin. Udana transformacja gospodarki przy zachowaniu ciągłości władzy (istotny aspekt dla środkowoazjatyckich „prezydentów”), szybkie i stale się utrzymujące tempo wzrostu gospodarczego, stabilizacja wewnętrzna oraz błyskawiczny wzrost znaczenia państwa na arenie międzynarodowej. Takich sukcesów pragną państwa Azji Centralnej. Jednak są pewne przesłanki, które pozwalają sądzić, że chińska wersja budowy państwa, to nie jest „wzorzec z Sevres”. Świetnie wylicza to dr B. Góralczyk w „Chiński model nie do wzięcia”[5].

Najważniejszym ograniczeniem w możliwości przeszczepu chińskiego modelu na organizmy państwa regionu wydaje się... brak takiej woli w Pekinie. Krótko mówiąc – ogromny skok cywilizacyjny Państwa Środka został okupiony ogromnymi kosztami (społecznymi, ekologicznymi, moralnymi), z którymi Chiny będą borykały się jeszcze długie lata, do tego taki „chiński model” można było zaaplikować tylko chińskiej społeczności, w innych kulturach to się nie uda. Chińczycy zdają sobie sprawę z tych mankamentów swojego modelu i raczej nie będą zainteresowani w jego eksporcie. Raczej nie jest możliwe by model rozwoju cywilizacyjnego przenieść bez państwa będącego jego ośrodkiem. Zachód dysponuje olbrzymim potencjałem w obszarze atrakcyjności cywilizacyjnej, jego wolny rynek w połączeniu z demokracją, to model powszechnie stosowany w świecie, pod różnymi szerokościami geograficznymi, do tego sprawdzony. Model, który udanie rozwiązuje problemy przed jakimi stają państwa regionu: sukcesja władzy, zapewnienie rozwoju gospodarczego, stabilizacja społeczna a przynależność do świata „demokratycznego” (czyt.: Zachodu), daje szansę na udział w potężnych projektach bezpieczeństwa zbiorowego.

Najbliższa dekada może się okazać kluczowa dla państw regionu, żeby dalej się rozwijać muszą one zacząć dokonywać wyborów. Światowe mocarstwa o tym wiedzą, za wszelką cenę będą starały się przeciągnąć elity tych państw na swoją stronę. Rywalizacja o surowce dodaje tylko ostrości Nowej Wielkie Grze. Na naszych oczach rozgrywa się starcie trzech wielkich mocarstw: Rosji, Chin i USA. Każde z nich ma wielkie atuty w tej rywalizacji, dla każdego wygrana ma ogromne znaczenie, na pewno nikt nie ustąpi.

Artykuł ukazał się na portalu alt

[1] P. Calvocoressi, Polityka międzynarodowa 1945 – 2000, Książka i Wiedza, Warszawa, 2002, str. 159.

[2] R. Ciastoń, Marynarka wojenna Chin – narodziny potęgi, Biuletyn Opinie, nr 34/2009.

[3] A. Jarosiewicz, Tydzień na Wschodzie, 16.12.2009.

[4] Szerzej o rosyjskiej „soft power”: A. Włodkowska, Problemy dominacji Rosji na obszarze Wspólnoty Niepodległych Państw, Studia i Komentarze IEŚW, nr 4. 5

[5] B. Góralczyk, Chiński model nie do wzięcia, Pulaski Policy Papers, no 7/10.

Czytany 7570 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04