środa, 11 listopad 2009 13:18

Marcin Domagała: Mur na Dzień Niepodległości

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Marcin Domagała
Granica UE na wschodzie jest nowym murem berlińskim - stwierdził kilka dni temu były przewodniczący ukraińskiej Werhownej Rady (parlamentu) Arsenij Jaceniuk. Trudno odmówić racji temu, jak do tej pory, jednemu z bardziej trzeźwo myślących ukraińskich polityków.
Jakby na to nie patrzeć, Europa zamknęła się w granicach z Schengen, niwecząc skuteczność oddziaływania swoich wpływów na zewnątrz, za pomocą swobodnego przepływu licznych „nośników europejskie idei". Są nimi ludzie - zarówno obywatele unijni, jak mieszkańcy stref przygranicznych „z drugiej strony barykady". W dodatku warto pamiętać, że to strefy przygraniczne pełnią funkcję okien wystawowych unijnego sposobu życia, a przede wszystkim praktycznego wymiaru unijnej polityki. Niestety, zamiast stosowania z dawna sprawdzonych wzorców, Unia zmieniła się w zrzędliwego mentora, który próbuje odgórnie i z wyższością pouczać sąsiadujące narody, w jaki sposób mają żyć. Nie dziwią zatem marne efekty tego rodzaju podejścia. Polityka tego rodzaju wielokrotnie już pokazała swoje błędne oblicze. Z jednej strony unijne rządy, z godnym podziwu uporem, starają się wspierać, w imię promocji demokracji, różnego rodzaju, i nie raz podejrzanej proweniencji, ugrupowania polityczne m.in. na Ukrainie i Białorusi, zaś z drugiej strony ta sama Unia stawia tamę dla swobodnego przepływu osób.

W tym miejscu przypomnieć wypadałoby kazus słynnego, pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, muru w czeskim Usti nad Łabą. Tamże lokalna czeska społeczność, dążąca do oddzielenia się od awanturniczej wspólnoty romskiej, postawiła mur odgradzający własne domy, od przeradzających się w slumsy bloków, zamieszkałych głównie przez Cyganów. W sporze tym, z którego liberalne media zrobiły marnej jakości sensację, rację miały obydwie strony, ale także obydwie strony były przegrane. Romowie bowiem nie chcieli być tym gorszymi w społeczeństwie czeskim, zaś Czesi chcieli mieć wreszcie święty spokój. W tym wypadku zawiodła polityka rządu czeskiego względem integracji i asymilacji społeczności romskiej, co w końcowym efekcie zaowocowało murem, odgradzającym, słusznie oczekujących bezproblemowego sąsiedztwa Czechów, od biednych i stwarzających ciągłe problemy, Romów.

Podobna sytuacja występuje i dzisiaj, tyle że na szczeblu międzypaństwowym. Co prawda Unia tworzy programy „asymilacyjne", które oficjalnie mają przyczynić się do budowy lepszych podstaw integracyjnych w krajach postsowieckich. W praktyce jednak powstała marnej jakości agentura wpływu, w dodatku niedostosowaną do mentalności, kultury, historii i oczekiwań tych narodów. Tak okrzyczane sukcesem Partnerstwo Wschodnie nie może więc przynieść pożądanych efektów, gdyż jest obarczone poważnym grzechem pierworodnym. Tym grzechem jest brak, na szeroką skalę możliwości, sprawdzenia w praktyce funkcjonowania głoszonych idei. Powód jest jeden - nieruchawy szlaban graniczny. W rezultacie większość ludzi po drugiej stronie unijnej granicy pozostaje obojętna na głoszone szczytne zasady unijne, postrzegając demokratyczne idee zachodnie, jako próbę nieuprawnionej ingerencji we własny system. Ponadto w unijnych założeniach mocno tkwi rzymska zasada divide et impera, skierowana przeciwko Rosji, co dodatkowo powoduje konflikty.

Tymczasem polityka otwartości granicznej już nie raz przyniosła pożądany sukces. Stało się to m.in. w Turcji. Tamże, na drodze ogólnonarodowego konsensusu, zdecydowano się rozpocząć modernizację kraju, którego celem stała się akcesja do Unii Europejskiej. Co prawda negocjacje toczą się już od bardzo dawna, ale też należy podkreślić, że to właśnie otwarcie krajów unijnych na emigrację turecką przyśpieszyło modernizację tego kraju. Nastąpiło to nie drogą odgórnych wskazań, lecz samodzielną wolą obywateli tureckich, co roku wybierających rządy, które wdrażały odpowiednie reformy.

Kolejnym przykładem polityki otwartości, która przyniosła zmiany było otwarcie rynków pracy Wielkiej Brytanii i Irlandii tuż po wejściu Polski do UE. W krótkim czasie, na tereny tzw. ściany wschodniej, z której pochodziła znacząca część emigrantów, zaczął płynąć wartki strumień emigranckich pieniędzy, który znacznie podniósł tamtejszą stopę życiową. Co więcej, w skali ogólnopolskiej na wyobraźnie Polaków podziałały unijne standardy zatrudnieniowe, które zepchnęły na margines neoliberalną i antypracowniczą doktrynę zatrudnieniową. To m.in. dzięki emigrantom w Polsce wzrosły płace, a polscy pracownicy, idąc za przykładem a czasami i pomocą, zachodnich struktur związkowych, zaczęli odważniej domagać się swoich praw. W efekcie dyktat silniejszych do tej pory pracodawców zaczął być ograniczany. To właśnie był efekt otwarcia granic. Dlaczego analogiczna polityka nie może być uprawiana względem naszych wschodnich sąsiadów?

Dzisiaj, 11 listopada, Polska obchodzi święto niepodległości. Według sondażu Rzeczypospolitej sprzed kilku dni tylko 65% rodaków uważa, że Polska tę niepodległość i suwerenność zachowała. To ważny sygnał, który naprawdę pokazuje stopień akceptacji dla bieżącej polityki Unii. Czym innym jest bowiem Unia dla mieszkańców zachodnich powiatów polskich, które graniczą z Niemcami, i których mieszkańcy mogą swobodnie przemieszczać się pomiędzy państwami, a czym innym jest dla Polaków, mieszkających przy wschodniej granicy państwa, którzy wraz z akcesją musieli zwinąć swoje interesy, gdyż odcięto im dopływ klientów ze Wschodu.

Mur unijny, w postaci ustaleń schengeńskich, zamknął Europę w okopach. Tym samym ograniczył jej otwartość oraz skuteczne oddziaływanie na inne kraje - zwłaszcza na wschodzie Europy. Nie zmienią tego żadne programy partnerskie, wsparcia polityczne itd. Tylko zmiana polityki granicznej może tego z sukcesem dokonać. Dopiero jej efektywne funkcjonowanie może przynieść zmianę geopolitycznego układu w tej części Europy. W przeciwnym wypadku Polska długo jeszcze będzie przedmurzem Europy. Tym samym granica na Bugu i Sanie przez długie dziesięciolecia będzie jeszcze odgradzać ekonomiczną kurtyną nie tylko Ukrainę i Białoruś, ale także Rosję, uniemożliwiając jakiekolwiek głębsze porozumienie tych dwóch ośrodków siły - Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej. A tylko ich zgodne współdziałanie pozwoliłoby osiągnąć efektywną przewagę w skali globalnej na geopolitycznej szachownicy. Warto o tym pamiętać w 91. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, gdyż położenie geopolityczne kraju, na styku dwóch potęg, już raz w przeszłości doprowadziło do wymazania z atlasu naszego kraju.
Czytany 6166 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04