poniedziałek, 19 kwiecień 2010 13:14

Marcin Domagała: Zmiana fasady, czy fasadowa zmiana?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Marcin Domagała
Tragiczna śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego zwiastuje pewną zmianę polityki zagranicznej nie tylko Rzeczypospolitej, ale także Unii Europejskiej. Wbrew wielu pojawiającym się opiniom, nie należy jednak oczekiwać natychmiast głębokiego przełomu. Wiele bieżących interesów Polski i Rosji do tej pory wciąż bowiem biegło kursem kolizyjnym.
Niespotykana w skali europejskiej, a zapewne i świata, tragedia w podsmoleńskim lesie na krótką chwilę wstrzymała wzajemne tarcia polsko-rosyjskie. Nadzwyczaj ciepła reakcja najwyższych władz Federacji Rosyjskiej spotkała się po polskiej stronie z zaskoczeniem i przychylnością. Niestety, podsycana przez media atmosfera jedności w bólu obydwu narodów, nadal pozostaje bardzo powierzchowna.

Niespodziewana śmierć głowy państwa polskiego dokonała się w miejscu nad wyraz ważnym dla Polski. Katyń, w świadomości wielu przedstawicieli polskich elit politycznych, należy do bowiem do mitów założycielskich III Rzeczypospolitej - jak powiedział premier Donald Tusk. Jednocześnie spowodowała lawinę pytań światowej opinii publicznej, cóż takiego stało się na tamtej ziemi, skoro do tego właśnie miejsca ściągnęło główne dowództwo polskiej armii, cała kancelaria prezydencka, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, a także parlamentarzyści ze wszystkich obecnych w Sejmie opcji politycznych?

Demony historii
To pytanie bez wątpienia uderza w Rosję, która do tej pory, w ocenach wielu, dość zachowawczo odnosiła się do zbrodni katyńskiej. Wątpliwe jest by katastrofa smoleńska diametralnie zmieniła nastawienie Rosji w tej sprawie, co od lat kładzie się cieniem na wzajemnych stosunkach. Państwo to niezmiennie traktuje masakrę katyńską w kontekście zbrodni radzieckich, a nie winy samej Rosji i Rosjan. W wymiarze historycznym, mimo licznych starań, polscy prokuratorzy z Instytutu Pamięci Narodowej nie otrzymali do rąk własnych kopii akt sądowych sprawy katyńskiej, która była prowadzona przez rosyjską prokuraturę. Okazano im tylko 60 tomów akt, z blisko 200 istniejących w tej sprawie. W dodatku państwo polskie zaangażowane jest w proces przeciwko Rosji w sprawie katyńskiej w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. W wypadku wygrania sprawy państwo rosyjskie znajdzie się w kłopotliwym położeniu, które znów może pogorszyć wzajemne relacje.

W tym kontekście na dalszy plan schodzi fakt, że Rosja, w niecałe 20 lat po upadku ZSRR, i tak dokonała olbrzymiego postępu w rewizji historii. Symboliczny wymiar klękającego z szacunkiem premiera Federacji Rosyjskiej Władimira Putina na katyńskim cmentarzu odbił się olbrzymim, pozytywnym echem w polskim społeczeństwie. Wzbudził jednocześnie wiele kontrowersji w samej Federacji. Dla wielu Polaków to jednak wciąż zbyt niewiele...

