poniedziałek, 29 marzec 2010 08:19

Łukasz Reszczyński: Turecko-francuskie gry gazowe

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt Łukasz Reszczyński

Ratyfikacja przez turecki parlament umowy dotyczącej budowy gazociągu Nabucco to w przeważającej części decyzja o charakterze geopolitycznym. Pragnąca odgrywać rolę pomostu między wschodem a zachodem Turcja zyskała tym samym bardzo skuteczne narzędzie, które może okazać się niezwykle skuteczne w negocjacjach z UE.

Po dość intensywnych z pozoru zabiegach Moskwy, w celu intensyfikacji procesu tworzenia gazociągu South Stream wydawało się, że konkurencyjny projekt Nabucco pozostanie tylko pobożnym życzeniem Zachodu. Jak się jednak okazuje, zabiegi Rosjan miały charakter bardziej propagandowy niż znajdujący realne odbicie w postępach projektu południowego. Ratyfikacja ubiegłorocznego porozumienia przez Ankarę potwierdza wciąż realne szanse powstania Nabucco. Co jednak ważniejsze, aspekt ten może stać się głównym orężem Turcji w walce o akcesję do Unii Europejskiej.

Bliżej niedająca się określić przyszłość

Ratyfikacja międzyrządowego porozumienia sygnatariuszy projektu Nabucco (inter-governmental agreement, IGA) przez turecki parlament to jeden z ważniejszych kroków w kierunku realizacji przedsięwzięcia (umowa pomiędzy rządami Turcji, Rumunii, Austrii, Bułgarii i Węgier podpisana została w lipcu 2009 roku w Ankarze). Oczywiście jest to jeden z początkowych kroków (zdecydowanie ważniejszym wydaje się chociażby kwestia sfinansowania projektu), jednak determinacja, z jaką podchodzi do niego Turcja napawa pewnym optymizmem. Trudno również nie dostrzec intencji Ankary, która pragnie wzmocnić swoją pozycję zarówno w regionie jak (może nawet przede wszystkim) wobec Unii Europejskiej i tym samym Stanów Zjednoczonych. Rola pomostu pomiędzy Wschodem i Zachodem, a uszczegóławiając – strategiczny korytarz energetyczny dla krajów UE, to cel, który staje się jedną z głównych wytycznych polityki zagranicznej Turcji.

Podstawową determinantą relacji na linii Ankara – Bruksela jest od kilku już lat perspektywa wstąpienia kraju znad Bosforu w poczet członków UE. Nie da się ukryć, że pokaźna część zmian przeprowadzonych przez Ankarę wewnątrz kraju w tym zakresie, służyć miała i ma osiągnięciu tegoż właśnie celu. Obecnie Unia Europejska pozostaje najważniejszym partnerem handlowym Ankary, natomiast członkostwo w Sojuszu Północnoatlantyckim w pewnym sensie obliguje Turcję do zaangażowania w Europejski system bezpieczeństwa. Z drugiej strony, temat akcesji Ankary jest skutecznie odwlekany przez samą UE, która wydaje się wciąż nie być gotowa na przyjęcie tak potężnego (zarówno w sensie gospodarczym, kulturowym jak i militarnym) i ryzykownego zarazem członka. Głównymi przeciwnikami wstępowania Turcji do UE są Niemcy oraz Francja, które to kraje opowiadają się za opracowaniem zasad „specjalnej współpracy” pomiędzy Ankarą a Brukselą, jednak bez pełnej akcesji tego kraju. Jednocześnie jednak ani Berlina czy też Paryż nie przedstawiły do tej pory realnej koncepcji tego pomysłu. Z perspektywy Turcji ważniejsze wydaje się stanowisko Francji, która spośród krajów UE posiada największy udział w gospodarce tureckiej. Swoistą „czarę goryczy” przelało uznanie przez Paryż za „ludobójstwo” słynnego pogromu ludności ormiańskiej w Turcji, na początku XX wieku. Taka otwarta nonszalancja Francji spotkała się z ostrą krytyką i działaniami Ankary, która wprowadziła pewien rodzaj embarga gospodarczego na działalność francuskich firm w Turcji. Efektem tych działań było sprzeciwienie się podjęciu współpracy przy Nabucco z Gaz de France (GDZ) – jednym z głównych graczy na europejskim rynku gazowym. Ewentualne podjęcie współpracy z francuską spółką miało podnieść prestiż i wiarygodność projektu w oczach potencjalnych inwestorów. Wobec blokady GDZ przez Turcję, szóstym sygnatariuszem Nabucco stało się niemieckie konsorcjum RWE.

Jednak Francja

Debata na temat włączenia GDF do projektu Nabucco pojawiła się jednak ponownie całkiem niedawno. Według nieoficjalnych informacji, do rozmów na ten temat doszło podczas ubiegłorocznej, październikowej wizyty prezydenta Turcji – Abdullaha Gula w Paryżu, gdzie spotkał się on z prezydentem Sarkozy`m.

