poniedziałek, 23 kwiecień 2012 09:16

Luc Michel: Wysoka cena Francji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Abdelhakim  Luc Michel

Wzmożone działania fundamentalistów w Europie są odpowiedzią na wyraźny i wyjątkowo nieodpowiedzialne sygnały wysyłane przez USA i NATO. Jednak to właśnie Francja Sarkozy’ego płaci wysoką ceną za tę awanturniczą i nieodpowiedzialną politykę.

Przyszłość należy do tych, którzy posiadają najdłuższą pamięć - Fryderyk Nietzsche

 

„Kim są francuscy dżihadyści?” – pyta belgijski dziennik La Libre Belgique [1], próbując ich rozszyfrować. Temat jest aktualny w kontekście ostatnich wydarzeń w Tuluzie [2]. Przedstawiana jako prawdziwa, perspektywa tych wydarzeń oraz ich dotychczasowa interpretacja wydają się jednak chybione. Przekaz, choć prawdziwy, przedstawia perspektywę francuskiego wywiadu w generowanym, wszechobecnym medialnym przekazie (w stylu ESISC, brukselskiego instytutu „specjalizującego się w badaniach geostrategicznych”). „Eksperci” z tej instytucji zmonopolizowali telewizyjne relacje [3]. Tymczasem w ich analizie brakuje głównych elementów, które pozwoliłyby na wyjaśnienie wzrostu aktywności radykalnych islamistów.

Warto podkreślić, że wzmożone działania fundamentalistów w Europie są odpowiedzią na wyraźny i wyjątkowo nieodpowiedzialny sygnał wysłany przez USA i NATO. Mowa tutaj o współpracy natowskich służb specjalnych oraz służb Francji i Wielkiej Brytanii, z przywódcami Al-Kaidy i AQIM [4], a zwłaszcza z jej północno-afrykańskim skrzydłem w Libii, Syrii i Algierii. Najbardziej charakterystycznym objawem tego działania jest przykład byłego więźnia Guantanamo Abdelhakima Belhadża, który w sierpniu minionego roku był nazywany przez generałów NATO, działających pod francuskim przywództwem – „wojskowym gubernatorem Trypolisu”. To zły sygnał, wysłany wszystkim dżihadystom. Wystarczy bowiem ponownie odczytać wypowiedzi francuskich generałów po zdobyciu Trypolisu w sierpniu 2011 roku... Ten sam Abdelhakim Belhadż stoi obecnie na czele brygady rebelianckiej, operującej w Syrii, posiadającej bazę w Turcji, której obozy szkoleniowe są zorganizowane w Libii – z błogosławieństwem Narodowej Rady Tymczasowej i jej natowskich protektorów.

Francja Sarkozy’ego płaci wysoką ceną za tę awanturę i nieodpowiedzialną politykę. "Obecność fundamentalistów w Syrii oraz ich wsparcie dla Wolnej Armii Syrii, zorganizowane zostały przez tureckich islamistów z Tureckiej Partii Sprawiedliwości i Dobrobytu premiera Recepa Erdogana (AKP) oraz same służby specjalne NATO" – twierdzi wpływowy amerykański think-thank Stratfor, blisko powiązany z Pentagonem i Izraelskimi Siłami Obronnymi. To dopiero początek. Islamscy radykałowie są na fali. Obecnie cieszą się silnym wsparciem ze strony sprzyjających im rządów w Libii, Egipcie, Tunezji i Maroku, w których to państwach salafici i Bractwo Muzułmańskie zdominowali życie polityczne. Do tego dochodzi grabież libijskich arsenałów oraz sprzedaż dla AQIM przez skorumpowanych liderów libijskiego NRT imponującej ilości uzbrojenia. Miało to miejsce zwłaszcza na początku zamachu stanu w Libii, między marcem a majem 2011 r., co opisywał w tym czasie paryski tygodnik Le Canard enchaine [5].

Francja Sarkozy'ego realizuje strategię USA i NATO. Francuski prezydent pogrzebał politykę generała de Gaulle’a zarówno na poziomie europejskim, jak i arabskim. Reintegrując NATO, pokazał jak służalcze może być jego postępowanie, ocierające się wręcz o schizofrenię. Dzieje się to w czasie, gdy codziennie młodzi żołnierze ponoszą ofiary w walce z fundamentalistami w Afganistanie i Iraku, a jednocześnie tych samych fundamentalistów organizuje się i zbroi, jako głównego sojusznika w działaniach w Libii czy Syrii. To niekonsekwencja albo cynizm...

Schizofrenia dotknęła również służby specjalne NATO. Francuskie służby specjalne, które powinny monitorować poczynania fundamentalistów i innych salafitów w Europie, spoglądają z uśmiechem na swoich kolegów w zakresie działań zewnętrznych, szkoleń i uzbrajania tych samych islamistów do walki przeciwko Libii i Syrii. W szczególności mowa tutaj francuskich agentach, którzy dostarczali broń do Zintanu i dla Brygad Trypolijskich w czerwcu 2011 roku, przed przekazaniem głównych zadań liderowi dżihadystów Abdelhakimowi Belhadżowi. To wszystko zostało przemilczane przez francuskie i „natowskie” media po tragedii w Tuluzie!

Należy zaznaczyć, że Francja i wiele krajów NATO bierze udział w realizacji amerykańskiego projektu, nazwanego przez Georga Busha juiniora i neokonserwatystów projektem „Większego Bliskiego Wschodu” i reaktywowanego przez Baracka Obamę. Europejczycy realizują zadania, których nie chcą wykonywać nawet generałowie Pentagonu. Za to niestety płaci się bardzo wysoką cenę, co właśnie zaczęła robić Francja Sarkozy’ego. Stany Zjednoczone, które pomogły Osamie Bin Ladenowi w zorganizowaniu Al-Kaidy na początku lat 80-tych w Arabii Saudyjskiej i Afganistanie przeciwko ZSRR, a następnie wsparli tę samą siatkę przeciwko Jugosławii Slobodana Milosevicia w połowie lat 90-tych – znają tą cenę. Waszyngton płaci ją już od piętnastu lat. Wydaje się, że historia niczego tak naprawdę zachodnich polityków nie nauczyła.

Źródło: http://www.elac-committees.org/2012/04/10/pcn-spo-luc-michel-sarkozy%E2%80%99s-france-pays-cash-its-adventurist-policy-in-libya-and-in-the-middle-east/
Tłum: Kornel Sawiński

____________________________________________________________________
1 http://www.lalibre.be/actu/international/article/727478/qui-sont-les-djihadistes-francais.html
2 W Tuluzie miał miejsce zamach na szkołę, do której uczęszczały dzieci żydowskie.
3 ESISC, jest wymownym przykładem agencji NATO, która zapewnia licencjonowanych ekspertów dla zachodnich mediów:  http://osdir.com/ml/culture.war.guerrelec/2006-03/msg00016.html  
4 Organizacja Al-Kaidy Islamskiego Maghrebu, przyp. tłum.
5 Polityczno-satyryczny tygodnik francuski, znany z ujawniania afer politycznych.
Czytany 5278 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04