Zmiana, ale...
W wymiarze międzynarodowym, śmierć polskiego prezydenta bywa odczytywana, jako symboliczne zburzenie muru, który dzielił relacje Brukseli z Moskwą. Lech Kaczyński stanowił bowiem ostatni liczący się europejski bastion oporu neokonserwatywnej ideologii, firmowanej przez Georga W. Busha, zakładającą surową politykę wobec Rosji. Trzeba jednak podkreślić, że wraz ze śmiercią kwiatu polskiej prawicy, rzeczników twardej linii politycznej wobec Rosji, zniknęła przeszkoda na drodze budowy porozumienia geopolitycznego między tymi dwoma ośrodkami siły. Tym samym Polska będzie mogła bez oporów realizować politykę normalizacji stosunków politycznych z tym krajem. Podkreślić jednak trzeba, że nadal nie będzie to się odbywało na ogólnopolitycznym konsensusie. Dla części polskich elit politycznych miernikiem tej normalizacji wciąż pozostawać będzie sprawa katyńska. Nie będzie jednak ona jednak już obarczała w takim stopniu stosunków unijno-rosyjskich, jak i woli współpracy głównych ośrodków decyzyjnych w Polsce.

Warto podkreślić, że katastrofa przede wszystkim jednak pozwoliła dać wyraz solidarności i poczuciu braterstwa wobec Polski i Polaków licznym rzeszom Rosjan. Pozwoliła zrzucić z oczu większości Polaków negatywny obraz Rosji i społeczeństwa rosyjskiego, do tej pory kłamliwie i negatywnie rysowanego w polskich mediach. Pokazała, że poza sprzecznymi interesami, po drugiej stronie granicy żyją przecież ludzie, którzy pamiętają i chcą kultywować dobre relacje z Polską. Ten impuls daje obydwu narodom wielki handicap do odbudowy wzajemnych relacji na szczeblu podstawowych więzi. Zbliżenie zatem bez wątpienia pomoże skierować dyskusję społeczną o bolesnych aspektach wzajemnej historii (rozstrzelanie polskich 22 tys. jeńców wojennych w Katyniu - Polska vs. śmierć z powodu złych warunków ok. 20 tys. jeńców sowieckich z wojny polsko-bolszewickiej 1919-20 - Rosja) na właściwe historyczne tory, które nie będą obciążały w takim stopniu bieżących relacji politycznych i gospodarczych.

Niestety empatyczna postawa premiera Władimira Putina i prezydenta Dmitrija Miedwiediewa raczej nie przyczyni się natychmiast do rozwiązania najważniejszych sporów między obydwoma krajami (kwestie energetyczne, czy próby odbudowy wpływów Rosji na Ukrainie i Kaukazie). Z pewnością jednak może przybrać efekt w intensyfikacji wymiany kulturalnej i gospodarczej (przed 1989 r. Polska należała do najważniejszych partnerów handlowych ZSRR). Dopiero ten pomost, powstały na fali współczucia, może w perspektywie długofalowej wpłynąć na poprawę relacji politycznych i zrozumienia dążeń, a tym samym przyczynić się do budowy nici porozumienia - tak bardzo potrzebnej, zwłaszcza Polsce.

Oczywiście realizacja takiego scenariusza zakłada, że przyszłym prezydentem nie zostanie nikt z prawej strony polskiej sceny politycznej. W opiniach części komentatorów, a także w postępowaniu niektórych polityków można zacząć doczytywać się początków budowy mitu „Prezydenta, Który Nie Zdążył Dokończyć Misji". Obudzono znów demony nieroztropności. W przypadku wygranej Prawa i Sprawiedliwości scenariusz może oznaczać nie tylko powrót w stare koleiny, ale wręcz pogorszenie stosunków z Rosją na fali coraz niestety częstszych wynurzeń o rosyjskiej inspiracji katastrofy.

Lekcja z przeszłości
Katastrofa smoleńska w pewnym sensie otrzeźwiła polski naród z marazmu, obudziła jego siłę. Jeszcze raz pokazała, że w chwilach trudnych potrafi on zachować się odpowiedzialnie. Tak samo, jak w 1989 r., kiedy nastąpiło pokojowe przekazanie władzy z rąk schodzącej ze sceny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej na rzecz Solidarności, tak i teraz wypracowane wówczas procedury zadziałały bez zarzutu. Czy jednak ta lekcja czegoś nauczy Polaków, czy będzie tylko powierzchowną reakcją? Czas najbliższy pokaże...

Czytany 7083 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04