Sytuacja ta stawia Ankarę na dogodnej pozycji, która z pewnością znacznie ułatwi jej starania o akcesję do UE. Turcja zdobyła tym samym poważne narzędzie nacisku na Paryż, od którego oczekuje konkretnych działań. Świadczy o tym chociażby wypowiedź tureckiego ministra energetyki – Tanera Yildiza, który stwierdził, że bez otwarcia rozdziału dotyczącego energetyki (w obustronnych rozmowach z UE – etap ten został zablokowany przez cypryjskich Greków)) nie ma mowy o francuskim udziale w Nabucco.

Dość zdecydowane i twarde stanowisko Turcji zaowocowało działaniami ze strony Paryża. Wizyta francuskiej minister handlu zagranicznego – Anne Marie Idrac (luty 2010), potwierdziła rozpoczętą reorientację polityki Francji wobec Turcji. Oficjalnym celem francuskiej minister w Ankarze były kwestie handlowe, a także chęć pogłębienia współpracy między krajami – Idrac otwarcie zaprosiła tureckich inwestorów do lokowania swojego kapitału we Francji. Mimo iż sama minister dość zręcznie unikała tematu wstąpienia Turcji do UE - wizyta ta (podczas, której obchodzono uroczystość 125 lat współpracy handlowej między obydwoma krajami), jak również ubiegłoroczne spotkanie prezydentów w Paryżu świadczą o „uelastycznieniu” stanowiska Francji, która zaczyna przedkładać interesy ekonomiczne nad kwestie polityczne (według szacunków wymiana handlowa między Francją a Turcją do roku 2012 sięgnąć ma poziomu 15 miliardów euro). Swoistym zwieńczeniem wizyty francuskiej minister w Turcji była jej deklaracja dotycząca poparcia Francji dla otwarcia rozdziału energetycznego w bilateralnych rozmowach unijno – tureckich.

Dwie pieczenie na jednym ogniu

Wydaje się, że sytuacja zazębiająca się wokół Nabucco, a przede wszystkim rola Turcji w tej kwestii stają swoistym „panaceum” na zagraniczne problemy Ankary. Wspomniana przeszkoda, w postaci weta cypryjskich Greków, w perspektywie zyskania silnego sprzymierzeńca w postaci Francji, może okazać się problemem do rozwiązania. Co więcej, unijna perspektywa Turcji powinna podziałać mobilizująco na rozwiązanie problemu cypryjskich Turków. Pewnym optymizmem w tej kwestii może napawać również deklaracja cypryjskiego prezydenta Demetris Christofiasa, który przysiągł, że jeśli w obecnej kadencji (która trwa do 2013 roku) nie uda mu się znacząco przyczynić do rozwiązania problemu Cypru, to nie będzie on ubiegał się o reelekcję w następnych wyborach prezydenckich. 

Na zachód zwrot?!

Obserwowana obecnie zmiana punktu ciężkości w tureckiej polityce zagranicznej, która niedawno zdawała się stawiać przede wszystkim na umocnienie pozycji regionalnej, ponownie stawia na wokandzie kwestię akcesji tego kraju do UE. Turcja pragnie stać się jednym z najważniejszych filarów polityki energetycznej Wspólnoty, co jednocześnie wzmocni jej pozycję w regionie Kaukazu południowego, którą to w ostatnim czasie systematycznie traci na rzecz Rosji. Z perspektywy państw zachodnich stanowi ona rolę ambasadora unijnych interesów na Bliskim Wschodzie i w Azji. Dobre relacje z Iranem, Irakiem, a także, mimo wszystko, z Azerbejdżanem predysponują ten kraj do roli „przedstawiciela handlowego” unijnych interesów surowcowych w regionie, co jednocześnie znakomicie pokrywa się z priorytetami polityki zagranicznej Ankary.

Ponowne podjęcie dyskusji na temat akcesji Turcji do UE jest niezbędne. Dotychczasowa „spychologia” tej kwestii jest wyrazem nie tylko niezdecydowania państw europejskich, ale także braku ich perspektywicznego myślenia, zarówno w kwestii energetycznej, jak również obronnej.

Istotne jest również dostrzeżenie przez europejskich przywódców ogromnej wieloaspektowości związanej z projektem Nabucco. Wciąż nie jest znany główny dostawca surowca napędzającego ten projekt (wśród potencjalnych państw wymienia się Azerbejdżan, Turkmenistan, Iran, Irak i Egipt), jednak możliwość podjęcia w tym względzie współpracy z Teheranem niesie za sobą poważne konsekwencje geopolityczne nie tylko dla Europy ale również dla Stanów Zjednoczonych. Charakter tych konsekwencji wydaje się być w dużej mierze zależny od stanowiska Brukseli, która mając za partnera Turcję może sporo na tym ugrać, jednak potrzeba do tego wspólnego i zdecydowanego stanowiska Wspólnoty.

Czytany 5175 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04