sobota, 17 styczeń 2015 07:30

Magdalena Kowalska-Sendek: Gospodarczy impas po misji Afganistanie. Dlaczego polskie firmy nie handlują z afgańskimi?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

  Magdalena Kowalska-Sendek

Obecność polskiego wojska w Afganistanie nie wpłynęła na ożywienie gospodarczych relacji obu krajów. Polsko-afgańska współpraca jest praktycznie niezauważalna.

Dla Polaków gospodarka Afganistanu jest prawie taką samą tajemnicą, jaką była kilka lat temu, kiedy nasze wojsko dopiero rozpoczynało udział w misji Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa. Taka sytuacja, zdaniem ekspertów, nie powinna dziwić. Polacy z reguły nie inwestują w Azji Środkowej, bo po prostu boją się ryzyka. Czemu mieliby inwestować pod Hindukuszem?

Ekonomiczna sinusoida

Najlepszy dla gospodarki Afganistanu czas to lata siedemdziesiąte ubiegłego stulecia. Wówczas najwięcej inwestowano w transport, opiekę medyczną, edukację i nawadnianie pól uprawnych. Rozwój ekonomiczny mocno wyhamował wraz z wkroczeniem na teren Afganistanu wojsk Związku Radzieckiego. Kryzys przybrał na sile, gdy armia radziecka wyszła spod Hindukuszu, a Afganistan pogrążył się w walkach wewnętrznych.

Gospodarka odżyła nieco po upadku reżimu talibów w 2001 roku. Szacuje się, że PKB Afganistanu wzrósł w latach 2002––2005 niemal dwukrotnie i osiągnął poziom 354 USD na osobę (wcześniej 182 dol.). W 2008 wynosił już 800 dol. i to właśnie wtedy po raz pierwszy zaczęto mówić o tym, że Afganistan może aspirować do członkostwa w Światowej Organizacji Handlu (WTO). Tak gwałtowna zmiana w najłatwiejszym do policzenia wskaźniku rozwoju, jakim jest PKB, była w dużej mierze związana z zachodnimi programami pomocy rozwojowej. W ostatnich latach dość szybko zmieniała się struktura demograficzna kraju, co wiązało się z rosnącym znaczeniem miast. Wojna na prowincjach sprawiła, że ludzie zaczęli przenosić się do dużych skupisk miejskich, gdzie mieszkańcy nie tylko mogli się uczyć i pracować, ale i korzystali z najnowszych technologii: telefonii komórkowej, internetu i telewizji. Na przykład Kabul skupia obecnie około 4 mln mieszkańców.

„Między 2004 a 2008 rokiem Afganistan przeżywał ogromny rozwój. To była istna galopada. Bezrobocie spadało, kraj się rozwijał. Ceny nieruchomości szybowały w górę i nierzadko w Kabulu były kilkakrotnie wyższe niż w Warszawie”, mówi Marcin Krzyżanowski, konsul Polski w Afganistanie w latach 2008–2011, właściciel Harekat Consulting, polskiej firmy trudniącej się między innymi konsultacjami pośrednictwem handlowym z krajami Bliskiego i Dalekiego Wschodu. „Afganistan miał też dobry czas od 2010 do 2012 roku, kiedy po ekonomicznym kryzysie światowym pozbył się zadyszki”, dodaje.

Według analityków, właśnie wówczas sytuacja ekonomiczna Afganistanu stabilizowała się, gospodarka osiągnęła relatywnie wysoki poziom. Był to moment, kiedy zagraniczne firmy na poważnie zaczęły interesować się biznesem w tym kraju. „Rynek afgański jest otwarty na zagraniczne, zwłaszcza zachodnie marki. Dotyczy to zarówno motoryzacji, elektroniki, budownictwa, jak i produktów spożywczych. W Kabulu działają przedstawicielstwa oraz serwisy firm takich, jak Dell, Sony, Hewlett Packard, Toyota”, mówiła przed dwoma laty Katarzyna Javaheri, orientalistka, tłumaczka z dari i paszto.

Sytuacja gospodarcza zmieniła się w 2013 roku. „Starzy inwestorzy się wycofywali, a nowych nie przybywało. Nastąpiło niemal całkowite zamrożenie rynku”, dodaje Marcin Krzyżanowski.

Nadzieja w porozumieniu

Prezydentem został Ashraf Ghani, były minister finansów. Zastąpił na stanowisku sprawującego od 12 lat władzę Hamida Karzaja. Największy rywal Ghaniego, były szef ministerstwa spraw zagranicznych Abdullah Abdullah, początkowo nie uznał wyników wyborów, ale ostatecznie porozumiał się z prezydentem elektem.

Pozytywnie mnie to zaskoczyło. Co prawda afgański system prawny nie przewiduje stanowiska szefa egzekutywy, którym został Abdullah Abdullah, ale zawarty pakt jest oparty na afgańskiej tradycji konsensusu. Nas, Europejczyków może to dziwić, jednak w tamtejszych realiach jest to normalne i akceptowalne”, wyjaśnia Krzyżanowski. Były dyplomata przyznaje, że sytuacja polityczna Afganistanu jest ciekawa, choćby dlatego, że Hamid Karzaj jest pierwszą głową tego państwa, która dobrowolnie – bez przewrotu – zrezygnowała ze swojej funkcji. „Zaistniała sytuacja polityczna przypomina w pewnym stopniu rzymską dwuwładzę konsulów. Jeszcze przed podpisaniem porozumienia między Ghanim a Abdullahem krążył po Kabulu dowcip, że panowie będą sprawować władzę naprzemiennie – w dni parzyste i nieparzyste, a w dni wolne do rządów zostaną dopuszczeni talibowie. Jakkolwiek oceniać obecną sytuację od strony konstytucyjnej, to dopóki porozumienie trwa, dla mnie jest to świadectwo zmiany i krok w stronę dojrzałego społeczeństwa”, dodaje konsul.

