piątek, 04 czerwiec 2010 06:35

Łukasz Reszczyński: Patrioty mocno nie w porę

Oceń ten artykuł
(1 głos)

alt Łukasz Reszczyński

Rozmieszczenie amerykańskich rakiet Patriot na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej to kwestia, o którą władze w Warszawie zabiegały już od dawna. Jednak moment, w którym pojawiły się w Morągu wydaje się mocno niezręczny.

Przyjazd amerykańskich żołnierzy do jednostki wojskowej w Morągu, którzy w sile ponad stu osób stanowić mają personel obsługi naziemnych wyrzutni rakietowych Patriot, stał się już faktem. Wydaje się jednak, że o ile w momencie negocjacji z Amerykanami, jak również po sfinalizowaniu tych starań, poprzez podpisanie pod koniec ubiegłego roku umowy SOFA, zapał strony polskiej jest zdecydowanie mniejszy. Mimo iż bateria Patriot przybyła do naszego kraju na razie na określony czas i głównie w celach szkoleniowych, pewna symbolika z tym związana, jeszcze przed 10 kwietnia miała swoje uzasadnione przesłanie. Obecnie, w okresie tak szumnie obwieszczonego pojednania polsko–rosyjskiego, stanowi dość niezręczny gest, który niejako przeczy niedawnym słowom kierowanym wobec Moskwy.

 

Obecność Patriotów w Polsce to bez wątpienia decyzja o charakterze politycznym. Warszawa nadrabia tym samym swój kompleks „ważnego sojusznika” względem Waszyngtonu, a także drugi – „niższości” – względem Moskwy. Ostatnie napięcia w relacjach z Rosją (rozgorzałe zwłaszcza po słynnych manewrach „Zapad” i „Ładoga”) spotęgowały uczucie strachu wobec coraz odważniejszej (co potwierdziła chociażby sierpniowa woja z Gruzją) polityki zagranicznej Rosji, a także wymogły na stronie polskiej gorączkowe poszukiwania gwarancji własnego bezpieczeństwa. Jako, że wobec gwarancji, zwłaszcza tych „słynnych” sprzed 1939 roku, jesteśmy nastawieni dość sceptycznie, sprowadzenie na nasze terytorium obcych wojsk miało stać się swoistym antidotum. I nie jest istotny fakt, że bateria amerykańskich rakiet, jak już wspomniano, przybyła tutaj w celach szkoleniowych i na przejściowy okres, ani to, że ich realna wartość bojowa jest dość znikoma, zważywszy chociażby na ich liczbę (nie wspominając o kwestiach technologicznych).

O ile jednak, z perspektywy członka Sojuszu Północnoatlantyckiego, umacnianie swoich zdolności obronnych (z czym ma wiązać się wyszkolenie naszych żołnierzy przez Amerykanów) jest działaniem jak najbardziej pozytywnym, o tyle dołączanie do tego wydarzenia „politycznej łatki” jest całkowicie błędne. Mowa tu o lokalizacji, która jest głównym fundamentem rosyjskich protestów. Ewidentne wysunięcie bazy Patriotów w kierunku rosyjskiej granicy tworzy niepotrzebne napięcia, które jak wspominają rosyjscy politycy - nie służą budowie wzajemnego zaufania. Z drugiej strony utwierdza to obraz Polski w rosyjskiej świadomości, jak państwa zakompleksionego i bezmyślnie popierającego Zachód. Jeżeli faktycznie decyzja ta wiązać się miała z troską o rozwój polskich możliwości militarnych i przyszłościowe wzmocnienie obrony powietrznej, można było bazę dla Patriotów umieścić w zupełnie innym miejscu, z dala od wschodniej granicy. O tym, że Rosjanie zdają sobie sprawę z niewielkiej siły bojowej baterii w Morągu świadczą chociażby ich, wyjątkowo spokojne reakcje. Po raz kolejny więc „potrząsamy szabelką” niewiele myśląc o swojej geopolitycznej przyszłości.

Moment, w którym Patrioty przybyły do Polski jest co najmniej niewłaściwy. Z jednej strony wyciągamy pojednawczą rękę do Rosjan, z drugiej montujemy obce instalacje rakietowe na własnym terytorium, co gorsza blisko rosyjskiej granicy. Gest ten z pewnością zostanie przez Moskwę zapamiętany i wykorzystany. Już teraz słychać głosy o tym, że morągowskie Patrioty mogą stać się znakomitym pretekstem dla Moskwy, aby wyzbyć się wszelkich wyrzutów sumienia i dostarczyć Teheranowi system S-300.

Wracając jednak do kwestii samych Patriotów i chęci do polepszania swojego potencjału militarnego przez Warszawę, stwierdzić należy, że po raz kolejny zmierzamy złą ścieżką, która ponad realny interes obronności państwa stawia bliżej nieokreślone „sympatie sojusznicze”. Podobnie jak w przypadku samolotów F-16, obecność baterii Patriot, na długie lata stanie się prawdopodobnie pretekstem dla braku inwestycji w polski system obrony. Traci również na zasadności twierdzenie, że amerykańskie rakiety w Morągu są wstępem, który przygotowuje grunt pod objęcie Polski „zmodyfikowaną” amerykańską tarczą antyrakietową w systemie SM-3. Po pierwsze, jak przekonaliśmy się niedawno, plany amerykańskie administracji w tej kwestii są dość zmienne i zależne od bieżących uwarunkowań geopolitycznych. Po drugie w naszym interesie powinno leżeć zbudowanie własnego systemu obrony powietrznej, oraz ewentualne zintegrowanie go w pierwszej kolejności z państwami europejskimi.

Po raz kolejny wraca, zatem kwestia priorytetów polskiej polityki zagranicznej, które w ostatnim czasie, choć nieśmiało, nabierają nieco innych torów. W tej sytuację obecność Patriotów na naszym terytorium komentować można jako swoisty „błąd przeszłości” i mieć nadzieję, że nie będzie się on nam w przyszłości odbijał czkawką.

Czytany 4915 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04