Niepewność związana z wyborami prezydenckimi mocno odbiła się na gospodarce. Znacząco zmniejszyła się liczba inwestycji, wcześniej i tak nie na wysokim poziomie. Zdaniem ekspertów był to efekt wycofania się z kraju wielu zagranicznych organizacji pozarządowych, co z kolei oznaczało utratę miejsc pracy dla Afgańczyków. Podobną redukcję zatrudnienia spowodowało wśród Afgańczyków wycofanie się ISAF. „Oficjalne statystyki mówią o 20–30-procentowym spadku popytu zewnętrznego. Moim zdaniem te dane są o połowę zaniżone”, ocenia Krzyżanowski.

Na kondycję ekonomiczną kraju wpłynęła też masowa emigracja ludzi majętnych. W obawie przed porwaniami bogaci Afgańczycy przenosili swoje rodziny i biznesy do Dubaju i Stambułu, gdzie bez większych ograniczeń mogą kupować ziemię. „To pokazuje, że informacje o samowystarczalności Afganistanu to mrzonka, zwłaszcza że kraj finansuje samodzielnie zaledwie 20% swoich rocznych wydatków”, uzupełnia Krzyżanowski. Były dyplomata zaznacza jednocześnie, że następny rok – o ile nie dojdzie do wewnętrznych konfliktów – powinien przynieść stopniową stabilizację sytuacji gospodarczej.

Kilka lat wcześniej, kiedy polskie wojsko było zaangażowane w misję w Iraku, dużo mówiło się o tym, iż jest to misja straconych szans. Dlaczego? Bo o ile z punku widzenia armii zaangażowanie w sojusznicze operacje w Iraku, czy teraz w Afganistanie, znacząco wpłynęło na rozwój zdolności militarnych, o tyle Polska gospodarczo praktycznie na tym nie zyskała. „Do tej pory nikt nie próbował nawet wykorzystać naszej obecności w Ghazni. Z drugiej strony, jako były żołnierz, mam mieszane uczucia, gdy mówi się o łączeniu żołnierzy z robieniem interesów”, mówił dwa lata temu ambasador RP w Afganistanie Piotr Łukasiewicz.

Marcin Krzyżanowski przyznaje, że Polska nie miała od początku pomysłu na to, w jaki sposób gospodarczo wykorzystać naszą obecność w Afganistanie. Jego zdaniem negatywnie wpłynęła na to sytuacja w prowincji, w której stacjonowali Polacy. „Ghazni to zlepek kultur, mieszanka wybuchowa. Tam jest zbyt niebezpiecznie, by prowadzić inwestycje. Co innego na przykład w Mazar-e Sharif, Heracie czy Kabulu”, dopowiada. Inna rzecz, że chcąc robić interesy w Kabulu, trzeba tam po prostu być i mieć zaufanych kontrahentów. Były konsul w 2011 roku rozpoczął działalność ekonomiczną. Początkowo stworzył firmę Harekat, oferującą między innymi usługi pośrednictwa i doradztwa handlowego w Iranie, Iraku i Afganistanie. Rok później w Krakowie powstała druga firma, Ariana Trade Group, tym razem z kapitałem afgańskim, która do Afganistanu wysyła między innymi słodycze (np. krówki) i kosmetyki, a importuje biżuterię i przyprawy. „Tam się nie da robić interesów, jeśli się nie zna realiów ani języka. Afgańczycy stosują inny system negocjacji, często opierają się na sympatiach, a nie na rzeczowych, biznesowych argumentach. Nie jest to łatwy rynek”, opisuje.

Zdaniem ekspertów pozamilitarne relacje (ale niekoniecznie handlowe) łączące Polskę i Afganistan powinno się analizować w skali mikro. Wkład w rozwój lokalnej gospodarki w tym kraju miały projekty prowadzone przez ISAF. Przez kilka lat siły zbrojne, w tym również polskie, angażowały się w inwestycje infrastrukturalne, budowę szkół i szpitali. Polscy specjaliści pracujący w zespole odbudowy prowincji na swoje projekty prowadzone w latach 2008–2013 wydali blisko 81 mln zł (pieniądze z rezerwy celowej MSZ i w ostatnim roku z budżetu MON).

Wsparcie w kraju

Projekty pomocowe dla Afgańczyków podejmowano także w Polsce. W taką działalność angażowała się między innymi polska ambasada w Kabulu, która co roku przydzielała tak zwane małe granty. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, współpracując z Krajową Szkołą Administracji Publicznej, organizowało kursy dla przedstawicieli administracji Afganistanu i władz prowincji Ghazni. Kilkukrotnie w Polsce odbyły się też szkolenia dla afgańskich strażaków.

„Z pewnością nie zmieniliśmy tamtejszej rzeczywistości, ale pomogliśmy wielu jednostkom. Leczyliśmy w Polsce poparzoną Afgankę, protezowaliśmy policjanta, opiekowaliśmy się Zarką, a polscy żołnierze uratowali znalezionego przy drodze noworodka. Takich sytuacji z pewnością było wiele więcej. To jest dodatkowa wartość tej misji. Wartość, której już nikt Afgańczykom nie odbierze”, mówi Marcin Krzyżanowski.

Fot. tribune.com.pk
Tekst pochodzi z nr 12 (824) grudzień 2014 miesięcznika Polska Zbrojna.

Czytany 7570 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 15 styczeń 2015 13:26